Byle jakie będą Rzeczypospolite

Przemysław Wiszniewski
zamieszczono: 13.10.2017

O planach PiS-u dotyczących polskiej szkoły wiadomo było niemal od początku. Wiadomo było, że PiS te plany wdroży pomimo permanentnego ich nieprzygotowania. Jest bowiem w projektach partii rządzącej coś na kształt nonszalancji, pewnej takiej dezynwoltury: co dla innych byłoby zaledwie wstępnym pomysłem czy zarysem idei, dla PiS jest dopiętym na ostatni guzik projektem gotowym do realizacji. Stąd hasło „Nie dla chaosu w szkole!”, które towarzyszyło od początku tym projektom, krzyk rozpaczy nauczycieli, rodziców, ekspertów od edukacji i samych uczniów.

Reforma min. Zalewskiej ma chyba nie tylko w moim skromnym odczuciu trzy zasadnicze cele – oszczędność, upartyjnienie szkolnictwa – od poziomu kuratoryjnego, poprzez dyrektorski, aż po nauczycielski, oraz zmiana priorytetów wychowawczych i pryncypiów edukacyjnych.

Oszczędność jest już dziś widoczna gołym okiem – zwalnia się tłumy nauczycieli i terroryzuje ich groźbą dalszych zwolnień. Powszechne nauczanie redukuje się o 1 rok (była sześcioletnia szkoła podstawowa plus trzyletnie gimnazjum, teraz będzie ośmioletnia podstawówka)… Oszczędność na edukacji oznacza krótszą i gorszą szkołę dla Polaków, co podnoszą wszystkie autorytety bijące na alarm przeciwko tej reformie.

O upartyjnieniu trudno cokolwiek dodać, poza tym, że szkołą upartyjnioną, ba! upartyjnionym szkolnictwem łatwiej rządzić. Nawet nie trzeba powoływać sekretarzy podstawowej organizacji partyjnej, bo tylko czekać, aż wymogiem zasadniczym zatrudnienia w szkole będzie przynależność do PiS, no, ostatecznie szczera sympatia.

A priorytety wychowawcze? Szkoła do tej pory zmierzała ku otwartości, ciekawości poznawczej, odkrywaniu świata, racjonalizmowi, umiłowaniu pokoju. Teraz ma się to odwrócić, co widać po podstawach programowych i planach lekcji. Będzie dużo katechizmu, apoteoza wojennego znoju i krwawej ofiary za ojczyznę, pedanteryjna historiografia Polski kosztem wiedzy o świecie, historii powszechnej.

Jaki człowiek zostanie ukształtowany tym sposobem? Wszystko zależy od nauczycieli. Pamiętamy wszak czasy komuny, kiedy także programy były przepełnione ideologią socjalistyczną, a mimo to nie wyrośliśmy na uległych sympatyków reżimu, przeciwnie, wielu z nas upadek komuny przyjął z aplauzem, euforycznie.

Edukatorzy zastanawiają się, na ile możliwe będzie odtworzenie drugiego obiegu edukacyjnego, jak w tamtych czasach, kiedy prawdziwą wiedzę zdobywało się nieoficjalnie, pokątnie. To nasi rodzice i szlachetni nauczyciele przekazywali nam wszystko, czego zabrakło w ówczesnych podręcznikach. Teraz może w tym pomóc internet, który uczynił ze świata globalną wioskę i spowodował, że dostęp do informacji jest daleko łatwiejszy, niż za PRL-u. Może więc nie ma co biadolić, tylko należy zacząć się organizować w dziele usuwania szkód i braków edukacyjnych, jakie zaproponowała min. Zalewska?

Wszyscy wiemy, że architektem wszelkich obecnych zmian w Polsce jest sam Jarosław Kaczyński. Dlaczego zapragnął cofnąć reformę edukacji wprowadzoną przez konserwatywny rząd Jerzego Buzka, który przywrócił gimnazja, i cofnąć szkołę do czasów PRL-u, fundując ośmioletnią podstawówkę?

„Niewiele brakowało, a nie zdałbym”. Tak Kaczyński opisał tajemniczy epizod w szkole.

Okazuje się przy tym, że Jarosław Kaczyński, jak pisze „Gazeta Wyborcza”, miał dwóje aż z trzech przedmiotów: przysposobienia wojskowego, polskiego i angielskiego:
„Kaczyński miał dwóje i wyrzucili go z liceum? Seweryn: Byliśmy razem w szkole”.

Profesor Andrzej Jaczewski, który pracował wówczas w liceum, do którego uczęszczał Jarosław Kaczyński, opisuje szczegółowo, jak w sprawie jego promocji do następnej klasy interweniował kurator oświaty, sam Jerzy Kuberski (późniejszy minister oświaty):
„Jarosław Kaczyński nie zdał z X do XI klasy liceum. Dlatego mamy deformę szkolnictwa?”

Być może zatem główny architekt „dobrej zmiany” nie ma specjalnego nabożeństwa do edukacji i dlatego postanowił polską szkołę zdewastować.

Od ubiegłego roku śledzę z wielkim niepokojem wszystko, co się dzieje wokół oświaty w naszym kraju, ponieważ z wykształcenia jestem pedagogiem.

Ogólnopolski Dzień Protestu Nauczycieli – to spotkanie, zorganizowane m.in. przez Związek Nauczycielstwa Polskiego 10 października 2016 roku, z udziałem przedstawicieli ugrupowań politycznych, ale nie tylko: przemawiała wówczas wzruszająco Maja Komorowska.

Nie dla chaosu w szkole! – to protest pod siedzibą MEN, w którym wzięły udział organizacje pozarządowe. 1 września 2016 wykrzyczeliśmy: „Nie dla rewolucji w oświacie, nie dla indoktrynacji politycznej uczniów, nie dla zmian w szkolnictwie, wprowadzanych bez konsultacji z nauczycielami, ekspertami, rodzicami i uczniami, nie dla centralnego ręcznego sterowania edukacją.”

23 sierpnia 2016 – wywiad z Arturem Sierawskim, który współuczestniczył w planach zorganizowania przez Związek Nauczycielstwa Polskiego szerokiej koalicji organizacji edukacyjnych sprzeciwiających się pospiesznej i nieuzasadnionej reformie oświaty zapowiedzianej przez PiS.

Relacja z Manifestacji ZNP pod hasłem „STOP REFORMIE EDUKACJI!” – przeciwko planom niszczenia dorobku polskiej oświaty, 19 listopada 2016:

Pamiętamy, jak wielu z nas z wielkim zapałem zbierało podpisy pod projektem referendum w sprawie reformy oświaty, a następnie cała ta nasza praca poszła na przemiał. PiS nie życzył sobie referendum w tej sprawie, głos suwerena tym razem został zignorowany, bo nie był zgodny ze stanowiskiem jedynie słusznej partii, która postanowiła jednak tę „deformę” wdrożyć…

Dziś jesteśmy w innej rzeczywistości – polska szkoła zmienia się na naszych oczach, dzięki min. Zalewskiej.

Zdesperowani rodzice, zrzeszeni pod hasłem „Rodzice przeciwko reformie edukacji” piszą: „Niestety nasze obawy się potwierdziły. Mimo protestów, manifestacji, strajków i 910 tysięcy podpisów pod wnioskiem o referendum, zła reforma weszła w życie.”

I co dalej?

Zdjęcie pochodzi ze strony „Rodzice przeciwko reformie edukacji” 

Facebook Comments