Lekarze rezydenci

Tym razem Na Czatach jest wydaniem autorskim Haliny Flis-Kuczyńskiej. Jeszcze zaledwie parę tygodni temu wszyscy żyliśmy protestem głodowym lekarzy rezydentów. Dziś, pod naporem innych wydarzeń, których nasza rewolucyjna rzeczywistość dostarcza nam pod dostatkiem, a nawet w nadmiarze, kwestie podnoszone w postulatach lekarskich, dotyczące nakładów na służbę zdrowia, zeszły na plan dalszy. Wydaje się, że niesłusznie. Finansowanie lekarzy i personelu medycznego z budżetu nadal nie zostało rozwiązane. czy doszło do porozumienia między strajkującymi a resortem zdrowia? Czy młodzi lekarze uzyskali jakiekolwiek gwarancje, a przynajmniej zapewnienia, że ich sytuacja zawodowa ulegnie poprawie?
Halina Flis-Kuczyńska

Przed siedzibą premier Szydło

Lekarzy widzieliśmy zwykle przez pryzmat własnych problemów zdrowotnych. Teraz zaczynamy zauważać ich wrażliwość. To dobrze dla wszystkich, bo przeciwne stosowanej przez PIS polityce dzielenia i napuszczania jednych na drugich. Może zapamiętajmy te uczucia.

Opublikowany przez Video-KOD Środa, 18 października 2017

Strajk głodowy

Halina Flis-Kuczyńska

Hall kliniki na Żwirki i Wigury w Warszawie, poniedziałek, 2 października 2017. Dwudziestu lekarzy – rezydentów z różnych miast Polski, rozłożyło karimaty i ogłosiło rozpoczęcie głodówki.

Pierwsza reakcja? Oplucie ich. Telewizja rządowa wyciągnęła zdjęcia młodych lekarzy z misji medycznych do krajów dotkniętych klęskami, w tym Katarzyny Pikulskiej, przedstawiając je jako dowody bogactwa lekarzy, jeżdżących na wycieczki w egzotyczne miejsca pod palmy.

Znowu trzeba przypomnieć, że internet nie śpi. Szybko wyciągnięto te same zdjęcia, z tej samej telewizji sprzed paru lat, tylko z pochwałami dla ofiarnych lekarzy wyjeżdżających na misje medyczne.

Usłużny dziennikarz, który sobie tak używał na dobrym imieniu lekarzy, co to na wojaże egzotyczne jeżdżą i kawior na śniadanie jedzą, nie cieszył się długo wierszówką za ten spot. Szef redakcji, który zlecił zrobienie tego materiału, wyłgał się od odpowiedzialności, dając kopa dziennikarzowi. I dobrze mu tak, nie warto być mendą. Zresztą i szefowi redakcji nie będzie to zapomniane.

W nocy z wtorku na środę u głodujących zjawił się minister Radziwiłł. Niczego co prawda z nim nie ustalono, ale zaprosił rezydentów do Centrum Dialogu Społecznego na spotkanie z premier Beatą Szydło. Lekarze, pełni dobrej woli, zawiesili strajk i poszli. Usłyszeli jednak,że samo zawieszenie strajku niczego nie zmienia,żadnych poważnych rozmów nie będzie, dopóki głodówka nie zostanie zakończona.

Na takie dictum wrócili do kliniki i głodowali dalej. Po czterech dniach zasłabli pierwsi i z głodowego strajku musieli się wycofać, na ich miejsce przyszli inni. W miarę upływu dni musieli odchodzić kolejni, słabnący albo mdlejący.

Strajkującym lekarzom niełatwo było uzyskać miejsce na swój protest. Żaden dyrektor medycznej placówki nie chciał narazić się na utratę stanowiska. Hall Dziecięcego Szpitala Klinicznego protestujący właściwie zdobyli szturmem. Po prostu weszli i rozłożyli rzeczy. Później musieli stamtąd odejść, ale nie to jest istotą rzeczy.

Oczekiwali, oni i pacjenci,że w końcu jakaś reakcja władz będzie. Postulat wzrostu nakładów na służbę zdrowia nie był przez nikogo negowany, chodziło o skalę i tempo wzrostu. Chodziło też o podwyżki wynagrodzeń rezydentów do 1,05 średniej krajowej Mniej, niż domagał się Radziwiłł, kiedy jeszcze ministrem nie był. Niestety, minister postanowił rozbić solidarność lekarzy – rezydentów. Najpierw proponował 100 złotowe podwyżki dla wszystkich, potem podwyżki 400 zł dla jednych, a 1200 złotych dla drugich, ze specjalizacji bardziej poszukiwanych.

W połowie miesiąc strajk lekko się rozszerza, w kilku miastach Polski głoduje już 40 osób. W jedną z sobót w wielu miejscowościach odbywają się pikiety poparcia protestu rezydentów. Popiera go Naczelna Izba Lekarska. Minister się obraża i zrzeka się członkostwa w jej prezydium.

W Sejmie posłanka Hrynkiewicz wykrzykuje na słowa o możliwych masowych wyjazdach lekarzy: Niech jadą!

Ministerstwo Zdrowia zaczyna stosować znany już z dwuletnich rządów Prawa i Sprawiedliwości zabieg: informuje,że strajk nie ma merytorycznego sensu, bo przecież postulaty strajkujących zostały w zasadzie spełnione .W połowie września słyszeliśmy o trzech dodatkowych miliardach dla służby zdrowia. W dniach strajku dziennikarze poszli tym tropem i ani a Ministerstwie Zdrowia, ani u wicepremiera Morawieckiego, mówiącego już o pięciu miliardach, niczego konkretnego nie ma.

Narodowy Fundusz Zdrowia niczego nie dostał, dzieli teraz pieniądze z własnej rezerwy. Jak z Trybunałem Konstytucyjnym, którego nikt nie zniszczył, bo przecież jest. Jak z Konstytucją, której nikt nie zmienił, tylko nie jest przestrzegana. PiS lubi manewr obchodzenia kolejnych linii Maginota. I nadal wskazuje na polityczne podłoże protestu. Pewnie,że protest ma polityczne podłoże, bo chodzi o zdrowie obywateli. My sami, obywatele, czyli wyborcy, jesteśmy w takim sensie polityczni. Kiedy wymrzemy, kto będzie szedł na wybory?

Beata Szydło zagrała jak za komuny: nie będzie rozmów dopóki trwa strajk. Zakończcie go i wejdźcie do zespołu, popracujcie nad programem zmian. Wiadomo, kiedy zakończą strajk, zostanie to zapomniane w wirze codziennych spraw i wszystko rozejdzie się po kościach.

Wytrzymałość ludzka ma swoje granice. Widząc,że głodówka nikogo nie obchodzi, po 28 dniach lekarze ją zakończyli, ale nie zamierzają zakończyć protestu. Nie chcą umierać z przepracowania, ani też leczyć w zamroczeniu zmęczeniem. Postanowili, że będą wypowiadać klauzulę opt-out i zdążać do pracowania 48 godzin tygodniowo.

Wygląda na to, że bez poruszenia wśród nas, pacjentów, nic się w naszej służbie zdrowia nie zmieni. Rządowa propozycja – mówimy o niej w notatce o 8 listopadzie- została przyjęta, zaklepana, rząd nie postąpił ani o krok. Więcej pieniędzy ma być w 2025 roku.

Wtedy, kiedy po rządach podłej zmiany wiatr zawieje ślady, ale obietnice zostaną przekazane w spadku następcom.

Halina Flis-Kuczyńska

Nie chcemy umierać w pracy

Halina Flis-Kuczyńska

Nie chcemy umierać w pracy – wołają lekarze rezydenci. Z takim hasłem rozpoczęli strajk głodowy.

Lekarz to roślina, która długo rośnie. Sześć lat trudnych studiów, rok stażu podyplomowego, pięć lub sześć lat pracy w szpitalu ze statusem rezydenta, dla zdobycia specjalizacji. Pożądane jest, a właściwie nawet konieczne,żeby po tych kilkunastu latach lekarz nadal nie tracił kontaktu ze specjalistyczną wiedzą, bo medycyna XXI wieku jest innowacyjna.

Na nadmiar lekarzy nie cierpi żaden kraj w Europie. Francja i Niemcy chętnie zatrudniają lekarzy z Polski i innych krajów, przeglądają nasz rynek tego „towaru” kraje skandynawskie, zachęcając prostymi procedurami nostryfikacji dyplomów., wyższymi niż polskie zarobkami, służbowymi mieszkaniami, ułatwieniami dla życia rodzin.

Teoretycznie w ślad za wyjazdami lekarzy z krajów wschodniej Europy do bogatszych krajów zachodu, na zwolnione miejsca powinni przyjeżdżać lekarze z krajów jeszcze uboższych, a do Polski także nasi rodacy rozsiani po krainach dawnego imperium rosyjskiego. Nawet próbują przyjeżdżać, jednak procedury nostryfikacji dyplomów dla lekarzy i pielęgniarek są w naszym kraju tak trudne, że praktycznie zmuszają do powtórzenia studiów, skazując na lata wegetacji na obrzeżach medycznego zawodu.

Sprawia to, jak napisał do ministra Konstantego Radziwiłła w marcu zeszłego roku rzecznik praw obywatelskich, że na zachodzie lekarze – imigranci, czyli przybysze z innych krajów, stanowią około 17 procent lekarzy, a u nas mniej niż 2 procent.

Naczelna Izba Lekarska w połowie zeszłego roku policzyła lekarzy cudzoziemców w Polsce. Było ich 404, z czego 177 z krajów UE.

Samo uproszczenie nostryfikacji dyplomów, o które prosił rzecznik, pozwoliłoby otworzyć przybyszom dostęp do naszej służby zdrowia . Strumień wyjazdów zacząłby się w pewnym stopniu równoważyć ze strumieniem przyjazdów. Niestety, nic o tym nie słychać. Nie jest tak,że kolejni ministrowie zdrowia byli na niedostatek lekarzy obojętni. Już dziesięć lat temu, widząc, jak bardzo ich brak, wymyślono, że przecież lekarz, jeden lekarz, może pracować za dwu.

Prawo niby na to nie pozwała, lekarz, jak kierowca tira na drodze, czy maszynista pociągu, musi być przytomny i uważny. Ale można stworzyć taką klauzulę, po podpisaniu której lekarz rezygnuje z prawa do 48 godzin pracy tygodniowo. Zyskuje prawo pracy w takim wymiarze, jaki zdoła wytrzymać. Albo i nie wytrzymać, jak świadczy śmierć z przepracowania czwórki młodych lekarzy w ostatnich
miesiącach.

Nie znaczy to,że nie zostało zrobione nic więcej. Ułatwiono dostęp młodych lekarzy de rezydentur, o które przed decyzją Ewy Kopacz trzeba było mocno zabiegać. Teraz miejsce rezydenta czeka na każdego kończącego studia.

Rozbudowano wydziały lekarskie. Studia medyczne oferują trzy razy więcej miejsc, niż na początku transformacji. Mamy na uczelniach medycznych 135 tysięcy młodych ludzi, przygotowujących się do tego zawodu. Wejdą oni do szpitali za kilka lat .Dobrze byłoby,żeby na stale, gdyż, jeżeli nic się nie zmieni, po stażu wielu z nich umknie za granicę. Zależy to od poczynań rządu, tego i rządów następnych.

Dziś jest bardzo niedobrze. Stąd ten strajk głodowy. Nie jakiś wymyślony przez rozpasanych lekarzy jeżdżących na zagraniczne wycieczki i jadających łyżkami kawior na śniadanie. Strajk ciężko pracujących, źle wynagradzanych ludzi, którzy dzisiejszą sytuacją czują się upodleni.
Postaramy się tu o nim opowiedzieć.
Halina Flis-Kuczyńska

Protestujących lekarzy rezydentów odwiedziły: Krystyna Stachowiak, poznańska działaczka Solidarności w latach 80. oraz Aleksandra Banasiak (siostra „Awana”), legendarna pielęgniarka, uczestniczka poznańskiego Czerwca ’56 roku.

Przyczyny strajku i jego początek

Halina Flis-Kuczyńska

Strajk młodych lekarzy nie wybuchł niespodziewanie, tak ni z gruszki ni z pietruszki. Lekarz-rezydent jest w szpitalu jak rekrut w koszarach. Szpital dostaje go za darmo, pensję rezydenta płaci ministerstwo, jakieś dwa tysiące dwieście na rękę. Rezydent pracuje jak inni, ale uczy się swojej specjalizacji, więc jest zależny od lekarza prowadzącego, i właściwie od każdego starszego stopniem lekarza. Musi się zasłużyć pracowitością i posłuszeństwem. Trzeba objąć kolejny dyżur nocny?

Rezydent weźmie. Potrzebny jest ktoś w przychodni? Rezydent pójdzie. Zmusza go do tego nie tylko jego pozycja w szpitalu, ale i samo życie: za dwa tysiące można wyżyć samemu, jednak w wieku ukończenia studiów medycznych i rocznego stażu jest się człowiekiem dorosłym, w wieku, w którym zakłada się rodzinę i wychowuje dzieci. Potrzeba więcej pieniędzy, więc się bierze drugą pracę i każdy dyżur. Nawet gdyby nie brak pieniędzy, to trudno odmawiać dodatkowej pracy, przecież pacjenci nie mogą pozostać bez opieki, a lekarzy zamiast przybywać – ubywa.

Młodzi, bo młodzi, jednak nie z żelaza, ich siły i wytrzymałość psychiczna mają swoje granice. Kontakt z ludźmi chorymi jest obciążający. Pacjent chciałby być uważnie wysłuchany, dobrze zrozumiany, dostać dokładną diagnozę, usłyszeć parę słów otuchy w trudniejszych przypadkach.

Lekarz – rezydent pracujący kilkadziesiąt godzin tygodniowo, zobowiązany dodatkowo do prowadzenia samodzielnie starannej dokumentacji, gdyż sekretarek medycznych brak, wszystkich tych oczekiwań pacjentów spełniać nie może. Wie,ze można by pracować inaczej, ale system mu na to nie pozwala.

Nadzieje pokładali rezydenci dość długo w Konstantym Radziwille, dzisiejszym ministrze zdrowia, lekarzu, który był przez dwa szefem samorządu lekarskiego, i głosił wtedy hasła bliskie temu, co widzieliby jako remedium na sytuacje dzisiejsi rezydenci.

Nie bądź spokojny, poeta pamięta – pisał noblista. Przy ministrze poety wtedy nie było, jednak internet pamięta, a pamięć ma pojemną.
Oto marzec 2011 roku. Radziwiłł zatroskany mówi : wielu lekarzy zarabia 3-4 tysiące miesięcznie, muszą brać dodatkowe dyżury, są przepracowani.

Rok 2015, kampania wyborcza Prawa i Sprawiedliwości .Radziwiłł mówi,że trzeba podnieść nakłady na służbę zdrowia do 6% PKB, i to w miarę możliwości szybko, w ciągu kilku lat.

Fotel ministerialny sprawił swoimi miazmatami,że Konstantemu Radziwiłłowi odmienił się punkt widzenia. Już w lipcu 2016 głosi potrzebę zwiększenia budżetu medycznego do 6 procent PKB, ale nie tak szybko, pomalutku, do roku 2025. Tej daty trzyma się twardo do dziś, o czym będzie mowa później.

Zmienia mu się także wtedy optyka płac w służbie zdrowia. Średnio lekarze zarabiali wtedy, łącznie z najwyżej uposażonymi, około 4,5 tysiąca. Młodzi lekarze chcą zarabiać podobnie, albo więcej? Dwie średnie płace im się marzą? To zarobek wiceministra. Oczekiwania młodych są nierealistyczne.

Mimo to młodzi nadziei nie tracą. Lekarz pozostaje lekarzem i drugiego lekarza zrozumie. Idą w połowie sierpnia z postulatami do ministra, i wracają z niczym.

Zapowiadają protest. Wie o tym ministerstwo, wiedzą dyrektorzy szpitali, bo grożą rezydentom sankcjami w razie przyłączenia się do strajku. I nadal nic się nie dzieje. Nic? Nie, dzieje się w szpitalach. W cztery tygodnie z przepracowania umiera czworo młodych
lekarzy. Ostatni to anestezjolożka w Białogardzie po czerech dyżurach bez przerwy i lekarz w Mielcu po przejściu z jednego 24 godzinnego dyżuru na drugi.

Rezydenci decydują upublicznić swoją i służby zdrowia sytuację. W długiej rozmowie z dziennikarzem Newsweeka, opowiadają, co planują, od kiedy, i dlaczego. (Newsweek nr 39, 18-24 .2017, Paweł Reszka, Lekarze na krawędzi).

Mówi Katarzyna Pikulska, lekarz – rezydent ortopedii i traumatologii, działaczka Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Rezydentów.
„Cztery zgony młodych lekarzy na dyżurach w ciągu czterech tygodni ! Pracujemy nad siły, jesteśmy zieloni ze zmęczenia. Nad ranem mamy mroczki przed oczami. Jak nas coś boli, bierzemy kroplówkę, żeby dociągnąć dyżur do końca. Czas powiedzieć „Dość!” 

Rozmówcy dziennikarza zapowiadają rozpoczęcie protestu 2 października, w formie głodówki, kilkudziesięcioosobową grupą. Inni rezydenci pójdą tego dnia do punktów krwiodawstwa, oddadzą krew, i zgodnie z zasadą, tego dnia będą mieli prawo do odpoczynku, do szpitali już nie będą szli.

Dyrektorzy szpitali straszą młodych lekarzy, nie wszyscy, ale dostatecznie wielu, aby w końcu na głodówkę zdecydowało się nie kilkudziesięciu, a 20 lekarzy z całej Polski. Miejsca na protest użyczył Dziecięcy Szpital Kliniczny przy Żwirki i Wigury w Warszawie. Głodujący rozłożyli materace w hallu szpitala.

Pierwsza reakcja ? Oplucie ich. Telewizja rządowa wyciągnęła zdjęcia młodych lekarzy z misji medycznych do krajów dotkniętych klęskami, w tym Katarzyny Pikulskiej, przedstawiając je jako dowody bogactwa lekarzy, jeżdżących na wycieczki w egzotyczne miejsca pod palmy. Znowu trzeba przypomnieć, że internet nie śpi. Szybko wyciągnięto te same zdjęcia, z tej samej telewizji sprzed paru lat, tylko z pochwałami dla ofiarnych lekarzy wyjeżdżających na misje medyczne.

Usłużny dziennikarz, który sobie tak używał na dobrym imieniu lekarzy, co to na wojaże egzotyczne jeżdżą i kawior na śniadanie jedzą, nie cieszył się długo wierszówką za ten spot. Szef redakcji, który zlecił zrobienie tego materiału, wyłgał się od odpowiedzialności, dając kopa dziennikarzowi. I dobrze mu tak, nie warto być mendą. Zresztą i szefowi nie będzie to zapomniane.

Doszliśmy więc do rozpoczęcia strajku i bardzo pisowskiej na ten strajk reakcji. Ciąg dalszy opowiemy w tekście „Przebieg Głodówki”.

Halina Flis-Kuczyńska

Finał, 8 listopada 2017

Halina Flis-Kuczyńska

Sejmowa Komisja Zdrowia opowiedziała się za rządowym projektem ustawy o wzroście nakładów na ochronę zdrowia do 6 procent PKB w 2025 roku. Stopniowo. W roku 2018 nakłady wyniosą 4,67%, w 2019 – 4,86% PKB. Medycy nie rezygnują.

Naczelna Izba Lekarska opublikowała wzór oświadczenia cofnięcia zgody na klauzulę opt-out. Naczelna Rada Lekarska apeluje o dążenie do ograniczenia czasu pracy do 48 godzin w tygodniu. Odkryje to rozmiar braków kadrowych w służbie zdrowia.

Minister Konstanty Radziwiłł mówi na to: „Wezwanie do redukcji pracy uważam za skandaliczne i haniebne. To uderzenie w podstawy etyki lekarskiej.”

Sam wygląda na porządnie wypoczętego. Mógłby zająć się potrzebującym pomocy człowiekiem bez obawy, że zmęczonymi oczami czegoś nie dostrzeże, otumanioną z niewyspania głową czegoś nie dosłyszy, albo nie zrozumie. Przemęczeni lekarze trzymają w rękach nasze życie, i swoją karierę zawodową jednocześnie. Nie mogą pracować do śmierci z wyczerpania, jak przydarzyła się kilku ich kolegom.

Pojawia się spot zachęcający rodaków do większej dzietności. Mają żyć zdrowo i mnożyć się jak króliki. Jeden ze zwierzaków w filmiku mówi: mój tata miał 63 dzieci… Internet huczy od kpin.

Minister nie widzi w spocie niczego dziwnego: króliki to sympatyczne zwierzątka, a krajowi potrzeba nowych obywateli. Ciekawy to dzień. W projekcie rządowym nie podniesiono ani o ćwierć procenta nakładów na ochronę zdrowia, oczekiwanych przez lekarzy.

Pokazano im raz jeszcze, jak niewiele znaczą ich protesty. Wykrzyczała to zresztą już wcześniej posłanka Hrynkiewicz słowami : niech sobie jadą. Niech jadą do bogatszych krajów.

Kto wie, może będą musieli? Średni zarobek lekarza w Polsce to 30 tys. dolarów. W Hiszpanii dwa razy, a w Anglii trzy razy tyle. Średni, czyli z uwzględnieniem pensji najwyższych. Rezydent ze swoimi nieco ponad dwoma tysiącami miesięcznie, rocznie zarobi 30 tysięcy, ale złotych.

Halina Flis-Kuczyńska

W ogonie Europy

Halina Flis-Kuczyńska

Statystyki są nieubłagane. Najnowszy raport Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) obejmujący 43 kraje, informuje, że mamy najmniej lekarzy na 1000 mieszkańców w całej Europie.

Według Centralnego Rejestru Lekarzy jest ich w sumie 189 tysięcy, z czego czynnych zawodowo 173 tysiące – 135 686 lekarzy i 36 702 lekarzy dentystów. Z wysoką średnią wieku. Największa grupa medyków to ludzie w wieku 51-55 lat, a 6983 lekarzy pracuje jeszcze, mimo przekroczenia 70 roku życia.

Mimo rozbudowy szkolnictwa medycznego lekarzy ani pielęgniarek nie przybywa. Wyjeżdżają. W Unii Europejskiej liczba lekarzy rośnie. Od 2000 roku – średnio o 20 procent, z 2,9 lekarza na 1000 mieszkańców, do 3,5 lekarza .w 2014 roku. W Polsce przeciwnie, w 2014 roku było jeszcze 2,3 lekarza na tysiąc mieszkańców, teraz jest 2,2 na tysiąc. Jeden lekarz przypada u nas na 454, blisko pół tysiąca mieszkańców, gdy np. w Grecji, kraju o największej liczbie lekarzy, jeden obsługuje 159 ludzi.

Wydatki na ochronę zdrowia Polski dają nam 36 miejsce w krajach ujętych w raportach OECD. U nas wydatki składają się w 10 % z budżetu państwa, w 61% ze składek na zdrowie i w 24% z wydatków własnych, czyli z usług firm i lekarzy prywatnych, opłacanych z kieszeni pacjentów.

Kraj o najwyższych wydatkach na zdrowie, USA, z roczną sumą 8713 dolarów na głowę, ma jednak najwyższy wskaźnik opłat prywatnych, aż 50%. W Europie najwięcej wydaja najbogatsi – Luksemburg 6039 euro na głowę. Najmniej Rumunia – 816 euro, niewiele więcej Chorwacja, Bułgaria i Łotwa. Polskie wydatki na ochronę zdrowia to 1530 dolarów (1259 euro), przy 24 procentach wydatków z
własnych kieszeni.

Jest jednak coś co nas wyróżnia dodatnio spośród innych krajów. Mamy dużo łóżek szpitalnych, 6,6 na tysiąc mieszkańców, siódme miejsce w raporcie Health at a Glance Europe 2016., przy średniej europejskiej 5,5 łóżka na tysiąc mieszkańców. To ważne przy starzejącym się społeczeństwie, gdy przybywa ludzi z racji wieku częściej chorujących.

Łatwiej jest wymyślić sposób na postawienie przy tych łóżkach dostatecznej liczby personelu, niż cierpieć niedobór i ludzi, i infrastruktury jednocześnie. Tylko koniecznie wymyślić go trzeba.

Z młodych lekarzy- rezydentów więcej pracy się nie wyciśnie.

Halina Flis-Kuczyńska

Prezentujemy kolaż zdjęć, który sprokurowany został przez jedno z prorządowych mediów na dowód jakoby protesty medyków miały polityczny charakter. Sytuacja bez wyjścia, bo jak politycy opozycji mieliby inaczej solidaryzować się z protestującymi, jak nie pojawiając się u ich boku? Strona prorządowa jednak sprytnie szantażuje nas, byśmy tego poparcia nie udzielali, a samych protestujących, by się odeń odcinali…

Przegrany strajk?

Halina Flis-Kuczyńska

Hall kliniki na Żwirki i Wigury w Warszawie, poniedziałek, 2 październik, 2017. Dwudziestu lekarzy – rezydentów z różnych miast Polski, rozłożyło karimaty i ogłosiło rozpoczęcie głodówki.

Pierwsza reakcja? Oplucie ich. Telewizja rządowa wyciągnęła zdjęcia młodych lekarzy z misji medycznych do krajów dotkniętych klęskami, w tym Katarzyny Pikulskiej, przedstawiając je jako dowody bogactwa lekarzy, jeżdżących na wycieczki w egzotyczne miejsca pod palmy.
Znowu trzeba przypomnieć, że internet nie śpi. Szybko wyciągnięto te same zdjęcia, z tej samej telewizji sprzed paru lat, tylko z pochwałami dla ofiarnych lekarzy wyjeżdżających na misje medyczne. Usłużny dziennikarz, który sobie tak używał na dobrym imieniu lekarzy, co to na wojaże egzotyczne jeżdżą i kawior na śniadanie jedzą, nie cieszył się długo wierszówką za ten spot. Szef redakcji, który zlecił zrobienie tego materiału, wyłgał się od odpowiedzialności, dając kopa dziennikarzowi. I dobrze mu tak, nie warto być mendą. Zresztą i szefowi redakcji nie będzie to zapomniane.

W nocy z wtorku na środę u głodujących zjawił się minister Radziwiłł. Niczego co prawda z nim nie ustalono, ale zaprosił rezydentów do Centrum Dialogu Społecznego na spotkanie z premier Beatą Szydło. Lekarze, pełni dobrej woli, zawiesili strajk i poszli. Usłyszeli jednak,że samo zawieszenie strajku niczego nie zmienia,żadnych poważnych rozmów nie będzie, dopóki głodówka nie zostanie zakończona.
Na takie dictum wrócili do kliniki i głodowali dalej. Po czterech dniach zasłabli pierwsi i z głodowego strajku musieli się wycofać, na ich miejsce przyszli inni. W miarę upływu dni musieli odchodzić kolejni, słabnący albo mdlejący.

Strajkującym lekarzom niełatwo było uzyskać miejsce na swój protest. Żaden dyrektor medycznej placówki nie chciał narazić się na utratę stanowiska. Hall Dziecięcego Szpitala Klinicznego protestujący właściwie zdobyli szturmem. Po prostu weszli i rozłożyli rzeczy. Później musieli stamtąd odejść, ale nie to jest istotą rzeczy.

Oczekiwali, oni i pacjenci,że w końcu jakaś reakcja władz będzie. Postulat wzrostu nakładów na służbę zdrowia nie był przez nikogo negowany, chodziło o skalę i tempo wzrostu. Chodziło też o podwyżki wynagrodzeń rezydentów do 1,05 średniej krajowej Mniej, niż domagał się Radziwiłł, kiedy jeszcze ministrem nie był. Niestety, minister postanowił rozbić solidarność lekarzy-rezydentów. Najpierw proponował 100 złotowe podwyżki dla wszystkich, potem podwyżki 400 zł dla jednych, a 1200 złotych dla drugich, ze specjalizacji bardziej poszukiwanych.

W połowie miesiąc strajk lekko się rozszerza, w kilku miastach Polski głoduje już 40 osób. W jedną z sobót w wielu miejscowościach odbywają się pikiety poparcia protestu rezydentów. Popiera go Naczelna Izba Lekarska. Minister się obraża i zrzeka się członkostwa w jej prezydium.

W Sejmie posłanka Hrynkiewicz wykrzykuje na słowa o możliwych masowych wyjazdach lekarzy: Niech jadą !
Ministerstwo Zdrowia zaczyna stosować znany już z dwuletnich rządów Prawa i Sprawiedliwości zabieg: informuje,że strajk nie ma merytorycznego sensu, bo przecież postulaty strajkujących zostały w zasadzie spełnione. W połowie września słyszeliśmy o trzech dodatkowych miliardach dla służby zdrowia. W dniach strajku dziennikarze poszli tym tropem i ani a Ministerstwie Zdrowia, ani u wicepremiera Morawieckiego, mówiącego już o pięciu miliardach, niczego konkretnego nie ma. Narodowy Fundusz Zdrowia niczego nie dostał, dzieli teraz pieniądze z własnej rezerwy.

Jak z Trybunałem Konstytucyjnym, którego nikt nie zniszczył, bo przecież jest. Jak z Konstytucją, której nikt nie zmienił, tylko nie jest przestrzegana. PiS lubi manewr obchodzenia kolejnych linii Maginota. I nadal wskazuje na polityczne podłoże protestu. Pewnie,że protest ma polityczne podłoże, bo chodzi o zdrowie obywateli. My sami, obywatele, czyli wyborcy, jesteśmy w takim sensie polityczni. Kiedy wymrzemy, kto będzie szedł na wybory?

Beata Szydło zagrała jak za komuny: nie będzie rozmów dopóki trwa strajk. Zakończcie go i wejdźcie do zespołu, popracujcie nad programem zmian. Wiadomo, kiedy zakończą strajk, zostanie to zapomniane w wirze codziennych spraw i wszystko rozejdzie się po kościach. Wytrzymałość ludzka ma swoje granice. Widząc, że głodówka nikogo nie obchodzi, po 28 dniach lekarze ją zakończyli, ale nie zamierzają zakończyć protestu.

Nie chcą umierać z przepracowania, ani też leczyć w zamroczeniu zmęczeniem. Postanowili, że będą wypowiadać klauzulę opt-out i zdążać do pracowania 48 godzin tygodniowo. Rządowa propozycja – mówimy o niej w notatce o 8 listopadzie – została przyjęta, zaklepana, rząd nie postąpił ani o krok. Więcej pieniędzy ma być w 2025 roku. Wtedy, kiedy po rządach podłej zmiany wiatr zawieje ślady, pozostaną tylko obietnice przekazane w spadku następcom.

Oburza to nie tylko młodych lekarzy. W Proszowicach w Małopolsce 80% załogi szpitala złożyło wypowiedzenia. Nie chcą dłużej pracować za tak niskie wynagrodzenia. Widać, że głodówka poruszyła skałę i lawina może się potoczyć nieoczekiwanie …

Halina Flis-Kuczyńska