Strajk głodowy

Halina Flis-Kuczyńska
zamieszczono: 11.11.2017

Hall kliniki na Żwirki i Wigury w Warszawie, poniedziałek, 2 października 2017. Dwudziestu lekarzy – rezydentów z różnych miast Polski, rozłożyło karimaty i ogłosiło rozpoczęcie głodówki.

Pierwsza reakcja? Oplucie ich. Telewizja rządowa wyciągnęła zdjęcia młodych lekarzy z misji medycznych do krajów dotkniętych klęskami, w tym Katarzyny Pikulskiej, przedstawiając je jako dowody bogactwa lekarzy, jeżdżących na wycieczki w egzotyczne miejsca pod palmy.

Znowu trzeba przypomnieć, że internet nie śpi. Szybko wyciągnięto te same zdjęcia, z tej samej telewizji sprzed paru lat, tylko z pochwałami dla ofiarnych lekarzy wyjeżdżających na misje medyczne.

Usłużny dziennikarz, który sobie tak używał na dobrym imieniu lekarzy, co to na wojaże egzotyczne jeżdżą i kawior na śniadanie jedzą, nie cieszył się długo wierszówką za ten spot. Szef redakcji, który zlecił zrobienie tego materiału, wyłgał się od odpowiedzialności, dając kopa dziennikarzowi. I dobrze mu tak, nie warto być mendą. Zresztą i szefowi redakcji nie będzie to zapomniane.

W nocy z wtorku na środę u głodujących zjawił się minister Radziwiłł. Niczego co prawda z nim nie ustalono, ale zaprosił rezydentów do Centrum Dialogu Społecznego na spotkanie z premier Beatą Szydło. Lekarze, pełni dobrej woli, zawiesili strajk i poszli. Usłyszeli jednak,że samo zawieszenie strajku niczego nie zmienia,żadnych poważnych rozmów nie będzie, dopóki głodówka nie zostanie zakończona.

Na takie dictum wrócili do kliniki i głodowali dalej. Po czterech dniach zasłabli pierwsi i z głodowego strajku musieli się wycofać, na ich miejsce przyszli inni. W miarę upływu dni musieli odchodzić kolejni, słabnący albo mdlejący.

Strajkującym lekarzom niełatwo było uzyskać miejsce na swój protest. Żaden dyrektor medycznej placówki nie chciał narazić się na utratę stanowiska. Hall Dziecięcego Szpitala Klinicznego protestujący właściwie zdobyli szturmem. Po prostu weszli i rozłożyli rzeczy. Później musieli stamtąd odejść, ale nie to jest istotą rzeczy.

Oczekiwali, oni i pacjenci,że w końcu jakaś reakcja władz będzie. Postulat wzrostu nakładów na służbę zdrowia nie był przez nikogo negowany, chodziło o skalę i tempo wzrostu. Chodziło też o podwyżki wynagrodzeń rezydentów do 1,05 średniej krajowej Mniej, niż domagał się Radziwiłł, kiedy jeszcze ministrem nie był. Niestety, minister postanowił rozbić solidarność lekarzy – rezydentów. Najpierw proponował 100 złotowe podwyżki dla wszystkich, potem podwyżki 400 zł dla jednych, a 1200 złotych dla drugich, ze specjalizacji bardziej poszukiwanych.

W połowie miesiąc strajk lekko się rozszerza, w kilku miastach Polski głoduje już 40 osób. W jedną z sobót w wielu miejscowościach odbywają się pikiety poparcia protestu rezydentów. Popiera go Naczelna Izba Lekarska. Minister się obraża i zrzeka się członkostwa w jej prezydium.

W Sejmie posłanka Hrynkiewicz wykrzykuje na słowa o możliwych masowych wyjazdach lekarzy: Niech jadą!

Ministerstwo Zdrowia zaczyna stosować znany już z dwuletnich rządów Prawa i Sprawiedliwości zabieg: informuje,że strajk nie ma merytorycznego sensu, bo przecież postulaty strajkujących zostały w zasadzie spełnione .W połowie września słyszeliśmy o trzech dodatkowych miliardach dla służby zdrowia. W dniach strajku dziennikarze poszli tym tropem i ani a Ministerstwie Zdrowia, ani u wicepremiera Morawieckiego, mówiącego już o pięciu miliardach, niczego konkretnego nie ma.

Narodowy Fundusz Zdrowia niczego nie dostał, dzieli teraz pieniądze z własnej rezerwy. Jak z Trybunałem Konstytucyjnym, którego nikt nie zniszczył, bo przecież jest. Jak z Konstytucją, której nikt nie zmienił, tylko nie jest przestrzegana. PiS lubi manewr obchodzenia kolejnych linii Maginota. I nadal wskazuje na polityczne podłoże protestu. Pewnie,że protest ma polityczne podłoże, bo chodzi o zdrowie obywateli. My sami, obywatele, czyli wyborcy, jesteśmy w takim sensie polityczni. Kiedy wymrzemy, kto będzie szedł na wybory?

Beata Szydło zagrała jak za komuny: nie będzie rozmów dopóki trwa strajk. Zakończcie go i wejdźcie do zespołu, popracujcie nad programem zmian. Wiadomo, kiedy zakończą strajk, zostanie to zapomniane w wirze codziennych spraw i wszystko rozejdzie się po kościach.

Wytrzymałość ludzka ma swoje granice. Widząc,że głodówka nikogo nie obchodzi, po 28 dniach lekarze ją zakończyli, ale nie zamierzają zakończyć protestu. Nie chcą umierać z przepracowania, ani też leczyć w zamroczeniu zmęczeniem. Postanowili, że będą wypowiadać klauzulę opt-out i zdążać do pracowania 48 godzin tygodniowo.

Wygląda na to, że bez poruszenia wśród nas, pacjentów, nic się w naszej służbie zdrowia nie zmieni. Rządowa propozycja – mówimy o niej w notatce o 8 listopadzie- została przyjęta, zaklepana, rząd nie postąpił ani o krok. Więcej pieniędzy ma być w 2025 roku.

Wtedy, kiedy po rządach podłej zmiany wiatr zawieje ślady, ale obietnice zostaną przekazane w spadku następcom.

Facebook Comments