Sądowe igrzyska śmierci

Halina Flis-Kuczyńska
zamieszczono: 30.09.2017

Rozwiały się nadzieje, rozbudzone obietnicą prezydenta, że projekty ustaw o KRS i Sądzie Najwyższym, przygotowanych przez prezydenta na miejsce zawetowanych , będą zgodne z konstytucją.

Jak ocenił profesor Adam Strzembosz, ustawy pisowskie były tragiczne, prezydenckie – są złe. Nadal sądy i sędziowie według nich będą podlegli politykom, co jest niekonstytucyjne. Krajową Radę Sądownictwa ma nadal wybierać parlament, tyle tylko, że większością 3/5 głosów, albo drogą indywidualnych głosowań. Oznacza to, że wybierać będą politycy nie jednej, a kilku opcji.

Dla niezależności sądów różnica to nieduża, ale dla partii rządzącej – istotna. Zwłaszcza, że prezydent chce uszczknąć z tego tortu władzy nad sądownictwem kawałek dla siebie, umniejszając władzę ministra sprawiedliwości. W prezydenckich projektach nie minister sprawiedliwości, a prezydent decydowałby, który z sędziów Sądu Najwyższego po osiągnięciu wieku emerytalnego miałby prawo orzekać dalej.

Pisowski minister sprawiedliwości jest całkowicie zależny od prezesa. Prezydent ze swoja cząstką władzy zależny byłby mniej. A Jarosław Kaczyński czyjejkolwiek niezależności w swoim obozie nie znosi. Znacznie więc istotniejsze od założeń prezydenckich ustaw sądowych jest to, jak się na nie zapatruje prezes partii rządzącej. Od tego zależy przecież ich ostateczny kształt, i los.

O swojej rozmowie na ten temat z prezydentem Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla tygodnika Sieci z 25.09 powiedział:
„Spotkanie z prezydentem pokazało, że możemy rozmawiać, jednocześnie jednak pokazało, że są idące daleko różnice zdań. Czy da się sprowadzić je do jakiegoś wspólnego mianownika, który pozwoliłby posunąć sprawę reformy sądownictwa naprzód, tego dziś nie wiem. Zobaczymy, co dokładnie zaproponuje prezydent”.

Precyzuje tę myśl, i osąd władz Prawa i Sprawiedliwości, Jacek Karnowski w artykule „Dlaczego PiS powie prezydentowi „nie” – w tym samym numerze tygodnika. Sieci:
„Prawo i Sprawiedliwość nie zaakceptuje reformy sądownictwa w kształcie, który wyłania się z obecnych propozycji prezydenta Andrzeja Dudy. Porozumienie jest wciąż możliwe, ale warunek jest jeden: muszą powstać nowe ustawy, inaczej napisane, zbudowane na bazie pierwotnych projektów PiS, przy uwzględnieniu zastrzeżeń głowy państwa. W tle jest pytanie, czy za sprawą decyzji prezydenta projekt naprawy Rzeczypospolitej nie dotarł do granicy tego, co możliwe w obecnym rozdaniu”.

Poza zdecydowanym sprzeciwem aby prezydent był ostatecznym arbitrem w wyborze członków KRS, z czego prezydent zrezygnował, proponując głosowanie indywidualne posłów, równie istotny jest spór, jak rozumieć konstytucję w odniesieniu do Sądu Najwyższego, któremu prezydent nie tylko chciałby zapewnić szczególną ochronę, ale też dać, cytuję „pewien zakres kontroli konstytucyjnej”.

Według PiS oznaczałoby to „podważenie całej drogi polityczno – prawnej związanej z bojami wokół Trybunału Konstytucyjnego. SN mógłby wówczas stać się realizatorem i patronem tzw. rozproszonej kontroli ustaw. Nie byłoby żadnej gwarancji, że ustawy przyjęte przez parlament i podpisane przez głowę państwa nie byłyby podważane w sądach powszechnych”.

Czyli, prościej mówiąc, prezydent projektował częściową przynajmniej naprawę błędu, jakim był jego udział w zniszczeniu Trybunału Konstytucyjnego.

Na tym nie koniec. Artykuł objaśnia, jak rządząca partia, czyli prezes Kaczyński, widzi tło sprawy sądów.
„Co więc, według PiS, jest politycznym celem Andrzeja Dudy? Możliwość skutecznego kandydowania bez względu na zgodę partii rządzącej, a nawet wbrew niej. Taka taktyka jest odczytywana przez kierownictwo obozu jako skrajnie wręcz egoistyczna, grożąca klęską, destrukcyjna”.

„ …liderzy PiS definiują sytuację następująco: trzeba szybko rozstrzygnąć dylemat – albo prezydent jest z PiS i obóz idzie dalej, albo doszliśmy do granicy tego, co możliwe w tej konstelacji. W tym drugim wypadku do końca kadencji rząd nie będzie podejmował wielkich reform, i skupi się na dobrym zarządzaniu oraz na budowaniu poparcia. Wówczas jednak historyczna odpowiedzialność za to zaniechanie spadnie na głowę państwa.”

Ostrzeżenia i płynące z nich groźby, opublikowane w czasopiśmie ukazującym się w poniedziałkowy poranek, zapewne były powodem, że prezydent w poniedziałkowe południe nie przedstawił projektów ustaw, tylko założenia do nich, pozostawiając sobie pole do poprawek, negocjacji i ustępstw. Poprawek, to mało powiedziano. Raczej do odwrotu. Do rejterady żałosnej. To, co zostało przedstawione we wtorek, tak właśnie, jak napisaliśmy na początku, rozczarowało. Bo i skarga nadzwyczajna nie wniesie niczego dobrego do przeciążonych pracą sądów, ani propozycja posadzenia w Sądzie Najwyższym ławnika obok najbardziej doświadczonych sędziów kraju, z równym im głosem, niczego dobrego nie wróży.

Prezydent dał się zastraszyć, nie pokazał projektów zgodnych z konstytucją, a zaufania PiS nie odzyskał. Przeciwnie, z pisowskiego obozu słychać szyderstwa i kpiny na temat prezydenckich propozycji, zgodnych z pisowskim dyktatem.

Nadal nie wszystko wiemy o słowach, jakie padły w czasie rozmów Prezesa z Prezydentem. Natomiast widać wyraźnie, że próby samodzielności prezydenta mocno ugodziły dumę i nadwrażliwość Jarosława Kaczyńskiego, znanego ze swojej pamiętliwości i mściwości. W tych zapisanych i podanych do publicznej wiadomości jest groźba jasno wyłożona: albo jesteś z nami, albo przepadniesz…

Widać, że prezydent już skłócił się ze swoim obozem politycznym, a zaufania opozycji nie uzyskał, i uzyskać go nie mógł, proponując niekonstytucyjne rozwiązania i uciekając z pozycji obrońcy prawa pod parasol pisowskich pieniędzy i kadr. Ma jeszcze wybór czy ukorzyć się, pozostając wiernym sługą swojej partii, czy wycofać swoje projekty, poprawić je na zgodne z konstytucją, i odważnie stanąć w obronie prawa. Może taką nadzieję wyrażał słowami swojej homilii kardynał Nycz?
Nadzieję podobną miałam i ja do czwartkowej rocznicy stulecia Sądu Najwyższego. Puste prezydenckie krzesło w wielkiej sali Zamku Królewskiego, to symbol braku odwagi człowieka formalnie będącego głową państwa, w tak ważnym czasie, przy świętowaniu tak historycznie znaczącej rocznicy.

Możliwość taka jest tylko teoretyczna. Nie można spodziewać się już odważnych posunięć od człowieka, który nie tylko złamał swoje obietnice, ale nie potrafił nawet stanąć twarzą w twarz przed zebraną na Zamku społecznością prawniczą.

Facebook Comments