Minął rok…

Kiedy Halina Kuczyńska poprosiła mnie, bym podzielił się z Wami swoimi wspomnieniami z minionego roku, zakłopotałem się – działo się przecież tyle, że trudno z mnogości zdarzeń wyekstrahować te najważniejsze, każdy tydzień przynosił zwroty w akcji, których Hitchcock mógłby Obozowi Dobrej Zmiany pozazdrościć. Napięcie ciągle rosło…

Jednak udało się – trzy wątki chciałbym wspomnieć, każdy z nich ma swoje równorzędne dla rozwoju wydarzeń, także w przyszłości, znaczenie.

Skończony demontaż Trybunału Konstytucyjnego

Nie wszystko załatwiono w 2016 roku, gdy w grudniu odszedł po zakończeniu kadencji Andrzej Rzepliński. Na swoim miejscu pozostał wszak znienawidzony przez PiS wiceprezes Stanisław Biernat, którego kadencja upłynąć miała w czerwcu. Powołana przeze prezydenta niezgodnie z PiS-owską ustawą mgr Julia Przyłębska słusznie uznała, że tę przeszkodę trzeba usunąć. Jak? Zgodnie z kodeksem pracy – wysyłając na zaległy urlop. Zaś pozostałym sędziom, tym wybranym zgodnie z konstytucją i ustawami, utrudnił uczestnictwo w orzekaniu prokurator generalny – Zbigniew Ziobro. Też magister. To pewnie duża frajda, gdy słaby magister może pomiatać profesorami. Frajda psychopaty…

Nędza nowego, zdeformowanego Trybunału z całą jaskrawością ukazało postanowienie (nie ma określenia na decyzję nielegalnego, z punktu widzenia litery Konstytucji – rozstrzygnięcia) z 24 października 2017 r. o odrzuceniu wniosku Adama Bodnara o wyłączenie ze składu orzekającego w sprawie K 1/17 dr. hab. Mariusza Muszyńskiego i prof. Henryka Ciocha. Skład z ich udziałem orzekł, że mają dalej orzekać. Inaczej mówiąc Cioch i Muszyński orzekli, że Cioch i Muszyński zostali właściwie wprowadzeni do Trybunału. W ten sposób wyprowadzili nas z europejskiej kultury prawnej, negując podstawową jej zasadę – nikt nie może być sędzią we własnej sprawie. Ma to fundamentalne znaczenie dla innych wyroków, które będą z tego właśnie powodu kwestionowane, jako „non est”.

Wykańczaniu Trybunału, co było warunkiem kolejnych deform państwa coraz wyraźniej zaprowadzających policyjny porządek w państwie, towarzyszyła walka o Sąd Najwyższy, Krajową Radę Sądownictwa i sądy powszechne.

Bez uczciwych, bezstronnych, niezależnych sądów nie ma mowy o pełnej demokracji i przestrzeganiu podstawowych, gwarantowanych przez konstytucję praw obywatelskich. W tym kontekście moja pamięć zatrzymała dwa bardzo ważne wydarzenia: łańcuch światła 21 lipca, który w całym kraju zgromadził setki tysięcy ludzi, manifestujących swoje przywiązanie do równowagi władz, niezawisłości sędziów i zaufanie do takich osób, jak I Prezes Sądu Najwyższego, prof. Małgorzata Gersdorf, która w swoich wystąpieniach dawała wyraz sprzeciwu wobec planów i czynów Prawa i Sprawiedliwości.

Dlatego tak przykry był ogłoszony jesienią jej projekt wprowadzenia do Sądu Najwyższego ławników, „którymi mogą być również osoby duchowne posiadające odpowiednie kwalifikacje zawodowe.”

Późniejsza rozpaczliwa walka M. Gersdorf z prezydencko-pisowkim projektem ustawy o Sądzie Najwyższym nie mogła zrównoważyć utraty szacunku spowodowanego niewydarzonym i nieprzemyślanym projektem. Zwłaszcza, że został całkowicie zlekceważony i przemilczany przez obóz władzy.

Trzeci wątek, który uważam za istotny, to wydarzenie po stronie opozycji – wypadnięcie Komitetu Obrony Demokracji na margines, co kwitowałem swoimi tekstami w Studio Opinii, ale najlepiej – bo skrótowo – w komentarzu pod jednym z nich skomentował „Narciarz”:

„Trzeba zaakceptować fakty. Taki rząd, jacy obywatele. Taka opozycja, jacy obywatele. To dotyczy także KODu. Taki KOD, jacy obywatele. Kłótliwi. Titanic tonie, a oni się sprzeczają o stolik w restauracji z najlepszym widokiem na wodę w sąsiednim pokoju. A powinni razem naprawiać szalupę.”

No właśnie, mam nadzieję, że nie tylko KOD, Obywatele RP, Akcja Demokracja, Odnowa, Inicjatywa Wolne Wybory oraz cała opozycja w 2018 roku ze zdwojoną energią wspólnie zabierze się do naprawy ORP „Polska”.

Rok skończony – rok zaczęty

Rok miniony był tak dobry gospodarczo, jak był zły w polityce. Rok 2018 będzie pierwszym wyborczym sprawdzianem nowej władzy – jesienią wybieramy samorządy.

Od stycznia do grudnia, z przerwami, trwały demonstracje w obronie niezawisłości sądów i niezależności sędziów. Bezskuteczne. Za uczestnictwo w nich kilkuset obywateli zostało ukaranych, dalsi czekają na wynik prowadzonego przeciw nim postępowania, a trybunały poddane zostały rządowej kontroli.

Finał roku 2017 przyniósł nowego premiera i zapowiedź zmian w rządzie . Jednak zanim one na początku stycznia 2018 nastąpiły, premier Mateusz Morawiecki pojechał w pierwszą podróż, do Torunia, do księdza Rydzyka, z prośbą o błogosławieństwo i o dalszą pomoc potęgi medialnej tego redemptorysty.

Potęga ta jest wielka. Sondaż CBOS ogłoszony 4 stycznia, przyniósł glorię dla rządów Prawa i Sprawiedliwości: obywatele obdarzani pieniędzmi z programu 500+, karmieni propagandą Radia Maryja i telewizji Trwam na przemian z rządową telewizją, wierzą, że w kraju dzieje się wspaniale Uznali rok 2017 najlepszym rokiem od przełomu 1989.

Tymczasem w Brukseli tracą do nas cierpliwość, widząc systematyczne naruszanie w Polsce zasad praworządności, dodatkowo obrażani fochami byłej premier Beaty Szydło, pisowskich europarlamentarzystów i znanego już z zamiłowania do brutalnych odezwań ministra Szyszki, w rozprawach o wycinkę Puszczy Białowieskiej przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej w Luksemburgu obrażającego sędziów.

Jakkolwiek nie należy do obyczaju naszego rządu poczuwać się do winy w sprawach naruszania zasad demokracji, jednak uruchomienie artykułu 7-go przeciwko Polsce jest niewygodne dla rządzących i nowy premier oraz nowy szef dyplomacji starają się posługiwać językiem bardziej kulturalnym. To oczywiście nie wystarczy aby dalsze procedury dyscyplinujące Polskę zatrzymać. Potrzebne jest zyskanie sojuszników. Premier odbył pielgrzymkę do Budapesztu z prośbą o wsparcie.

Przespacerował się po dywaniku przed kompanią honorową wojska i kilka łaskawych słów od Victora Orbana usłyszał.
Tak wygląda znak czasu. Nasi premierzy nie do Moskwy, jak w PRL, nie do Rzymu, jak w III RP, ale do stolicy Węgier jeżdżą z symbolicznymi wizytami, ograniczonej do sfery języka. Polska polityka w rękach dziwnego człowieka z Żoliborza karleje. Czas wystąpienia Lecha Wałęsy przed obiema izbami amerykańskiego parlamentu, zaczynającego dumnymi słowami „My-naród” opowieść o obaleniu komunizmu w Europie środkowej, pozostaje pięknym, ale historycznym wspomnieniem.

Dziś Polska jest kłopotem Europy, a dla nas, obywateli, powodem do obaw i zażenowania.

Mając zgodę prezesa na zmiany w rządzie, Mateusz Morawiecki zdymisjonował najbardziej szkodliwych i mocno znienawidzonych ministrów, w tym niesławną trójcę : Antoniego Macierewicza, ministra Obrony, Konstantego Radziwiłła, ministra Zdrowia, oraz Jana Szyszkę od Środowiska. Ci trzej wyrządzili duże szkody powierzonym im : Armii, Służbie Zdrowia i Przyrodzie.

Nie zmienia to niczego, gdyż wybrani nowi nominaci są tą samą kierowani ręką i będą postępowali tak, jak poprzednicy. Widać to z ich pierwszych poczynań i wypowiedzi.

Wrażenie zmiany, ograniczone de sfery języka, powstało na propagandowy użytek . Krajowy, dla ocieplenia wizerunku przed wyborami, zagraniczny – dla złagodzenia nastrojów niesmaku w Brukseli… Dla nas, tubylców, stare dzieje. Zakończono prace nad ordynacją wyborczą, dającą pełny nadzór nad przebiegiem i liczeniem wyników wyborów – politykom rządzącej partii.

Nie kończy się prac na budżetem . Zapewne celowo . Sondaże są tak dla PiS korzystne (ponad 40 procent poparcia!), że może zamiarem rządzących jest niezatwierdzenie budżetu, aby skorzystać z okazji rozwiązania parlamentu? Nowe wybory przy tak wysokim społecznym poparciu mogą dać większość konstytucyjną. Nowa konstytucja, to koniec wypominania władzy, że poprzednią nieustająco łamała… Nęcące to rzeczy, chociaż ryzykowne, i być może są nam szykowane.

Przeszkód nie widać. Opozycja nie jest w stanie nawet zagłosować nad projektem obywatelskim w sprawie edukacji seksualnej, dostępności antykoncepcji oraz liberalizacji przepisów aborcyjnych. Zabrakło 9 głosów, aby projekt przeszedł do dalszych nad nim prac w komisjach. Praca tysięcy kobiet nad zbieraniem podpisów poszła na marne. Jednym posłom się głosować nie chciało, inni się bali, choć nie wiadomo, czego?

Zapytaliśmy naszych czytelników o ich ocenę minionego roku i o przewidywania, co też nam przyniesie rok zaczęty. Sporo osób odmówiło, obawiając się utraty pracy, albo innych represji. Inni, bo nie uznali za ważne napisanie do tak skromnego medium. To także znak czasu. Wiadomo, że kiedy umiera wolność, jej miejsce zajmuje strach, a ludzie muszą żyć i chronić swoje rodziny. Trudno mieć o to do nich pretensje.

Trochę osób jednak odpowiedziało. Przeczytajcie, bo to ciekawe teraz, a będzie jeszcze ciekawsze za rok.

Obywatele bronią sądów

Na czatach nie dla reformy sądownictwa według PiS

Już od tygodnia w wielu miastach Polski odbywają się demonstracje w obronie sądów oraz jako sprzeciw wobec projektów ustaw prezydenckich. Gdyby prezydent odważył się przedstawić poprawne konstytucyjnie ustawy, miałby historyczną szansę na zatrzymanie postępów w przekształcaniu Polski w państwo dyktatorskie, państwo jednej partii, a właściwie – jednej osoby. PiS ustawy te by odrzuciło, przedstawiło własne, prezydent by je znowu wetował… zyskiwalibyśmy czas.

20 lipca Sejm uchwalił pisowską ustawę o SN i KRS, dwa dni później przyklepał ją Senat. I nagle Prezydent zgłosił weto. Już tym samym udało mu się zatrzymać wprowadzanie w życie dwu ustaw sądowych, na razie na dwa miesiące.

Wszystko było rozpisane w czasie. Żeby nie robić wyborów samorządowych w dzień 11 listopada 2018 roku, PiS proponowało zmianę ordynacji wyborczej, przy okazji modelując ją według swoich potrzeb. A więc nie jedna, a dwie komisje wyborcze. Ta pierwsza, do pracy przy przebiegu wyborów, ta druga, do liczenia głosów. Mówił o tym Jarosław Kaczyński na kongresie partii 1 lipca.

Wicemarszałek Sejmu z kolei głosił, że będą możliwe jeszcze głębsze zmiany ordynacji wyborczej, jeśli nic nie stanie Prawu i Sprawiedliwości na przeszkodzie, to znaczy, jeżeli w terminie i sposobie przewidzianym odbędzie się reforma sądownictwa.

Chadzają słuchy o przygotowywanych zmianach granic okręgów wyborczych, dla poprawy wyników kandydatów PiS. O zakazie startu w wyborach kandydatów bezpartyjnych. O zmasowanym szukaniu pretekstów do wszczęcia postępowań prokuratorskich wobec kandydatów niewygodnych dla PiS. O zmianie liczby mandatów w okręgach wyborczych, zależnie od prognozy wyników. PiS chce być absolutnie pewne wygranej w wyborach samorządowych. Plan jest przemyślany, przygotowany. Na to wszystko potrzeba czasu, stąd złość PiS na prezydenta, który robi jakieś przeszkody na drodze ku ostatecznego zwycięstwa Prawa i Sprawiedliwości, czyli do zmiany ustroju kraju.

Rozczarował nas prezydent swoimi ustawami, ale żal można mieć również  do naszej opozycji – parlamentarnej i pozaparlamentarnej. Nie widać programu, nawet na najbliższe miesiące, a co dopiero na rok przedwyborczy.

Przy okazji manifestacji w obronie sądów dobrze byłoby opozycji to czekanie obywateli na program przypominać.

Prawo z ludzką twarzą

Prawo z ludzką twarzą Na czatach sądownictwo reforma trójpodział władzy

Prof. Tomasz Koncewicz, kierownik Katedry Prawa Europejskiego i Komparatystyki Prawniczej Uniwersytetu Gdańskiego, autor książki „Prawo z ludzką twarzą”, pisze dla portalu OKO.press:

„Obecna Konstytucja jest dla obywateli, a nie dla elit. I tego PiS się boi. Nie dajmy się oszukać.”
„My, obywatele powinniśmy się obawiać dokumentu konstytucyjnego, który będzie efektem niedobrych emocji i wizji Polski, w której obywatele żyją w cieniu władzy. Władzy, która może urządzać nam życie w dowolny sposób. Polska obywatelska to ostatnia rzecz jaką obóz rządzący jest w stanie zrozumieć, i pierwsza której się obawia.”

„PiS nie zejdzie z obranego kursu. To może być próba usypiania społecznej kontroli i czujności UE”
„PiS będzie stosować tę samą taktykę, co w przypadku Trybunału Konstytucyjnego: pójdzie na kilka ustępstw, wygasi emocje i pójdzie dalej, a gdy społeczny gniew przycichnie, przeprowadzi kluczowe ze swojego punktu widzenia zmiany. Tak działa Wiktor Orbán na Węgrzech i PiS odrobiło tę węgierską lekcję „usypiania” społecznej kontroli i „usypiania” czujności Unii Europejskiej.”

1 sierpnia o decyzji SN: zabrakło sędziów gotowych powiedzieć NIE fasadowemu „Trybunałowi Konstytucyjnemu”
„Sędziowie kluczą, gubią się w piramidalnych konstrukcjach i zamazują konstytucyjny obraz, który powinien być jasny i tak komunikowany opinii publicznej.”

„Instytucje (władza) muszą być gotowe na związanie się najwyższym prawem i zaakceptować mechanizmy, dzięki którym konstytucja będzie egzekwowana wobec nich, a zwłaszcza, wbrew ich woli.”

Więcej na portalu OKO.press pod hasłem „Tomasz Koncewicz”

Sądny tydzień

Na czatach nie dla reformy sądownictwa Sąd Najwyższy KRS

Poniedziałek, 25 września

W południe miały być ogłoszone projekty ustaw prezydenckich o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa, przygotowanych w miejsce zawetowanych 31 lipca ustaw Prawa i Sprawiedliwości. Nadzieje na obiecaną ich zgodność z konstytucją były duże. Prezydent miał za sobą wielotysięczne manifestacje w obronie sądów, światła wolności płonące w półtorej setki miejscowości, zachęty części episkopatu, głosy Unii Europejskiej. Wydawało się, że tym razem z pałacu prezydenckiego popłynie wyraźny głos za demokratycznym rozwiązaniem sporu o niezależność sądów, chociaż nie brakowało sceptyków. Wskazywali na naciski ze strony Prawa i Sprawiedliwości, na rozmowy z samym jego prezesem. Na słabości charakteru i brak zaplecza politycznego prezydenta.

Rano ukazało się wydanie tygodnika SIECI z dwoma ważnymi tekstami: z wywiadem z Jarosławem Kaczyńskim i dużym artykułem analitycznym Jacka Karnowskiego o niezgodzie prezesa i władz Prawa i Sprawiedliwości na ustawy w formie przez prezydenta zapowiadanej. Najważniejsze fragmenty tych tekstów i zawarte w nich groźby pod adresem prezydenta zamieszczany dalej w artykule „Sądowe igrzyska śmierci”.

Groźby na tyle ostre, że w poniedziałkowe południe prezydent nie pokazał projektów ustaw, tylko ich założenia, dając sobie czas na dostosowanie się do partyjnych ostrzeżeń i zaleceń.

Wtorek, 26 września

Prezydent po południu składa projekty ustaw w Sejmie. Okazują się one zupełnie inne, od zapowiadanych w lipcu. Oddające pełną władzę nad SN i KRS politykom. Niezgodne z konstytucją, zgodne z linią partii Prawo i Sprawiedliwość, a nawet w niektórych punktach ją wyprzedzające. Nie poparły ich najmocniejsze partie opozycyjne – PO i Nowoczesna, bo takich projektów poprzeć nie mogły. Nie zgodziły się też na szybko zwołane konsultacje w sprawie zmiany konstytucji w kwestii
sądów.

Środa, 27 września

Można już było zapoznawać się dokładnie w Kancelarii Sejmu ze szczegółami proponowanych przez prezydenta ustaw. Wśród posłów konsternacja, zdziwienia, a nawet szyderstwa, tak te projekty są dziwnie podobne do tych, które Andrzej Duda zawetował.

74 strony projektu ustawy o Sądzie Najwyższym:
– sędziów wybiera Sejm większością 3/5 głosów, a w braku zgody odbywać się ma głosowanie indywidualne – jeden poseł , jeden głos , co daje większość Pisowi..
– obniżenie wieku przejścia w stan spoczynku do 65 lat , 40 procent składu SN , żeby pozbyć się tych sędziów, którzy działali w PRL. O tym, którzy sędziowie mogliby orzekać dłużej, ma decydować prezydent, on także miałby ustalać regulamin pracy SN, i wybierać jego prezesa spośród trzech kandydatów. W ciągu pół roku każdy z sędziów może, jeśli zechce, przejść w stan spoczynku, a będą musieli to zrobić sędziowie z likwidowanej Izby Wojskowej, której sprawy przejmie Izba Karna

Powstaną nowe izby.

– Izba Dyscyplinarna i Kontroli, do kontroli pracy sędziów, a oceniać ich mają, oprócz sędziów-orzeczników, także ławnicy, ludzie bez uprawnień sędziowskich, wybierani przez Senat, a proponowani przez organizacje społeczne, albo przez grupy stu obywateli. Czyli rodzaj sędziów ludowych.
-Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych , do której będzie można kierować skargi na prawomocne wyroki wszystkich sądów, od daty 17 października 1997 (data wejścia w życie konstytucji). Ta Izba będzie też orzekać o ważności lub nieważności wyborów i referendów.

Znacznie zwięźlejsza jest 6 stronicowa ustawa o Krajowej Radzie Sądownictwa. Wszystkich jej członków mają wybierać politycy, wbrew konstytucji, i wbrew dotychczasowej praktyce.

Czwartek, 28 września

Przed równo 100 laty powstał Sąd Najwyższy. Rano w tę rocznicę w warszawskiej archikatedrze św. Jana, metropolita warszawski, kardynał Nycz, odprawił mszę i wygłosił kazanie ze słowami ,że jeszcze przed paru miesiącami nie spodziewał się znaleźć Sądu Najwyższego „w sytuacji głębokiej troski o samą instytucję i ludzi, a jednocześnie głębokiej obawy o swoją przyszłość”.

Słowa te odnoszą się zapewne do stanu sprzed prezydenckiego lipcowego weta, kiedy odbywały się rozmowy z episkopatem, dające nadzieję na lepsze prawo. W efekcie nagłej rejterady prezydenta pozostaje tylko apel o odwagę sędziów i modlitwa. „Proszę Boga, by nic złego się nie stało, żeby nie został zachwiany żaden fundament w trójpodziale władzy i w służbie na rzecz państwa i człowieka”.

Kardynał powiedział też jednak, że najważniejszą rolą sędziów oraz obrońców ich niezawisłości jest odwaga i cierpliwość, i że z pomocą Boga i ludzkiego oporu „fundamenty polskiego sądownictwa zostaną wkrótce ocalone”. Trudno orzekać, na czym oparł takie przeświadczenie, zwłaszcza, że powiedział również o tym, że
„trzeba czasem cierpieć, żeby coś ocalić.”

Wieczorem w wielkiej sali Zamku Królewskiego w Warszawie zorganizowano obchody setnej rocznicy Sądu Najwyższego. Żeby powstało państwo, musi powstać prawo. Sąd Najwyższy stworzono w roku 1917 na mocy przepisów o tymczasowym zorganizowaniu sądów polskich. Rok później Polska odzyskała niepodległość.

Rocznica jest to więc nie byle jaka, i nie przypadkowi na nią przybyli goście. Dwaj byli prezydenci – Aleksander Kwaśniewski i Bronisław Komorowski. Prezes Sieci Prezesów Sądów Najwyższych Unii Europejskiej i prezes Sieci Europejskich Rad Sądownictwa. Członkowie polskich i europejskich stowarzyszeń sędziów, byli prezesi SN i Trybunału Konstytucyjnego, przedstawiciele samorządów prawniczych, Sejmu, Senatu oraz prezydent Warszawy.

Zabrakło tylko jednej osoby – prezydenta Andrzeja Dudy. List od głowy państwa odczytała szefowa jego kancelarii. Pani prezes SN, Małgorzata Gersdorf, przemawiała do pustego prezydenckiego fotela. Za to głos zabierali prawnicy europejscy , przypominając , że warunkiem wzajemnego uznawania wyroków sądów z różnych krajów jest zaufanie , a ostatnie projekty zmian w sadownictwie polskim niepokoją.

Nasz polski sędzia w Trybunale Sprawiedliwości UE, profesor Marek Safjan, odczytał list od prezesa tego trybunału, podkreślający, że sądy są niezbędne do przetrwania Unii, jednak tylko wtedy, kiedy będą niezależne politycznie i kiedy będą w jednolity sposób stosowały prawo.

Sto lat zobowiązuje do obrony niezależności – powiedział prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia.

Piątek, 29 września

Zza oceanu dochodzi wiadomość, że także w Ameryce patrzą na to, co się dzieje z sądownictwem polskim. Rzeczniczka Departamentu Stanu odczytuje dokument o zaniepokojeniu USA stanem praworządności w Polsce.

Sobota, 30 września

Opozycja pozaparlamentarna zwołuje się na demonstracje na niedzielny wieczór.

Patrol obywatelski na Rakowieckiej

Na czatach w obronie KRS Przemysław Wiszniewski

Od 29 września postanowiliśmy pikietować na Rakowieckiej pod siedzibą Krajowej Rady Sądownictwa pod hasłem „Patrolu obywatelskiego”. Smutny ten nasz patrol, zakończony zapaleniem zniczy pod drzwiami KRS. Przyszła nas nieliczna grupa osób z różnych organizacji, reprezentujących wspólną Koalicję Prodemokratyczną. Będziemy tu przychodzić, jak niegdyś pod Trybunał w Al. Szucha, a w lipcu pod Sąd Najwyższy na Placu Krasińskich w Warszawie.

Opublikowany przez Video-KOD Piątek, 29 września 2017

Oto tekst mojego wystąpienia:

„Od końca 2015 roku pikietowaliśmy w obronie Trybunału. Staliśmy tam w Alei Szucha solidaryzując się z prof. Rzeplińskim. Staliśmy długie miesiące, w mróz, w deszcz, w upał, aż do samego końca, kiedy Trybunał został ostatecznie uśmiercony i pogrzebany przez PiS.

W tym roku w lipcu dołączyła do nas młodzież i trwaliśmy ze świeczkami pod gmachem Sądu Najwyższego na Placu Krasińskich.

Teraz przyszła kolej na pikiety pod Krajową Radą Sądownictwa. I odwiedziny ulicy Rakowieckiej. Z ulicą Rakowiecką wiąże się wiele obiektów symbolicznych. Tu było opodal miejsce kaźni – areszt, w którym odbywały się egzekucje. Dalej stało kino Moskwa – pamiętamy słynne zdjęcie Chrisa Niedenthala „Czas Apokalipsy” oraz czołgi stanu wojennego. Przy tej ulicy mieści się też gmach MSW ministra Błaszczaka.

A my stoimy pod Krajową Radą Sądownictwa, na którą dziś PiS szykuje stosowną ustawkę.

KRS nie jest starą instytucją. Za komuny tego samorządu sędziowskiego nie było. Powołany został przy Okrągłym Stole z inicjatywy prof. Adama Strzembosza, który pamiętał jeszcze projekty Solidarności z ’80 roku. Krajowa Rada powołuje sędziów na stanowiska prezesów sądów, lecz pisowska władza ma jej to za złe. Wolałaby sama powoływać. Może zatem sędziowie w ramach rewanżu zaczną powoływać marszałków Sejmu i Senatu?

PiS żąda obniżenia wieku zakończenia orzekania przez sędziów – rozumiemy, że to samo zastrzeżenie zacznie dotykać posłów i senatorów? 

Kaczyński twierdzi, że sędziowie nie zostali należycie zlustrowani, lecz jest to kłamstwo w żywe oczy. Nikt nie został lepiej zlustrowany, żadne inne środowisko. Na pewno luminarze pisowscy nie zostali jeszcze zlustrowani, ale nadejdzie czas, że zostaną. Choćby pośmiertnie, jeśli nie uda się za życia. PiS chce sędziom skrócić kadencje, by wprowadzić swojaków. My też skrócimy kadencje – prezydentowi i wszystkim innym pisowskim nominatom.

Oczywiście, takie zabiegi, jak skracanie kadencji gwarantowanej konstytucyjnie jest niezgodne z naszą ustawą zasadniczą. Ale przecież konstytucja jest dziś głównym wrogiem władzy, bo wiąże jej ręce. Władza chce działać w sposób nieskrępowany. Konstytucja zawadza rewolucji Kaczyńskiego! Rządy bezprawia kolidują z konstytucją. Trzeba ją podeptać, aby utrzymać władzę absolutną.

PiS chce wprowadzić swoich ławników do orzekania. Chce upartyjnienia sądów. Chce czynnika społecznego do orzekania. Może zaczniemy wybierać sędziów w wyborach powszechnych, kto wie? Może lekarzy też będziemy sobie politycznie dobierać? I nauczycieli? Może czas, żeby czynnik ludowy przejął władzę? Może trzeba zrekonstruować sojusz robotniczo-chłopski i dyktaturę proletariatu?

Dlaczego PiS-owi tak zależy na odebraniu sądom niezależności a sędziom niezawisłości? Bo Kaczyński chce zacementować swoją władzę na lata! Chce sfałszować wybory, które skwituje mu upartyjniony Sąd Najwyższy. Chce wprowadzić terror sądowy dla opozycji. Chce, by jego partia i jego oligarchowie pozostali bezkarni i oczyszczani z zarzutów korupcji politycznej i przestępstw niweczących demokratyczny ład w naszym państwie.

My, obywatelki i obywatele, jakkolwiek będziemy się nazywać, pod wieloma sztandarami i szyldami organizacyjnymi, nie pozwolimy na to! Będziemy tu stać niczym żywe sumienie naszego narodu, milczący wyrzut sumienia, jak kamienie, których nie usunie żadna najbardziej gorliwa policja! Brońmy sądów! Brońmy sędziów! Ratujmy ojczyznę!”

Sądowe igrzyska śmierci

Literiada Na czatach Halina Flis-Kuczyńska w obronie sądów

Rozwiały się nadzieje, rozbudzone obietnicą prezydenta, że projekty ustaw o KRS i Sądzie Najwyższym, przygotowanych przez prezydenta na miejsce zawetowanych , będą zgodne z konstytucją.

Jak ocenił profesor Adam Strzembosz, ustawy pisowskie były tragiczne, prezydenckie – są złe. Nadal sądy i sędziowie według nich będą podlegli politykom, co jest niekonstytucyjne. Krajową Radę Sądownictwa ma nadal wybierać parlament, tyle tylko, że większością 3/5 głosów, albo drogą indywidualnych głosowań. Oznacza to, że wybierać będą politycy nie jednej, a kilku opcji.

Dla niezależności sądów różnica to nieduża, ale dla partii rządzącej – istotna. Zwłaszcza, że prezydent chce uszczknąć z tego tortu władzy nad sądownictwem kawałek dla siebie, umniejszając władzę ministra sprawiedliwości. W prezydenckich projektach nie minister sprawiedliwości, a prezydent decydowałby, który z sędziów Sądu Najwyższego po osiągnięciu wieku emerytalnego miałby prawo orzekać dalej.

Pisowski minister sprawiedliwości jest całkowicie zależny od prezesa. Prezydent ze swoja cząstką władzy zależny byłby mniej. A Jarosław Kaczyński czyjejkolwiek niezależności w swoim obozie nie znosi. Znacznie więc istotniejsze od założeń prezydenckich ustaw sądowych jest to, jak się na nie zapatruje prezes partii rządzącej. Od tego zależy przecież ich ostateczny kształt, i los.

O swojej rozmowie na ten temat z prezydentem Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla tygodnika Sieci z 25.09 powiedział:
„Spotkanie z prezydentem pokazało, że możemy rozmawiać, jednocześnie jednak pokazało, że są idące daleko różnice zdań. Czy da się sprowadzić je do jakiegoś wspólnego mianownika, który pozwoliłby posunąć sprawę reformy sądownictwa naprzód, tego dziś nie wiem. Zobaczymy, co dokładnie zaproponuje prezydent”.

Precyzuje tę myśl, i osąd władz Prawa i Sprawiedliwości, Jacek Karnowski w artykule „Dlaczego PiS powie prezydentowi „nie” – w tym samym numerze tygodnika. Sieci:
„Prawo i Sprawiedliwość nie zaakceptuje reformy sądownictwa w kształcie, który wyłania się z obecnych propozycji prezydenta Andrzeja Dudy. Porozumienie jest wciąż możliwe, ale warunek jest jeden: muszą powstać nowe ustawy, inaczej napisane, zbudowane na bazie pierwotnych projektów PiS, przy uwzględnieniu zastrzeżeń głowy państwa. W tle jest pytanie, czy za sprawą decyzji prezydenta projekt naprawy Rzeczypospolitej nie dotarł do granicy tego, co możliwe w obecnym rozdaniu”.

Poza zdecydowanym sprzeciwem aby prezydent był ostatecznym arbitrem w wyborze członków KRS, z czego prezydent zrezygnował, proponując głosowanie indywidualne posłów, równie istotny jest spór, jak rozumieć konstytucję w odniesieniu do Sądu Najwyższego, któremu prezydent nie tylko chciałby zapewnić szczególną ochronę, ale też dać, cytuję „pewien zakres kontroli konstytucyjnej”.

Według PiS oznaczałoby to „podważenie całej drogi polityczno – prawnej związanej z bojami wokół Trybunału Konstytucyjnego. SN mógłby wówczas stać się realizatorem i patronem tzw. rozproszonej kontroli ustaw. Nie byłoby żadnej gwarancji, że ustawy przyjęte przez parlament i podpisane przez głowę państwa nie byłyby podważane w sądach powszechnych”.

Czyli, prościej mówiąc, prezydent projektował częściową przynajmniej naprawę błędu, jakim był jego udział w zniszczeniu Trybunału Konstytucyjnego.

Na tym nie koniec. Artykuł objaśnia, jak rządząca partia, czyli prezes Kaczyński, widzi tło sprawy sądów.
„Co więc, według PiS, jest politycznym celem Andrzeja Dudy? Możliwość skutecznego kandydowania bez względu na zgodę partii rządzącej, a nawet wbrew niej. Taka taktyka jest odczytywana przez kierownictwo obozu jako skrajnie wręcz egoistyczna, grożąca klęską, destrukcyjna”.

„ …liderzy PiS definiują sytuację następująco: trzeba szybko rozstrzygnąć dylemat – albo prezydent jest z PiS i obóz idzie dalej, albo doszliśmy do granicy tego, co możliwe w tej konstelacji. W tym drugim wypadku do końca kadencji rząd nie będzie podejmował wielkich reform, i skupi się na dobrym zarządzaniu oraz na budowaniu poparcia. Wówczas jednak historyczna odpowiedzialność za to zaniechanie spadnie na głowę państwa.”

Ostrzeżenia i płynące z nich groźby, opublikowane w czasopiśmie ukazującym się w poniedziałkowy poranek, zapewne były powodem, że prezydent w poniedziałkowe południe nie przedstawił projektów ustaw, tylko założenia do nich, pozostawiając sobie pole do poprawek, negocjacji i ustępstw. Poprawek, to mało powiedziano. Raczej do odwrotu. Do rejterady żałosnej. To, co zostało przedstawione we wtorek, tak właśnie, jak napisaliśmy na początku, rozczarowało. Bo i skarga nadzwyczajna nie wniesie niczego dobrego do przeciążonych pracą sądów, ani propozycja posadzenia w Sądzie Najwyższym ławnika obok najbardziej doświadczonych sędziów kraju, z równym im głosem, niczego dobrego nie wróży.

Prezydent dał się zastraszyć, nie pokazał projektów zgodnych z konstytucją, a zaufania PiS nie odzyskał. Przeciwnie, z pisowskiego obozu słychać szyderstwa i kpiny na temat prezydenckich propozycji, zgodnych z pisowskim dyktatem.

Nadal nie wszystko wiemy o słowach, jakie padły w czasie rozmów Prezesa z Prezydentem. Natomiast widać wyraźnie, że próby samodzielności prezydenta mocno ugodziły dumę i nadwrażliwość Jarosława Kaczyńskiego, znanego ze swojej pamiętliwości i mściwości. W tych zapisanych i podanych do publicznej wiadomości jest groźba jasno wyłożona: albo jesteś z nami, albo przepadniesz…

Widać, że prezydent już skłócił się ze swoim obozem politycznym, a zaufania opozycji nie uzyskał, i uzyskać go nie mógł, proponując niekonstytucyjne rozwiązania i uciekając z pozycji obrońcy prawa pod parasol pisowskich pieniędzy i kadr. Ma jeszcze wybór czy ukorzyć się, pozostając wiernym sługą swojej partii, czy wycofać swoje projekty, poprawić je na zgodne z konstytucją, i odważnie stanąć w obronie prawa. Może taką nadzieję wyrażał słowami swojej homilii kardynał Nycz?
Nadzieję podobną miałam i ja do czwartkowej rocznicy stulecia Sądu Najwyższego. Puste prezydenckie krzesło w wielkiej sali Zamku Królewskiego, to symbol braku odwagi człowieka formalnie będącego głową państwa, w tak ważnym czasie, przy świętowaniu tak historycznie znaczącej rocznicy.

Możliwość taka jest tylko teoretyczna. Nie można spodziewać się już odważnych posunięć od człowieka, który nie tylko złamał swoje obietnice, ale nie potrafił nawet stanąć twarzą w twarz przed zebraną na Zamku społecznością prawniczą.

Czy sądownictwo w Polsce przeżywa kryzys?

Adam Strzembosz Na czatach Sąd Najwyższy

Prof. Adam Strzembosz

Czy sądownictwo w Polsce przeżywa kryzys? Żeby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba byłoby oprzeć się na badaniach. Otóż, jest rzeczą paradoksalną, że przy wieloletnich zarzutach w stosunku do sądownictwa – do jakiego stopnia uzasadnionych, to ja będę mówił później – właściwie ci, którzy mówią o kryzysie, nie są w stanie powołać się na jakiekolwiek badania systematyczne, które by objęły wszystkie stopnie sądownictwa, wszystkie sądy od rejonowych po okręgowe i apelacyjne, włącznie z Sądem Najwyższym ewentualnie… I by oceniono, do jakiego stopnia orzecznictwo sądowe odpowiada pewnym oczekiwaniom w zakresie ustalania prawdy materialnej i wydawania sprawiedliwych wyroków.

Powoływanie się na pojedyncze sprawy w tej materii, jak to ma miejsce, jest niezwykle zawodne. Wystarczy powiedzieć, że gdyby wykazano w tym trybie bardzo poważne uchybienia w tysiącu pięciuset sprawach, to wobec wpływu około piętnastu do szesnastu milionów byłby to jeden promil spraw, które zostały rozpoznane w sposób nieprawidłowy, albo też orzeczenie budzi poważne zastrzeżenia. Oczywiście sąd, żeby w jednym promilu się mylił, byłby najlepszym sądem na świecie, sądem niewyobrażalnym.

W tej chwili mówi się bardzo dużo o spadku zaufania do sądów. Ten spadek się rzeczywiście rejestruje. Pierwszego września ubiegłego roku do sądu miało zaufanie 44% respondentów, do rządu 27%, a do parlamentu – 22%. Czyli, mimo że we wrześniu zeszłego roku już „dobra zmiana” działała na rzecz możliwie negatywnego odbioru sądów w społeczeństwie, to jednak nadal zaufanie do sądów było dwukrotnie większe, niż do parlamentu, i to do parlamentu, który niósł na swoich skrzydłach dobrą zmianę.

Jaka jest zatem ta rzeczywistość sądowa? My tego nie wiemy. Ci, którzy podnoszą zarzuty, też nie wiedzą. Natomiast są fakty na pewno niedyskutowalne. Że postępowanie w polskich sądach ciągnie się długo, że nie zawsze kultura na sali sądowej jest taka, jaka być powinna. Że w niektórych okręgach sprawy są bardzo szybko rozpoznawane, szczególnie w małych okręgach miejskich, w niektórych ciągną się niesłychanie długo. Nie budzi tez właściwie zastrzeżeń ten fakt, o którym oczywiście obywatele Polski nie wiedzą, że jest ogromnie różnorodne obciążenie sędziów. Powiedzmy, sędzia cywilista w sądzie okręgowym ma w referacie około trzystu spraw w Warszawie, a w Białymstoku około pięćdziesięciu. I różnica między ciężarem gatunkowym tych spraw jest niepomiernie duża. Czyli, pewne rzeczy wątpliwości nie budzą, natomiast wyciąganie jakichś poszczególnych spraw i zarzutów właściwie nie odpowiada absolutnie na to pytanie, jak sądy orzekają.

Następna sprawa, która jest bardzo istotna: mówi się o przestępczości i korupcji, itd., itd… Ale jest rzeczą charakterystyczną, że na tym billboardzie, który wywołał tyle emocji – ja go nie czytałem, bo mi wzrok na to nie pozwala, poza tym w mojej tutaj bezpośredniej okolicy go nie ma – ale w tych dyskusjach telewizyjnych i radiowych stale mówi się o dwóch sprawach: o sędzi, który ukradł kiełbasę i o pani sędzi, która ukradła spodnie. Otóż, sędzia, który ukradł kiełbasę, zrobił to dwanaście lat temu i od dwóch lat nie żyje. Pani sędzia, która ukradła spodnie, jest osobą od lat psychicznie chorą, jest sędzią w stanie spoczynku i pewnie niejeden raz jeszcze dokona jakiegoś czynu, który będzie mógł bulwersować opinię społeczną i oczywiście, nie można jej przypisać żadnej winy…

Zatem, możemy sobie powiedzieć, że gdyby w rzeczywistości jedynymi problemami w sądownictwie polskim, jeżeli chodzi o zachowania niedozwolone, były takie przypadki, że w ciągu dwunastu lat wyciągnęło się jedną kradzież kiełbasy, nie wiadomo zresztą w jakich okolicznościach dokonanej – ja tego nie wiem – i czy dokonanej, to oczywiście polskie sądownictwo znowu byłoby wynoszone pod niebiosa. Bo przecież: ani jednego faktu korupcji, ani jednego faktu jakiegoś complotu, porozumienia sędziów z prokuratorem, gangsterem, itd… Z tego, co słyszałem, przynajmniej nie mówiono o takim przypadku. Zatem znowu, wcale na pewno sądownictwo nie jest tak nieskazitelne, jakby z tego banneru wynikało, ani problematyka sądownictwa nie jest taka, by nie wymagała interwencji ustawodawczej i wszelkiej innej. Ale to nie jest problem, który by mógł być wykazany w jakikolwiek poważny sposób.

Jarosław Kaczyński ma taką przemożną idée fixe, że on musi zdekomunizować Polskę i odzyskać dla narodu kraj, przede wszystkim zmieniając jakieś – nie wiem, czym podszyte elity na elity nowe, bo przede wszystkim elity muszą być… On sam i ci wszyscy posłowie, senatorowie są elitą. Ci ludzie, którymi obsadza różne spółki, to też jest elita, zresztą również elita finansowa; także elit się nie uniknie… Natomiast ta idée fixe powoduje, że on ma takie nieco aberracyjne przekonanie, że gdzieś ta elita taka szczególnie zdemoralizowana, skomunizowana czy jakaś tam, siedzi. Niedawno powiedział, że taką skamieliną komunistyczną, a skamieliną nad tą skamieliną jest Sąd Najwyższy.

Otóż, zapomniał, że na podstawie ustawy z 20 grudnia 89 roku, w składzie, jaki ukształtowała Polska Ludowa, został rozwiązany, wszyscy sędziowie stracili swoją pozycję w sądzie, i nowo ukształtowana Krajowa Rada Sądownictwa na nowo wybrała – czego nie udało się od razu zrobić – i wybierała przez lata Sąd Najwyższy. Czyli jest to instytucja najgłębiej zmieniona, jeżeli chodzi o sądownictwo i pewnie wiele innych instytucji państwowych.

Pan Kaczyński mówi – on albo jego adherenci – że ciągle jest dużo ludzi, którzy orzekają nadal, a mają ręce umoczone stanem wojennym. Jeżeli by tak rzeczywiście było, byłoby to elementem obciążającym. Pan Kaczyński wie, że wszyscy sędziowie zostali poddani lustracji wtedy, kiedy lustrowani byli posłowie, senatorowie, ministrowie, itd., tak jak i prokuratorzy, a adwokaci na własne żądanie. Że zatem wśród sędziów nie ma ludzi powiązanych agenturalnie z jakimikolwiek służbami specjalnymi.

Pan Kaczyński wie, że po wielkich trudach, bojach i z moim niemałym udziałem, kiedy ministrem sprawiedliwości była pani Hanna Suchocka, doszło do uchwalenia takiej ustawy, która nareszcie pozwoliła powołać postępowania dyscyplinarne w stosunku do sędziów, którzy w stanie wojennym nie przestrzegali zasady niezawisłości. Pani Suchocka się w to mocno angażowała, nowy minister sprawiedliwości, pan Lech Kaczyński – nie. Interweniowałem. Tłumaczył, że efekty są nieduże, i że trzy panie, które miały zająć się tą sprawą, nie mają do tego żadnej ochoty… Wydawało mi się, że minister sprawiedliwości, który rozkłada ręce, bo jakieś panie nie entuzjazmują się przydzieloną im pracą, nie wykazuje szczególnej energii…

Niemniej, trzeba przyznać, że to postępowanie z przyczyn, które bardzo obszernie opisałem w mojej i pani Marii Stanowskiej książce „Sędziowie warszawscy w czasie próby 1981–1988”, nie doprowadziło do pożądanych efektów. Nie ma żadnych przeszkód, żeby teraz „dobra zmiana” jednej nocy nie uchwaliła ponownie ustawy, która by pozwoliła na pociągnięcie do odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów, którzy w czasie stanu wojennego czy we wcześniejszych latach zachowywali się haniebnie. Nie ma żadnej przeszkody! Proszę to zrobić, panie przewodniczący PiS, jeżeli rzeczywiście uważa pan, że tacy sędziowie jeszcze orzekają.

Z mojej inicjatywy – oczywiście, tu zasługa jest pani minister Suchockiej – Krajowa Rada uzyskała uprawnienia do pozbawienia stanu spoczynku tych sędziów, którzy przed objęciem urzędu byli powiązani z Urzędem Bezpieczeństwa, ze Służbą Bezpieczeństwa, służbami wojskowymi, byli na represyjnych stanowiskach w wojsku. I spora grupa takich sędziów, którzy nie byli związani ze służbami, kiedy byli sędziami – w każdym razie, jeżeli byli poddani lustracji, to tego nie wykazano, ale część z nich nie była poddana lustracji, gdyż znalazła się w stanie spoczynku – została tego stanu spoczynku pozbawiona.

Oczywiście, nic nie stoi przeciwko temu, by podjąć dalsze starania w kierunku oczyszczenia sądownictwa. Czy jest z czego czyścić, nie wiem. Na te blisko 10 tys. sędziów, może kilku takich sędziów czy paru by się znalazło. Stawiano zarzuty, że w Sądzie Najwyższym jest sędzia, która sądziła i wydała wyrok między 13 grudnia a 17 grudnia, to znaczy w okresie, w którym nie ukazał się jeszcze Dziennik Ustaw z dekretami o stanie wojennym. Zapomniano dodać, że sędzia sądziła, tylko że uniewinniła. To szczegół, wydaje się, dość istotny.

Cóż, nawet ktoś, kto powinien lepiej się orientować: pan profesor Michał Królikowski, który pomagał prezydentowi, powiedział, że w Sądzie Najwyższym są sędziowie powoływani przez Radę Państwa. Ja również byłem powołany przez Radę Państwa do sądu powiatowego i później do sądu wojewódzkiego, i ta Rada Państwa zresztą mnie odwołała w pierwszej czwórce, co przyjmuję sobie jako element zaszczytny. Otóż, w tamtych latach, po 56 roku aż do zmiany ustroju, nikt inny nie powoływał sędziów, tylko Rada Państwa.

Trudno sobie wyobrazić, żeby w kraju nie było sądów cywilnych, karnych i innych (jeszcze wtedy administracyjnych nie było), bo taki kraj by się rozleciał. Można zatem stawiać jedynie zarzuty, że kto orzekał w sposób niewłaściwy, ale nie te, że go ktoś powołał. Ja bym tutaj przypomniał, że w okresie wojny w Polsce działały sądy grodzkie, a może i wyższej instancji; grodzkie na pewno. Ci sędziowie sądzili w warunkach okupacji, kiedy Hitler zagarnął Polskę, i po wojnie nikt jednego złego słowa im nie powiedział, w Polsce Ludowej! Oczywiście, to nie był zgodny z prawem międzynarodowym stan okupacji, ale wiadomo, że w czasie okupacji okupantowi nie wolno zmienić ustroju sądów. Poza tym Niemcy nie byli zainteresowani łapaniem złodziejaszków, oszustów, czy ustalaniem alimentów, itd. I to sądom polskim pozwolili robić, a to, że sądy polskie to robiły, było oczywiście niezwykle ważne dla polskiego, okupowanego społeczeństwa.

To tyle uwag wstępnych. To znaczy, sądownictwo wymaga zmian przede wszystkim w zakresie przyspieszenia postępowania. Mało kto sobie zdaje sprawę, że do sądów wpływa rocznie od 15 do 16 milionów spraw. To duża liczba, właściwie rzadko spotykana w krajach nawet większych od Polski, i ta liczba powoduje przewlekłość postępowania, bo jak sędzia okręgowy, wyższej instancji – sędzia rejonowy jest w gorszej sytuacji – ma 300 spraw i musi nimi obracać, bo inaczej w skargi wpływające do ministra czy do prezesa sądu będą się odbijać na jego skórze, to będzie wyznaczał sprawy raz na rok, raz na półtora. Może być i tak, i oczywiście nie jest to jego wina, tylko wina liczby spraw, które ma w referacie.

Zatem, reforma powinna przede wszystkim odciążyć sądy. Na ten temat jest bardzo dużo różnych pomysłów. Po pierwsze mówi się o powoływaniu sędziów pokoju. Taka instytucja na Mazowszu jest dobrze znana, była w okresie międzywojennym i nie ma żadnych przeszkód, żeby eksperymentalnie nie rozpocząć sprawdzenia, jak to by zadziałało. to wymaga zmiany konstytucji, ale na to by się wszyscy zgodzili.

Można rozpatrywanie spraw przekazać innym podmiotom niż sądy: notariuszom, można rozwinąć mediacje, można przede wszystkim uprościć postępowanie i cywilne, i karne, przy czym uproszczone postępowanie jeszcze za rządów PO, które opierało się na postępowaniu kontradyktoryjnym w sprawach karnych, zakończyło się tym, że pierwszą rzecz, którą zrobił pan Ziobro, uchylił te przepisy i wrócił do dawnego systemu. Nie będę dyskutował z nim zaocznie na temat zasadności takiej decyzji, ale niewątpliwie to uproszczenie odpadło.

Ministrowie sprawiedliwości PO mają w jednym punkcie zasługę, mianowicie utworzyli w Lublinie sąd elektroniczny, sąd, który obejmuje sprawy z całego kraju, i który załatwia najprostsze sprawy w trybie elektronicznym, a jest to mniej więcej do dwóch do dwóch i pół miliona spraw. Gdyby tych dwa i pół miliona spraw rozpoznawały jeszcze sądy w zwykłym trybie, byłoby jeszcze gorzej.

Ale teraz wróćmy do tej „wspaniałej” reformy. Nie będę mówił o tej reformie, która wpłynęła w postaci uchwalonych już ustaw do pana prezydenta; dwie z nich zostały zawetowane. Bo powiedziałem wczoraj [25 września] w telewizji, że tamte ustawy były tragiczne, a to, co przedstawił nam pan prezydent, jest tylko bardzo złe. Z tych ustaw utrzymała się dotycząca ustroju sądów powszechnych.

Ta dotycząca ustroju sądów powszechnych przywróciła stan prawny, jaki istniał w PRL, a mianowicie dyskrecjonalne mianowanie i odwoływanie prezesów i wiceprezesów wszelkich sądów powszechnych przez ministra sprawiedliwości. Ten prezes, którego nie ogranicza, tak jak to było poprzednio, ani Kolegium, ani Zgromadzenie Ogólne, będzie powoływał znowu w sposób swobodny przewodniczących wydziałów, sędziów wizytatorów, itd., czyli minister uzyskał olbrzymie uprawnienia, takie akurat, jakie miał minister sprawiedliwości przed zmianami 89 roku.

To jest jego sukces, jest to zawłaszczenie bardzo istotnego elementu władzy sądowniczej. Tutaj bardzo ostro przeciwko temu sędziowie protestowali, bo jest to pogrzebanie tych rozwiązań, które były przyjęte przy Okrągłym Stole i weszły w życie, i za którymi głosował przy Okrągłym Stole a pewnie i później pan Jarosław Kaczyński i wielu innych działaczy również później związanych z PiS-em.

Ten projekt ustawy pana prezydenta, który dotyczy Krajowej Rady Sądownictwa ewidentnie łamie Konstytucję i to w paru miejscach. Po pierwsze, skraca kadencję sędziów w Krajowej Radzie Sądownictwa. Tego jeszcze wczoraj nie widziałem, dziś [26 września 2017] się dowiedziałem, że w tych ustawach tak jest. No, jeśli skraca kadencję sędziom w Krajowej Radzie, to może w przyszłości ktoś skróci kadencję panu prezydentowi. Te kadencje są równorzędne: kadencja pierwszego prezesa Sądu Najwyższego, czy sędziego w Krajowej Radzie, czy Rzecznika Praw Obywatelskich, czy prezydenta, one są takie same. Te urzędy są jeden ważniejszy, drugi mniej, ale ich umocowanie w Konstytucji jest identyczne.

To pierwsze, po drugie – oddaje mianowanie, powołanie do Krajowej Rady Sądownictwa tych piętnastu sędziów – Sejmowi. Powołują się na to, że w Konstytucji mówi się, że w Krajowej Radzie jest czterech posłów powoływanych przez Sejm, dwóch senatorów powołanych przez Senat, ale nie mówi się, że sędziów powołują sędziowie. Ja bym więc przypomniał, że w tym samym przepisie nie mówi się, że przedstawiciela prezydenta powołuje prezydent, wobec tego proponowałbym, żeby Senat albo marszałek Sejmu powoływał przedstawiciela prezydenta, bo w Konstytucji nie mówi się, że przedstawiciela prezydenta powołuje prezydent…

Przy wykładni historycznej, wiadomo było przy uzasadnieniu ustawy z 20 grudnia 89 roku, dlaczego do Krajowej Rady wchodzi piętnastu sędziów powołanych przez sędziów – to było jednoznacznie określone i przez 27 lat nikt nie miał wątpliwości. Nagle teraz PiS i pan prezydent mają wątpliwości. Ten sposób powołania przez Sejm jest nie tylko niezgodny z przepisem, który mówi o składzie Krajowej Rady Sądownictwa, jak on jest powoływany, a jest również niezgodny z trójpodziałem władzy, który bardzo zasadniczo jest określony (trójpodział władzy jest nawet w Konstytucji Majowej) w tej Konstytucji z 97 roku. Czyli: znowu łamie się Konstytucję.

Sposób powoływania, to że trzy piąte, a jak trzy piąte nie będzie mogło, to każdy poseł jednego – to, oczywiście, nie ma wielkiego znaczenia. Jest ważne, że powołuje Sejm, a jeżeli potem będzie po tym indywidualnym głosowaniu – jeden sędzia PiS-u, drugi PO, trzeci PSL, to to będzie jeszcze większe naznaczenie polityczne sędziów, niż można to sobie wyobrazić. Powoływanie sędziów przez Krajową Radę, powoływanie na stanowisko sędziego, czy awansowanie proponowane prezydentowi przez Krajową Radę nie jest argumentem, że sędziowie sędziów powołują i kontrolują, bo tak się dziwnie składa, że w Sejmie marszałka powołują posłowie, a marszałka Senatu – senatorowie, i przewodniczących też, i nie mówimy w tym przypadku, że to jest jakaś wielka patologia.

Oczywiście, można mówić, że tutaj „ręka rękę myje” i jak jest postępowanie dyscyplinarne, to sędziowie na wniosek rzecznika oskarżenia, który jest sędzią, wydają bardzo łagodne orzeczenia. Ale to trzeba udowodnić! Wcale tak nie jest. Poza tym, tak się dziwnie składa, że się nie mówi o tym, że te posiedzenia w sprawach dyscyplinarnych są jawne; każdy może tam pójść… Że każdy wyrok z uzasadnieniem jest ogłoszony na stronach Sądu Najwyższego – każdy może to sobie przeczytać i ocenić, czy wobec zarzutu kara była słusznie orzeczona, albo czy słusznie uniewinniono. To można robić, ale nikt się takimi „drobiazgami”, jak analizą tych orzeczeń, nie zajmuje. Wystarczy po prostu powiedzieć, że tam „koleś broni kolesia”…

Tak się dziwnie składa, że w Sejmie też „koleś broni kolesia” i to bardziej dramatycznie, bo „koleś” może nie wydać „kolesia”, który popełnił przestępstwo organom ścigania. Można powiedzieć, że sąd dyscyplinarny może też nie wydać sędziego, ale takie przypadki nie są mi znane, a jeżeli mają miejsce, to w niezwykle drastycznych przypadkach, gdzie było ewidentne, że to była zasadzka na sędziego, czy też coś podobnego.

Przejdźmy może do ustawy o Sądzie Najwyższym. Pan prezydent wymyślił, że trzeba dać coś Panu Bogu, a diabłu też ogarek. Ten ogarek, to jest obniżenie wieku orzekania w Sądzie Najwyższym do 65 lat. I kobiet, i mężczyzn. W ten sposób 35% sędziów obecnego stanu Sądu Najwyższego przechodzi w stan spoczynku. I teraz upolityczniona Krajowa Rada Sądownictwa może spokojnie te mniej więcej 40% obsadzić swoimi ludzikami…

Następnie, pan prezydent może na wniosek sędziego przedłużyć mu orzekanie o trzy lata, najwyżej dwukrotnie o trzy lata, jak słuchałem, ale to już będzie decyzja polityka. Gdyby to robiła Krajowa Rada Sądownictwa, czy Kolegium Sądu Najwyższego, czy podobny organ, to on by badał stan zdrowia psychicznego, fizycznego, jakie jest to orzecznictwo z punktu widzenia wydajności sędziego. Tutaj żadnych takich kryteriów nie ma: pan prezydent może sobie zrobić, co chce! Jak jakiś sędzia wbije jakąś drzazgę komuś z PiS-u, to ten ktoś poprosi pana prezydenta, żeby sędziemu nie przedłużać…

Skrócenie okresu pracy sędziom, którzy byli powołani do siedemdziesiątego roku życia w zasadzie (stan zdrowia niektórych mógł wyłączyć) jest również – można sądzić – złamaniem Konstytucji. I jest problem pani pierwszej prezes… Pani pierwsza prezes ma zagwarantowany sześcioletni okres kierowania Sądem Najwyższym. Ten sześcioletni okres jest zagwarantowany konstytucyjnie. Jeżeli w listopadzie tego roku po ukończeniu przez panią pierwszą prezes 65 lat ona będzie przeniesiona w stan spoczynku, to to będzie znowu rażące nadużycie prawa, to znaczy złamanie Konstytucji i pan prezydent może oczekiwać, że jak przyjdzie do władzy nowa ekipa, powiedzmy w 2019 roku to byłoby możliwe, to również skróci mu kadencję, no bo jak można kadencję skracać pierwszej prezes pod jakimś tam pretekstem, to pretekst się znajdzie, żeby panu prezydentowi skrócić jego kadencję…

Powiedziałem o tych najbardziej drastycznych sprawach. Jeżeli chodzi o tzw. izbę dyscyplinarną, to dotąd w Sądzie najwyższym był Wydział Dyscyplinarny. Zmieniono go na Izbę – to może tylko zmiana nazwy, ale tam jest coś innego, mianowicie chce się w tej Izbie pomniejszyć skład sędziów. W Sądzie Najwyższym – Sąd Najwyższy był drugą instancją – w sprawach dyscyplinarnych orzeka siedmiu wylosowanych sędziów, więc skład był zupełnie przypadkowy. Nie można było ani go przewidzieć, ani go „odpowiednio” dobrać. Teraz to będzie w pierwszej instancji dwóch sędziów i jeden ławnik, a w drugiej instancji będzie trzech sędziów i dwóch ławników. Oczywiście, w takich postępowaniach ławnicy mogą być, tylko zwracam uwagę na zmniejszenie składu; poza tym nie jest powiedziane, kim będą ci ławnicy…

Nie znam tej ustawy, niestety, która się dziś [26 września] podobno ukazała w Sejmie, le jeżeli ci ławnicy będą dobrani – powiedzmy – przez Senat, albo przez inny polityczny organ, to to będą znowu partyjni oficjele wydelegowani do Sądu Najwyższego do spraw dyscyplinarnych. To również jest niesmaczne.

No i rzecz ostatnia, to jest ta nadzwyczajna skarga rewizyjna, czy kasacyjna. Ja się w tej sprawie wypowiadałem, nawet mnie dzisiaj [26 września 2017] cytowano. Przede wszystkim wyraziłem ogromne współczucie tym, którzy uzyskali uprawnienia do składania takich skarg. To jest minister sprawiedliwości i prokurator generalny, rzecznik praw obywatelskich, jeszcze paru innych rzeczników i trzydziestu posłów lub dwudziestu senatorów.

Corocznie toczy się kilkanaście milionów spraw spornych, to znaczy zawsze jedna strona powinna przegrać, a czasami obydwie, albo obydwie w niedostatecznym stopniu uzyskać satysfakcję. Otóż, w tej sytuacji grozi to, że do tych właśnie uprawnionych do wnoszenia skarg będą wpływać miliony próśb o wniesienie takiej nadzwyczajnej kasacji… I co będzie się działo? Albo przy każdym pośle powoła się wielkie biuro, które będzie rozpatrywać zasadność tych skarg, badać akta – przecież nie można na podstawie napisanej skargi wnosić takiej nadzwyczajnej rewizji, trzeba opracować skargę, ona powinna mieć kilkanaście stron, powinna być odpowiednio udokumentowana, to musi zrobić chyba raczej prawnik… Więc trzeba będzie powołać takie biura, albo to będzie załatwiane wyłącznie na zasadzie kolesiostwa. Ponieważ tych 30 posłów, czy 20 senatorów nie będzie w stanie rozpoznać tych setek tysięcy spraw, które do nich wpłyną, to jeżeli ktoś dotrze do odpowiedniego ucha i będzie miał odpowiednio mocne argumenty, niekoniecznie merytoryczne, to taka skarga będzie wniesiona.

Jeżeli tych skarg wniesie się bardzo dużo, powiedzmy – będzie się miesięcznie wnosić parę tysięcy skarg, a rozpatrywać ma je jedna Izba, to ta izba te skargi będzie rozpoznawać po kilku latach. To nie da specjalnej satysfakcji. Gdyby chcieli skierować nie kilkanaście, czy kilka a kilkadziesiąt, to w ogóle sąd by stanął.

Natomiast to będzie miało jeszcze inne negatywne skutki, mianowicie nikt nie będzie czuł się bezpiecznie. Ktoś wystąpił o zasiedzenie i zapadło orzeczenie o zasiedzeniu. W ciągu pięciu lat po prawomocnym orzeczeniu będzie mogła wpłynąć skarga nadzwyczajna i można będzie się spodziewać, że z jakichś nieznanych powodów to orzeczenie będzie uchylone. To przez pięć lat nie należy budować chałupy, bo nie wiadomo, czy to będzie moja chałupa. Pewność prawa zostanie zakwestionowana. A przecież i procedura cywilna, i procedura karna zawiera różne specjalne tryby zmiany jawnie nieprawidłowego orzeczenia, różne wznowienia postępowania – nie będę tego omawiał. Czyli pewność prawa, która jest wartością, spadnie.

Konkludując, oczekiwałbym zatem, że tam, gdzie jest sytuacja jasna, gdzie przewlekłość postępowania jest jedną z najboleśniejszych elementów naszego sądownictwa, trzeba to robić, a nie przejmować personalnie sądy. To jedna rzecz. Druga, że skoro są uzasadnione uwagi, nie wiem, w jakim stopniu, ale nie zawsze kultura sali sądowej jest dobra, to trzeba odciążyć sędziów, żeby nie żyli w stałym stresie. W sądach warszawskich sędziów rejonowych zbadali psycholodzy i okazało się, że oni są tak zestresowani, że gdyby byli policjantami, to by ich nie wypuszczono na ulice.

Trzeba zmienić obciążenie, trzeba sędziów wyposażyć w większą liczbę asystentów, trzeba zmienić procedury tak, żeby one nie wiązały nadmiernie sędziom rąk i żeby szybko i sprawnie można było sprawy rozpoznawać. Tego czekają Polacy w tych ponad 80%, którzy chcą zmian w sądownictwie, a tego nie oczekuje PiS, bo mu zależy wyłącznie na przejęciu sądów, tak jak przejęli Sejm, jak przejęli spółki, jak przejęli różne inne lukratywne miejsca, i mogą zaspokoić z jednej strony pewną idée fixe pana prezesa, i wygłodzonych kolegów tegoż. Dziękuję.

Reforma czy gra o tron?

Na czatach Jacek Dubois o reformie sądownictwa PiS

Prezydent złożył Marszałkowi Sejmu dwa projekty ustaw: projekt ustawy o Sądzie Najwyższym oraz projekt nowelizacji ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa. O potrzebie reformy sądów mówi się po obu stronach politycznej barykady. Reforma z definicji ma na celu ulepszenie istniejącego stanu rzeczy. Czy rozwiązania zaproponowane przez Prezydenta zapewniają zmianę na lepsze? Przyjrzyjmy się, jakie będą skutki wejścia w życie takich rozwiązań prawnych.

W projekcie ustawy o Sądzie Najwyższym zaproponowano regulację, zgodnie z którą sędzia Sądu Najwyższego przechodzi w stan spoczynku, co do zasady, w wieku 65 lat. Nie budzi to najlepszych skojarzeń. W 1983 r. wybitny adwokat Władysław Siła-Nowicki – członek Komitetu Obrony Więźniów powołanego przez Komisję Koordynacyjną Porozumiewawczą „Solidarności”, ekspert Krajowej Komisji i doradca Lecha Wałęsy, obrońca w licznych procesach politycznych – zmuszony został przez ówczesną władzę do przejścia na emeryturę po ukończeniu 70. roku życia.

Po 34 latach w ten sam sposób Prezydent usiłuje pozbyć się I Prezes Sądu Najwyższego Małgorzaty Gersdorf, która została powołana na sześcioletnią kadencję w 2014 r. Skrócenie kadencji I Prezes Sądu Najwyższego jest niekonstytucyjne (zob. art. 183 ust. 3 Konstytucji) i tworzy niepokojący precedens, na mocy którego można skrócić kadencję dowolnego organu państwowego. Bliźniaczo podobna sytuacja miała miejsce nie tak dawno na Węgrzech, gdzie na mocy przepisów wprowadzających nową ustawę zasadniczą z dniem jej wejścia w życie na trzy i pół roku przed terminem wygasła kadencja prezesa Sądu Najwyższego Andrása Baka. Sprawa została rozpatrzona przez Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu (Baka przeciwko Węgrom – wyrok Wielkiej Izby ETPC z dnia 23 czerwca 2016 r., skarga nr 20261/12). Trybunał w swoim rozstrzygnięciu stwierdził m. in., że z zasad niezawisłości i bezstronności sądów oraz nieusuwalności sędziów wynika domniemanie ochrony prawa sędziego do pełnienia swych funkcji przez całą kadencję, na którą został powołany. Trudno takie stanowisko Trybunału podważać. Doświadczony i mądry sędzia powinien mieć możliwość sprawowania swojej funkcji jak najdłużej.

Z kolei pomysł wprowadzenia skargi nadzwyczajnej od każdego prawomocnego orzeczenia to nie tylko przedłużenie postępowań poprzez stworzenie „czwartej instancji”. To przede wszystkim zniweczenie jakiejkolwiek pewności obrotu. Po co sądy mają orzekać, skoro żaden wyrok „prawomocny” nie będzie trwały? Objęcie skargą nadzwyczajną orzeczeń sprzed wejścia w życie ustawy jest natomiast świetnym narzędziem politycznej walki. Przy jego wykorzystaniu można w zależności od potrzeby chwili doprowadzić do skazania niewinnych i ułaskawienia skazanych. Co za tym idzie można tworzyć historię na nowo. W świetle proponowanych zmian czymś zupełnie normalnym stanie się czwartoinstancyjne rozpoznanie dawno zakończonych procesów. Jeśli prezydencka ustawa wejdzie w życie, usłyszymy o ludziach, którzy na podstawie zapadłych wyroków ułożyli sobie wszelakie stosunki, w tym majątkowe i rodzinne, a teraz są przejęci trwogą, że wszystko to mogą utracić w majestacie prawa.

Wprowadzając element społeczny Prezydent proponuje, by w Sądzie Najwyższym orzekali także ławnicy. Co do zasady instytucja ławników to dobry pomysł, pod warunkiem jednak, że – jak w Stanach Zjednoczonych ława przysięgłych – ławnicy zajmują się oceną faktów. Tymczasem Sąd Najwyższy jest sądem prawa. Ławnicy jako niefachowcy nie będą kompetentni, by oceniać sprawy z perspektywy naruszenia prawa, podobnie jak hydraulicy (za wyjątkiem Leonarda Susskinda, profesora fizyki teoretycznej na Uniwersytecie Stanforda, który zaczynał jako hydraulik) nie będą kompetentni do oceny osiągnięć Alberta Einsteina.

Najważniejszą z perspektywy władzy planowaną zmianą jest jednak powołanie nowej Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego. To właśnie ta izba, kadrowo zbudowana przez nową upolitycznioną Krajową Radę Sądownictwa – będzie rozstrzygać o ważności wyborów. A to pachnie już gomułkowskim: „władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy”, ale w białych rękawiczkach.

W prezydenckim projekcie nowelizacji ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa mowa jest o wybieraniu członków tego gremium większością 3/5 głosów w Sejmie. Gdy w terminie 2 miesięcy Sejm nie wybierze kandydatów do KRS, wyboru spośród zgłoszonych kandydatów ma dokonać prezydent. Niekonstytucyjność zmian dotyczących Krajowej Rady Sądownictwa zauważył sam Prezydent i zaproponował, że w związku z tym zmieni także ustawę zasadniczą. Jasne jest zatem, że Konstytucja w jego mniemaniu jest de facto aktem niższego rzędu, skoro można ją dowolnie zmieniać pod dyktando – pisanej „na kolanie” i bez konsultacji ze środowiskiem prawniczym – ustawy. Jest to kolejna odsłona niebezpiecznej idei prof. Stanisława Ehrlicha, który źródła legitymizacji władzy upatrywał w woli politycznej, a nie w prawie, któremu nawet władza musi się bezwarunkowo poddać.

Należy sobie jednak zadać pytanie o cel takich zmian w trybie wyboru członków KRS. Posłużmy się wymowną analogią: w jaki sposób dochodzi do ustawiania wyników meczów piłkarskich? Najczęściej poprzez ulokowanie na boisku „swojego” sędziego. A zatem celem władzy jest wstawienie do KRS „swoich” funkcjonariuszy. Odpowie ktoś: przecież to wciąż są sędziowie, ludzie o nieskazitelnym charakterze i najwyższych przymiotów moralnych! Tak, należy jednak pamiętać, że – jak zauważyła prof. Ewa Łętowska – sędziowie są krew z krwi kość z kości narodu polskiego. Nie mówimy, że każdy sędzia zachowa się niegodziwie po wejściu w życie proponowanych przez Prezydenta zmian. Mówimy jedynie o zwiększeniu prawdopodobieństwa zachowania się przez sędziego w sposób nielicujący z jego niezawisłością.

Krok w stronę upolitycznienia sądów może skończyć się bardzo źle. Przykładem stalinowskie sądy, gdzie również orzekali sędziowie. Wystarczy zajrzeć do książki „Widziane z ławy obrończej” Anieli Steinbergowej, by zobaczyć, jak asystent na Wydziale Uniwersytetu im. Stefana Batorego w Wilnie, radca prawny Banku Dyskontowego, adwokat i przedwojenny sędzia zamieniają się w zbierających śmiertelne żniwo sędziów-funkcjonariuszy w powojennych procesach politycznych, w których naruszenie praworządności sądzenia jest tak oczywiste, że aż kłuje w oczy. Ideałem dla władzy tego rodzaju jest sytuacja, w której nie ma nawet potrzeby wywierania nacisków na sędziów. Wystarczy, że atmosfera jest jasna, a wymagania stawiane im przez władzę – znane. Wówczas sędziowie wykonują swoją pracę w sposób pozornie niezawisły, jak Grimaud – pachołek Atosa w słynnej powieści płaszcza i szpady, którego pan nauczył spełniać rozkazy „za najmniejszym gestem lub ust poruszeniem”.

Tymczasem Sądy są strażnikiem obywatela i chronią przed wszechmocą państwa. Mają za zadanie reagować wówczas, gdy władza narusza elementarne zasady. Prezydenckie ustawy stanowią zagrożenie dla tego modelu, skoro sądy będą uzależnione od władzy ustawodawczej i wykonawczej.

***

Po zawetowaniu dwóch ustaw dotyczących polskiego sądownictwa, przyjętych głosami parlamentarzystów Prawa i Sprawiedliwości, Prezydent zapowiedział, że przedstawi własną wizję. Mówiąc obrazowo, o ile rozwiązania zawarte w projektach poselskich mordowały Konstytucję, o tyle regulacje opracowane przez Prezydenta pozostawiają ustawę zasadniczą dotkliwie pobitą. Niestety zaproponowane przez Prezydenta zmiany legislacyjne są próbą totalnego przejęcia władzy sądowniczej i podporządkowania jej, wbrew monteskiuszowskiej idei, legislatywie i egzekutywie. Z całą pewnością takie działania nie mogą być nazwane reformą, a negatywne skutki wejścia w życie opisanych rozwiązań prawnych dotknąć mogą każdego, kto zetknie się z sądami.

O niezawisłości sędziowskiej, Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa

Adam Strzembosz Sąd Najwyższy reforma sądownictwa

Stanisław Zakroczymski jest autorem wywiadu – rzeki z prof. Adamem Strzemboszem. Książka pt. „Adam Strzembosz – Między prawem i sprawiedliwością” wydana przez „Więź” pojawi się niebawem w księgarniach. „Smaku dodają książce anegdoty z udziałem najważniejszych aktorów historii politycznej końca XX wieku: Wojciecha Jaruzelskiego, Jacka Kuronia, Adama Michnika czy obu braci Kaczyńskich” – czytamy w zapowiedzi w Gazecie Wyborczej.

Ten młody prawnik w wideo cyklu „Prawo do prawa” opowiada nam o arkanach konstytucji. Wybraliśmy trzy jego wypowiedzi: o niezawisłości sędziów, o SN i o KRS. Sytuacja polityczna wokół reformy sądownictwa jest jednak dynamiczna, projekty wciąż nowe, a opinia publiczna zdezorientowana.

Oto wypowiedź autora książki na temat niezawisłości sędziowskiej:

Prawo do prawa, odc. 3

Stanisław Zakroczymski odsłania fascynujące tajniki Konstytucji, pokazując, co nam grozi, gdy Konstytucja jest łamana. To trzeci odcinek cyklu "Prawo do prawa", o niezawisłości sędziów.Drugi odcinek o metodzie czytania Konstytucji, zwanej metodą sznurka i koralików, odnajdą Państwo pod linkiem: www.facebook.com/VidKOD/videos/1715162642121099/Pierwszy odcinek – pod linkiem: www.facebook.com/VidKOD/videos/1714015395569157/#PrawodoPrawa

Opublikowany przez Video-KOD Czwartek, 27 lipca 2017

Niezawisłość – to słowo ostatnio pojawia się bardzo często w kontekście niezawisłości sędziowskiej. Zauważyłbym na wstępie, że słowo „niezawisłość” pada w naszej konstytucji tylko w dwóch przypadkach: niezawiśli są sędziowie i… Jak Państwo myślą, kto? Nie urzędnicy, nie posłowie, nie ministrowie… Rzecznik Praw Obywatelskich. Jeszcze on jest tylko niezawisły, oprócz sędziów. Co oznacza to słowo? Dlaczego niezawisłość, a nie na przykład niezależność? Zacznę od tego, że nie jest to wyłącznie pojęcie prawne, przeprowadzając wykładnię językową.

Prof. Strzembosz i za nim prof. Gersdorf w apelu do sędziów, który wystosowali na początku tego roku, powiedzieli, że niezawisłość to stan ducha. I coś w tym jest: niezawisłość, to taki stan, w którym my czujemy, że wewnętrznie od nikogo nie zależymy, że podejmujemy decyzje wypływające gdzieś głęboko z naszych trzewi, z naszego sumienia. Niezawisłość to jest taka niezależność do kwadratu, niezależność w pewnym sensie uwznioślona.

Niezawisłość się w naszym języku splotła w kolokację niemal nierozerwalną z urzędem sędziego. I teraz, po tych pięknych słowach na temat niezawisłości jako stanu ducha, które oczywiście są bardzo ważne, dlatego że sędzia, którego niezawisłość gwarantuje konstytucja, a który się wewnętrznie nie czuje niezawisły, nie będzie nigdy dobrym sędzią. Co widzieliśmy na przykładzie prezesa Sądu Apelacyjnego w Gdańsku, który podczas prowokacji dziennikarskiej, że niby dzwoni do niego asystent premiera Tuska, zaczął umawiać rozprawę…

Ten człowiek był niezawisły w rozumieniu prawa, ale nie był niezawisły w rozumieniu ducha. Zejdźmy teraz z poziomu metafizyki na poziom regulacji prawnych.

Otóż, można być sędzią niezawisłym duchem nie będąc sędzią niezawisłym w rozumieniu systemu prawnego – tak mieli sędziowie w PRL. Takim sędzią był m.in. prof. Adam Strzembosz. Natomiast, powiedzmy sobie szczerze, coś, co jest elementem systemu norm, zawsze łatwiej stosować w naszym życiu. I z tego powodu nasz system prawny wolnej Polski wprowadził pewne gwarancje niezawisłości. Jakież to są gwarancje, które powodują, że sędziowie mogą czuć się ludźmi niezawisłymi.

Jest takie powiedzenie, którego nie lubię: „zwykle, gdy nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze”. W tym wypadku ono ma częściowo swoje zastosowanie: nigdy nie będziemy w pełni niezależni, jeżeli nie będziemy mieli niezależnego źródła dochodu. Sędziowie są jedyną grupą zawodową w konstytucji, która ma zagwarantowane godne wynagrodzenie. Żadna inna grupa nie ma takiej gwarancji. Tyle pomyj wylano na głowę Pani prezes za jej niefortunne słowa o 10 tysiącach, ale ci sędziowie zarabiają wreszcie w miarę godnie.

W PRL-u sędziowie zarabiali tak psie pieniądze, że w latach 80. było tyle wakatów w polskich sądach, że nie dało się ich obsadzić, bo nikt nie chciał tam iść. Milicjant zarabiał więcej, niż sędzia. Urząd sędziego musi być urzędem godnie wynagradzanym. Choć wcale nie jest tak super lukratywny – sędziowie rejonowi zaczynają z pozycji 6 – 7 tysięcy na początek. Co bardzo ważne, jeśli chodzi o te pieniądze – w polskim systemie jest to twardo powiedziane, nie ma niczego takiego, jak nagrody, premie. Jest pułap, ile zarabia sędzia rejonowy, okręgowy, apelacyjny, Sądu Najwyższego plus dodatki funkcyjne i wysługa lat. Nic więcej, bo nie może tak być, że prezes sądu albo minister mówi: „o, ten świetnie pracuje, świetnie orzeka, to mu damy więcej pieniędzy!” Tak było w PRL-u i to był doskonały mechanizm nacisku na sędziego.

Drugi aspekt, niesłychanie i szalenie istotny, to jest niezawisłość w rozumieniu intelektualnym. W PRL sędziowie oprócz tego, że podlegali ustawom i konstytucji, podlegali również wytycznym Sądu Najwyższego. Sąd Najwyższy określał, w jaki sposób rozumieć konkretny przepis, narzucając to rozumienie sędziom… Sędziowie musieli jeszcze – uwaga! – dawać rękojmię prawidłowego wypełnienia urzędu sędziego w Polsce Ludowej. Wspaniały wytrych, z pomocą którego można było usunąć każdego dowolnego sędziego, jak tylko przestał dawać rękojmię komu tam trzeba w Komitecie Centralnym…

Dzisiaj nie ma o tym mowy. Jest zapis: „sędziowie w swoim orzekaniu są niezawiśli i podlegają tylko konstytucji i ustawom. Uwaga! konstytucji i ustawom, nie ustawom, tylko konstytucji i ustawom. I to jest ta furtka, która pozwala sędziemu zastosować konstytucję w sytuacji, gdy widzi, że ustawa jest rażąco nieuczciwa, niesprawiedliwa, niezgodna z konstytucją. Co więcej, sędziowie nie podlegają rozporządzeniom wydawanym przez ministrów, przez Radę Ministrów, przez prezydenta, mimo że rozporządzenia obowiązują nas wszystkich. Jeżeli minister wyda rozporządzenie, to jest to prawo powszechnie obowiązujące, tak samo jak ustawa, ale sędziego ono nie obowiązuje, jak orzeka. Może go nie zastosować, jeśli tak uzna.

Sędziowie są niezawiśli, ale zależni od tego, co powie sąd wyższej instancji, ale generalnie sędzia może wydać taki wyrok, jaki uzna za stosowny. I tutaj istotna uwaga na temat Sądu Najwyższego: Sąd Najwyższy dawniej w PRL mógł wydawać wytyczne, o których mówiliśmy. „Kto zabija człowieka…” – Sąd Najwyższy mówi: „za człowieka rozumiemy tylko kogoś, kto przeżył pierwsze pięć tygodni życia”, na przykład, choć tak źle nie było, ale często Sąd Najwyższy mówił: „kto próbuje zamachnąć się na ustrój, podlega karze od  3 do 5 lat”, no to w stanie wojennym uznano, że trzeba co najmniej skazywać na półtora roku… Nie wiem, czy tak dokładnie, nie pamiętam, ale takie były rozmaite wytyczne: „trzeba super ostro ten artykuł stosować!” To jest zabieranie niezawisłości.

Teraz jest to absolutnie wykluczone, chociaż Sąd Najwyższy może mocą swojego autorytetu wydawać uchwały. Uchwały są bardzo ważne, ale nie wiążą sędziów niższych instancji. Uchwały są wpisywane do Księgi zasad prawnych i sędziowie powinni brać je pod uwagę w swoim rozumowaniu. Jeśli ktoś rozpatruje sprawę cywilną z zakresu prawa własności i wie, że istnieją uchwały Sądu Najwyższego, które mówią np., że tytuł własności można ograniczyć ze względu na zasadę współżycia społecznego do tego stopnia, ale dalej już nie można, to powinien wziąć to pod uwagę. Ale sędzia może się sprzeciwić takiej uchwale. Musi zdawać sobie sprawę, że będzie trudno obronić ten wyrok w toku instancji, ale może się sprzeciwić i taki wyrok tego sędziego rejonowego również będzie miał moc wyroku w imieniu Rzeczypospolitej.

I może się zdarzyć, i zdarza się tak czasami, że sędzia sądu rejonowego dostrzeże jakiś zupełnie nowy aspekt sprawy, sąd wyższej instancji przyzna mu rację i Śad Najwyższy może zmienić linię orzeczniczą. Na tym polega aspekt intelektualny niezawisłości sędziowskiej.

I ostatni aspekt, to aspekt terytorialny. Sędziowie są nie przenoszalni, jak to się ładnie nazywa. Bez zgody sędziego nie można go przenieść do innego sądu, nawet jeżeli likwidujemy sąd, w którym on orzeka. Możemy go tylko przenieść w stan spoczynku z zachowaniem jego uposażenia. Gdyby sędziego, który jest „nieposłusznym”, można było przenieść na drugi koniec Polski w każdym momencie, wiadomo, że by się pięć razy zastanowił, zanim wydałby wyrok, który by był niezgodny z racją stanu. Niestety, w nowej ustawie [wypowiedź sprzed dwóch miesięcy!], której jeszcze dobrze nie znam, bo wersji było zbyt wiele, by się ze wszystkimi zapoznać, są pewne instrumenty, które pozwolą ministrowi mieć wpływ na przenoszenie sędziów.

Na szczęście ostała się jeszcze Krajowa Rada Sądownictwa, która będzie mogła temu w dużej mierze zapobiegać [wypowiedź z 27 lipca 2017]. Bo Krajowa Rada Sądownictwa, i to już będzie ostatni aspekt, jest absolutnie kluczową instytucją, która ma stać na straży niezawisłości sądów. Tak jest zapisane w konstytucji. KRS jest z urzędu zobligowana, gdy widzi, że pojawiają się zagrożenia dla niezawisłości jakiegokolwiek sędziego, musi temu przeciwdziałać. I pan prezes Zawistowski fantastycznie występował w obronie tej niezawisłości i tę niezawisłość w dużej mierze udało się obronić.

Prof. Gersdorf na ślubowaniu dublera?! – "Prawo do prawa" odc. 17

Prof. Gersdorf na ślubowaniu dublera?! Stanisław Zakroczymski odsłania fascynujące tajniki Konstytucji, pokazując, co nam grozi, gdy Konstytucja jest łamana. "Prof. Gersdorf na ślubowaniu dublera?! ", to siedemnasty odcinek cyklu "Prawo do prawa", w którym autor charakteryzuje działanie Sądu Najwyższego oraz odnosi się do mocno kontrowersyjnego gestu sędzi Małgorzaty Gersdorf, która swoją obecnością podczas ślubowania dublera w pałacu prezydenckim spotkała się z falą krytyki ze strony społeczeństwa za legitymizowanie niekonstytucyjnych poczynań obecnej władzy.***Archiwum cyklu: 16 odc. Cierpko o Senacie, w którym autor opisuje konstytucyjne obowiązki Izby Wyższej Parlamentu i co w praktyce z tego wynika, znajdą Państwo pod linkiem: www.facebook.com/VidKOD/videos/1735184016785628/15 odc. Co premierowi wolno?, w którym autor opisuje konstytucyjne obowiązki prezesa rady ministrów, czyli obecnie Beaty Szydło, dostępny jest pod linkiem: www.facebook.com/VidKOD/videos/1730981603872536/14 odc. Belweder Prezydenta Dudy, w którym autor charakteryzuje specyfikę władzy prezydenckiej w Polsce w świetle zapisów Konstytucji oraz w praktyce, na przykładzie prezydentury Andrzeja Dudy, ale też jego poprzedników, znajdą Państwo pod linkiem: www.facebook.com/VidKOD/videos/1730132687290761/13 odc., w którym autor poddaje krytyce niedawną debatę prezydenta Dudy, zatytułowaną "Konstytucja – dla obywateli, nie dla elit", dostępny jest pod linkiem: www.facebook.com/VidKOD/videos/1728528987451131/12 odc., do udziału w którym autor zaprosił Jana Ptaszyńskiego, młodego prawnika, specjalistę w zakresie prawa pracy, by porozmawiać o tym, czy Konstytucja gwarantuje nam cokolwiek w tym zakresie, znajdą Państwo pod linkiem: www.facebook.com/VidKOD/videos/1728113467492683/11 odc., pod siedzibą PiS przy Nowogrodzkiej, w którym autor cyklu "Prawo do prawa" opowiada o tym, dlaczego nazywanie Jarosława Kaczyńskiego "Naczelnikiem Państwa" jest poważnym błędem prawnym i historycznym, a także dlaczego sytuacja, w której Prezes partii jest ważniejszy niż Premier jest destrukcyjna dla państwa prawa. Odcinek dostępny pod linkiem:www.facebook.com/VidKOD/videos/1726486977655332/10 odc., spod budynku Krajowej Rady Sądownictwa, w którym autor odpowiada na pytanie, dlaczego KRS jest tak ważna dla niezależności sądów, znajdą Państwo pod linkiem: www.facebook.com/VidKOD/videos/1725364734434223/9 odc., czyli rozmowa z Kamilą Ferenc o rozmaitych formach dyskryminacji kobiet, co stoi w oczywistej sprzeczności z gwarancjami konstytucyjnymi, dostępny jest pod linkiem: www.facebook.com/VidKOD/videos/1724563604514336/8 odc. cyklu "Prawo do prawa", w którym autor uzasadnia, dlaczego tak niebezpieczne z punktu widzenia praworządności są deklaracje "ja bez żadnego trybu", znajdą Państwo pod linkiem:www.facebook.com/VidKOD/videos/1724035251233838/7 odc., w którym tym razem autorowi towarzyszyła w charakterze gościa, Beata Siemieniako, ekspertka w dziedzinie praw lokatorskich, dostępny jest pod linkiem: www.facebook.com/VidKOD/videos/1722075734763123/6 odc. cyklu "Prawo do prawa", w którym autor pokazuje, jak ważna jest nie tylko treść prawa, ale też sposób, w jaki jest ono stanowione, znajdą Państwo pod linkiem: www.facebook.com/VidKOD/videos/1720527021584661/5 odc. o delikcie konstytucyjnym prezydenta w związku z "ułaskawieniem" kandydata na ministra, przed prawomocnym wyrokiem sądowym, pod linkiem: www.facebook.com/VidKOD/videos/1718706271766736/4 odc. cyklu "Prawo do prawa" o lustracji sędziów, odnajdą Państwo pod linkiem: www.facebook.com/VidKOD/videos/1717399285230768/3 odc. o niezawisłości sędziów pod linkiem: www.facebook.com/VidKOD/videos/1716648405305856/2 odc. o metodzie czytania Konstytucji, zwanej metodą sznurka i koralików: www.facebook.com/VidKOD/videos/1715162642121099/1 odc. – pod linkiem: www.facebook.com/VidKOD/videos/1714015395569157/#PrawodoPrawa

Opublikowany przez Video-KOD Środa, 20 września 2017

Wypowiedź Stanisława Zakroczymskiego z 20 września 2017 roku dotycząca Sądu Najwyższego:

Na gmachu Sądu Najwyższego są wypisane rozmaite łacińskie sentencje. Jest tu sentencja z Cycerona: „Cedant arma togae” – „Niech oręż ustąpi przed togą!”
Można powiedzieć, że to jest świetne pendant do naszej rozmowy: można powiedzieć, że władza wykonawcza używa oręża. Władza wykonawcza postanowiła w bezprecedensowy sposób zaingerować we władzę togi, we władzę sądowniczą, a toga dzisiaj kapituluje przed orężem.

Kilka słów na temat samego Sądu Najwyższego, bo musimy wiedzieć, czego bronimy. Jak Sąd Najwyższy jest umocowany w naszej konstytucji, w naszym systemie instytucjonalnym. Sąd Najwyższy sprawuje w zakresie orzekania nadzór nad wszystkimi sądami powszechnymi, czyli karnymi, cywilnymi, sądami pracy, ubezpieczeń społecznych oraz sądami wojskowymi w całej Polsce. Do Sądu Najwyższego można wnosić kasacje w sprawach karnych lub skargi kasacyjne w sprawach cywilnych, od prawomocnego orzeczenia sądu drugiej instancji. Dlaczego podkreśliłem to słowo „prawomocnego”? Dlatego, że nasza konstytucja nie zapewnia nam trzyinstancyjnego postępowania sądowego, a dwuinstancyjne.

Sąd Najwyższy nie ma obowiązku zająć się każdą sprawą, która do niego trafia. Sąd Okręgowy lub Sąd Apelacyjny ma obowiązek rozpatrzyć każdą apelację od wyroku sądu pierwszej instancji, ale nie ma obowiązku postępowania trzyinstancyjnego. Sąd Najwyższy bierze wnioski kasacyjne, które do niego wpływają i wydaje wstępne postanowienie – przyjąć sprawę do rozpatrzenia lub nie. Jeżeli nie przyjmie sprawy do rozpatrzenia, to sprawa kończy się: orzeczenie drugiej instancji jest ostateczne.

Natomiast Sąd Najwyższy może rozpoznawać kasacje, jeżeli dopatruje się jakichś szczególnych uchybień tego wyroku, albo jeżeli widzi, że sprawa ma jakiś szczególny potencjał precedensowy. Tych spraw kasacyjnych w Sądzie Najwyższym są dziesiątki tysięcy. Sędziowie są najlepszymi profesjonalistami w swoim fachu, albo są to sędziowie z wieloletnim doświadczeniem z niższych instancji, albo są to profesorowie prawa (czterdziestu kilku). Oni są również, w przeciwieństwie do sądów niższych instancji wyposażeni w bardzo dobry warsztat analityczny, w zaplecze profesjonalne, ponieważ Sąd Najwyższy ma świetne Biuro Studiów i Analiz – biuro orzecznictwa, które zapewnia sędziom rozmaite analizy i współpracuje z nimi przy wydawaniu wyroków.

Druga kwestia, to są tzw. uchwały. To pamiętamy w kwestii wyroku w sprawie Mariusza Kamińskiego: sądy niższych instancji w toku rozpoznawania sprawy mogą się zwrócić do Sądu Najwyższego, jeżeli napotkają na jakiś szczególnie trudne zagadnienie prawne i wówczas Sąd Najwyższy albo w składzie trójkowym, albo tzw. siódemkowym czyli crème de la crème wymiaru sprawiedliwości może wydać uchwałę, taką „abstrakcyjną”, tak jak to było w przypadku wymienionej sprawy. Sąd Najwyższy mówi np., że prezydent nie może ułaskawiać przed ostatecznym wyrokiem – w rozumieniu naszego prawa, dokonując jego wykładni. I to jest opinia, która wiąże sąd w danej sprawie. Sąd już potem nie może interpretować prawa inaczej. I dopóki Sąd Najwyższy nie wyda w innej sprawie opinii, która by znosiła dotychczasową, taka opinia obowiązuje wymiar sprawiedliwości.

Bardzo często naukowcy prawnicy powołują się również na orzecznictwo Sądu Najwyższego, na jego dorobek w postaci uchwał.

Oprócz kasacji i uchwał Sąd Najwyższy ma też różne dodatkowe funkcje: kluczową funkcją jest stwierdzanie ważności lub nieważności wyborów. Nigdy jeszcze Sąd Najwyższy nie stwierdził nieważności wyborów demokratycznych w Polsce, chociaż raz było do tego blisko: starsi z Państwa pewnie pamiętają sprawę Kwaśniewskiego z ’95 roku, a także część sędziów Sądu Najwyższego wchodzi w skład Trybunału Stanu, który to Trybunał powinien sądzić najwyższych funkcjonariuszy państwa za złamanie prawa w toku sprawowania przez nich funkcji. Również jest to ciało właściwie martwe. W III RP jeszcze żadnego prawomocnego skazującego wyroku Trybunał nie wydał. Być może będzie się to musiało zmienić za parę lat.

I ostatnia sprawa, trzech sędziów Sądu Najwyższego wchodzi w skład Państwowej Komisji Wyborczej.

Sąd Najwyższy jest to ciało niezwykle istotne, często pomijane – do niedawna jakby nie istniejące w obiegu medialnym, a mające w swoich rękach gigantyczną władzę, decydujące o losach wieluset tysięcy ludzkich spraw gospodarczych, cywilnych, karnych. Które nadaje w pewnym sensie ton wymiarowi sprawiedliwości.

"Prawo do prawa", odc. 10

Stanisław Zakroczymski odsłania fascynujące tajniki Konstytucji, pokazując, co nam grozi, gdy Konstytucja jest łamana. To dziesiąty odcinek cyklu "Prawo do prawa", w którym autor zaprasza nas pod budynek Krajowej Rady Sądownictwa, by opowiedzieć, dlaczego KRS jest tak ważna dla niezależności sądów i w jaki sposób ustawa o niej zawetowana przez prezydenta, stanowiła pogwałcenie konstytucyjnej zasady trójpodziału władzy.Dziewiąty odcinek cyklu, czyli rozmowa z Kamilą Ferenc o rozmaitych formach dyskryminacji kobiet, co stoi w oczywistej sprzeczności z gwarancjami konstytucyjnymi, dostępny jest pod linkiem: www.facebook.com/VidKOD/videos/1724563604514336/Ósmy odcinek cyklu "Prawo do prawa", w którym autor uzasadnia, dlaczego tak niebezpieczne z punktu widzenia praworządności są deklaracje "ja bez żadnego trybu", znajdą Państwo pod linkiem:www.facebook.com/VidKOD/videos/1724035251233838/Siódmy odcinek, w którym tym razem autorowi towarzyszyła w charakterze gościa, Beata Siemieniako, ekspertka w dziedzinie praw lokatorskich, dostępny jest pod linkiem: www.facebook.com/VidKOD/videos/1722075734763123/Szósty odcinek cyklu "Prawo do prawa", w którym autor pokazuje, jak ważna jest nie tylko treść prawa, ale też sposób, w jaki jest ono stanowione, znajdą Państwo pod linkiem: www.facebook.com/VidKOD/videos/1720527021584661/Piąty odciek o delikcie konstytucyjnym prezydenta w związku z "ułaskawieniem" kandydata na ministra, przed prawomocnym wyrokiem sądowym, pod linkiem: www.facebook.com/VidKOD/videos/1718706271766736/Czwarty odcinek cyklu "Prawo do prawa" o lustracji sędziów, odnajdą Państwo pod linkiem: www.facebook.com/VidKOD/videos/1717399285230768/Trzeci odcinek o niezawisłości sędziów pod linkiem: www.facebook.com/VidKOD/videos/1716648405305856/Drugi odcinek o metodzie czytania Konstytucji, zwanej metodą sznurka i koralików: www.facebook.com/VidKOD/videos/1715162642121099/Pierwszy odcinek – pod linkiem: www.facebook.com/VidKOD/videos/1714015395569157/#PrawodoPrawa

Opublikowany przez Video-KOD Niedziela, 20 sierpnia 2017

Wypowiedź Stanisława Zakroczymskiego z 20 sierpnia na temat Krajowej Rady Sądownictwa:

Krajowa Rada Sądownictwa jest instytucją, która pozostaje w pewnym sensie w cieniu dyskusji politycznej. Pozostawała nawet w cieniu ostatnich protestów: protestowaliśmy pod Sądem Najwyższym, pod Sejmem, pod pałacem, a nigdy jakoś nie przychodziliśmy tutaj, pod Krajową Radę Sądownictwa, na którą przecież również większość rządowa przygotowała zamach, w ostatniej chwili odparty, uchylony przez prezydenckie veto [wypowiedź z 20 sierpnia, kiedy nie znaliśmy jeszcze prezydenckiego projektu ustawy o KRS, niewiele lepszego od zawetowanego projektu].

Parę słów o tym, skąd ta instytucja się wzięła. To jest stosunkowo młoda instytucja, powołana do życia w 89 roku na mocy postanowień Okrągłego Stołu. Odwołam się do moich rozmów z prof. Strzemboszem; otóż on był przewodniczącym Podstolika ds. Reformy Prawa i Sądów przy Okrągłym Stole i KRS był to właśnie pomysł prof. Strzembosza, wzięty z wcześniejszego programu Solidarności z roku ’80, aby powołać taką Radę. Powiem Państwu ciekawostkę, która ma dzisiaj duże znaczenie polityczne: przy tym podstoliku siedział również Jarosław Kaczyński. Zachowały się jego wypowiedzi, które mówią o tym, że powołanie Krajowej Rady Sądownictwa będzie jak zatrzaśnięcie furtki władzy wykonawczej do ingerowania w sferę władzy sądowniczej. Trzeba jak najmocniej tę furtkę zatrzasnąć, parafrazując.

Można powiedzieć, że dzisiaj Jarosław Kaczyński chce jakby powiedzieć, że te wszystkie furtki mogą być zatrzaśnięte pod warunkiem, że on trzyma do nich klucze…

Krajowa Rada Sądownictwa powstaje po Okrągłym Stole i jest instytucją, która ma stać na straży niezawisłości sędziów i niezależności sądów. Kto wchodzi w skład takiej rady? To jest instytucja, która łączy przedstawicieli trzech różnych władz: władzy ustawodawczej, bo w jej skład wchodzi dwóch posłów i dwóch senatorów, wykonawczej, bo mamy tam ministra sprawiedliwości, który nota bene prawie nigdy nie przychodzi na posiedzenia tej rady, oraz przedstawiciela prezydenta, i siedemnastu sędziów. Oprócz prezesa Sądu Najwyższego i Naczelnego Sądu Administracyjnego, także piętnastu sędziów wybieranych spośród wszystkich sędziów w Polsce.

Czym ta Rada się zajmuje? Kluczową kompetencją tej Rady jest opiniowanie i przedstawianie prezydentowi kandydatów na sędziów. Rada ta zbiera takie kandydatury z całego kraju, przesłuchuje tych kandydatów, pisze opinie i przedkłada prezydentowi odpowiednie dokumenty. Statystyki są takie, że rocznie spośród tysiąca czterystu – tysiąca pięciuset kandydatów Rada przedstawia prezydentowi około czterystu nowych sędziów, czyli widzimy, że odsiew jest duży, a Rada nie próżnuje, ma dużo roboty i jest to bardzo odpowiedzialna praca. Nigdy do pracy tej Rady nie było jakichś poważniejszych zastrzeżeń. Jej sprawozdania były corocznie przyjmowane przez Sejm, niezależnie od tego, czy rządził PiS, czy rządziła Platforma. Nikt do tej pory jakoś nie twierdził, że sędziowie byli wybierani w sposób urągający procedurom. Wręcz przeciwnie, Polska otrzymywała bardzo wysokie noty, jeśli chodzi o poziom zagwarantowania niezawisłości sędziów.

Powiem więcej, Lech Kaczyński wypowiadał się bardzo dobrze o Krajowej Radzie Sądownictwa, mówiąc, że jest to modelowy przykład równoważenia się władz  i współpracy trzech władz przy dbaniu o niezależność i jakość polskiego sądownictwa. Widzimy, że to wcale nie funkcjonowało i nie funkcjonuje w naszym kraju źle.

Co się dzieje aktualnie? PiS próbował [wypowiedź z 20 sierpnia 2017 roku] wprowadzić nieprawdopodobnie niekonstytucyjną ustawę, która dzieliłaby tę Radę na dwie izby: w jednej zasiadaliby sami sędziowie, w drugiej – zasiadaliby sami politycy. Dodatkowo sędziowie byliby wybierani przez polityków. Kompletne wyrwanie z kontekstu konstytucyjnego, zupełny bezsens.

Dodatkowo żadna decyzja nie mogłaby być podjęta bez zgody obu tych izb, czyli politycy mogliby zawetować nawet, gdyby ci sędziowie wybrani przez polityków urwaliby się z łańcucha, politycy mogliby zawetować każdą decyzję przez nich podjętą.

Na szczęście ta ustawa została zawetowana [wypowiedź z 20 sierpnia] i piłka jest po stronie pana prezydenta, który obiecał przygotować nowy projekt…

Chciałbym jeszcze zwrócić uwagę Państwa na jedną ostatnią rzecz: dosłownie wczoraj Stowarzyszenie Sędziów Polskich Iustitia złożyło projekt założeń do nowych ustaw sądowniczych. Wśród nich jest m.in. wprowadzenie wysłuchań publicznych kandydatów na członków Krajowej Rady Sądownictwa, a także umożliwienie grupie 2 tys. obywateli zgłoszenia kandydatury sędziego do KRS. Bujdą jest stwierdzenie, że sędziowie nie są otwarci na zmiany, nie są otwarci na demokratyczną kontrolę.  Owszem, proponują, by również obywatele mogli wskazywać, który sędzia powinien zasiadać w tym zaszczytnym gronie członków KRS. W projektach sędziowskich jest m.in. mowa o tym, że wszystkie procesy dyscyplinarne sędziów mają być nagrywane. Nie będzie można stosować już tego argumentu, że rzekomo sędziowie sami siebie sądzą i wymierzają sobie jakieś śmiesznie łagodne kary. Zwiększony zostanie nadzór obywatelski nad sądami. I ostatnia zmiana – prezesi wszystkich sądów w Polsce mieliby przedkładać oficjalnie mieszkańcom swojego okręgu sprawozdanie z działania sądu i zawieszać je w internecie, z biuletynach informacji publicznej.

Teraz już nikt nie będzie mógł użyć argumentu, że środowisko sędziowskie jest zamknięte na wszelkie próby reformy. Zobaczymy, co z tymi próbami zrobi pan prezydent…