Przyczyny strajku i jego początek

Halina Flis-Kuczyńska
zamieszczono: 11.11.2017

Strajk młodych lekarzy nie wybuchł niespodziewanie, tak ni z gruszki ni z pietruszki. Lekarz-rezydent jest w szpitalu jak rekrut w koszarach. Szpital dostaje go za darmo, pensję rezydenta płaci ministerstwo, jakieś dwa tysiące dwieście na rękę. Rezydent pracuje jak inni, ale uczy się swojej specjalizacji, więc jest zależny od lekarza prowadzącego, i właściwie od każdego starszego stopniem lekarza. Musi się zasłużyć pracowitością i posłuszeństwem. Trzeba objąć kolejny dyżur nocny?

Rezydent weźmie. Potrzebny jest ktoś w przychodni? Rezydent pójdzie. Zmusza go do tego nie tylko jego pozycja w szpitalu, ale i samo życie: za dwa tysiące można wyżyć samemu, jednak w wieku ukończenia studiów medycznych i rocznego stażu jest się człowiekiem dorosłym, w wieku, w którym zakłada się rodzinę i wychowuje dzieci. Potrzeba więcej pieniędzy, więc się bierze drugą pracę i każdy dyżur. Nawet gdyby nie brak pieniędzy, to trudno odmawiać dodatkowej pracy, przecież pacjenci nie mogą pozostać bez opieki, a lekarzy zamiast przybywać – ubywa.

Młodzi, bo młodzi, jednak nie z żelaza, ich siły i wytrzymałość psychiczna mają swoje granice. Kontakt z ludźmi chorymi jest obciążający. Pacjent chciałby być uważnie wysłuchany, dobrze zrozumiany, dostać dokładną diagnozę, usłyszeć parę słów otuchy w trudniejszych przypadkach.

Lekarz – rezydent pracujący kilkadziesiąt godzin tygodniowo, zobowiązany dodatkowo do prowadzenia samodzielnie starannej dokumentacji, gdyż sekretarek medycznych brak, wszystkich tych oczekiwań pacjentów spełniać nie może. Wie,ze można by pracować inaczej, ale system mu na to nie pozwala.

Nadzieje pokładali rezydenci dość długo w Konstantym Radziwille, dzisiejszym ministrze zdrowia, lekarzu, który był przez dwa szefem samorządu lekarskiego, i głosił wtedy hasła bliskie temu, co widzieliby jako remedium na sytuacje dzisiejsi rezydenci.

Nie bądź spokojny, poeta pamięta – pisał noblista. Przy ministrze poety wtedy nie było, jednak internet pamięta, a pamięć ma pojemną.
Oto marzec 2011 roku. Radziwiłł zatroskany mówi : wielu lekarzy zarabia 3-4 tysiące miesięcznie, muszą brać dodatkowe dyżury, są przepracowani.

Rok 2015, kampania wyborcza Prawa i Sprawiedliwości .Radziwiłł mówi,że trzeba podnieść nakłady na służbę zdrowia do 6% PKB, i to w miarę możliwości szybko, w ciągu kilku lat.

Fotel ministerialny sprawił swoimi miazmatami,że Konstantemu Radziwiłłowi odmienił się punkt widzenia. Już w lipcu 2016 głosi potrzebę zwiększenia budżetu medycznego do 6 procent PKB, ale nie tak szybko, pomalutku, do roku 2025. Tej daty trzyma się twardo do dziś, o czym będzie mowa później.

Zmienia mu się także wtedy optyka płac w służbie zdrowia. Średnio lekarze zarabiali wtedy, łącznie z najwyżej uposażonymi, około 4,5 tysiąca. Młodzi lekarze chcą zarabiać podobnie, albo więcej? Dwie średnie płace im się marzą? To zarobek wiceministra. Oczekiwania młodych są nierealistyczne.

Mimo to młodzi nadziei nie tracą. Lekarz pozostaje lekarzem i drugiego lekarza zrozumie. Idą w połowie sierpnia z postulatami do ministra, i wracają z niczym.

Zapowiadają protest. Wie o tym ministerstwo, wiedzą dyrektorzy szpitali, bo grożą rezydentom sankcjami w razie przyłączenia się do strajku. I nadal nic się nie dzieje. Nic? Nie, dzieje się w szpitalach. W cztery tygodnie z przepracowania umiera czworo młodych
lekarzy. Ostatni to anestezjolożka w Białogardzie po czerech dyżurach bez przerwy i lekarz w Mielcu po przejściu z jednego 24 godzinnego dyżuru na drugi.

Rezydenci decydują upublicznić swoją i służby zdrowia sytuację. W długiej rozmowie z dziennikarzem Newsweeka, opowiadają, co planują, od kiedy, i dlaczego. (Newsweek nr 39, 18-24 .2017, Paweł Reszka, Lekarze na krawędzi).

Mówi Katarzyna Pikulska, lekarz – rezydent ortopedii i traumatologii, działaczka Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Rezydentów.
„Cztery zgony młodych lekarzy na dyżurach w ciągu czterech tygodni ! Pracujemy nad siły, jesteśmy zieloni ze zmęczenia. Nad ranem mamy mroczki przed oczami. Jak nas coś boli, bierzemy kroplówkę, żeby dociągnąć dyżur do końca. Czas powiedzieć „Dość!” 

Rozmówcy dziennikarza zapowiadają rozpoczęcie protestu 2 października, w formie głodówki, kilkudziesięcioosobową grupą. Inni rezydenci pójdą tego dnia do punktów krwiodawstwa, oddadzą krew, i zgodnie z zasadą, tego dnia będą mieli prawo do odpoczynku, do szpitali już nie będą szli.

Dyrektorzy szpitali straszą młodych lekarzy, nie wszyscy, ale dostatecznie wielu, aby w końcu na głodówkę zdecydowało się nie kilkudziesięciu, a 20 lekarzy z całej Polski. Miejsca na protest użyczył Dziecięcy Szpital Kliniczny przy Żwirki i Wigury w Warszawie. Głodujący rozłożyli materace w hallu szpitala.

Pierwsza reakcja ? Oplucie ich. Telewizja rządowa wyciągnęła zdjęcia młodych lekarzy z misji medycznych do krajów dotkniętych klęskami, w tym Katarzyny Pikulskiej, przedstawiając je jako dowody bogactwa lekarzy, jeżdżących na wycieczki w egzotyczne miejsca pod palmy. Znowu trzeba przypomnieć, że internet nie śpi. Szybko wyciągnięto te same zdjęcia, z tej samej telewizji sprzed paru lat, tylko z pochwałami dla ofiarnych lekarzy wyjeżdżających na misje medyczne.

Usłużny dziennikarz, który sobie tak używał na dobrym imieniu lekarzy, co to na wojaże egzotyczne jeżdżą i kawior na śniadanie jedzą, nie cieszył się długo wierszówką za ten spot. Szef redakcji, który zlecił zrobienie tego materiału, wyłgał się od odpowiedzialności, dając kopa dziennikarzowi. I dobrze mu tak, nie warto być mendą. Zresztą i szefowi nie będzie to zapomniane.

Doszliśmy więc do rozpoczęcia strajku i bardzo pisowskiej na ten strajk reakcji. Ciąg dalszy opowiemy w tekście „Przebieg Głodówki”

Facebook Comments