Sąd Najwyższy i Krajowa Rada Sądownictwa według Prezydenta Andrzeja Dudy

Reforma sądownictwa pacyfikacja wolnych sądów

W dniu 26 września 2017 r. Prezydent Andrzej Duda przedstawił projekt ustawy o Sądzie Najwyższym (SN) oraz projekt ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa (KRS). Zaproponował wprowadzenie w SN instytucji korygującej prawomocne orzeczenia sądowe w postaci skargi nadzwyczajnej. Wyodrębnione zostałyby dwie nowe Izby SN: Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych oraz Izba Dyscyplinarna. Zmieniłby się także tryb wyłaniania kandydatów na stanowisko
sędziego SN oraz wiek, w którym sędziowie przechodzą w stan spoczynku, czyli 65 lat. Przyspieszony byłby również tryb uchylenia immunitetu.

W przypadku KRS zmiany dotyczyłyby sposobu wyboru spośród sędziów członków KRS. Prawo zgłaszania kandydatów miałaby grupa obywateli (co najmniej dwa tysiące) oraz grupa sędziów (co najmniej dwudziestu pięciu). Sędziowie KRS wybierani byliby przez Sejm kwalifikowaną większością 3/5 głosów, a w przypadku konieczności przeprowadzenia drugiej tury – w głosowaniu imiennym. Transmisje obrad KRS odbywałyby się przez Internet.

Czy te zmiany są dobre? Przyjrzyjmy się im.

Sąd Najwyższy (SN)

Pierwsze wrażenie. Jest to projekt zadziwiający. Z jednej strony zawiera rozwiązania ewidentnie polityczne, dążące do zmiany składu kadry sędziowskiej, a z drugiej irracjonalne, chyba nie do końca przemyślane.

Rozwiązaniem politycznym jest art. 36 paragraf 1 projektu ustalający, że sędzia przechodzi w stan spoczynku z dniem ukończenia 65 roku życia, chyba że Prezydent wyrazi zgodę na dalsze zajmowanie stanowiska. Literalne brzmienie przepisu może sugerować możliwość skrócenia kadencji Pierwszego Prezesa SN, a tym samym naruszenie art. 183 ust. 3 Konstytucji, który stanowi, że Pierwszy Prezes SN jest powołany na sześcioletnią kadencję. Uchwalony przepis nie wywołałby jednak skutków prawnych, gdyż ustawą nie można zmieniać Konstytucji. Byłoby to ustawowe bezprawie. Projekt w art. 108 § 4 wydaje się dopuszczać tego rodzaju interpretację art. 36, ale jego realizacja byłaby w praktyce działaniem siłowym, bez podstawy prawnej.

Poza politycznymi, brak jest innych argumentów sugerujących konieczność obniżenia wieku, w którym sędziowie przechodzą w stan spoczynku.

Także rozwiązaniem politycznym, naruszającym art. 10 Konstytucji jest art. 4 projektu przekazujący władzę nad wewnętrznym funkcjonowaniem Sądu w ręce Prezydenta, a więc także polityka.

Szczególnie bulwersującym zapisem jest art. 88 § 2 projektu stanowiący, że jeżeli SN przy rozpoznawaniu skargi nadzwyczajnej uzna, że przyczyną naruszenia przez orzeczenie zasad lub wolności i praw człowieka i obywatela określonych w Konstytucji jest niezgodność ustawy z Konstytucją, występuje z pytaniem prawnym do Trybunału Konstytucyjnego. Rozwiązanie to jest rażącym naruszeniem art. 8 i art. 178 ust. 1 Konstytucji, które stanowią, że Konstytucję stosuje się bezpośrednio a sędziowie w sprawowaniu swojego urzędu są niezawiśli i podlegają tylko Konstytucji oraz ustawom. Powyższy zapis stanowi przykład ubezwłasnowolnienia sądów i myślenia mającego na celu podporządkowanie sądów władzy wykonawczej.

Ponadto projekt zawiera propozycje zarówno dyskusyjne, jak i zadziwiające. Oto jedne z nich:

 Art. 3 projektu tworzy dwie nowe Izby: Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych oraz Izbę Dyscyplinarną.
 W art. 11 paragrafie 1 jest zapis, iż Pierwszy Prezes jest powoływany przez Prezydenta na 6-letnią kadencję spośród pięciu kandydatów wybranych przez Zgromadzenie Ogólne. Obecnie spośród dwóch.
 Art. 58 wprowadza do SN instytucję ławników ludowych. Zabieg czysto populistyczny, a tym samym irracjonalny.
 Art. 72 określa w sposób zadziwiający skład sądu dyscyplinarnego.
 Art. 86 wprowadza czysto populistyczną instytucję skargi nadzwyczajnej obejmującą orzeczenia, które uprawomocniły się po 17 października 1997 roku.

Analizując powyższe zapisy projektu a zwłaszcza propozycję powołania Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych należy mieć na uwadze treść art. 183 ust. 1 Konstytucji stanowiący, że SN sprawuje nadzór nad działalnością sądów powszechnych i wojskowych w zakresie orzekania. Obecnie przepis ten jest przepisem martwym. Istniejące narzędzia prawne nie pozwalają SN na sprawne realizowanie wskazanego obowiązku. Dlatego jest potrzebne nowe narzędzie, o charakterze nadzwyczajnym, które umożliwiłoby SN efektywne sprawowanie nadzoru. W narzędzie to powinien być wyposażony wyłącznie Pierwszy Prezes SN, a nie podmioty wymienione w art. 86 § 2 projektu. Sprawą do dyskusji jest jego budowa.

W każdym razie nie może zawierać sformułowania zawartego w art. 86 projektu, że „od każdego prawomocnego orzeczenia kończącego postępowanie w sprawie, może być wniesiona skarga nadzwyczajna, jeżeli jest to konieczne dla zapewnienia praworządności i sprawiedliwości społecznej”. Panu Prezydentowi chyba pomyliły się epoki. Zapis godny początkowych lat Polski Ludowej. Ale koncepcja, aby Pierwszy Prezes SN mógł wnosić, na podstawie określonych przesłanek, nadzwyczajny środek zaskarżenia w ciągu na przykład 6 miesięcy od uprawomocnienia się wyroku, godny rozważenia. Sprawy oczywiście powinny być rozpatrywane w trybie zwyczajnym, bez konieczności tworzenia osobnej Izby i bez ławników.

Postulat tworzenia osobnej Izby Dyscyplinarnej także jest postulatem czysto populistycznym, całkowicie niepotrzebnym. Jeżeli jednak jest taka potrzeba polityczna, bo hasło „kasta sędziów sama się sądzi” jest hasłem nośnym, można ją utworzyć, ale w innej koncepcji. Projekt w art. 72 zakłada, dwuinstancyjny sąd dyscyplinarny. W pierwszej instancji sąd by sądził w składzie dwóch sędziów Izby Dyscyplinarnej i jeden ławnik a w drugiej trzech sędziów Izby Dyscyplinarnej i dwóch ławników.

Art. 58 § 2 określa kryteria wymagane do objęcia urzędu ławnika a w art. 59 jest podane, kto nie może być ławnikiem. Aby zostać ławnikiem, między innymi, należy posiadać co najmniej wykształcenie średnie lub średnie branżowe, co może przypominać wczesny PRL, zaś ławnikami generalnie nie mogą być prawnicy. Można byłoby powyższe odwrócić i przyjąć, że ławnikami mogą być adwokaci lub radcowie prawni. Wówczas sąd w pierwszej instancji mógłby orzekać w składzie jeden sędzia Izby Dyscyplinarnej i dwóch ławników. W Izbie orzekaliby delegowani sędziowie z innych Izb, a sama Izba pod względem organizacyjnym byłaby Izbą analogiczną do Izb pozostałych.

Natomiast należałoby rozważyć wykreślenie z art. 43 § 1 ust. 1 zezwalającemu sędziemu na zatrudnienie na stanowisku dydaktycznym naukowo – dydaktycznym lub naukowym. Sędziowie SN na ogół rozstrzygają sprawy i roztrząsają zagadnienia prawne. Sędzia, który jednocześnie prowadzi zajęcia dydaktyczne lub prace naukowe, posiada określone poglądy i stanowiska. Jeżeli także sądzi, jego poglądy naukowe przenoszą się na treść rozstrzygnięć sądu, co powoduje obawy w zakresie jego bezstronności.

Projekt dokonuje także zmian w przepisach szeregu ustaw jak prawo o ustroju sądów powszechnych czy ustawa o prokuraturze rozbudowując postępowanie dyscyplinarne. Jest to przejaw zaburzonego myślenia, którego przejawem są także uregulowania spraw dyscyplinarnych w projekcie ustawy o komornikach sądowych, a które zakłada, że na wszelkie bolączki wymiaru sprawiedliwości należy odpowiedzieć postępowaniami dyscyplinarnymi.

Wnioski:
 Przedmiotowy projekt ustawy o SN jest generalnie zbędny. Realizuje jedynie zamówienie polityczne mające na celu rozbudzanie emocji społecznych.
 Można rozważyć nowelizację obecnej ustawy o SN w kierunku wyposażenia Pierwszego Prezesa Sądu w nadzwyczajny instrument do zaskarżania prawomocnych orzeczeń sądowych oraz zmiany składów sądzących sprawy dyscyplinarne poprzez udział w pierwszej instancji ławników – przedstawicieli innych zawodów prawniczych.

Krajowa Rada Sądownictwa (KRS)

Zgodnie z art. 186 ust. 1 Konstytucji RP Krajowa Rada Sądownictwa stoi na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów.

Art. 187 ust. 1 pkt. 2) Konstytucji stanowi, że KRS składa się, między innymi, z piętnastu członków wybranych spośród sędziów SN, sądów powszechnych, sądów administracyjnych i sądów wojskowych. Kadencja wybranych członków KRS trwa cztery lata (art. 187 ust. 3), zaś sposób wyboru jej członków określa ustawa (art. 187 ust. 4).

Z powyższych przepisów wynika konstytucyjny zakaz skracania kadencji członków Rady. Powyższy zakaz w szczególności dotyczy piętnastu członków wybranych spośród sędziów. Wszelkie próby skracania czy wygaszania kadencji członków należy uznać za sprzeczne z Konstytucją.

Konstytucja nie określa organu i sposobu wyboru wskazanych piętnastu członków Rady. Według aktualnie obowiązującej ustawy o KRS wyboru wskazanych piętnastu członków dokonują samorządy sędziowskie.

Analizując powyższe należy mieć na uwadze art. 186 ust. 1 w związku z art. 10 Konstytucji, który stanowi, że ustrój Rzeczypospolitej Polskiej opiera się na podziale i równowadze władzy ustawodawczej, wykonawczej i władzy sądowniczej. Można więc stwierdzić, że projekt Pana Prezydenta w praktyce władzę w KRS przekazuje w ręce polityków. Powyższe wynika z art. 1 ust. 1 pkt 1 projektu, który stanowi, że to Sejm wybiera wskazanych piętnastu członków Rady. Określony w projekcie sposób wyboru, osławione 3/5, czy też inne propozycje, nie naruszają podstawowej zasady sprowadzającej się do stwierdzenia – piętnastu członków KRS wybierają politycy, czyli przedstawiciele dwóch pozostałych władz. Rozwiązanie to, jako nie konstytucyjne, nie może zostać zaaprobowane.

Podobnie nie może zostać zaakceptowana propozycja zakończenia kadencji Rady z momentem rozpoczęcia kadencji nowych członków Rady (art. 1 ust. 1 pkt. 3. i art. 6 projektu).

Konstytucja nie określa także podmiotu uprawnionego do zgłaszana kandydatur na członków Rady. Projekt w art. 1 ust. 2 pkt. 1 i 2) określa, iż podmiotami uprawnionymi do zgłaszania kandydata na członka Rady jest grupa co najmniej dwóch tysięcy obywateli Rzeczypospolitej Polskiej oraz grupa co najmniej dwudziestu pięciu sędziów. Wydaje się, że to rozwiązanie także narusza konstytucyjną zasadę podziału władz oraz jest irracjonalne. Nie ma racjonalnego powodu, aby kandydatów na członków KRS miała prawo zgłaszać grupa obywateli lub sędziów. Jest to propozycja populistyczna, na zasadzie „cała władza w ręce rad”. Raz już było i wystarczy.

W art. 3 projekt zmienia prawo o ustrojów sądów powszechnych w ten sposób, iż asesor sądowy w określonych warunkach pełni obowiązki sędziego przez okres 4 lat. Wydaje się, iż jest to termin stanowczo za długi. Maksymalny termin pełnienia przez asesora obowiązków sędziego powinien wynosić dwa lata z ewentualną możliwością przedłużenia o pół roku.

Wnioski:
 Projekt, jako niekonstytucyjny w swoich podstawowych propozycjach oraz nieracjonalny, nie zasługuje na uwzględnienie.
 Istniejący stan prawny w zakresie obsadzenia piętnastu członków KRS należy uznać za zadowalający.
 Osobnym problemem jest dobór kandydatów na stanowiska sędziowskie i tym samym dobór kandydatów na członków KRS. W tym zakresie należy dokonać zasadniczych zmian, poprzez oparcie kształcenia przyszłych sędziów na zasadzie mistrz – uczeń oraz ułatwienie przechodzenia do stanu sędziowskiego przedstawicielom innych zawodów prawniczych.
 Ważnym jest wprowadzenie do orzekania w sądach pierwszej instancji ławników.

Autor, Andrzej Zaleski, jest adwokatem współpracującym z miesięcznikiem „Nasze Czasopismo”

Sądny tydzień

Na czatach nie dla reformy sądownictwa Sąd Najwyższy KRS

Poniedziałek, 25 września

W południe miały być ogłoszone projekty ustaw prezydenckich o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa, przygotowanych w miejsce zawetowanych 31 lipca ustaw Prawa i Sprawiedliwości. Nadzieje na obiecaną ich zgodność z konstytucją były duże. Prezydent miał za sobą wielotysięczne manifestacje w obronie sądów, światła wolności płonące w półtorej setki miejscowości, zachęty części episkopatu, głosy Unii Europejskiej. Wydawało się, że tym razem z pałacu prezydenckiego popłynie wyraźny głos za demokratycznym rozwiązaniem sporu o niezależność sądów, chociaż nie brakowało sceptyków. Wskazywali na naciski ze strony Prawa i Sprawiedliwości, na rozmowy z samym jego prezesem. Na słabości charakteru i brak zaplecza politycznego prezydenta.

Rano ukazało się wydanie tygodnika SIECI z dwoma ważnymi tekstami: z wywiadem z Jarosławem Kaczyńskim i dużym artykułem analitycznym Jacka Karnowskiego o niezgodzie prezesa i władz Prawa i Sprawiedliwości na ustawy w formie przez prezydenta zapowiadanej. Najważniejsze fragmenty tych tekstów i zawarte w nich groźby pod adresem prezydenta zamieszczany dalej w artykule „Sądowe igrzyska śmierci”.

Groźby na tyle ostre, że w poniedziałkowe południe prezydent nie pokazał projektów ustaw, tylko ich założenia, dając sobie czas na dostosowanie się do partyjnych ostrzeżeń i zaleceń.

Wtorek, 26 września

Prezydent po południu składa projekty ustaw w Sejmie. Okazują się one zupełnie inne, od zapowiadanych w lipcu. Oddające pełną władzę nad SN i KRS politykom. Niezgodne z konstytucją, zgodne z linią partii Prawo i Sprawiedliwość, a nawet w niektórych punktach ją wyprzedzające. Nie poparły ich najmocniejsze partie opozycyjne – PO i Nowoczesna, bo takich projektów poprzeć nie mogły. Nie zgodziły się też na szybko zwołane konsultacje w sprawie zmiany konstytucji w kwestii
sądów.

Środa, 27 września

Można już było zapoznawać się dokładnie w Kancelarii Sejmu ze szczegółami proponowanych przez prezydenta ustaw. Wśród posłów konsternacja, zdziwienia, a nawet szyderstwa, tak te projekty są dziwnie podobne do tych, które Andrzej Duda zawetował.

74 strony projektu ustawy o Sądzie Najwyższym:
– sędziów wybiera Sejm większością 3/5 głosów, a w braku zgody odbywać się ma głosowanie indywidualne – jeden poseł , jeden głos , co daje większość Pisowi..
– obniżenie wieku przejścia w stan spoczynku do 65 lat , 40 procent składu SN , żeby pozbyć się tych sędziów, którzy działali w PRL. O tym, którzy sędziowie mogliby orzekać dłużej, ma decydować prezydent, on także miałby ustalać regulamin pracy SN, i wybierać jego prezesa spośród trzech kandydatów. W ciągu pół roku każdy z sędziów może, jeśli zechce, przejść w stan spoczynku, a będą musieli to zrobić sędziowie z likwidowanej Izby Wojskowej, której sprawy przejmie Izba Karna

Powstaną nowe izby.

– Izba Dyscyplinarna i Kontroli, do kontroli pracy sędziów, a oceniać ich mają, oprócz sędziów-orzeczników, także ławnicy, ludzie bez uprawnień sędziowskich, wybierani przez Senat, a proponowani przez organizacje społeczne, albo przez grupy stu obywateli. Czyli rodzaj sędziów ludowych.
-Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych , do której będzie można kierować skargi na prawomocne wyroki wszystkich sądów, od daty 17 października 1997 (data wejścia w życie konstytucji). Ta Izba będzie też orzekać o ważności lub nieważności wyborów i referendów.

Znacznie zwięźlejsza jest 6 stronicowa ustawa o Krajowej Radzie Sądownictwa. Wszystkich jej członków mają wybierać politycy, wbrew konstytucji, i wbrew dotychczasowej praktyce.

Czwartek, 28 września

Przed równo 100 laty powstał Sąd Najwyższy. Rano w tę rocznicę w warszawskiej archikatedrze św. Jana, metropolita warszawski, kardynał Nycz, odprawił mszę i wygłosił kazanie ze słowami ,że jeszcze przed paru miesiącami nie spodziewał się znaleźć Sądu Najwyższego „w sytuacji głębokiej troski o samą instytucję i ludzi, a jednocześnie głębokiej obawy o swoją przyszłość”.

Słowa te odnoszą się zapewne do stanu sprzed prezydenckiego lipcowego weta, kiedy odbywały się rozmowy z episkopatem, dające nadzieję na lepsze prawo. W efekcie nagłej rejterady prezydenta pozostaje tylko apel o odwagę sędziów i modlitwa. „Proszę Boga, by nic złego się nie stało, żeby nie został zachwiany żaden fundament w trójpodziale władzy i w służbie na rzecz państwa i człowieka”.

Kardynał powiedział też jednak, że najważniejszą rolą sędziów oraz obrońców ich niezawisłości jest odwaga i cierpliwość, i że z pomocą Boga i ludzkiego oporu „fundamenty polskiego sądownictwa zostaną wkrótce ocalone”. Trudno orzekać, na czym oparł takie przeświadczenie, zwłaszcza, że powiedział również o tym, że
„trzeba czasem cierpieć, żeby coś ocalić.”

Wieczorem w wielkiej sali Zamku Królewskiego w Warszawie zorganizowano obchody setnej rocznicy Sądu Najwyższego. Żeby powstało państwo, musi powstać prawo. Sąd Najwyższy stworzono w roku 1917 na mocy przepisów o tymczasowym zorganizowaniu sądów polskich. Rok później Polska odzyskała niepodległość.

Rocznica jest to więc nie byle jaka, i nie przypadkowi na nią przybyli goście. Dwaj byli prezydenci – Aleksander Kwaśniewski i Bronisław Komorowski. Prezes Sieci Prezesów Sądów Najwyższych Unii Europejskiej i prezes Sieci Europejskich Rad Sądownictwa. Członkowie polskich i europejskich stowarzyszeń sędziów, byli prezesi SN i Trybunału Konstytucyjnego, przedstawiciele samorządów prawniczych, Sejmu, Senatu oraz prezydent Warszawy.

Zabrakło tylko jednej osoby – prezydenta Andrzeja Dudy. List od głowy państwa odczytała szefowa jego kancelarii. Pani prezes SN, Małgorzata Gersdorf, przemawiała do pustego prezydenckiego fotela. Za to głos zabierali prawnicy europejscy , przypominając , że warunkiem wzajemnego uznawania wyroków sądów z różnych krajów jest zaufanie , a ostatnie projekty zmian w sadownictwie polskim niepokoją.

Nasz polski sędzia w Trybunale Sprawiedliwości UE, profesor Marek Safjan, odczytał list od prezesa tego trybunału, podkreślający, że sądy są niezbędne do przetrwania Unii, jednak tylko wtedy, kiedy będą niezależne politycznie i kiedy będą w jednolity sposób stosowały prawo.

Sto lat zobowiązuje do obrony niezależności – powiedział prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia.

Piątek, 29 września

Zza oceanu dochodzi wiadomość, że także w Ameryce patrzą na to, co się dzieje z sądownictwem polskim. Rzeczniczka Departamentu Stanu odczytuje dokument o zaniepokojeniu USA stanem praworządności w Polsce.

Sobota, 30 września

Opozycja pozaparlamentarna zwołuje się na demonstracje na niedzielny wieczór.

Sądowe igrzyska śmierci

Literiada Na czatach Halina Flis-Kuczyńska w obronie sądów

Rozwiały się nadzieje, rozbudzone obietnicą prezydenta, że projekty ustaw o KRS i Sądzie Najwyższym, przygotowanych przez prezydenta na miejsce zawetowanych , będą zgodne z konstytucją.

Jak ocenił profesor Adam Strzembosz, ustawy pisowskie były tragiczne, prezydenckie – są złe. Nadal sądy i sędziowie według nich będą podlegli politykom, co jest niekonstytucyjne. Krajową Radę Sądownictwa ma nadal wybierać parlament, tyle tylko, że większością 3/5 głosów, albo drogą indywidualnych głosowań. Oznacza to, że wybierać będą politycy nie jednej, a kilku opcji.

Dla niezależności sądów różnica to nieduża, ale dla partii rządzącej – istotna. Zwłaszcza, że prezydent chce uszczknąć z tego tortu władzy nad sądownictwem kawałek dla siebie, umniejszając władzę ministra sprawiedliwości. W prezydenckich projektach nie minister sprawiedliwości, a prezydent decydowałby, który z sędziów Sądu Najwyższego po osiągnięciu wieku emerytalnego miałby prawo orzekać dalej.

Pisowski minister sprawiedliwości jest całkowicie zależny od prezesa. Prezydent ze swoja cząstką władzy zależny byłby mniej. A Jarosław Kaczyński czyjejkolwiek niezależności w swoim obozie nie znosi. Znacznie więc istotniejsze od założeń prezydenckich ustaw sądowych jest to, jak się na nie zapatruje prezes partii rządzącej. Od tego zależy przecież ich ostateczny kształt, i los.

O swojej rozmowie na ten temat z prezydentem Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla tygodnika Sieci z 25.09 powiedział:
„Spotkanie z prezydentem pokazało, że możemy rozmawiać, jednocześnie jednak pokazało, że są idące daleko różnice zdań. Czy da się sprowadzić je do jakiegoś wspólnego mianownika, który pozwoliłby posunąć sprawę reformy sądownictwa naprzód, tego dziś nie wiem. Zobaczymy, co dokładnie zaproponuje prezydent”.

Precyzuje tę myśl, i osąd władz Prawa i Sprawiedliwości, Jacek Karnowski w artykule „Dlaczego PiS powie prezydentowi „nie” – w tym samym numerze tygodnika. Sieci:
„Prawo i Sprawiedliwość nie zaakceptuje reformy sądownictwa w kształcie, który wyłania się z obecnych propozycji prezydenta Andrzeja Dudy. Porozumienie jest wciąż możliwe, ale warunek jest jeden: muszą powstać nowe ustawy, inaczej napisane, zbudowane na bazie pierwotnych projektów PiS, przy uwzględnieniu zastrzeżeń głowy państwa. W tle jest pytanie, czy za sprawą decyzji prezydenta projekt naprawy Rzeczypospolitej nie dotarł do granicy tego, co możliwe w obecnym rozdaniu”.

Poza zdecydowanym sprzeciwem aby prezydent był ostatecznym arbitrem w wyborze członków KRS, z czego prezydent zrezygnował, proponując głosowanie indywidualne posłów, równie istotny jest spór, jak rozumieć konstytucję w odniesieniu do Sądu Najwyższego, któremu prezydent nie tylko chciałby zapewnić szczególną ochronę, ale też dać, cytuję „pewien zakres kontroli konstytucyjnej”.

Według PiS oznaczałoby to „podważenie całej drogi polityczno – prawnej związanej z bojami wokół Trybunału Konstytucyjnego. SN mógłby wówczas stać się realizatorem i patronem tzw. rozproszonej kontroli ustaw. Nie byłoby żadnej gwarancji, że ustawy przyjęte przez parlament i podpisane przez głowę państwa nie byłyby podważane w sądach powszechnych”.

Czyli, prościej mówiąc, prezydent projektował częściową przynajmniej naprawę błędu, jakim był jego udział w zniszczeniu Trybunału Konstytucyjnego.

Na tym nie koniec. Artykuł objaśnia, jak rządząca partia, czyli prezes Kaczyński, widzi tło sprawy sądów.
„Co więc, według PiS, jest politycznym celem Andrzeja Dudy? Możliwość skutecznego kandydowania bez względu na zgodę partii rządzącej, a nawet wbrew niej. Taka taktyka jest odczytywana przez kierownictwo obozu jako skrajnie wręcz egoistyczna, grożąca klęską, destrukcyjna”.

„ …liderzy PiS definiują sytuację następująco: trzeba szybko rozstrzygnąć dylemat – albo prezydent jest z PiS i obóz idzie dalej, albo doszliśmy do granicy tego, co możliwe w tej konstelacji. W tym drugim wypadku do końca kadencji rząd nie będzie podejmował wielkich reform, i skupi się na dobrym zarządzaniu oraz na budowaniu poparcia. Wówczas jednak historyczna odpowiedzialność za to zaniechanie spadnie na głowę państwa.”

Ostrzeżenia i płynące z nich groźby, opublikowane w czasopiśmie ukazującym się w poniedziałkowy poranek, zapewne były powodem, że prezydent w poniedziałkowe południe nie przedstawił projektów ustaw, tylko założenia do nich, pozostawiając sobie pole do poprawek, negocjacji i ustępstw. Poprawek, to mało powiedziano. Raczej do odwrotu. Do rejterady żałosnej. To, co zostało przedstawione we wtorek, tak właśnie, jak napisaliśmy na początku, rozczarowało. Bo i skarga nadzwyczajna nie wniesie niczego dobrego do przeciążonych pracą sądów, ani propozycja posadzenia w Sądzie Najwyższym ławnika obok najbardziej doświadczonych sędziów kraju, z równym im głosem, niczego dobrego nie wróży.

Prezydent dał się zastraszyć, nie pokazał projektów zgodnych z konstytucją, a zaufania PiS nie odzyskał. Przeciwnie, z pisowskiego obozu słychać szyderstwa i kpiny na temat prezydenckich propozycji, zgodnych z pisowskim dyktatem.

Nadal nie wszystko wiemy o słowach, jakie padły w czasie rozmów Prezesa z Prezydentem. Natomiast widać wyraźnie, że próby samodzielności prezydenta mocno ugodziły dumę i nadwrażliwość Jarosława Kaczyńskiego, znanego ze swojej pamiętliwości i mściwości. W tych zapisanych i podanych do publicznej wiadomości jest groźba jasno wyłożona: albo jesteś z nami, albo przepadniesz…

Widać, że prezydent już skłócił się ze swoim obozem politycznym, a zaufania opozycji nie uzyskał, i uzyskać go nie mógł, proponując niekonstytucyjne rozwiązania i uciekając z pozycji obrońcy prawa pod parasol pisowskich pieniędzy i kadr. Ma jeszcze wybór czy ukorzyć się, pozostając wiernym sługą swojej partii, czy wycofać swoje projekty, poprawić je na zgodne z konstytucją, i odważnie stanąć w obronie prawa. Może taką nadzieję wyrażał słowami swojej homilii kardynał Nycz?
Nadzieję podobną miałam i ja do czwartkowej rocznicy stulecia Sądu Najwyższego. Puste prezydenckie krzesło w wielkiej sali Zamku Królewskiego, to symbol braku odwagi człowieka formalnie będącego głową państwa, w tak ważnym czasie, przy świętowaniu tak historycznie znaczącej rocznicy.

Możliwość taka jest tylko teoretyczna. Nie można spodziewać się już odważnych posunięć od człowieka, który nie tylko złamał swoje obietnice, ale nie potrafił nawet stanąć twarzą w twarz przed zebraną na Zamku społecznością prawniczą.

Reforma czy gra o tron?

Na czatach Jacek Dubois o reformie sądownictwa PiS

Prezydent złożył Marszałkowi Sejmu dwa projekty ustaw: projekt ustawy o Sądzie Najwyższym oraz projekt nowelizacji ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa. O potrzebie reformy sądów mówi się po obu stronach politycznej barykady. Reforma z definicji ma na celu ulepszenie istniejącego stanu rzeczy. Czy rozwiązania zaproponowane przez Prezydenta zapewniają zmianę na lepsze? Przyjrzyjmy się, jakie będą skutki wejścia w życie takich rozwiązań prawnych.

W projekcie ustawy o Sądzie Najwyższym zaproponowano regulację, zgodnie z którą sędzia Sądu Najwyższego przechodzi w stan spoczynku, co do zasady, w wieku 65 lat. Nie budzi to najlepszych skojarzeń. W 1983 r. wybitny adwokat Władysław Siła-Nowicki – członek Komitetu Obrony Więźniów powołanego przez Komisję Koordynacyjną Porozumiewawczą „Solidarności”, ekspert Krajowej Komisji i doradca Lecha Wałęsy, obrońca w licznych procesach politycznych – zmuszony został przez ówczesną władzę do przejścia na emeryturę po ukończeniu 70. roku życia.

Po 34 latach w ten sam sposób Prezydent usiłuje pozbyć się I Prezes Sądu Najwyższego Małgorzaty Gersdorf, która została powołana na sześcioletnią kadencję w 2014 r. Skrócenie kadencji I Prezes Sądu Najwyższego jest niekonstytucyjne (zob. art. 183 ust. 3 Konstytucji) i tworzy niepokojący precedens, na mocy którego można skrócić kadencję dowolnego organu państwowego. Bliźniaczo podobna sytuacja miała miejsce nie tak dawno na Węgrzech, gdzie na mocy przepisów wprowadzających nową ustawę zasadniczą z dniem jej wejścia w życie na trzy i pół roku przed terminem wygasła kadencja prezesa Sądu Najwyższego Andrása Baka. Sprawa została rozpatrzona przez Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu (Baka przeciwko Węgrom – wyrok Wielkiej Izby ETPC z dnia 23 czerwca 2016 r., skarga nr 20261/12). Trybunał w swoim rozstrzygnięciu stwierdził m. in., że z zasad niezawisłości i bezstronności sądów oraz nieusuwalności sędziów wynika domniemanie ochrony prawa sędziego do pełnienia swych funkcji przez całą kadencję, na którą został powołany. Trudno takie stanowisko Trybunału podważać. Doświadczony i mądry sędzia powinien mieć możliwość sprawowania swojej funkcji jak najdłużej.

Z kolei pomysł wprowadzenia skargi nadzwyczajnej od każdego prawomocnego orzeczenia to nie tylko przedłużenie postępowań poprzez stworzenie „czwartej instancji”. To przede wszystkim zniweczenie jakiejkolwiek pewności obrotu. Po co sądy mają orzekać, skoro żaden wyrok „prawomocny” nie będzie trwały? Objęcie skargą nadzwyczajną orzeczeń sprzed wejścia w życie ustawy jest natomiast świetnym narzędziem politycznej walki. Przy jego wykorzystaniu można w zależności od potrzeby chwili doprowadzić do skazania niewinnych i ułaskawienia skazanych. Co za tym idzie można tworzyć historię na nowo. W świetle proponowanych zmian czymś zupełnie normalnym stanie się czwartoinstancyjne rozpoznanie dawno zakończonych procesów. Jeśli prezydencka ustawa wejdzie w życie, usłyszymy o ludziach, którzy na podstawie zapadłych wyroków ułożyli sobie wszelakie stosunki, w tym majątkowe i rodzinne, a teraz są przejęci trwogą, że wszystko to mogą utracić w majestacie prawa.

Wprowadzając element społeczny Prezydent proponuje, by w Sądzie Najwyższym orzekali także ławnicy. Co do zasady instytucja ławników to dobry pomysł, pod warunkiem jednak, że – jak w Stanach Zjednoczonych ława przysięgłych – ławnicy zajmują się oceną faktów. Tymczasem Sąd Najwyższy jest sądem prawa. Ławnicy jako niefachowcy nie będą kompetentni, by oceniać sprawy z perspektywy naruszenia prawa, podobnie jak hydraulicy (za wyjątkiem Leonarda Susskinda, profesora fizyki teoretycznej na Uniwersytecie Stanforda, który zaczynał jako hydraulik) nie będą kompetentni do oceny osiągnięć Alberta Einsteina.

Najważniejszą z perspektywy władzy planowaną zmianą jest jednak powołanie nowej Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego. To właśnie ta izba, kadrowo zbudowana przez nową upolitycznioną Krajową Radę Sądownictwa – będzie rozstrzygać o ważności wyborów. A to pachnie już gomułkowskim: „władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy”, ale w białych rękawiczkach.

W prezydenckim projekcie nowelizacji ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa mowa jest o wybieraniu członków tego gremium większością 3/5 głosów w Sejmie. Gdy w terminie 2 miesięcy Sejm nie wybierze kandydatów do KRS, wyboru spośród zgłoszonych kandydatów ma dokonać prezydent. Niekonstytucyjność zmian dotyczących Krajowej Rady Sądownictwa zauważył sam Prezydent i zaproponował, że w związku z tym zmieni także ustawę zasadniczą. Jasne jest zatem, że Konstytucja w jego mniemaniu jest de facto aktem niższego rzędu, skoro można ją dowolnie zmieniać pod dyktando – pisanej „na kolanie” i bez konsultacji ze środowiskiem prawniczym – ustawy. Jest to kolejna odsłona niebezpiecznej idei prof. Stanisława Ehrlicha, który źródła legitymizacji władzy upatrywał w woli politycznej, a nie w prawie, któremu nawet władza musi się bezwarunkowo poddać.

Należy sobie jednak zadać pytanie o cel takich zmian w trybie wyboru członków KRS. Posłużmy się wymowną analogią: w jaki sposób dochodzi do ustawiania wyników meczów piłkarskich? Najczęściej poprzez ulokowanie na boisku „swojego” sędziego. A zatem celem władzy jest wstawienie do KRS „swoich” funkcjonariuszy. Odpowie ktoś: przecież to wciąż są sędziowie, ludzie o nieskazitelnym charakterze i najwyższych przymiotów moralnych! Tak, należy jednak pamiętać, że – jak zauważyła prof. Ewa Łętowska – sędziowie są krew z krwi kość z kości narodu polskiego. Nie mówimy, że każdy sędzia zachowa się niegodziwie po wejściu w życie proponowanych przez Prezydenta zmian. Mówimy jedynie o zwiększeniu prawdopodobieństwa zachowania się przez sędziego w sposób nielicujący z jego niezawisłością.

Krok w stronę upolitycznienia sądów może skończyć się bardzo źle. Przykładem stalinowskie sądy, gdzie również orzekali sędziowie. Wystarczy zajrzeć do książki „Widziane z ławy obrończej” Anieli Steinbergowej, by zobaczyć, jak asystent na Wydziale Uniwersytetu im. Stefana Batorego w Wilnie, radca prawny Banku Dyskontowego, adwokat i przedwojenny sędzia zamieniają się w zbierających śmiertelne żniwo sędziów-funkcjonariuszy w powojennych procesach politycznych, w których naruszenie praworządności sądzenia jest tak oczywiste, że aż kłuje w oczy. Ideałem dla władzy tego rodzaju jest sytuacja, w której nie ma nawet potrzeby wywierania nacisków na sędziów. Wystarczy, że atmosfera jest jasna, a wymagania stawiane im przez władzę – znane. Wówczas sędziowie wykonują swoją pracę w sposób pozornie niezawisły, jak Grimaud – pachołek Atosa w słynnej powieści płaszcza i szpady, którego pan nauczył spełniać rozkazy „za najmniejszym gestem lub ust poruszeniem”.

Tymczasem Sądy są strażnikiem obywatela i chronią przed wszechmocą państwa. Mają za zadanie reagować wówczas, gdy władza narusza elementarne zasady. Prezydenckie ustawy stanowią zagrożenie dla tego modelu, skoro sądy będą uzależnione od władzy ustawodawczej i wykonawczej.

***

Po zawetowaniu dwóch ustaw dotyczących polskiego sądownictwa, przyjętych głosami parlamentarzystów Prawa i Sprawiedliwości, Prezydent zapowiedział, że przedstawi własną wizję. Mówiąc obrazowo, o ile rozwiązania zawarte w projektach poselskich mordowały Konstytucję, o tyle regulacje opracowane przez Prezydenta pozostawiają ustawę zasadniczą dotkliwie pobitą. Niestety zaproponowane przez Prezydenta zmiany legislacyjne są próbą totalnego przejęcia władzy sądowniczej i podporządkowania jej, wbrew monteskiuszowskiej idei, legislatywie i egzekutywie. Z całą pewnością takie działania nie mogą być nazwane reformą, a negatywne skutki wejścia w życie opisanych rozwiązań prawnych dotknąć mogą każdego, kto zetknie się z sądami.