Państwo w Państwie

Lasy, to jedna trzecia powierzchni Rzeczypospolitej . Egzystują na specjalnych warunkach . Obciążone są jedynie odprowadzaniem 2 %, od przychodów ze sprzedaży drewna, i ostatnio daninami rzędu 800 milionów złotych rocznie.

Połóżmy te grosze na szali obok budżetu krajowego.

Według informacji Ministerstwa Finansów zamieszczonych na oficjalnej stronie internetowej, dochody budżetu państwa wyniosły w 2017 roku 350 miliardów 499 milionów złotych.

Skarb państwa ma więc niewiele dochodu z jednej trzeciej kraju . W porównaniu z przychodami z innych źródeł – praktycznie żadnego zasilenia budżetu z tego państwa w państwie.

Państwa, nazywającego się Lasami Państwowymi, w rzeczywistości zaanektowanego przez administrację leśną i leśników. Mają oni status czegoś w rodzaju współczesnej odmiany szlachty. Na naszej, wspólnej, leśnej zagrodzie, obwarowana przywilejami, uznaje się za właściciela, uprawnionego do czerpania zysków.

Same średnie zarobki administracji leśnej, bez nagród, według danych Lasów Państwowych, to prawie 8 000 zł miesięcznie, blisko dwa razy więcej, niż średnie płace krajowe.

Pewnie, kto na pieniądzach siedzi, swoim grosza nie skąpi.

Skąpi za to budżetowi państwa, na który wszyscy się składamy naszymi podatkami, i z którego wspierane są nie tylko nasze wspólne potrzeby, ale także część wydatków lasów państwowych.

Topór nad Puszczą Karpacką

Warszawiacy z pewnym zaskoczeniem oglądali na początku marca pięcioro ludzi przebranych za zwierzęta, którzy na placu przed stacją metra Centrum, nazywanym Patelnią, uderzali w bębenki i informowali o zagrożeniu ich ostoi, Puszczy Karpackiej, domu niedźwiedzia, wilka, rysia, żbika i sóweczki.

Była to akcja fundacji ekologicznej WWF Polska. Alarmuje ona o potrzebie ochrony Puszczy Karpackiej od dłuższego czasu. Zbiera podpisy pod petycją o utworzenie Turnickiego Parku Narodowego. Zebrała ich ponad 100 000, w tym mój i członków mojej rodziny.
Park ten miałby objąć 17,5 tys hektarów drzewostanów Puszczy Karpackiej, najstarszych w tym ogromnym podbeskidzkim kompleksie leśnym, obejmującym ponad 300 tysięcy hektarów.

Na wniosek o stworzenie Parku Narodowego, złożonego przed dwoma laty, nadal brak odpowiedzi.

WWF Polska współpracuje i pomaga Fundacji Dziedzictwo Przyrodnicze z Przemyśla, informując o zagrożeniach i oznaczając stare, pomnikowe drzewa. Do tej pory obie fundacje odnalazły i oznaczyły 6 500 drzew – pomników przyrody, zasługujących na ochronę przed wycięciem. Prowadzona jest akcja adoptowania takich dostojnych drzewnych starców przez osoby znane – aktorów, naukowców, pisarzy, w nadziei, że np. jodła adoptowana przez znaną aktorkę nie zostanie wycięta, w obawie przed rozgłosem, jaki może ona nadać sprawie.
Puszcza Karpacka woła o pomoc.

Już dziś wyręby w niej są duże, o czym donosi miejscowa Fundacja Dziedzictwo Przyrodnicze. Co dzień wyjeżdżają z niej konwoje wielkich ciężarówek pełnych pni.

Plany są jeszcze większe. Kiedy Trybunał Sprawiedliwości UE nakazał w listopadzie zeszłego roku kategorycznie , aby zaprzestano wielkich wyrębów w Puszczy Białowieskiej, leśnicy, żądni pieniędzy, mieli już na uwadze starodrzewy Puszczy Karpackiej, lasu z wiekowymi jodłami, jaworami, dębami . Niektóre z tych drzew liczą sobie ponad 300 lat.

Przed tygodniem ogłoszony został plan , nazwany planem zagospodarowania lasu, a w nim projekt wycinki w Puszczy Karpackiej 1 500 000 m3 drewna do 2027 roku . Ogólna skala wyrębu ma być nawet większa niż w Puszczy Białowieskiej, gdyż tam przewidziano uzyskanie 3,65 m3 drewna z hektara lasu, a w Puszczy Karpackiej – 3,85 m3 z hektara.

Nowy minister środowiska, Henryk Kowalczyk, uspakaja, że to tylko na papierze wygląda groźnie, bowiem wycięte będzie zaledwie jedno drzewo na sto.

Niby pięknie, jednak drzewo drzewu nierówne. Obserwacje cięć dzisiejszych, a także doświadczenie ostatnich lat, uczy, że rąbane będą starodrzewy. Sosna 60-letnia jest dobrym materiałem tartacznym na belki i deski, ale mebla drogiego się z niej niej nie zrobi, najwyżej tani stolik czy szafkę. To nie to samo, co szlachetne okazy, 120-letni dąb czy jawor, kupowany na drogie meble i okleiny. Za przeznaczeniem idzie cena. Najchętniej tnie się i sprzedaje takie okazy, które udaje się sprzedać najdrożej.

W jednym tylko nadleśnictwie Bircza, o powierzchni 27 000 hektarów, planuje się pozyskać w tym roku 67 000 m3 drewna, w tym większość , 41 000 m3, dziwnym trafem na obszarze starodrzewów planowanego rezerwatu „Reliktowa Puszcza Karpacka”.
Dwa słowa o tym planie: otóż przy wyraźnym oporze wobec projektu stworzenia parku narodowego, ekolodzy z Fundacji Dziedzictwo Przyrodnicze chcieliby doprowadzić do utworzenia w Puszczy Karpackiej mniejszej, na 8 tys. hektarów, strefy ochrony najstarszych drzew o tej właśnie nazwie.

Oczywiście idzie to jak po grudzie, i nie ma się czemu dziwić, skoro nadleśniczy Birczy zarabia 215 000 złotych rocznie, a w rezerwatach i parkach narodowych, gdzie pracy mniej, płace są o połowę niższe.

Kto by nie bronił się rękami i nogami przed rezerwatem na „swoim” terenie? Kto by nie cieszył się z niechęci władz do tworzenia parków narodowych? Załamywanie rąk nie pomoże, kiedy idzie o tak wielkie pieniądze. Trzeba to jak najszybciej objąć kontrolą i rzeź starodrzewów zatrzymać.

Obywatel UE ruszył w Polskę

Lista podróży Obywatela UE Olgierda Łukaszewicza po Polsce:

21.03, godz. 12:00, Radomsko Miejski Dom Kultury, 13 Dni Kina, (szkoły gimnazjalne i ponadgimnazjalne)

22.03, godz. 17:00, Szczecin, Zamek Książąt Pomorskich

23.03, Gryfino, Zespół Szkół (młodzież szkolna)

23.03, Gorzów Wielkopolski, godz. 17:30, Hotel Gracja ul. Dąbrowskiego 20 B

07.04, Kraków, godz. 15:00, Pod ratuszem na Rynku

11.04, Kwidzyń, Kwidzyńskie Centrum Kultury, organizuje
Biblioteka miejska, 17:00

12.04, Katowice, Regionalny Instytut Kultury, ul. Teatralna (Wspólnie z Europa Direct)

20.04, Piotrków Trybunalski, 17:00 Miejska Biblioteka Publiczna

18.05, Politechnika Warszawska

06.06, Chodzież, Biblioteka,

19.06, Łomża,

25-26.05, Gorzów

Póki jeszcze nie jest za późno

Rozmowa z Olgierdem Łukaszewiczem, aktorem, założycielem fundacji „My, Obywatele Unii Europejskiej”

Porzucił Pan aktorstwo i zajął się działalnością polityczną. Dlaczego?

– Protestuję; to co robię, to nie polityka, lecz działalność obywatelska. Nie rozumiem czemu rozmaite obywatelskie inicjatywy,  podejmowane tylko dla – i wewnątrz – kraju nie budzą skojarzeń z polityką. A podejmowanie działań z entuzjazmu dla idei europejskiej i dążenie do pogłębiania powszechnej świadomości o tym czym jest Unia Europejska, traktowane jest jako niebezpieczna działalność
polityczna. Przecież pobudki obu tych rodzajów działalności są takie same; miłość do ojczyzny i chęć pracy dla jej dobra.

Niemniej jednak Pana działalność dotyczy aktualnej sytuacji politycznej.

– Bo dzieje się źle. PiS niszczy struktury naszego państwa i coraz wyraźniej zmierza do wyprowadzenia nas z Unii Europejskiej. Wszyscy patrzą na to bezradnie. Musiałem się włączyć póki jeszcze czas.

Sądzi Pan, że sytuacja dojrzała do bicia na alarm?

– Bezwzględnie. Antyunijna propaganda uprawiana przez rządową prasę i telewizję, przez pisowskich działaczy i przedstawicieli rządu, zaczyna działać. Mimo że z przynależności do UE odnieśliśmy same korzyści, już prawie co dziesiąty Polak wierzy, że Unia działa na naszą szkodę. Że chce nam odebrać naszą niezależność, język, kulturę. Trudno mi to zrozumieć. Oczywiście, podpisując akces do Wspólnoty
Europejskiej, nasz kraj zobowiązał się do przestrzegania określonych zasad, przyjętych przez wszystkie państwa należące do Unii. Przede wszystkim do przestrzegania państwa prawa. Ale obecna władza jednak nie chce tych przyjętych zasad uznać. Nie chce, by ktokolwiek patrzył jej na ręce. Krzyczy więc, że Unia zabiera nam wolność. A wielu obywateli w to wierzy. Powoli w niepamięć zaczyna odchodzić
fakt, że nasz kraj do Unii wstąpił dobrowolnie, że obywatele zaakceptowali to w ogólnonarodowym referendum. To budzi grozę. Koniecznie trzeba temu przeciwdziałać.

Do walki z wszechwładną pisowską propagandą powołał Pan fundację o nazwie „My Obywatele Unii Europejskiej – Fundacja im. Wojciecha Jastrzębowskiego”.

Jestem jej założycielem i fundatorem. Wpłaciłem pierwsze pieniądze z własnej aktorskiej kieszeni. Wspomogło mnie grono poważnych osób, którym zależy na ratowaniu naszych związków z Unią. Do rady Fundacji weszli : prof. dr. hab. Roman Kuźniar, kier. Zakładu Studiów Międzynarodowych; prof. socjologii Elżbieta Iliasiewicz-Skotnicka, wiceprezes Fundacji Polska w Europie; były prezes Trybunału
Jerzy Stępień; prof. dr hab. Roman Wieruszewski, kierownik Poznańskiego Centrum Praw Człowieka; prof. dr hab. Jan Jakub Michałek, dziekan Wydz. Nauk Ekonomicznych UW; wicedyrektor Instytutu Jana Pawła II; Ks. Aleksander Seniuk, Jerzy Wilkin z PAN, współautor raportu alarmującego o naszych coraz gorszych relacjach z Unią. Dołączyła do nas pisarka Katarzyna Grochola. Celem Fundacji jest
działalność na rzecz umacniania związków Polski z UE. Chcemy Polakom wyjaśniać, tłumaczyć na czym polegają nasze związki z Unią. Dlaczego należenie do niej jest dla nas korzystne. Dlaczego nie wolno dopuścić do zerwania tych związków.

Więc, dlaczego?

Bo dzięki temu jesteśmy ludźmi wolnymi, obywatelami, a w naszym kraju mamy ustrój demokratyczny. Tak, jak i w pozostałych unijnych państwach. We wstępie do Statutu Fundacji prof. Kuźniar napisał:
„…pojęcie oraz instytucja obywatelstwa, czyli jednostki wolnej wobec totalistycznych zapędów i kaprysów władzy jest europejskim osiągnięciem, odróżniającym Europę np. od rosyjskiego samodzierżawia.”
Obecna pisowska władza zmierza do tego, abyśmy znów, jak w przed wiekami, przestali czuć się wolnymi obywatelami. Abyśmy nie mieli prawa korzystać ze swoich obywatelskich praw, byśmy ich po prostu nie mieli… Byśmy stali się jej bezwzględnie podlegli i posłuszni. By nikt nie śmiał nawet pomyśleć, że posunięcia tej władzy są niesprawiedliwe, głupie, szkodliwe. Byśmy, mówiąc potocznie, zawsze „tańczyli tak, jak nam władza zagra”. Uda jej się to tylko wtedy, gdy PiS uwolni się od Europejskiej Wspólnoty. A robi wszystko, aby tak się stało. To musimy ludziom uświadomić póki czas, aby nie stało się za późno.

Jak zamierzacie to robić?

Jak tylko się da. Program mamy bogaty.
Po pierwsze: wykłady i spotkania w najróżniejszych środowiskach – w domach kultury, różnych klubach, szkołach, bibliotekach itp. To nie zawsze jest łatwe. Zaskoczyło mnie, że wielu dyrektorów bibliotek i domów kultury nie chce rozmów o Unii. Albo nie widzą takiej potrzeby, albo się zwyczajnie boją, że to zostanie źle odebrane przez lokalne pisowskie władze. Moim zdaniem ludzie ulegają
propagandzie PiS na ogół dlatego, że o Unii wiedzą mało lub nic. Nie zdają sobie sprawy z tego, co i ile nasz kraj dzięki Unii zyskał i jak dużo może stracić, jeśli PiS nas z tej Unii wyprowadzi. Trzeba ludziom o tym mówić, wyjaśniać, pokazywać na przykładach. I najlepiej to robić w bezpośrednich, osobistych kontaktach. Mimo rozmaitych trudności odbyłem już dziewięć takich spotkań, m.in. w
Lesznie Wlkp., Otwocku i Zielonej Górze. W planie mamy kolejne. Przy okazji tych spotkań będziemy słuchaczom proponować, aby zakładali kluby obywateli UE – Przyjaciół Fundacji (pierwszy powstał już w Lesznie Wlkp) . To może się okazać jedną z bardziej skutecznych form promowania UE.

Po drugie: działalność wydawnicza. Planujemy wydawanie poradników i podręczników nt. UE. Jako pierwszy ukaże się podręcznik „Jestem Polakiem, Obywatelem Unii Europejskiej” pod redakcją prof. Romana Kuźniara.

Po trzecie: bardzo ważna w dzisiejszych czasach aktywna działalność w mediach społecznościowych. W publikacjach, komentarzach, polemikach będziemy przestrzegać przez eurosceptycyzmem, polemizować z wszelkimi kłamstwami na temat Unii. Sporo materiałów zamieszczamy na naszej stronie www.MyObywateleUE.org oraz fanpage’u Fundacji: www.fb.com/MyObywateleUE

Po czwarte: spektakle. W końcu jestem aktorem, więc nie mogę pominąć takiej sfery działalności. Na razie zaplanowaliśmy dwa spektakle „Konstytucja dla Europy 1831 r.” Chcieliśmy je pokazać w tym roku Warszawie i Kutnie. Ze względu na koszty trzeba było je jednak przesunąć. Mam nadzieję, że uda się je zorganizować za rok, jeszcze przed wyborami do europarlamentu.

Po piąte: zamierzamy sporządzać analizy, raporty, opracowania naukowe związane z tematyką unijną.

W programie Fundacji znalazła się też niezwykle ciekawa i ważna inicjatywa; sporządzenie Obywatelskiej Listy Wdzięczności dla Unii Europejskiej za Solidarność z Polską.

– Tak. Chcemy to przeprowadzić, aby pokazać, że większość obywateli nie podziela wrogości PiS do Unii. Że wręcz przeciwnie – chcemy nadal pozostawać w jej strukturach i nadal być jej obywatelami. I jesteśmy jej wdzięczni za pomoc w wydźwignięciu naszego kraju z komunistycznej zapaści gospodarczej i politycznej. Do stworzenia takiej listy zainspirował nas przykład naszych rodaków, którzy prawie sto lat temu – dokładnie w 1919 r. – dziękowali Stanom Zjednoczonym Ameryki za pomoc gospodarcza i poparcie starań naszego kraju w odzyskaniu niepodległości. Mam nadzieję na wzbudzenie ruchu społecznego, który odwróci perspektywę PiS, że Polska jest w ruinie i obnaży obłudę i fałsz tej propagandy.

Kto może podpisywać się na tej liście? I gdzie?

– Zapraszamy każdą osobę, która zechce złożyć na niej swój podpis. Na Listę można wejść przez internet. Jest pod adresem: www.dziekujeciunio.pl

Wasza Fundacja nosi imię Wojciecha Bogumiła Jastrzębowskiego. Kto to?

– To był polski naukowiec, przyrodnik, zarazem uczestnik powstania listopadowego. Brał udział jako artylerzysta m.in. w bitwie o Olszynkę Grochowską 25 lutego 1931. Rozważając sytuację naszego zniewolonego przez zaborców kraju doszedł do wniosku, że bez jedności europejskiej Polska nie ma szans na bezpieczną niepodległość. Stworzył wtedy jeden z najwspanialszych w historii projektów europejskiej wspólnoty – „Konstytucję dla Europy”. Pełny tytuł jego opracowania brzmi: „Traktat o Wiecznym Przymierzu Między Narodami Ucywilizowanymi – Konstytucja dla Europy” . Wiele jego pomysłów spełniło się w dzisiejszej Unii Europejskiej.

Ciekawe, co Jastrzębowski powiedziałby naszemu obecnemu prezydentowi, który niedawno na spotkaniu z mieszkańcami Kamiennej Góry porównał przynależność naszego kraju do czasów, kiedy Polska była pod zaborami…

– Powiedziałby to samo, co my; że jako prawnik wygłasza szkodliwe brednie. Idzie przecież o wybór polskiej racji stanu, a nie tego co ważniejsze – Unia czy Polska. Dzięki wstąpieniu do Unii nasz kraj zyskał pewność wolności, spokoju, poprawy naszego bytu, rozwoju. Zmieniliśmy się cywilizacyjnie i technicznie. Przybyło nam dróg, autostrad, stadionów, wiele odnowiono wiele teatrów, szpitali, muzeów.
Poprawiła się sytuacja naszego rolnictwa dzięki dopłatom dla rolników. Z unijnych funduszy dofinansowane są najrozmaitsze inicjatywy obywatelskie. Diametralnie też zmieniła się pozycja samych obywateli. Staliśmy się obywatelami Unii. Nie w przenośni, ale w sensie prawnym. Zyskaliśmy takie same prawa, jakie mają obywatele każdego unijnego kraju. Możemy po krajach całej Unii podróżować,
gdzie chcemy pracować i mieszkać.
Ma pani paszport? Proszę sprawdzić; na okładce widnieją dwa napisy: Unia Europejska i Rzeczpospolita Polska. To oznacza, że ma pani dwa obywatelstwa, polskie i europejskie. Tak jak każdy obywatel naszego kraju. Wielu ludzi tego po prostu nie wie. m.in. właśnie to tłumaczę na kolejnych naszych spotkaniach.
(Rozmawiała EM)

fundacja@myobywateleue.org
Numer rachunku bankowego do wpłat na cele statutowe fundacji:
56 1140 2004 0000 3502 7739 5636

POLexit bliżej!

Po publicznym wystąpieniu prezydenta Andrzeja Dudy, porównującego członkostwo Polski w Unii Europejskiej do zaborów, coraz wyraźniejszy staje się zamiar Jarosława Kaczyńskiego wyprowadzenia Polski z tej wspólnoty krajów. Przy zachowaniu pozorów, że wcale się do tego nie dąży.

Wcześniej premier Beata Szydło usunęła flagi unijne z Urzędu Rady Ministrów, a posłanka Pawłowicz nazwała flagę unijną – szmatą. Nowy premier, Mateusz Morawiecki, flagi te przywrócił, ale ciąg wydarzeń wskazuje, że jest to tylko zagłaskiwanie prawdy.
To, co konstruuje Prawo i Sprawiedliwość, jest szkieletem dyktatury.

Nie będę powtarzała, że nie zważa się na konstytucję, obchodząc ją bokiem, jak Niemcy obchodzili umocnienia Linii Maginota . Trybunał Konstytucyjny, najwyższy stróż praw, został objęty przez posłusznych ludzi PiS, wybranych w wątpliwy sposób, to samo z wieloma instytucjami państwa. Powstała drabina zależności z jednym decydentem – szefem partii, i niewiele już pozostało poza jego
bezpośrednim zarządem.

Bywają dyktatury groźne dla obywateli, ale dbałe o siłę i znaczenie kraju. Nasz dyktator z Nowogrodzkiej jest enigmą, kiedy zastanawiamy się, do czego, poza mocną władzą, dąży.

Władza, niczym nieograniczona, byłaby już w rękach prezesa, gdyby nie zobowiązania wynikające z umów międzynarodowych z jednej strony, a obawa stracenia wielkich funduszy pomocowych płynących z budżetu Unii Europejskiej – z drugiej.

Objawiana przez posłów i działaczy Prawa i Sprawiedliwości wrogość do UE, wskazuje, jak niewygodne jest dla obozu rządzącego przestrzeganie zasad traktatowych, szczególnie dotyczących wolności i praw obywatelskich.

Konstytucja Rzeczpospolitej Polskiej w artykule 9 mówi jasno: „Rzeczpospolita Polska przestrzega wiążącego ją prawa międzynarodowego”. Czy jest zamiarem prezesa wyprowadzenie Polski z Unii Europejskiej, kosztem bezpieczeństwa kraju, byleby tylko uwolnić się od konieczności przestrzegania podpisanych przez nas traktatów akcesyjnych, i od tej Brukseli, patrzącej na ręce władz krajów członkowskich?

Tak, z coraz większym prawdopodobieństwem. Widzimy, że nieustająca propaganda antyunijna objawia się gaśnięciem sympatii obywateli naszego kraju do polskiego członkostwa w Unii Europejskiej. Jeszcze jest wysoka. Według sondaży, w nielicznych tylko środowiskach spada poniżej 50 procent, ale już nie jest to trzy czwarte obywateli, jak było w referendum z 2003 roku.

Do wyprowadzenia nas z Unii potrzebne jest wygranie referendum z wynikiem podobnym do tego w Wielkiej Brytanii (51%), uruchamiającym Brexit. Obóz rządzący chce wysondować nastroje dotyczące Unii przy okazji zapowiadanego przez prezydenta referendum konstytucyjnego. Miałoby się ono odbyć jednocześnie z wyborami samorządowymi jesienią.

Referendum nie zawiera prostego pytania: czy jesteś za zmianą konstytucji? Pytań (udostępnionych w ankiecie konsultacyjnej) jest dziewięć. Niektóre skomplikowane i wymagające niemałej wiedzy prawniczej i obywatelskiej. Najbardziej niepokojące jest pytanie siódme.

Czy, Pana(i) zdaniem, do Konstytucji należy wprowadzić regulacje, które określą zasady gwarantujące suwerenność Polski w Unii Europejskiej?

Pytanie sugeruje wprost, że w tej chwili suwerenność Polski w Unii Europejskiej nie jest określona. W połączeniu z propagandą przedstawiającą Europę jako obóz koncentracyjny dla Polaków, odpowiedź na tak zadane pytanie wydaje się oczywista.

Kto nie chciałby,żeby Polska miała zagwarantowaną suwerenność? Jeżeli po konsultacjach pytanie to nie zostanie usunięte, jasne jest, że większość obywateli nie będzie się zastanawiała, tylko odpowie twierdząco, otwierając drogę do rozpisania referendum za wyjściem z Unii Europejskiej.

Parlamentarzyści opozycyjni powinni dostrzec niebezpieczeństwo w tym pytaniu ukryte i nadać sprawie maksymalny rozgłos. Niech ludzie wiedzą, co się kryje za tym pytaniem. Przecież wprowadzenie takich zasad to jest, moim zdaniem, wypowiedzenie umowy  międzynarodowej, jaką jest traktat o naszym członkostwie, dobrowolnie przez Polskę podpisany i obowiązujący.

Chcesz pokoju – szykuj broń

Pragnienie pokoju i bezpieczeństwa przesłania czasami rzeczywistość. Kiedy 2 września 1945 roku skapitulowała wreszcie Japonia , narodom wydawało się, że świat dotarł do końca epoki krwawych wojen.

Tak też było w USA. Armia w ciągu dwu lat stopniała z 12 milionowego wojska w pełni bojowej gotowości , do 1,5 miliona żołnierzy , w formacjach o niepełnym składzie i uzbrojeniu.

Sprzęt bojowy rozdano sojuszniczym krajom , albo zniszczono , zachowując w magazynach tylko uzbrojenie najnowsze. Proporcjonalnie do liczby żołnierzy zmniejszono o 90 procent wojskowy budżet.

W czerwcu 1948 roku wojska rosyjskie zablokowały drogi do Berlina i odcięły dostawy prądu. Trzeba było zaopatrywać ponad dwumilionowe miasto w żywność, paliwa i lekarstwa drogą powietrzną, a wojska sojusznicze mogły użyć zaledwie 100 samolotów transportowych armii amerykańskiej, stacjonujących w Europie.

Ściągano samoloty zewsząd, z bliska – z Anglii, Francji, z odległych baz na Pacyfiku, z Panamy, z Alaski. W końcu stworzono system dostaw wystarczający , i wtedy Rosja zniosła bezużyteczną blokadę, ale sygnał ostrzegawczy zabrzmiał wyraźnie. Nie można zapomnieć dewizy Si vis pacem – para bellum.
Chcesz pokoju – szykuj broń , bądź silny.

Europejskie i nasze bezpieczeństwo

W 2012 roku u Bronisława Komorowskiego, w Pałacu Prezydenckim odbyło się pięć debat pod wspólnym tytułem „Przyszłość Europy – Polska Perspektywa”.

Pomysł, żeby dogłębnie przedyskutować stan i przyszłość Europy, a także nasze w niej miejsce, podał Tadeusz Mazowiecki, który też we wszystkich tych dyskusjach uczestniczył.

Zapis tych debat z 60 dyskutantami: politykami, naukowcami, publicystami – wydany został w formie książkowej w roku 2014, już po śmierci Tadeusza Mazowieckiego, w 25 rocznicę wyborów 4 czerwca 1989 roku.

Wielkie to było święto, ta rocznica, z obecnością ważnych polityków światowych, w tym Prezydenta Stanów Zjednoczonych, i z poczuciem dumy rodaków z tego, co udało się dokonać nam: z wejścia do NATO i do Unii Europejskiej. Byliśmy radzi i z tego, że możemy teraz dopomóc i pomagamy innym – Ukrainie, w tym Tatarom krymskim prześladowanym po aneksji Krymu przez Rosję.

Jesienią rok później wszystko się zmieniło. Partia Jarosława Kaczyńskiego odwróciła Polskę od zachodu. Powoli, zaczynając od ograniczania demokracji w kraju przez likwidację niezależności władzy sądowniczej, jednocześnie sącząc jad nienawiści do „zniewalającej nas” Unii Europejskiej.

Chcemy wrócić do kilku przewidywań z roku 2012 i sprawdzić, jak sytuacja wygląda dziś i czego jeszcze możemy się spodziewać.
Przypomnijmy : nie ma wolności bez bezpieczeństwa.

Przytoczę słowa Adama Rotfelda, wiceministra spraw zagranicznych w latach 2001-2005, ministra spraw zagranicznych w 2005, z debaty z października 2012:
„Unia powstała po to, by zapobiec trzeciej wojnie światowej, by zapobiec wojnie w Europie. Sam fakt istnienia Unii uczynił to zadanie dziś już tak oczywistym, że nikt o tym nie wspomina… 
Nie wolno jednak zapominać, że żyjemy nadal w świecie, gdzie liczą się z silnymi, gdzie prawo siły bierze górę nad siłą prawa. O bezpieczeństwie Unii i państw członkowskich (…) decydują przywódcy, którzy mają odwagę podejmować decyzje umacniające nasz wspólnotowy potencjał obronny.”

Kolejny dyskutant, senator Bogdan Klich, minister obrony narodowej 2007-2011, powiedział:
„Ja bym wolał spojrzeć w środek wspólnej polityki zagranicznej, bezpieczeństwa i obrony. Mam na myśli instytucje, przywództwo oraz wolę polityczną.
Jeżeli chodzi o Wspólną Politykę Bezpieczeństwa i Obrony, to przy całym jej faktycznym międzyrządowym charakterze, w dalszym ciągu instytucje te nie zostały wprowadzone w życie…”

Tak było jeszcze w 2012 roku.
Europejską Strategię Bezpieczeństwa przyjęto w końcu roku 2003, ale nic się nie działo. Bogata Europa pod parasolem NATO czuła się bezpieczna i niechętnie przyjmowała decyzje wzmacniające obronność. Zawsze są one kosztowne, a uważano je za zbędne. Przez to od 2009 do 2015 roku sektor obronny był osłabiany zmniejszaniem budżetów krajów członkowskich, a trzeba wziąć pod uwagę,
że nowoczesne technologie i sprzęt wojskowy są kosztowniejsze., więc kiedy ceny rosły a budżety malały, armie krajów wspólnoty słabły.

Dopiero w 2015 roku zdecydowano uruchomić Europejski Fundusz Obronny. Pracuje nad tym nasza unijna komisarz, Elżbieta Bieńkowska.

Fundusz pozwoli uniknąć kosztów badań nowych technologii obronnych w każdym państwie oddzielnie, skoro można je robić wspólnie dla wszystkich krajów Unii. Tworząc go, oparto się na pomyśle Jean Monneta, który w czasie I wojny światowej namówił Anglię
i Francję na wspólne zakupy potrzebnego wyposażenia, a po II wojnie podsunął Schumanowi gotowy projekt powstania Wspólnoty Węgla i Stali.

Właściwie dopiero trzy czynniki łącznie sprawiły, że nastąpił renesans wspólnej polityki obronnej, i że w czerwcu 2017 roku Rada Europejska porozumiała się co do wdrożenia Permanent Structured Cooperation on Security and Defence, czyli Stałej Współpracy Strukturalnej w Dziedzinie Bezpieczeństwa i Obronności – w skrócie PESCO.

Te czynniki to:
– obawa przed nieprzewidywalnością Donalda Trumpa, nowego prezydenta USA, w planach co do ochrony naszego kontynentu;
– wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej .Anglia zawsze sprzeciwiała się rozbudowie europejskich systemów obronnych, czując się na swojej wyspie, z arsenałem broni jądrowej, całkowicie bezpieczna;
– rosnące zagrożenie ze strony Rosji, tonujące sprzeciw krajów bałtyckich, popierających wcześniej stanowisko Wielkiej Brytanii.

Nasz rząd, po wielu wahaniach, zgodził się na udział w trzech z kilkunastu programów PESCO (więcej można usłyszeć na nagraniu spotkania z senatorem Bogdanem Klichem, ministrem obrony Narodowej w latach 2007-2011, na stronie Centrum Prasowego dla krajów Europy Centralnej i Wschodniej).

 

Unia Europejska według prezesa PiS

Jarosław Kaczyński i jego pomocnicy mówią, że są zwolennikami Unii Europejskiej, a w niej członkostwa Polski. Tyle, że Unii, której są zwolennikami nigdy nie było, nie ma i nie będzie. Nie znam tekstu, w którym wyłożona byłaby pisowska koncepcja Unii, ale z wypowiedzi Kaczyńskiego można ją zrekonstruować.

Po pierwsze, powinna to być Unia o poważnie ograniczonych kompetencjach Komisji Europejskiej w stosunku do krajów członkowskich. Kompetencje zabrane Komisji powinny w pierwszym rzędzie wrócić do państw członkowskich, a także do Rady Europejskiej i Parlamentu Europejskiego.

Po drugie, ubogacona kompetencjami zabranymi Komisji, Rada Europejska powinna zostać zreformowana w taki sposób, by najlepiej wszystkie jej decyzje, a w każdym razie w znacznie większym zakresie, niż dotąd, podejmowane były na zasadzie jednomyślności.

Po trzecie, Unia Europejska powinna być głównie rodzajem wielkiej strefy wolnego handlu krajów, operujących wyłącznie narodowymi walutami, z funkcjami pozagospodarczymi, szczególnie politycznymi sprowadzonymi, jeśli nie do zera, to do szczątkowych rozmiarów.

Krótko mówiąc, Unia powinna stać się rodzajem europejskiego, gospodarczego ONZ, tworem całkowicie obezwładnionym przez dominację prawa weta i to byłby wedle PiS powrót Unii do źródeł, co jest nieprawdą. Unia już jako Europejska Wspólnota Węgla i Stali, a tym bardziej jako Europejska Wspólnota Gospodarcza, była tworem o wiele bardziej zaawansowanym, niż strefa wolnego handlu. Była
wspólnotą krajów, które część swych praw suwerennych dobrowolnie przekazały na rzecz władz tej wspólnoty. Była unikatem odróżniających ją od wcześniejszych organizacji międzynarodowych tym ponadpaństwowym trzonem.

I taka sama jest dzisiaj, tylko obecnie o wiele bardziej rozwinięta i rozbudowana. I w tym samym kierunku, nie strefy, a Wspólnoty państw i narodów, coraz pełniej zintegrowanej, w ramach jednej waluty, będzie się zmieniała. To jest jedyna realna droga zrealizowania wizji Europy Ojczyzn zjednoczonych w Unię.

Nie ma najmniejszej szansy na Unię Europejską wedle wyobrażeń Kaczyńskiego. To nie byłaby Unia, to byłby znany ze złej historii koncert państw, w jakiejś nowej szacie. Ta fundamentalna sprzeczność, jeśli Polacy utrzymają PiS u władzy, doprowadzi w finale albo do wyjścia Polski z Unii, albo do wyjścia Unii z Polski. W obu wypadkach znajdziemy się w polu pretensji naszego wielkiego wschodniego sąsiada do odzyskania swych pozycji nad Wisłą.

Powstawanie z kolan i potęga Polski

Gadki o powstawaniu z kolan i odbudowie silnej Polski to bajki dla małych dzieci. Świat się zmienia, upadają jedne potęgi, rosną inne. USA, Chiny i Rosja, to dziś najważniejsi światowi gracze. Czwartą potęgą stają się Indie.

Unia Europejska nadal jest ludna, silna gospodarczo, ale słaba militarnie i mało skuteczna politycznie przez ciągle słabą integrację.
My w tej Unii jesteśmy krasnoludkiem jeszcze mniejszym, ale, razem z Europą, względnie bezpiecznym pod parasolami NATO i Unii Europejskiej.

Bez Unii jesteśmy tylko smacznym kąskiem dla głodnego sukcesów wielkiego sąsiada ze wschodu.

Popatrzmy na te obrazy.

Oto mapa świata, z zaznaczonym miejscem Europy. Ludność świata w 2017 roku to 7 miliardów 592 miliony.
A to mapa Europy, kontynentu o 741 milionach mieszkańców. Mamy tu zaznaczoną Polskę, z 38 milionami mieszkańców.

Znaj proporcje, mocium panie, pisał Fredro.
Jesteśmy średnio zamożnym, średnio ludnym krajem niedużego kontynentu. Sami wobec potęg tego świata nie znaczymy nic.
Do życia potrzebujemy sojuszy międzynarodowych i Unii Europejskiej – jak tlenu do oddychania.

Europejska Wspólnota Obronna

Pod wpływem konieczności, najsilniejszej siły sprawczej, Europa wraca do idei wspólnej obrony. Warto więc przypomnieć pierwszą próbę, także jako przykład bezmyślnego zaprzepaszczenia czegoś, co było i jest potrzebne, przez wybrańców francuskiego suwerena.

W 1945 świat płakał nad górami trupów i ruin, ale i oddychał, że koszmar się skończył. W błyskawicznym tempie rozbroiły się Stany Zjednoczone. Niemców rozbroili zwycięzcy, którzy sami poszli za przykładem USA. Rosja Stalina trwała pod bronią podejrzliwa i nienasycona. 23 czerwca 1948 roku, w odpowiedzi na reformę walutową w zachodnich sektorach Niemiec, ZSRR wprowadził blokadę zachodnich sektorów Berlina. Stało się jasne, że zamiast powszechnego pokoju zaczyna się konfrontacja między dotychczasowymi aliantami. Wyrazem tej nowej sytuacji było utworzenie 4 kwietnia 1949 roku Traktatu Północnoatlantyckiego, NATO.

Nowa sytuacja i powstanie NATO postawiły na porządku dnia problem udziału Niemiec we wspólnej obronie zachodniej Europy, udziału ciągle znienawidzonego, a teraz pokonanego wroga, który zadał tyle cierpień. I jak tu go znowu uzbrajać, budząc demony militaryzmu za Renem?

Twardo domagali się tego Amerykanie; możemy bronić Europy tylko z Europejczykami, w tym 10 dywizji z Niemiec. Sprawy nabrały dramatycznej pilności, gdy 25 czerwca Korea Północna, z inspiracji Rosji i Chin, zaatakowała Południe. Wydawało się, że III wojna światowa u progu.

Aby uniknąć odtwarzania samodzielnej armii niemieckiej i niemieckiego sztabu generalnego o złowieszczej renomie, premier Francji Rene Pleven zaproponował 24 października 1950 roku utworzenie Europejskiej Wspólnoty Obronnej (EWO), której podstawą byłaby ponadnarodowa armia europejska. Tworzyć ją miały Francja, Włochy, Belgia, Holandia, Luksemburg i RFN, kraje, które wcześniej utworzyły Europejską Wspólnot Węgla i Stali (EWWiS). 27 maja 1952 roku kraje EWWiS podpisały w Paryżu traktat ustanawiający EWO.

Powstać miała armia, jednakowo umundurowana, pod wspólnym sztandarem, złożona z 40 narodowych dywizji, każda licząca 13 tysięcy żołnierzy. Nadzór nad nią sprawować miał 9 osobowy Komisariat, Zgromadzenie Ministrów Obrony oraz Zgromadzenie Parlamentarne krajów członkowskich. Ponieważ była to struktura niemal bliźniacza tej, którą ustanowiono dla EWWiS, powstał pomysł integracji obu struktur w Europejską Wspólnotę Polityczną (WP), poważnie posuwająca do przodu integrację zachodniej części kontynentu.

W 1953 roku opracowano traktat o Wspólnocie Politycznej, który miał obowiązywać 50 lat i podlegał ratyfikacji przez parlamenty narodowe. Umarł jednak Stalin, w Korei podpisano rozjem, widmo wojny się oddaliło i w tym odprężeniowym klimacie 30 sierpnia 1954 roku francuskie Zgromadzenie Narodowe zdjęło z porządku dnia ratyfikację Traktatu o WP. W taki, nieco tchórzliwy sposób, parlamentarzyści francuscy pogrzebali ważną ideę, do dziś potrzebną integrującej się Europie.