PiS obraża świat

Przemysław Wiszniewski
zamieszczono: 22.09.2017

Przywykliśmy do pewnego ładu w polityce, zgodnie z którym w kraju obowiązuje język parlamentarny, a za granicą nawet coś więcej, bo dyplomatyczny. PiS-owska „rewolucja” zrywa z tą tradycją. Każdy dzień, a nawet każda godzina przynosi nam coraz to nowe rewelacje polityczne o zaskakujących poczynaniach obecnej władzy. Spójrzmy, jak to się zaczęło, i czy czasem nie zaczynamy się przyzwyczajać do nowych warunków, czy nasza wrażliwość nie stępiła się w ciągu ostatnich dwóch lat?

W maju 2016 roku zostaliśmy upokorzeni kuriozalną uchwałą sejmową o suwerenności Polski, wymierzoną nie tylko w opozycję, ale i w zagranicę – instytucje unijne, które zwracają polskiemu rządowi uwagę na niepraworządność. Uchwała pozornie jawiła się jako samoobrona rządu, który poczuł się dotknięty ingerencją z zewnątrz, ale przecież faktycznie imputowała zagranicy działania bezprawne i próbę ograniczenia naszej suwerenności. Na którą sami się zgodziliśmy podpisem prezydenta Kaczyńskiego pod Traktatem Lizbońskim, po przystąpieniu do Unii Europejskiej. Majową uchwałę „o suwerenności” należy więc traktować jako akt histeryczny i obraźliwy, zarówno dla opozycji, jak i dla naszych zachodnich dotychczasowych sojuszników. Komentatorzy mówili o międzynarodowym skandalu, któremu winne jest państwo polskie, traktujące zagranicznych partnerów jak wrogów. [1]

Dlaczego obecna ekipa rządząca z takim zapałem obraża zagranicznych polityków, zagraniczne instytucje i całe społeczeństwa? Moglibyśmy odpowiedzieć, że z powodu zerwania z poprawnością polityczną, która władzy ciąży; w Polsce, podobnie jak w relacjach zagranicznych, wedle tego nowatorskiego modelu, ma obowiązywać język nieparlamentarny, najlepiej rodem z magla. Jaki jest powód takiego stanu rzeczy? Czyżby zwykła niekompetencja? Otóż powody są dwa. Pierwszym z nich jest populizm, czyli schlebianie wszelkim gustom w celu zdobywania poparcia i rozszerzania elektoratu.

Zaczęliśmy się zwyczajnie cieszyć, że nasi „dowalili obcemu”, uwierzyliśmy w slogan, jakoby „Polska wstawała z kolan”. Drugim powodem jest skupianie naszej uwagi na polityce krajowej, bo zagraniczna traktowana jest wyłącznie przyczynkarsko, co dobitnie przedstawił ostatnio Piotr Buras w artykule „Europesymiści są na fali”: „Rząd PiS – jak żaden inny rząd po 1989 roku – kieruje się prymatem polityki wewnętrznej nad zagraniczną. To niewątpliwie konsekwencja radykalizmu w polityce wewnętrznej. Dlatego też rząd PiS nie jest skłonny do uwzględniania opinii zagranicznych partnerów”. [2]

Dlaczego właściwe stosunki międzynarodowe Polski są tak niezmiernie ważne dla wszystkich nas razem i każdego z osobna? Nie trzeba tłumaczyć, że chodzi o tak zasadnicze kwestie, jak bezpieczeństwo, czy gospodarka; jesteśmy wszak rynkiem nadal wschodzącym, to prawda, od ćwierćwiecza. Od tych dobrych stosunków zależą dotacje dla rolnictwa, inwestycje, kredytowanie, etc. W przypadku zapaści w stosunkach międzynarodowych czekają nas sankcje. Nie chodzi zatem o abstrakcyjną dyplomację jako sztukę dla samej sztuki, ale o stan naszych kieszeni, o naszą zasobność.

Premier Szydło tymczasem stwierdziła przed rokiem: „Zaczyna się o Polsce mówić nieprzychylnie tylko dlatego, że wreszcie nasz kraj zaczął bronić własnych interesów. Będziemy ich konsekwentnie bronić.” I tego typu narracja towarzyszy konsekwentnie nam ze strony rządzących… [3]

O pisowskiej polityce zagranicznej prof. Bartoszewski mawiał: „Jeśli panna nie jest piękna i posażna, to powinna być choć sympatyczna, a nie nabzdyczona”. Miał na myśli minister Annę Fotygę, ale czy tego samego nie powiedziałby, gdyby żył, o obecnym ministrze Waszczykowskim? To m. in. dzięki prześmiewczym bon-motom profesora zdołaliśmy jakoś przeżyć ponure dwa lata poprzednich rządów pisowskich, więc teraz tak bardzo nam go brakuje. Minister Waszczykowski majdruje od początku w bilateralnych i wielostronnych naszych stosunkach z Zachodem, mówiąc na przykład o „murzyńskości”, co oburzyło cały cywilizowany świat… [4]

PiS-owska władza nas, obywateli, chętnie obraża. Wymyśla nam od najgorszych. Jednakże kłopot pojawia się wówczas, gdy obraża zagranicę: polityków zagranicznych, zagraniczne instytucje i społeczeństwa. Wiedzieliśmy, że nie należy być obojętnym. Dlatego od początku reagowaliśmy, by takiego wrażenia swoją obojętnością nie wzbudzać.

Można wymieniać w nieskończoność, ile to już gaf popełnił w polityce międzynarodowej ten nieszczęsny rząd, ile instytucji europejskich obraził i ile całych społeczeństw, ile wywołał skandali swoimi nieprzemyślanymi wypowiedziami. Koszmar niszczenia przyjacielskich relacji z naszymi partnerami i sojusznikami zaczął się pod koniec 2015 roku, czyli natychmiast po przejęciu władzy przez PiS. [5]

Maniera, aby obrażać przywódców zagranicznych, jest charakterystyczna, jak się zdaje, dla głównego architekta obecnej „dobrej zmiany”, Jarosława Kaczyńskiego, i znana nam jest z przeszłości, choćby sprzed sześciu lat: „Obrażając kanclerz Niemiec Angelę Merkel Jarosław Kaczyński postanowił przenieść politykę insynuacji na arenę międzynarodową”. [6] Zresztą, przed rokiem – jak pamiętamy – obraził Billa Clintona. Tak to podsumował marszałek Stefan Niesiołowski: „Prezydenta Clintona powinien przeprosić pan Kaczyński, dlatego, że użył określenia, że lekarz się powinien nim zająć, w domyśle psychiatra. To chamstwo. Lekarze się powinni zająć niektórymi, a na pewno jednym ministrem w rządzie pana Kaczyńskiego, bo on jest de facto takim nadpremierem, dlatego mówię o jego rządzie, trudno panią Szydło traktować poważnie”. [7]

Jarosław Kaczyński, rzecz jasna, nikogo nie przeprosił i nie przeprosi. My natomiast powinniśmy przeprosić za niego. Tymczasem my odcinamy się od początku od obraźliwych słów. Polscy obywatele chcą wyrazić swoją życzliwość, sympatię i szacunek wobec dotychczasowych sprzymierzeńców, wbrew retoryce obecnej władzy. Problem deptania naszych sojuszy i partnerstwa ma wielkie znaczenie, bo od ich stanu zależy przyszłość naszego kraju i nas samych, zwłaszcza naszej stopy życiowej. Zamiast podtrzymywać te relacje na właściwym poziomie i o nie dbać, minister Waszczykowski oznajmił nam przed rokiem, że oto „W ramach otwarcia na wschód przeprowadziliśmy konsultacje w Moskwie, próbujemy utrzymać pragmatyczne relacje. Rozpoczęliśmy też proces normalizacji relacji z Białorusią”. [8]

Czy może się udać budowanie gospodarki w oparciu o sojusze wschodnie, co zasadniczo wpłynie na naszą ekonomię, zarówno tę ogólnokrajową, jak i naszą osobistą, każdego z nas? Możemy się spodziewać sankcji, a przynajmniej drastycznego rozluźnienia więzi politycznych i ekonomicznych z gospodarczymi potęgami, z którymi dotychczas utrzymywaliśmy bardzo ciepłe i intensywne relacje. Taką przyszłość funduje nam rząd PiS.

[1] Sejm przyjął uchwałę w sprawie obrony suwerenności Polski

[2] Europesymiści są na fali

[3] Szydło do Polonii: Będziemy konsekwentnie bronić interesów Polski

[4] Witold Waszczykowski znów o „murzyńskości”

[5] Zła wola, arogancja – PiS obraża szefa Parlamentu Europejskiego, bo nazwał po imieniu to, co robią z Polską

[6] Kaczyński obraził Merkel: wbił nóż w plecy kandydatom PiS

[7] Niesiołowski ostro: Kaczyński jak Hitler

[8] Szef MSZ Polski: Nie przewidzieliśmy tak negatywnej reakcji na korektę polityki

Facebook Comments