Chcesz pokoju – szykuj broń

Pragnienie pokoju i bezpieczeństwa przesłania czasami rzeczywistość. Kiedy 2 września 1945 roku skapitulowała wreszcie Japonia , narodom wydawało się, że świat dotarł do końca epoki krwawych wojen.

Tak też było w USA. Armia w ciągu dwu lat stopniała z 12 milionowego wojska w pełni bojowej gotowości , do 1,5 miliona żołnierzy , w formacjach o niepełnym składzie i uzbrojeniu.

Sprzęt bojowy rozdano sojuszniczym krajom , albo zniszczono , zachowując w magazynach tylko uzbrojenie najnowsze. Proporcjonalnie do liczby żołnierzy zmniejszono o 90 procent wojskowy budżet.

W czerwcu 1948 roku wojska rosyjskie zablokowały drogi do Berlina i odcięły dostawy prądu. Trzeba było zaopatrywać ponad dwumilionowe miasto w żywność, paliwa i lekarstwa drogą powietrzną, a wojska sojusznicze mogły użyć zaledwie 100 samolotów transportowych armii amerykańskiej, stacjonujących w Europie.

Ściągano samoloty zewsząd, z bliska – z Anglii, Francji, z odległych baz na Pacyfiku, z Panamy, z Alaski. W końcu stworzono system dostaw wystarczający , i wtedy Rosja zniosła bezużyteczną blokadę, ale sygnał ostrzegawczy zabrzmiał wyraźnie. Nie można zapomnieć dewizy Si vis pacem – para bellum.
Chcesz pokoju – szykuj broń , bądź silny.

Europejskie i nasze bezpieczeństwo

W 2012 roku u Bronisława Komorowskiego, w Pałacu Prezydenckim odbyło się pięć debat pod wspólnym tytułem „Przyszłość Europy – Polska Perspektywa”.

Pomysł, żeby dogłębnie przedyskutować stan i przyszłość Europy, a także nasze w niej miejsce, podał Tadeusz Mazowiecki, który też we wszystkich tych dyskusjach uczestniczył.

Zapis tych debat z 60 dyskutantami: politykami, naukowcami, publicystami – wydany został w formie książkowej w roku 2014, już po śmierci Tadeusza Mazowieckiego, w 25 rocznicę wyborów 4 czerwca 1989 roku.

Wielkie to było święto, ta rocznica, z obecnością ważnych polityków światowych, w tym Prezydenta Stanów Zjednoczonych, i z poczuciem dumy rodaków z tego, co udało się dokonać nam: z wejścia do NATO i do Unii Europejskiej. Byliśmy radzi i z tego, że możemy teraz dopomóc i pomagamy innym – Ukrainie, w tym Tatarom krymskim prześladowanym po aneksji Krymu przez Rosję.

Jesienią rok później wszystko się zmieniło. Partia Jarosława Kaczyńskiego odwróciła Polskę od zachodu. Powoli, zaczynając od ograniczania demokracji w kraju przez likwidację niezależności władzy sądowniczej, jednocześnie sącząc jad nienawiści do „zniewalającej nas” Unii Europejskiej.

Chcemy wrócić do kilku przewidywań z roku 2012 i sprawdzić, jak sytuacja wygląda dziś i czego jeszcze możemy się spodziewać.
Przypomnijmy : nie ma wolności bez bezpieczeństwa.

Przytoczę słowa Adama Rotfelda, wiceministra spraw zagranicznych w latach 2001-2005, ministra spraw zagranicznych w 2005, z debaty z października 2012:
„Unia powstała po to, by zapobiec trzeciej wojnie światowej, by zapobiec wojnie w Europie. Sam fakt istnienia Unii uczynił to zadanie dziś już tak oczywistym, że nikt o tym nie wspomina… 
Nie wolno jednak zapominać, że żyjemy nadal w świecie, gdzie liczą się z silnymi, gdzie prawo siły bierze górę nad siłą prawa. O bezpieczeństwie Unii i państw członkowskich (…) decydują przywódcy, którzy mają odwagę podejmować decyzje umacniające nasz wspólnotowy potencjał obronny.”

Kolejny dyskutant, senator Bogdan Klich, minister obrony narodowej 2007-2011, powiedział:
„Ja bym wolał spojrzeć w środek wspólnej polityki zagranicznej, bezpieczeństwa i obrony. Mam na myśli instytucje, przywództwo oraz wolę polityczną.
Jeżeli chodzi o Wspólną Politykę Bezpieczeństwa i Obrony, to przy całym jej faktycznym międzyrządowym charakterze, w dalszym ciągu instytucje te nie zostały wprowadzone w życie…”

Tak było jeszcze w 2012 roku.
Europejską Strategię Bezpieczeństwa przyjęto w końcu roku 2003, ale nic się nie działo. Bogata Europa pod parasolem NATO czuła się bezpieczna i niechętnie przyjmowała decyzje wzmacniające obronność. Zawsze są one kosztowne, a uważano je za zbędne. Przez to od 2009 do 2015 roku sektor obronny był osłabiany zmniejszaniem budżetów krajów członkowskich, a trzeba wziąć pod uwagę,
że nowoczesne technologie i sprzęt wojskowy są kosztowniejsze., więc kiedy ceny rosły a budżety malały, armie krajów wspólnoty słabły.

Dopiero w 2015 roku zdecydowano uruchomić Europejski Fundusz Obronny. Pracuje nad tym nasza unijna komisarz, Elżbieta Bieńkowska.

Fundusz pozwoli uniknąć kosztów badań nowych technologii obronnych w każdym państwie oddzielnie, skoro można je robić wspólnie dla wszystkich krajów Unii. Tworząc go, oparto się na pomyśle Jean Monneta, który w czasie I wojny światowej namówił Anglię
i Francję na wspólne zakupy potrzebnego wyposażenia, a po II wojnie podsunął Schumanowi gotowy projekt powstania Wspólnoty Węgla i Stali.

Właściwie dopiero trzy czynniki łącznie sprawiły, że nastąpił renesans wspólnej polityki obronnej, i że w czerwcu 2017 roku Rada Europejska porozumiała się co do wdrożenia Permanent Structured Cooperation on Security and Defence, czyli Stałej Współpracy Strukturalnej w Dziedzinie Bezpieczeństwa i Obronności – w skrócie PESCO.

Te czynniki to:
– obawa przed nieprzewidywalnością Donalda Trumpa, nowego prezydenta USA, w planach co do ochrony naszego kontynentu;
– wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej .Anglia zawsze sprzeciwiała się rozbudowie europejskich systemów obronnych, czując się na swojej wyspie, z arsenałem broni jądrowej, całkowicie bezpieczna;
– rosnące zagrożenie ze strony Rosji, tonujące sprzeciw krajów bałtyckich, popierających wcześniej stanowisko Wielkiej Brytanii.

Nasz rząd, po wielu wahaniach, zgodził się na udział w trzech z kilkunastu programów PESCO (więcej można usłyszeć na nagraniu spotkania z senatorem Bogdanem Klichem, ministrem obrony Narodowej w latach 2007-2011, na stronie Centrum Prasowego dla krajów Europy Centralnej i Wschodniej).

 

Europejska Wspólnota Obronna

Pod wpływem konieczności, najsilniejszej siły sprawczej, Europa wraca do idei wspólnej obrony. Warto więc przypomnieć pierwszą próbę, także jako przykład bezmyślnego zaprzepaszczenia czegoś, co było i jest potrzebne, przez wybrańców francuskiego suwerena.

W 1945 świat płakał nad górami trupów i ruin, ale i oddychał, że koszmar się skończył. W błyskawicznym tempie rozbroiły się Stany Zjednoczone. Niemców rozbroili zwycięzcy, którzy sami poszli za przykładem USA. Rosja Stalina trwała pod bronią podejrzliwa i nienasycona. 23 czerwca 1948 roku, w odpowiedzi na reformę walutową w zachodnich sektorach Niemiec, ZSRR wprowadził blokadę zachodnich sektorów Berlina. Stało się jasne, że zamiast powszechnego pokoju zaczyna się konfrontacja między dotychczasowymi aliantami. Wyrazem tej nowej sytuacji było utworzenie 4 kwietnia 1949 roku Traktatu Północnoatlantyckiego, NATO.

Nowa sytuacja i powstanie NATO postawiły na porządku dnia problem udziału Niemiec we wspólnej obronie zachodniej Europy, udziału ciągle znienawidzonego, a teraz pokonanego wroga, który zadał tyle cierpień. I jak tu go znowu uzbrajać, budząc demony militaryzmu za Renem?

Twardo domagali się tego Amerykanie; możemy bronić Europy tylko z Europejczykami, w tym 10 dywizji z Niemiec. Sprawy nabrały dramatycznej pilności, gdy 25 czerwca Korea Północna, z inspiracji Rosji i Chin, zaatakowała Południe. Wydawało się, że III wojna światowa u progu.

Aby uniknąć odtwarzania samodzielnej armii niemieckiej i niemieckiego sztabu generalnego o złowieszczej renomie, premier Francji Rene Pleven zaproponował 24 października 1950 roku utworzenie Europejskiej Wspólnoty Obronnej (EWO), której podstawą byłaby ponadnarodowa armia europejska. Tworzyć ją miały Francja, Włochy, Belgia, Holandia, Luksemburg i RFN, kraje, które wcześniej utworzyły Europejską Wspólnot Węgla i Stali (EWWiS). 27 maja 1952 roku kraje EWWiS podpisały w Paryżu traktat ustanawiający EWO.

Powstać miała armia, jednakowo umundurowana, pod wspólnym sztandarem, złożona z 40 narodowych dywizji, każda licząca 13 tysięcy żołnierzy. Nadzór nad nią sprawować miał 9 osobowy Komisariat, Zgromadzenie Ministrów Obrony oraz Zgromadzenie Parlamentarne krajów członkowskich. Ponieważ była to struktura niemal bliźniacza tej, którą ustanowiono dla EWWiS, powstał pomysł integracji obu struktur w Europejską Wspólnotę Polityczną (WP), poważnie posuwająca do przodu integrację zachodniej części kontynentu.

W 1953 roku opracowano traktat o Wspólnocie Politycznej, który miał obowiązywać 50 lat i podlegał ratyfikacji przez parlamenty narodowe. Umarł jednak Stalin, w Korei podpisano rozjem, widmo wojny się oddaliło i w tym odprężeniowym klimacie 30 sierpnia 1954 roku francuskie Zgromadzenie Narodowe zdjęło z porządku dnia ratyfikację Traktatu o WP. W taki, nieco tchórzliwy sposób, parlamentarzyści francuscy pogrzebali ważną ideę, do dziś potrzebną integrującej się Europie.

Szkoła jak wojsko

Na czatach stop reformie edukacji klasy wojskowe

Myśmy wszyscy zostali wychowani w duchu pacyfistycznym, w umiłowaniu pokoju. Pochodzę z pokolenia lat 60. ubiegłego wieku, dzieciństwo, a więc szkołę spędziwszy w PRL. Wszędzie, na każdym plakacie, aż do przesady pojawiał się śnieżnobiały gołąbek pokoju z gałązką oliwną w dzióbku. Rzecz jasna, to był obłudny chwyt propagandowy, gdyż ówczesny Układ Warszawski na czele ze Związkiem Sowieckim jednak był konfrontacyjny, choćby za Powstania Węgierskiego w 1956 roku, czy Czechosłowackiego w 1968 roku. Nie mówiąc o naszych krajowych pacyfikacjach. Niemniej ponad wszystkim latał nam ten gołąbek. Choćby w okresie zimnej wojny.

I nie ma się co dziwić. Wojna skończyła się w 1945 roku, dwie dekady przed moim urodzeniem. Nasi rodzice mieli za sobą koszmar okupacji, Holokaustu, łapanek, Powstania Warszawskiego… Stąd takie umiłowanie pokoju i wstręt do wojska. Wojsko kojarzyło się nam z historią. Moje pokolenie raczej starało się nie odbywać zasadniczej służby wojskowej. Tzw. „przysposobienie obronne”, czy studium wojskowe, które mieliśmy obligatoryjnie na studiach – były przedmiotami żartów i niekończących się dykteryjek. Kultowym naszym filmem był amerykańsko-niemiecki musical „Hair” w reżyserii Miloša Formana z 1979 roku.

„Claude Bukowski, zwykły chłopak z Oklahomy, zjawia się w Nowym Jorku, by wstąpić do armii. Spotyka grupę hippisów, która postanawia pokazać mu uroki beztroskiego życia.”

Te nasze pokojowe ideały, w których wyrośliśmy, i zdawało się, że tym bardziej teraz nic im nie zagraża, legły w gruzach… Pokój się nam znudził, już nie jest sexy. Teraz pociągająca jest wojna. Mundur, karabin, krew, rzeź, przemoc, śmierć. Oczywiście, za ojczyznę. Na razie owo niezdrowe zainteresowanie wojaczką przejawia się karykaturalnie kultem żołnierzy wyklętych, wymalowanych na T-shirtach. Ale nie tylko…

Zaczęło się chyba od rekonstrukcji historycznych. Nagle rozmiłowaliśmy się w rekonstrukcjach, powstańczych, rzezi wołyńskiej, cudu nad Wisłą, bitwy pod Grunwaldem. Młodzi i starzy patrzyli jak urzeczeni, a nierzadko sami uczestniczyli. Rekonstrukcje były coraz bardziej realne. Pamiętam, że nawet ktoś wpadł na pomysł, by aktorzy założyli sobie na szyje pętle podczas rekonstrukcji zbiorowej szubienicy…

Odezwała się jakaś perwersyjna tęsknota za gwałtem, bólem, przemocą…

Potem pojawiły się w szkołach klasy o profilu wojskowym… Tu już było wszystko naprawdę.
„Młodzi ludzie postrzegają wojsko przez pryzmat ciekawej służby, pracy z użyciem nowoczesnego sprzętu wojskowego oraz możliwości sprawdzenia się w polskich kontyngentach wojskowych – pisze mjr Andrzej Łydka z 10 Opolskiej Brygady Logistycznej, publicysta portalu polska-zbrojna.pl, znawca historii wojskowości.”
Klasy wojskowe – strzał w dziesiątkę

I minister obrony narodowej, Antoni Macierewicz, rzucił hasło „wojsk obrony terytorialnej”. Jak grzyby po deszczu zaczęły powstawać klasy wojskowe, na poziomie gimnazjalnym.
Już w listopadzie 2015 roku zaczynają się eliminacje do Ogólnopolskiego Turnieju Klas Mundurowych – Ostróda 2016.
Czytamy: „Wiceszef MON Michał Dworczyk zapowiedział w rozmowie z „Rzeczpospolitą”, że od września tego roku zostanie uruchomiony specjalny program pilotażowy polegający na utworzeniu w szkołach klas mundurowych.”
MON utworzy klasy mundurowe w każdym powiecie. „Chcemy kształtować postawy proobronne”.

W tej chwili mamy w Polsce prawdziwy zalew klas mundurowych… Klasa mundurowa – oferta szkół. Podobno młodzież jest zachwycona: dostaje kieszonkowe, jakby żołd, sort mundurowy, jest zwalniana z lekcji, żeby trenować strzelanie..

Co w tej chwili zagraża Polsce, skąd tak wielki zapał w zapoznawaniu młodzieży z żołnierskim fachem? Owszem, w sąsiedztwie mamy zajęcie części Ukrainy przez wojska rosyjskie, ale przecież Polska pozostała neutralna w tym konflikcie. Polskie kontyngenty są w Afganistanie. Pojawiają się pomysły powrotu do zasadniczej służby wojskowej… „Antoni Macierewicz chce, żeby polskie wojsko mogło samodzielnie odpierać wrogie siły wystarczająco długo, by interweniować mogły armie sojuszników. Wraz z ambitnymi planami szefa MON powraca pytanie o przywrócenie zasadniczej służby wojskowej.”
Wróci zasadnicza służba wojskowa?

„Klasa o profilu narodowo-matematycznym ruszy od września w liceum należącym do Zespołu Szkół nr 1 w Milanówku. W programie m.in. strzelectwo, wyjazdy w teren, wycieczki śladami Żołnierzy Wyklętych. To nie jest głupi żart!”
„Powstaje klasa narodowo-matematyczna. Powód? Strach przed uchodźcami”

Czytamy dalej, że minister obrony nie chce się ograniczyć tylko do chętnych, ale chce objąć szkoleniem wojskowym wszystkich uczniów… „Minister obrony narodowej Antoni Macierewicz uważa, że do szkół ogólnokształcących powinno wrócić przysposobienie wojskowe. Rząd nie podjął w tej sprawie jeszcze żadnej decyzji.”
Przysposobienie wojskowe w polskich szkołach? Chciałby tego szef MON

I dalej: „Uczniowie dostaną darmową amunicję do ćwiczeń od Ministerstwa Obrony Narodowej – poinformowała „Rzeczpospolita”. Resort obrony przekaże bezpłatnie amunicję dla klas mundurowych. Ich absolwenci będą mieli większe szanse na rozpoczęcie kariery wojskowej.”
Macierewicz przekaże darmową amunicję dla uczniów klas mundurowych.

Faktem jest, że MEN traktuje te pomysły jako kontrowersyjne: „Antoni Macierewicz kilka miesięcy temu zapowiedział tworzenie klas wojskowych i powrót do szkół zajęć z przysposobienia obronnego. Pomysłem nie jest zachwycony resort edukacji, który nie zamierza wprowadzić propozycji do nowej podstawy programowej.” Klas wojskowych nie będzie? MEN nie zrealizuje planów Macierewicza

„To powrót do peerelowskich metod wychowawczych. W PRL-u były zajęcia z przysposobienia obronnego i też uczono strzelać. Ja jestem temu przeciwna, bo uczenie zabijania, a przecież temu służy strzelanie, deprawuje a nie wychowuje” – komentuje Krystyna Starczewska.

I dodaje: „To błąd, bo jak zaznacza wieloletnia dyrektorka „Bednarskiej”, w pracy z młodzieżą najważniejszy jest dialog. – Zamiast uczyć młodych strzelać, powinniśmy uczyć ich właściwego stosunku do drugiego człowieka. Nie pokazujmy, jak dobrze przygotować się do wojny, tylko co robić, żeby jej zapobiec – podsumowuje:”W gimnazjum, które prowadzę, na 230 uczniów mamy 70 uchodźców. Na początku były obawy rodziców, a teraz wszyscy są bardzo zadowoleni. Przede wszystkim trzeba się poznać. Założyliśmy klub wielokulturowy, w którym młodzież z różnych krajów pokazuje swoje tradycje, a nasi uczniowie jej w tym pomagają. To jest dla nich atrakcja: można poznawać różnorodność kultur, dowiadywać się o losach tych ludzi, pomagać im w opanowaniu języka polskiego, pokazywać naszą kulturę. Tak rozwija się patriotyzm.” (Za Newsweekiem).

Gdy już wykształcone zostaną rzesze kadr wojskowych, trzeba będzie poszukać wroga. Sam się przecież nie znajdzie. Nic nie wskazuje na to, by miała wybuchnąć wojna. Być może trzeba będzie zatem poszukać tzw. „wroga wewnętrznego”?

Joanna Kos-Krauze (w wywiadzie pt.: „Skaza”): „Pochodzę z kraju, gdzie wydarzył się Holokaust, i mam obowiązek zadawania pytania, które powinno być zadawane w każdym pokoleniu. O źródła przemocy. Wszystko zaczyna się od słów, od naznaczenia ludzi w imię źle pojętego patriotyzmu”.