Obywatel UE ruszył w Polskę

Lista podróży Obywatela UE Olgierda Łukaszewicza po Polsce:

21.03, godz. 12:00, Radomsko Miejski Dom Kultury, 13 Dni Kina, (szkoły gimnazjalne i ponadgimnazjalne)

22.03, godz. 17:00, Szczecin, Zamek Książąt Pomorskich

23.03, Gryfino, Zespół Szkół (młodzież szkolna)

23.03, Gorzów Wielkopolski, godz. 17:30, Hotel Gracja ul. Dąbrowskiego 20 B

07.04, Kraków, godz. 15:00, Pod ratuszem na Rynku

11.04, Kwidzyń, Kwidzyńskie Centrum Kultury, organizuje
Biblioteka miejska, 17:00

12.04, Katowice, Regionalny Instytut Kultury, ul. Teatralna (Wspólnie z Europa Direct)

20.04, Piotrków Trybunalski, 17:00 Miejska Biblioteka Publiczna

18.05, Politechnika Warszawska

06.06, Chodzież, Biblioteka,

19.06, Łomża,

25-26.05, Gorzów

Póki jeszcze nie jest za późno

Rozmowa z Olgierdem Łukaszewiczem, aktorem, założycielem fundacji „My, Obywatele Unii Europejskiej”

Porzucił Pan aktorstwo i zajął się działalnością polityczną. Dlaczego?

– Protestuję; to co robię, to nie polityka, lecz działalność obywatelska. Nie rozumiem czemu rozmaite obywatelskie inicjatywy,  podejmowane tylko dla – i wewnątrz – kraju nie budzą skojarzeń z polityką. A podejmowanie działań z entuzjazmu dla idei europejskiej i dążenie do pogłębiania powszechnej świadomości o tym czym jest Unia Europejska, traktowane jest jako niebezpieczna działalność
polityczna. Przecież pobudki obu tych rodzajów działalności są takie same; miłość do ojczyzny i chęć pracy dla jej dobra.

Niemniej jednak Pana działalność dotyczy aktualnej sytuacji politycznej.

– Bo dzieje się źle. PiS niszczy struktury naszego państwa i coraz wyraźniej zmierza do wyprowadzenia nas z Unii Europejskiej. Wszyscy patrzą na to bezradnie. Musiałem się włączyć póki jeszcze czas.

Sądzi Pan, że sytuacja dojrzała do bicia na alarm?

– Bezwzględnie. Antyunijna propaganda uprawiana przez rządową prasę i telewizję, przez pisowskich działaczy i przedstawicieli rządu, zaczyna działać. Mimo że z przynależności do UE odnieśliśmy same korzyści, już prawie co dziesiąty Polak wierzy, że Unia działa na naszą szkodę. Że chce nam odebrać naszą niezależność, język, kulturę. Trudno mi to zrozumieć. Oczywiście, podpisując akces do Wspólnoty
Europejskiej, nasz kraj zobowiązał się do przestrzegania określonych zasad, przyjętych przez wszystkie państwa należące do Unii. Przede wszystkim do przestrzegania państwa prawa. Ale obecna władza jednak nie chce tych przyjętych zasad uznać. Nie chce, by ktokolwiek patrzył jej na ręce. Krzyczy więc, że Unia zabiera nam wolność. A wielu obywateli w to wierzy. Powoli w niepamięć zaczyna odchodzić
fakt, że nasz kraj do Unii wstąpił dobrowolnie, że obywatele zaakceptowali to w ogólnonarodowym referendum. To budzi grozę. Koniecznie trzeba temu przeciwdziałać.

Do walki z wszechwładną pisowską propagandą powołał Pan fundację o nazwie „My Obywatele Unii Europejskiej – Fundacja im. Wojciecha Jastrzębowskiego”.

Jestem jej założycielem i fundatorem. Wpłaciłem pierwsze pieniądze z własnej aktorskiej kieszeni. Wspomogło mnie grono poważnych osób, którym zależy na ratowaniu naszych związków z Unią. Do rady Fundacji weszli : prof. dr. hab. Roman Kuźniar, kier. Zakładu Studiów Międzynarodowych; prof. socjologii Elżbieta Iliasiewicz-Skotnicka, wiceprezes Fundacji Polska w Europie; były prezes Trybunału
Jerzy Stępień; prof. dr hab. Roman Wieruszewski, kierownik Poznańskiego Centrum Praw Człowieka; prof. dr hab. Jan Jakub Michałek, dziekan Wydz. Nauk Ekonomicznych UW; wicedyrektor Instytutu Jana Pawła II; Ks. Aleksander Seniuk, Jerzy Wilkin z PAN, współautor raportu alarmującego o naszych coraz gorszych relacjach z Unią. Dołączyła do nas pisarka Katarzyna Grochola. Celem Fundacji jest
działalność na rzecz umacniania związków Polski z UE. Chcemy Polakom wyjaśniać, tłumaczyć na czym polegają nasze związki z Unią. Dlaczego należenie do niej jest dla nas korzystne. Dlaczego nie wolno dopuścić do zerwania tych związków.

Więc, dlaczego?

Bo dzięki temu jesteśmy ludźmi wolnymi, obywatelami, a w naszym kraju mamy ustrój demokratyczny. Tak, jak i w pozostałych unijnych państwach. We wstępie do Statutu Fundacji prof. Kuźniar napisał:
„…pojęcie oraz instytucja obywatelstwa, czyli jednostki wolnej wobec totalistycznych zapędów i kaprysów władzy jest europejskim osiągnięciem, odróżniającym Europę np. od rosyjskiego samodzierżawia.”
Obecna pisowska władza zmierza do tego, abyśmy znów, jak w przed wiekami, przestali czuć się wolnymi obywatelami. Abyśmy nie mieli prawa korzystać ze swoich obywatelskich praw, byśmy ich po prostu nie mieli… Byśmy stali się jej bezwzględnie podlegli i posłuszni. By nikt nie śmiał nawet pomyśleć, że posunięcia tej władzy są niesprawiedliwe, głupie, szkodliwe. Byśmy, mówiąc potocznie, zawsze „tańczyli tak, jak nam władza zagra”. Uda jej się to tylko wtedy, gdy PiS uwolni się od Europejskiej Wspólnoty. A robi wszystko, aby tak się stało. To musimy ludziom uświadomić póki czas, aby nie stało się za późno.

Jak zamierzacie to robić?

Jak tylko się da. Program mamy bogaty.
Po pierwsze: wykłady i spotkania w najróżniejszych środowiskach – w domach kultury, różnych klubach, szkołach, bibliotekach itp. To nie zawsze jest łatwe. Zaskoczyło mnie, że wielu dyrektorów bibliotek i domów kultury nie chce rozmów o Unii. Albo nie widzą takiej potrzeby, albo się zwyczajnie boją, że to zostanie źle odebrane przez lokalne pisowskie władze. Moim zdaniem ludzie ulegają
propagandzie PiS na ogół dlatego, że o Unii wiedzą mało lub nic. Nie zdają sobie sprawy z tego, co i ile nasz kraj dzięki Unii zyskał i jak dużo może stracić, jeśli PiS nas z tej Unii wyprowadzi. Trzeba ludziom o tym mówić, wyjaśniać, pokazywać na przykładach. I najlepiej to robić w bezpośrednich, osobistych kontaktach. Mimo rozmaitych trudności odbyłem już dziewięć takich spotkań, m.in. w
Lesznie Wlkp., Otwocku i Zielonej Górze. W planie mamy kolejne. Przy okazji tych spotkań będziemy słuchaczom proponować, aby zakładali kluby obywateli UE – Przyjaciół Fundacji (pierwszy powstał już w Lesznie Wlkp) . To może się okazać jedną z bardziej skutecznych form promowania UE.

Po drugie: działalność wydawnicza. Planujemy wydawanie poradników i podręczników nt. UE. Jako pierwszy ukaże się podręcznik „Jestem Polakiem, Obywatelem Unii Europejskiej” pod redakcją prof. Romana Kuźniara.

Po trzecie: bardzo ważna w dzisiejszych czasach aktywna działalność w mediach społecznościowych. W publikacjach, komentarzach, polemikach będziemy przestrzegać przez eurosceptycyzmem, polemizować z wszelkimi kłamstwami na temat Unii. Sporo materiałów zamieszczamy na naszej stronie www.MyObywateleUE.org oraz fanpage’u Fundacji: www.fb.com/MyObywateleUE

Po czwarte: spektakle. W końcu jestem aktorem, więc nie mogę pominąć takiej sfery działalności. Na razie zaplanowaliśmy dwa spektakle „Konstytucja dla Europy 1831 r.” Chcieliśmy je pokazać w tym roku Warszawie i Kutnie. Ze względu na koszty trzeba było je jednak przesunąć. Mam nadzieję, że uda się je zorganizować za rok, jeszcze przed wyborami do europarlamentu.

Po piąte: zamierzamy sporządzać analizy, raporty, opracowania naukowe związane z tematyką unijną.

W programie Fundacji znalazła się też niezwykle ciekawa i ważna inicjatywa; sporządzenie Obywatelskiej Listy Wdzięczności dla Unii Europejskiej za Solidarność z Polską.

– Tak. Chcemy to przeprowadzić, aby pokazać, że większość obywateli nie podziela wrogości PiS do Unii. Że wręcz przeciwnie – chcemy nadal pozostawać w jej strukturach i nadal być jej obywatelami. I jesteśmy jej wdzięczni za pomoc w wydźwignięciu naszego kraju z komunistycznej zapaści gospodarczej i politycznej. Do stworzenia takiej listy zainspirował nas przykład naszych rodaków, którzy prawie sto lat temu – dokładnie w 1919 r. – dziękowali Stanom Zjednoczonym Ameryki za pomoc gospodarcza i poparcie starań naszego kraju w odzyskaniu niepodległości. Mam nadzieję na wzbudzenie ruchu społecznego, który odwróci perspektywę PiS, że Polska jest w ruinie i obnaży obłudę i fałsz tej propagandy.

Kto może podpisywać się na tej liście? I gdzie?

– Zapraszamy każdą osobę, która zechce złożyć na niej swój podpis. Na Listę można wejść przez internet. Jest pod adresem: www.dziekujeciunio.pl

Wasza Fundacja nosi imię Wojciecha Bogumiła Jastrzębowskiego. Kto to?

– To był polski naukowiec, przyrodnik, zarazem uczestnik powstania listopadowego. Brał udział jako artylerzysta m.in. w bitwie o Olszynkę Grochowską 25 lutego 1931. Rozważając sytuację naszego zniewolonego przez zaborców kraju doszedł do wniosku, że bez jedności europejskiej Polska nie ma szans na bezpieczną niepodległość. Stworzył wtedy jeden z najwspanialszych w historii projektów europejskiej wspólnoty – „Konstytucję dla Europy”. Pełny tytuł jego opracowania brzmi: „Traktat o Wiecznym Przymierzu Między Narodami Ucywilizowanymi – Konstytucja dla Europy” . Wiele jego pomysłów spełniło się w dzisiejszej Unii Europejskiej.

Ciekawe, co Jastrzębowski powiedziałby naszemu obecnemu prezydentowi, który niedawno na spotkaniu z mieszkańcami Kamiennej Góry porównał przynależność naszego kraju do czasów, kiedy Polska była pod zaborami…

– Powiedziałby to samo, co my; że jako prawnik wygłasza szkodliwe brednie. Idzie przecież o wybór polskiej racji stanu, a nie tego co ważniejsze – Unia czy Polska. Dzięki wstąpieniu do Unii nasz kraj zyskał pewność wolności, spokoju, poprawy naszego bytu, rozwoju. Zmieniliśmy się cywilizacyjnie i technicznie. Przybyło nam dróg, autostrad, stadionów, wiele odnowiono wiele teatrów, szpitali, muzeów.
Poprawiła się sytuacja naszego rolnictwa dzięki dopłatom dla rolników. Z unijnych funduszy dofinansowane są najrozmaitsze inicjatywy obywatelskie. Diametralnie też zmieniła się pozycja samych obywateli. Staliśmy się obywatelami Unii. Nie w przenośni, ale w sensie prawnym. Zyskaliśmy takie same prawa, jakie mają obywatele każdego unijnego kraju. Możemy po krajach całej Unii podróżować,
gdzie chcemy pracować i mieszkać.
Ma pani paszport? Proszę sprawdzić; na okładce widnieją dwa napisy: Unia Europejska i Rzeczpospolita Polska. To oznacza, że ma pani dwa obywatelstwa, polskie i europejskie. Tak jak każdy obywatel naszego kraju. Wielu ludzi tego po prostu nie wie. m.in. właśnie to tłumaczę na kolejnych naszych spotkaniach.
(Rozmawiała EM)

fundacja@myobywateleue.org
Numer rachunku bankowego do wpłat na cele statutowe fundacji:
56 1140 2004 0000 3502 7739 5636

Chcesz pokoju – szykuj broń

Pragnienie pokoju i bezpieczeństwa przesłania czasami rzeczywistość. Kiedy 2 września 1945 roku skapitulowała wreszcie Japonia , narodom wydawało się, że świat dotarł do końca epoki krwawych wojen.

Tak też było w USA. Armia w ciągu dwu lat stopniała z 12 milionowego wojska w pełni bojowej gotowości , do 1,5 miliona żołnierzy , w formacjach o niepełnym składzie i uzbrojeniu.

Sprzęt bojowy rozdano sojuszniczym krajom , albo zniszczono , zachowując w magazynach tylko uzbrojenie najnowsze. Proporcjonalnie do liczby żołnierzy zmniejszono o 90 procent wojskowy budżet.

W czerwcu 1948 roku wojska rosyjskie zablokowały drogi do Berlina i odcięły dostawy prądu. Trzeba było zaopatrywać ponad dwumilionowe miasto w żywność, paliwa i lekarstwa drogą powietrzną, a wojska sojusznicze mogły użyć zaledwie 100 samolotów transportowych armii amerykańskiej, stacjonujących w Europie.

Ściągano samoloty zewsząd, z bliska – z Anglii, Francji, z odległych baz na Pacyfiku, z Panamy, z Alaski. W końcu stworzono system dostaw wystarczający , i wtedy Rosja zniosła bezużyteczną blokadę, ale sygnał ostrzegawczy zabrzmiał wyraźnie. Nie można zapomnieć dewizy Si vis pacem – para bellum.
Chcesz pokoju – szykuj broń , bądź silny.

Europejskie i nasze bezpieczeństwo

W 2012 roku u Bronisława Komorowskiego, w Pałacu Prezydenckim odbyło się pięć debat pod wspólnym tytułem „Przyszłość Europy – Polska Perspektywa”.

Pomysł, żeby dogłębnie przedyskutować stan i przyszłość Europy, a także nasze w niej miejsce, podał Tadeusz Mazowiecki, który też we wszystkich tych dyskusjach uczestniczył.

Zapis tych debat z 60 dyskutantami: politykami, naukowcami, publicystami – wydany został w formie książkowej w roku 2014, już po śmierci Tadeusza Mazowieckiego, w 25 rocznicę wyborów 4 czerwca 1989 roku.

Wielkie to było święto, ta rocznica, z obecnością ważnych polityków światowych, w tym Prezydenta Stanów Zjednoczonych, i z poczuciem dumy rodaków z tego, co udało się dokonać nam: z wejścia do NATO i do Unii Europejskiej. Byliśmy radzi i z tego, że możemy teraz dopomóc i pomagamy innym – Ukrainie, w tym Tatarom krymskim prześladowanym po aneksji Krymu przez Rosję.

Jesienią rok później wszystko się zmieniło. Partia Jarosława Kaczyńskiego odwróciła Polskę od zachodu. Powoli, zaczynając od ograniczania demokracji w kraju przez likwidację niezależności władzy sądowniczej, jednocześnie sącząc jad nienawiści do „zniewalającej nas” Unii Europejskiej.

Chcemy wrócić do kilku przewidywań z roku 2012 i sprawdzić, jak sytuacja wygląda dziś i czego jeszcze możemy się spodziewać.
Przypomnijmy : nie ma wolności bez bezpieczeństwa.

Przytoczę słowa Adama Rotfelda, wiceministra spraw zagranicznych w latach 2001-2005, ministra spraw zagranicznych w 2005, z debaty z października 2012:
„Unia powstała po to, by zapobiec trzeciej wojnie światowej, by zapobiec wojnie w Europie. Sam fakt istnienia Unii uczynił to zadanie dziś już tak oczywistym, że nikt o tym nie wspomina… 
Nie wolno jednak zapominać, że żyjemy nadal w świecie, gdzie liczą się z silnymi, gdzie prawo siły bierze górę nad siłą prawa. O bezpieczeństwie Unii i państw członkowskich (…) decydują przywódcy, którzy mają odwagę podejmować decyzje umacniające nasz wspólnotowy potencjał obronny.”

Kolejny dyskutant, senator Bogdan Klich, minister obrony narodowej 2007-2011, powiedział:
„Ja bym wolał spojrzeć w środek wspólnej polityki zagranicznej, bezpieczeństwa i obrony. Mam na myśli instytucje, przywództwo oraz wolę polityczną.
Jeżeli chodzi o Wspólną Politykę Bezpieczeństwa i Obrony, to przy całym jej faktycznym międzyrządowym charakterze, w dalszym ciągu instytucje te nie zostały wprowadzone w życie…”

Tak było jeszcze w 2012 roku.
Europejską Strategię Bezpieczeństwa przyjęto w końcu roku 2003, ale nic się nie działo. Bogata Europa pod parasolem NATO czuła się bezpieczna i niechętnie przyjmowała decyzje wzmacniające obronność. Zawsze są one kosztowne, a uważano je za zbędne. Przez to od 2009 do 2015 roku sektor obronny był osłabiany zmniejszaniem budżetów krajów członkowskich, a trzeba wziąć pod uwagę,
że nowoczesne technologie i sprzęt wojskowy są kosztowniejsze., więc kiedy ceny rosły a budżety malały, armie krajów wspólnoty słabły.

Dopiero w 2015 roku zdecydowano uruchomić Europejski Fundusz Obronny. Pracuje nad tym nasza unijna komisarz, Elżbieta Bieńkowska.

Fundusz pozwoli uniknąć kosztów badań nowych technologii obronnych w każdym państwie oddzielnie, skoro można je robić wspólnie dla wszystkich krajów Unii. Tworząc go, oparto się na pomyśle Jean Monneta, który w czasie I wojny światowej namówił Anglię
i Francję na wspólne zakupy potrzebnego wyposażenia, a po II wojnie podsunął Schumanowi gotowy projekt powstania Wspólnoty Węgla i Stali.

Właściwie dopiero trzy czynniki łącznie sprawiły, że nastąpił renesans wspólnej polityki obronnej, i że w czerwcu 2017 roku Rada Europejska porozumiała się co do wdrożenia Permanent Structured Cooperation on Security and Defence, czyli Stałej Współpracy Strukturalnej w Dziedzinie Bezpieczeństwa i Obronności – w skrócie PESCO.

Te czynniki to:
– obawa przed nieprzewidywalnością Donalda Trumpa, nowego prezydenta USA, w planach co do ochrony naszego kontynentu;
– wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej .Anglia zawsze sprzeciwiała się rozbudowie europejskich systemów obronnych, czując się na swojej wyspie, z arsenałem broni jądrowej, całkowicie bezpieczna;
– rosnące zagrożenie ze strony Rosji, tonujące sprzeciw krajów bałtyckich, popierających wcześniej stanowisko Wielkiej Brytanii.

Nasz rząd, po wielu wahaniach, zgodził się na udział w trzech z kilkunastu programów PESCO (więcej można usłyszeć na nagraniu spotkania z senatorem Bogdanem Klichem, ministrem obrony Narodowej w latach 2007-2011, na stronie Centrum Prasowego dla krajów Europy Centralnej i Wschodniej).

 

Unia Europejska według prezesa PiS

Jarosław Kaczyński i jego pomocnicy mówią, że są zwolennikami Unii Europejskiej, a w niej członkostwa Polski. Tyle, że Unii, której są zwolennikami nigdy nie było, nie ma i nie będzie. Nie znam tekstu, w którym wyłożona byłaby pisowska koncepcja Unii, ale z wypowiedzi Kaczyńskiego można ją zrekonstruować.

Po pierwsze, powinna to być Unia o poważnie ograniczonych kompetencjach Komisji Europejskiej w stosunku do krajów członkowskich. Kompetencje zabrane Komisji powinny w pierwszym rzędzie wrócić do państw członkowskich, a także do Rady Europejskiej i Parlamentu Europejskiego.

Po drugie, ubogacona kompetencjami zabranymi Komisji, Rada Europejska powinna zostać zreformowana w taki sposób, by najlepiej wszystkie jej decyzje, a w każdym razie w znacznie większym zakresie, niż dotąd, podejmowane były na zasadzie jednomyślności.

Po trzecie, Unia Europejska powinna być głównie rodzajem wielkiej strefy wolnego handlu krajów, operujących wyłącznie narodowymi walutami, z funkcjami pozagospodarczymi, szczególnie politycznymi sprowadzonymi, jeśli nie do zera, to do szczątkowych rozmiarów.

Krótko mówiąc, Unia powinna stać się rodzajem europejskiego, gospodarczego ONZ, tworem całkowicie obezwładnionym przez dominację prawa weta i to byłby wedle PiS powrót Unii do źródeł, co jest nieprawdą. Unia już jako Europejska Wspólnota Węgla i Stali, a tym bardziej jako Europejska Wspólnota Gospodarcza, była tworem o wiele bardziej zaawansowanym, niż strefa wolnego handlu. Była
wspólnotą krajów, które część swych praw suwerennych dobrowolnie przekazały na rzecz władz tej wspólnoty. Była unikatem odróżniających ją od wcześniejszych organizacji międzynarodowych tym ponadpaństwowym trzonem.

I taka sama jest dzisiaj, tylko obecnie o wiele bardziej rozwinięta i rozbudowana. I w tym samym kierunku, nie strefy, a Wspólnoty państw i narodów, coraz pełniej zintegrowanej, w ramach jednej waluty, będzie się zmieniała. To jest jedyna realna droga zrealizowania wizji Europy Ojczyzn zjednoczonych w Unię.

Nie ma najmniejszej szansy na Unię Europejską wedle wyobrażeń Kaczyńskiego. To nie byłaby Unia, to byłby znany ze złej historii koncert państw, w jakiejś nowej szacie. Ta fundamentalna sprzeczność, jeśli Polacy utrzymają PiS u władzy, doprowadzi w finale albo do wyjścia Polski z Unii, albo do wyjścia Unii z Polski. W obu wypadkach znajdziemy się w polu pretensji naszego wielkiego wschodniego sąsiada do odzyskania swych pozycji nad Wisłą.

Powstawanie z kolan i potęga Polski

Gadki o powstawaniu z kolan i odbudowie silnej Polski to bajki dla małych dzieci. Świat się zmienia, upadają jedne potęgi, rosną inne. USA, Chiny i Rosja, to dziś najważniejsi światowi gracze. Czwartą potęgą stają się Indie.

Unia Europejska nadal jest ludna, silna gospodarczo, ale słaba militarnie i mało skuteczna politycznie przez ciągle słabą integrację.
My w tej Unii jesteśmy krasnoludkiem jeszcze mniejszym, ale, razem z Europą, względnie bezpiecznym pod parasolami NATO i Unii Europejskiej.

Bez Unii jesteśmy tylko smacznym kąskiem dla głodnego sukcesów wielkiego sąsiada ze wschodu.

Popatrzmy na te obrazy.

Oto mapa świata, z zaznaczonym miejscem Europy. Ludność świata w 2017 roku to 7 miliardów 592 miliony.
A to mapa Europy, kontynentu o 741 milionach mieszkańców. Mamy tu zaznaczoną Polskę, z 38 milionami mieszkańców.

Znaj proporcje, mocium panie, pisał Fredro.
Jesteśmy średnio zamożnym, średnio ludnym krajem niedużego kontynentu. Sami wobec potęg tego świata nie znaczymy nic.
Do życia potrzebujemy sojuszy międzynarodowych i Unii Europejskiej – jak tlenu do oddychania.

Europejska Wspólnota Obronna

Pod wpływem konieczności, najsilniejszej siły sprawczej, Europa wraca do idei wspólnej obrony. Warto więc przypomnieć pierwszą próbę, także jako przykład bezmyślnego zaprzepaszczenia czegoś, co było i jest potrzebne, przez wybrańców francuskiego suwerena.

W 1945 świat płakał nad górami trupów i ruin, ale i oddychał, że koszmar się skończył. W błyskawicznym tempie rozbroiły się Stany Zjednoczone. Niemców rozbroili zwycięzcy, którzy sami poszli za przykładem USA. Rosja Stalina trwała pod bronią podejrzliwa i nienasycona. 23 czerwca 1948 roku, w odpowiedzi na reformę walutową w zachodnich sektorach Niemiec, ZSRR wprowadził blokadę zachodnich sektorów Berlina. Stało się jasne, że zamiast powszechnego pokoju zaczyna się konfrontacja między dotychczasowymi aliantami. Wyrazem tej nowej sytuacji było utworzenie 4 kwietnia 1949 roku Traktatu Północnoatlantyckiego, NATO.

Nowa sytuacja i powstanie NATO postawiły na porządku dnia problem udziału Niemiec we wspólnej obronie zachodniej Europy, udziału ciągle znienawidzonego, a teraz pokonanego wroga, który zadał tyle cierpień. I jak tu go znowu uzbrajać, budząc demony militaryzmu za Renem?

Twardo domagali się tego Amerykanie; możemy bronić Europy tylko z Europejczykami, w tym 10 dywizji z Niemiec. Sprawy nabrały dramatycznej pilności, gdy 25 czerwca Korea Północna, z inspiracji Rosji i Chin, zaatakowała Południe. Wydawało się, że III wojna światowa u progu.

Aby uniknąć odtwarzania samodzielnej armii niemieckiej i niemieckiego sztabu generalnego o złowieszczej renomie, premier Francji Rene Pleven zaproponował 24 października 1950 roku utworzenie Europejskiej Wspólnoty Obronnej (EWO), której podstawą byłaby ponadnarodowa armia europejska. Tworzyć ją miały Francja, Włochy, Belgia, Holandia, Luksemburg i RFN, kraje, które wcześniej utworzyły Europejską Wspólnot Węgla i Stali (EWWiS). 27 maja 1952 roku kraje EWWiS podpisały w Paryżu traktat ustanawiający EWO.

Powstać miała armia, jednakowo umundurowana, pod wspólnym sztandarem, złożona z 40 narodowych dywizji, każda licząca 13 tysięcy żołnierzy. Nadzór nad nią sprawować miał 9 osobowy Komisariat, Zgromadzenie Ministrów Obrony oraz Zgromadzenie Parlamentarne krajów członkowskich. Ponieważ była to struktura niemal bliźniacza tej, którą ustanowiono dla EWWiS, powstał pomysł integracji obu struktur w Europejską Wspólnotę Polityczną (WP), poważnie posuwająca do przodu integrację zachodniej części kontynentu.

W 1953 roku opracowano traktat o Wspólnocie Politycznej, który miał obowiązywać 50 lat i podlegał ratyfikacji przez parlamenty narodowe. Umarł jednak Stalin, w Korei podpisano rozjem, widmo wojny się oddaliło i w tym odprężeniowym klimacie 30 sierpnia 1954 roku francuskie Zgromadzenie Narodowe zdjęło z porządku dnia ratyfikację Traktatu o WP. W taki, nieco tchórzliwy sposób, parlamentarzyści francuscy pogrzebali ważną ideę, do dziś potrzebną integrującej się Europie.

POLexit – skąd właściwie mielibyśmy wyjść?

Przez analogię do BREXIT-u ukuł się termin POLEXIT. Ale ta analogia jest nieuzasadniona. Mamy do czynienia z zupełnie innymi zjawiskami i procesami społecznymi. Chociaż jest kilka rzeczy, które z nazwy wydają się podobne, to są one nieistotne, jeżeli opisujemy zjawiska całościowo.

Zacznijmy jednak od tych podobieństw, żeby później przejść do tego, co ważne – do różnic. Głównym chyba podobieństwem jest to, że cały ten proces dzieje się wbrew świadomej woli społeczeństwa. No i to jeszcze, że ten „exit” – „wyjście” – w obu przypadkach dotyczy wyjścia z jakiejś wspólnoty. Można dodać jeszcze jedno podobieństwo – i w UK i w Polsce te procesy opierają się na populistycznej ideologii i kłamliwych hasłach, w dodatku głoszonych u nas z żarliwością porównywalną z hasłami chińskiej rewolucji kulturalnej. Tutaj jednak już znaczące podobieństwa się kończą.

Popatrzmy zatem na różnice.

W UK populiści doprowadzili do referendum – demokratycznego mechanizmu – żeby uzyskać poparcie dla swojego projektu.

W Polsce nikt na razie nie pyta obywateli o zdanie, a opinię obywateli znaną z badań instytutów naukowych rządzący pomijają, wykazując swoją pogardę dla demokratycznych mechanizmów.

Brytyjscy zwolennicy wyjścia otworzyli debatę w przestrzeni publicznej zakładając, że kluczem jest przekonanie „suwerena”. Polscy zwolennicy wyjścia unikają tematu wyjścia, bo ich celem nie jest przekonanie kogokolwiek, ale oszukanie. Doprowadzenie do „niekorzystnego rozporządzenia swoim głosem”. Nietrudno zauważyć, że o ile partia rządząca uzyskała największe poparcie ze startujących w wyborach ugrupowań, to poparcie dla uczestnictwa w Unii Europejskiej do niedawna było w Polsce prawie pięciokrotnie większe (88% poparcia dla UE wobec 18% poparcia dla PiS w ostatnich wyborach).

Brytyjczycy, kiedy zapadła decyzja o wyjściu, podjęli negocjacje. Bardziej lub mniej udanie, ale prowadzą rozmowy i starają się porozumieć. Polscy „exiterzy” nie prowadzą negocjacji. Unikają jasnego zdefiniowania tego, o co im chodzi. Tych, z którymi powinni rozmawiać, wolą obrażać.

Nie stosują przyjętych w cywilizowanym świecie reguł.

Są różnice zasadnicze i ostateczne, które powodują, że porównywanie BREXIT-u z POLEXIT-em nie jest uzasadnione.

Otóż BREXIT to wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Opuszczenie międzynarodowej wspólnoty przez demokratyczne państwo na podstawie decyzji jego obywateli. Polexit byłoby to opuszczenie wspólnoty przez niedemokratyczne państwo, jeżeli nie wbrew, to według nie w pełni świadomej woli jego obywateli. W efekcie Brexitu obywatele UK stracą przywileje obywateli wspólnoty najwyżej rozwiniętych państw, nie tracąc niczego ze swoich praw obywatelskich. Polacy po wyjściu z Unii Europejskiej straciliby traktatowe gwarancje obywatelskich praw , już dziś mocno nadwerężonych nieprzestrzeganiem konstytucji , głównie w dziedzinie sądownictwa.

BREXIT to przedsięwzięcie prawne i częściowo ekonomiczne. POLEXIT to przedsięwzięcie cywilizacyjne i kulturowe.

Wielka Brytania to mocarstwo atomowe, usytuowane na wyspie, oddalone od niebezpiecznych stref w Europie.

Polska jest krajem buforowym, z bezpośrednią granicą z Rosją w regionie kaliningradzkim, i z długą granicą z Ukrainą, krajem w stanie wojny z Rosją. Polexit narazi Polskę na poważne ryzyko geopolityczne .

Głodne stepy międzynarodowego bezprawia

Czy celem Jarosława Kaczyńskiego jest wyprowadzenie Polski na głodne stepy międzynarodowego bezprawia?

W styczniu zabawialiśmy się ocenami roku 2017, i nie była to wesoła zabawa. O, roku ów, kto ciebie widział w naszym kraju, ten wie, że nie był to rok urodzaju wydarzeń dobrych, tylko rok niepokoju o przyszłość.
O przyszłość, tę bliską, liczoną w miesiącach, i tę dalszą, liczoną dekadami.

Pewne jest, że to, co konstruuje Prawo i Sprawiedliwość, jest szkieletem dyktatury. Nie będę powtarzała, że nie zważa się na konstytucję, obchodząc ją bokiem, jak Niemcy obchodzili umocnienia Linii Maginota . Trybunał Konstytucyjny, najwyższy stróż praw, został objęty przez posłusznych ludzi PiS, wybranych w wątpliwy sposób, to samo z wieloma instytucjami państwa. Tworzy się drabina zależności z jednym decydentem – szefem partii, i niewiele już pozostało poza jego bezpośrednim zarządem.

Bywają dyktatury groźne dla obywateli, ale dbałe o siłę i znaczenie kraju. Nasz dyktator z Nowogrodzkiej jest enigmą, kiedy zastanawiamy się, do czego, poza mocną władzą, dąży.

Władza mocna, niczym nieograniczona, byłaby już w rękach prezesa, gdyby nie zobowiązania wynikające z umów międzynarodowych z jednej strony, a obawa stracenia wielkich funduszy pomocowych płynących z budżetu Unii Europejskiej – z drugiej.
Nieustannie objawiana przez posłów i działaczy Prawa i Sprawiedliwości wrogość do UE, wskazuje, jak niewygodne jest dla obozu rządzącego przestrzeganie zasad traktatowych, szczególnie dotyczących wolności i praw obywatelskich.

Konstytucja Rzeczpospolitej Polskiej w artykule 9 mówi jasno:
„Rzeczpospolita Polska przestrzega wiążącego ją prawa międzynarodowego.”

Czy jest zamiarem prezesa wyprowadzenie Polski z Unii Europejskiej, kosztem bezpieczeństwa kraju, byleby tylko uwolnić się od konieczności przestrzegania podpisanych przez nas traktatów akcesyjnych, i od tej Brukseli, patrzącej na ręce władz krajów członkowskich?

Tego nie wiemy. Widzimy jednak, że nieustająca propaganda antyunijna objawia się gaśnięciem sympatii obywateli naszego kraju do polskiego członkostwa w Unii Europejskiej . Jeszcze jest wysoka. Według sondaży, w nielicznych tylko środowiskach spada poniżej 50 procent, ale już nie jest to trzy czwarte obywateli, jak było w referendum z 2003 roku.

Do wyprowadzenia nas z Unii potrzebne jest wygranie referendum z wynikiem podobnym do tego w Wielkiej Brytanii (51%), uruchamiającym Brexit.

Obóz rządzący chce wysondować nastroje dotyczące Unii przy okazji zapowiadanego przez prezydenta referendum konstytucyjnego. Miałoby się ono odbyć jednocześnie z wyborami samorządowymi jesienią. Referendum nie zawiera prostego pytania: czy jesteś za zmianą konstytucji? Pytań (udostępnionych w ankiecie konsultacyjnej) jest dziewięć, niektóre skomplikowane i wymagające niemałej wiedzy prawniczej i obywatelskiej.

Niepokojące jest pytanie siódme:
Czy, Pana(i) zdaniem, do Konstytucji należy wprowadzić regulacje, które określą zasady gwarantujące suwerenność Polski w Unii Europejskiej?

Pytanie sugeruje wprost,że w tej chwili suwerenność Polski w Unii Europejskiej nie jest określona . W połączeniu z propagandą przedstawiającą Europę jako obóz koncentracyjny dla Polaków, odpowiedź na tak zadane pytanie wydaje się oczywista. Kto nie chciałby,żeby Polska miała zagwarantowaną suwerenność? Jeżeli po konsultacjach pytanie to nie zostanie usunięte, jasne jest, że większość obywateli odpowie twierdząco, otwierając drogę do rozpisania referendum za wyjściem z Unii Europejskiej.

Parlamentarzyści opozycyjni powinni dostrzec niebezpieczeństwo w tym pytaniu ukryte. Przecież wprowadzenie takich zasad to jest, moim zdaniem, wypowiedzenie umowy międzynarodowej, jaką jest traktat o naszym członkostwie, dobrowolnie przez Polskę podpisany i obowiązujący.

Głosy nadziei

Sięgnę wstecz. Jest maj roku 1989. We wspomnieniach „Bóg wyżej, dom dalej” (wydanych przez Iskry w 1991) pisze o ocenie sytuacji kraju Adam Bień, jeden z szesnastu działaczy Polski Podziemnej, uprowadzonych w marcu 1945 roku przez NKWD do Moskwy. Uwięziony na Łubiance, skazany w procesie moskiewskim i trzymany w więzieniu do 1949 roku. Wrócił do kraju i na jego oczach działy się wszystkie przemiany, aż po koniec lat osiemdziesiątych. Dostrzegł wtedy w sytuacji geopolitycznej, z pierestrojką Gorbaczowa w Rosji, szansę Polski na wejście w lepsze sojusze i trwalsze przymierza.

„Na międzymorzu bałtycko – czarnomorskim , w świecie prądów „nach Osten” i „nach Westen”, trudna to jest polityka… Przeżyłem dwie wojny światowe. Obie toczyły się między tymi samymi zaborcami. W obu wojnach los Polski był przedmiotem konfliktu, nie jedynym, ale doniosłym. W wyniku pierwszej (1914-1918) powstała z niebytu Polska niepodległa, a upadli wszyscy jej zaborcy.
W wyniku drugiej (1939-1945) – istniejąca Polska niepodległa i silna (35 milionów ludności, ponad dwumilionowa armia) straciwszy ponad sześć milionów Polaków, straciwszy bezmiar dóbr materialnych i dóbr kultury, straciwszy całą swoją siłę zbrojną , musiała w końcu oddać Rosji 47% terytorium państwa polskiego i stać się satelitą wszechwładnej Rosji. Politycznym, wojskowym, społecznym i
gospodarczym satelitą…
Każdy z tych, (jakże różnych !) wyników , wywodzi się z jakiejś polityki: w wypadku pierwszym – polityki mądrej, trafnej, skutecznej, a w wypadku drugim – głupiej , błędnej i tragicznej… Los Polski zależy więc od polityki…
Od ich rozumu oraz umiejętności zręcznego lawirowania między groźnym Wschodem a groźnym Zachodem. Dopóki Europa Środkowo-Wschodnia nie przemieni się we Wschodnią EWG, nie widzę dla polityki polskiej recepty innej. 
A więc – rozum i czujność. Czujność już dziś!”

I jeszcze głos Waldemara Kuczyńskiego – artykuł z 1984 roku z Le Monde „O Europie waszej i naszej”.

Zabijanie spełnionego marzenia

Marzenie Polski o wejściu do europejskiej rodziny narodów spełniło się w 2004 roku. Jednak zasady obowiązujące w tym ugrupowaniu krajów, chociaż zobowiązaliśmy się w traktatach do ich przestrzegania ,uwierają naszych dzisiejszych rządzących w ich dążeniu do stworzenia państwa dyktatorskiego. Są w tworzeniu dyktatury przeszkodą. Dlatego Jarosław Kaczyński robi wszystko, aby nasz kraj z Unią Europejską skłócić , a obywatelom przedstawić Unię jako największego wroga. Tak po kawałku – najpierw samą Francję, później Niemcy, od których, zdaniem Prawa i Sprawiedliwości, należą się nam biliony dolarów odszkodowań za wojenne zniszczenia…

W Newsweeku nr 34/2017 Cezary Michalski pisze:
„Kiedy 1 lipca w przemówieniu na kongresie PiS Jarosław Kaczyński znów zaatakował Niemcy, podnosząc też sprawę reparacji, wszyscy – również w jego partii – uznali to za zwyczajowy rytuał.” Ale była w tym sprytniejsza myśl, żeby oskarżyć o nierealność żądań reparacji – opozycję: „Minister Waszczykowski (na pytania o reparacje) odpowiada ,że trudno będzie podjąć rozmowę z Niemcami, mając taką opozycję w kraju.” I dalej: „Wywołany do tablicy Rafał Grupiński z PO mówi, że jeśli porównać ostrość ataków Kaczyńskiego i PiS na Brukselę i Berlin, do bardzo miękkiego wobec Rosji wywiadu Waszczykowskiego dla dziennika „Kommiersant”, to nie tylko z książki Tomasza Piątka o Macierewiczu, ale także z publicznych działań Kaczyńskiego i Waszczykowskiego widać, że rząd PiS bierze udział w grze Putina przeciwko Europie.”

Są kolejne wydarzenia, potwierdzające ten ostrzegawczy głos. Oto dwunastego września prasa donosi o długiej, piętnastominutowej audycji moskiewskiej telewizji, wykpiwającej Polskę za jej pretensje do Niemiec i i jej wołanie o reparacje za wojenne szkody. Przecież Stalin zrobił Polsce prezent w postaci ziem zachodnich , dobrze zagospodarowanych, bogatych ziem niemieckiego Śląska i Pomorza. Czym
innym jest takie przypomnienie, jak nie wołaniem do Niemiec: obudźcie się, Polska chce wojennych reparacji, więc wy żądajcie zwrotu waszego terytorium…

A to głos człowieka spoza świata polityki, psychologa, Wojciecha Eichelbergera (Polityka nr 36/2017) w wywiadzie Dawida Karpiuka zatytułowanym „Polska nie wierzy w miłość”:

W.E. zauważa ,że Polska zachowuje się jak dziecko , które kiedyś skrzywdzono. Odwraca się od przyjaciół, niszczy własne sukcesy.
D. K. „Ale przecież chce wyglądać pięknie! Buduje swój wizerunek, tworzy narcystyczną fasadę. A na fasadzie husaria, żołnierze wyklęci i twarz szlachetnej ofiary.
W. E. Tak, fasada jest heroiczna i niezłomna. To, że w dzieciństwie i dojrzewaniu Polska była niezłomna i bohaterska, nie ulega wątpliwości. Dzięki temu przetrwała. Może sobie pogratulować. Ale trudne dzieciństwo już dawno się skończyło. Już nie otaczają jej wrogowie. Niestety, Polska nie wie, jak żyć wśród przyjaciół. Powinna się tego nauczyć. Łatwiej jej epatować wszystkich wokół swoim przedłużanym w nieskończoność trudnym, bohaterskim dzieciństwem i po drodze przyjaciół zamieniać we wrogów. W dodatku jest przekonana ,że wreszcie wstaje z kolan przeciwko wszystkim i wszystkiemu. Nie rozumie, że powstanie z kolan oznacza, że się nie musi nikogo udawać, że się wie, kim się jest i się to akceptuje.”

A tu głos z innej perspektywy, bułgarskiego politologa Iwana Krastewa, szefa Centrum Strategii Liberalnych w Sofii i wykładowcy w Instytucie Nauk o Człowieku w Wiedniu. W Gazecie Wyborczej z 30 czerwca napisał artykuł „W Europie , albo nigdzie”.
Oto dwa fragmenty:

„Pod koniec 2016 roku wielu Europejczyków , zdruzgotanych brexitem i zaniepokojonych zwycięstwem Donalda Trumpa w amerykańskich wyborach, popadło w głęboką rozpacz. Pogodzili się z myślą, że Unia Europejska przechodzi do historii. Sześć miesięcy później nic się właściwie nie zmieniło, a jednak zmieniło się wszystko. Sondaże pokazują, że coraz więcej Europejczyków stawia na Unię. Lepszy stan gospodarki na kontynencie, nędzne wyniki populistów w Holandii, oraz upokorzenie twardej brexiterki Theresy May w wyborach parlamentarnych dały wielu nadzieję, że UE otrzymała drugą szansę i że uda się ją wykorzystać. Decydujące zwycięstwa Emmanuela Macrona we Francji – w wyborach prezydenckich i parlamentarnych – odniesione z dumnie proeuropejskim programem, pozwoliły uwierzyć, że zamiast rozpadu możliwa jest dalsza integracja”.

„Rządy regionu ,postawione w obliczu reformującej Unię inicjatywy Merkel-Macron, wkrótce będą zmuszone wybrać między przyszłością głębszej integracji z Europą Zachodnią a przyszłością, w której Europa Środkowa jest w coraz większym stopniu marginalizowana.”
„…doświadczenie Europy Środkowej XX wieku można podsumować maksymą: „Jeżeli nie siedzisz przy stole, jesteś w menu”.”

I wreszcie głos z kraju , ku któremu kierujemy myśli o obronności Europy, w tym naszego kraju, czyli z Ameryki. Timothy Snyder, amerykański historyk , profesor uniwersytetu Yale , autor książki „Skradzione ziemie. Europa między Hitlerem i Stalinem”, wydanej w 2015 roku , w rozmowie z dziennikarzem Polityki Tomaszem Targańskim (Polityka 31/2017) zatytułowanej „Nie ma trzeciej drogi. Unia albo Rosja” na pytanie T.T . ,, czy Polska może istnieć poza Europą” , odpowiada wprost:

„Nie może. Wielka Brytania poradzi sobie bez Europy, ale ze względu na swoje szczególne położenie Polska , aby zachować suwerenność, musi być częścią jakiegoś międzynarodowego układu”.

Zapytany o głos amerykańskiego Departamentu Stanu w obronie trójpodziału władz w Polsce, odpowiada:
„Bo osłabienie polskiej demokracji jest problemem także dla Waszyngtonu… Mówiąc najkrócej, ludziom w Ameryce, którym zależy na NATO, zależy także na prawach człowieka. Natomiast kraj zbaczający z drogi demokracji to woda na młyn dla przeciwników NATO, których w USA nie brakuje.”