Głodne stepy międzynarodowego bezprawia

Halina Flis-Kuczyńska
zamieszczono: 21.03.2018

Czy celem Jarosława Kaczyńskiego jest wyprowadzenie Polski na głodne stepy międzynarodowego bezprawia?

W styczniu zabawialiśmy się ocenami roku 2017, i nie była to wesoła zabawa. O, roku ów, kto ciebie widział w naszym kraju, ten wie, że nie był to rok urodzaju wydarzeń dobrych, tylko rok niepokoju o przyszłość.
O przyszłość, tę bliską, liczoną w miesiącach, i tę dalszą, liczoną dekadami.

Pewne jest, że to, co konstruuje Prawo i Sprawiedliwość, jest szkieletem dyktatury. Nie będę powtarzała, że nie zważa się na konstytucję, obchodząc ją bokiem, jak Niemcy obchodzili umocnienia Linii Maginota . Trybunał Konstytucyjny, najwyższy stróż praw, został objęty przez posłusznych ludzi PiS, wybranych w wątpliwy sposób, to samo z wieloma instytucjami państwa. Tworzy się drabina zależności z jednym decydentem – szefem partii, i niewiele już pozostało poza jego bezpośrednim zarządem.

Bywają dyktatury groźne dla obywateli, ale dbałe o siłę i znaczenie kraju. Nasz dyktator z Nowogrodzkiej jest enigmą, kiedy zastanawiamy się, do czego, poza mocną władzą, dąży.

Władza mocna, niczym nieograniczona, byłaby już w rękach prezesa, gdyby nie zobowiązania wynikające z umów międzynarodowych z jednej strony, a obawa stracenia wielkich funduszy pomocowych płynących z budżetu Unii Europejskiej – z drugiej.
Nieustannie objawiana przez posłów i działaczy Prawa i Sprawiedliwości wrogość do UE, wskazuje, jak niewygodne jest dla obozu rządzącego przestrzeganie zasad traktatowych, szczególnie dotyczących wolności i praw obywatelskich.

Konstytucja Rzeczpospolitej Polskiej w artykule 9 mówi jasno:
„Rzeczpospolita Polska przestrzega wiążącego ją prawa międzynarodowego.”

Czy jest zamiarem prezesa wyprowadzenie Polski z Unii Europejskiej, kosztem bezpieczeństwa kraju, byleby tylko uwolnić się od konieczności przestrzegania podpisanych przez nas traktatów akcesyjnych, i od tej Brukseli, patrzącej na ręce władz krajów członkowskich?

Tego nie wiemy. Widzimy jednak, że nieustająca propaganda antyunijna objawia się gaśnięciem sympatii obywateli naszego kraju do polskiego członkostwa w Unii Europejskiej . Jeszcze jest wysoka. Według sondaży, w nielicznych tylko środowiskach spada poniżej 50 procent, ale już nie jest to trzy czwarte obywateli, jak było w referendum z 2003 roku.

Do wyprowadzenia nas z Unii potrzebne jest wygranie referendum z wynikiem podobnym do tego w Wielkiej Brytanii (51%), uruchamiającym Brexit.

Obóz rządzący chce wysondować nastroje dotyczące Unii przy okazji zapowiadanego przez prezydenta referendum konstytucyjnego. Miałoby się ono odbyć jednocześnie z wyborami samorządowymi jesienią. Referendum nie zawiera prostego pytania: czy jesteś za zmianą konstytucji? Pytań (udostępnionych w ankiecie konsultacyjnej) jest dziewięć, niektóre skomplikowane i wymagające niemałej wiedzy prawniczej i obywatelskiej.

Niepokojące jest pytanie siódme:
Czy, Pana(i) zdaniem, do Konstytucji należy wprowadzić regulacje, które określą zasady gwarantujące suwerenność Polski w Unii Europejskiej?

Pytanie sugeruje wprost,że w tej chwili suwerenność Polski w Unii Europejskiej nie jest określona . W połączeniu z propagandą przedstawiającą Europę jako obóz koncentracyjny dla Polaków, odpowiedź na tak zadane pytanie wydaje się oczywista. Kto nie chciałby,żeby Polska miała zagwarantowaną suwerenność? Jeżeli po konsultacjach pytanie to nie zostanie usunięte, jasne jest, że większość obywateli odpowie twierdząco, otwierając drogę do rozpisania referendum za wyjściem z Unii Europejskiej.

Parlamentarzyści opozycyjni powinni dostrzec niebezpieczeństwo w tym pytaniu ukryte. Przecież wprowadzenie takich zasad to jest, moim zdaniem, wypowiedzenie umowy międzynarodowej, jaką jest traktat o naszym członkostwie, dobrowolnie przez Polskę podpisany i obowiązujący.

Facebook Comments