Z Brudnej Księgi walki obozu Prawa i Sprawiedliwości z Trybunałem Konstytucyjnym

Piotr Rachtan
zamieszczono: 30.09.2017

W opublikowanym w 2015 roku z Krzysztofem Łozińskim „Raporcie Gęgaczy” pisaliśmy, że kłamstwo, obelga, falsyfikowanie rzeczywistości i tym podobne zabiegi, to główne narzędzia politycznej walki PiS z rywalami politycznymi, elitami, środowiskami niezależnymi, a także z instytucjami, nie tylko krajowymi, ale także międzynarodowymi. Celem miała być dekonstrukcja porządku budowanego od 1989 roku krok po kroku i w miejsce tego realizacja autorskiego projektu Jarosława Kaczyńskiego stworzenia państwa z fasadową demokracją, w rzeczywistości autorytarnego, opartego na porządku politycznym a nie prawnym, w którym wola centralnego ośrodka dyspozycji politycznej decyduje o wszystkim, a o prawie – w pierwszej kolejności. Przytaczaliśmy projekt konstytucji autorstwa tej partii, napisany przez anonimowych autorów w 2009 roku, a opublikowany bez rozgłosu w styczniu 2010 na internetowej stronie PiS.

Już z pobieżnej analizy wyzierał prawdziwy zamiar partii Jarosława Kaczyńskiego – wzmocnić ówczesnego prezydenta (Lecha Kaczyńskiego), osłabić prerogatywy instytucji demokratycznego państwa prawa, wzmocnić pozostałe segmenty władzy wykonawczej, dać jej możliwość sięgnięcia głębiej do kieszeni podatników, wszystko po to, by wziąć Polaków za mordę.

Nasze prognozy, niestety, spełniły się, choć nie tak, jak tego oczekiwaliśmy.

Prawo i Sprawiedliwość wygrało wybory, wcześniej kandydat tej partii został wybrany na prezydenta. Jednak wygrana dała wprawdzie obozowi PiS władzę, ale bez możliwości tknięcia konstytucji. Opozycja – Platforma Obywatelska i .Nowoczesna, nie licząc PSL – ma możliwość blokowania zmian w konstytucji. O ile marszałek nie użyje wybiegu, zastosowanego już dwa razy w historii Polski – przy uchwalaniu Konstytucji 3 maja i Konstytucji Kwietniowej.

Ustawami można zmienić wiele istotnych obszarów życia społecznego, wprowadzić nawet bardzo dotkliwe rozwiązania, o ile obejdzie się bez interwencji Trybunału Konstytucyjnego.
Obóz rządzący doskonale to zrozumiał i dobrze się przygotował. Jedna po drugiej wpływały do laski marszałkowskiej „poselskie” projekty nowelizacji ustawy o TK. Jednym z pierwszych celów ofensywnych kampanii politycznych i legislacyjnych przeprowadzonych przez PiS w Sejmie u progu nowej kadencji było sparaliżowanie Trybunału Konstytucyjnego, który – wedle rachuby nowej władzy – miał się zająć sobą, a nie badaniem zgodności z ustawą zasadniczą zamierzonych legislacji.

Nie dziwota, że wiceminister sprawiedliwości, podobno politolog, Patryk Jaki powiedział w studiu TVN 24 ze szczerym cynizmem:
„Korzystając z tego, że jestem w TVN chcę powiedzieć wyborcom, którzy na nas nie głosowali i nigdy w życiu nie zagłosowaliby na PiS, chcę wam powiedzieć tylko jedno – możecie na nas nie głosować, możecie nami gardzić, ale nie możemy zgodzić się na sytuację, w której wygrywamy wybory, bo wyborcy chcą zmian, a 14 na 15 sędziów jest z opozycji. Wtedy by się okazało, że niezależnie od tego kto wygra wybory, rządzi i tak Platforma Obywatelska, bo sędziowie Trybunału Konstytucyjnego będą blokować wszystkie ustawy” – powiedział polityk.

I to była właściwa przyczyna szturmu na Trybunał Konstytucyjny. On bowiem mógł zaryglować każdą niekonstytucyjną ofensywę nowej władzy, jak kontrola techniczna odrzucić każdy bubel na końcu taśmy montażowej procesu ustawodawczego. W całej blisko już dwuletniej historii awantury o Trybunał Konstytucyjny strona nowego obozu władzy zapisuje kłamstwo za kłamstwem.

Nowa ustawa z 25 czerwca i kłamstwa opowiadane przez polityków oraz dziennikarzy 

Zacznijmy od poprawki posła Roberta Kropiwnickiego, która stała się pretekstem do wypowiedzenia wojny Trybunałowi, ale najpierw cofnijmy się jeszcze nieco, by przyjrzeć się rzekomemu autorstwu sędziów Trybunału projektu całej ustawy. Przypomnę tu, że ustawy o lekarzach nie piszą perukarze czy leśnicy, a właśnie medycy, a na pewno mają oni decydujący wpływ na zawartość ustaw o medycynie, zdrowiu itp. Ustawy o płodach rolnych, nawozach i podorywkach nie piszą inżynierowie budownictwa ani inżynierowie dusz tylko rolnicy właśnie. I tak dalej.

Ustawa o TK „napisana przez Sędziów Trybunału, uznana za niekonstytucyjną”:
Wstępny projekt nowej ustawy (przekazany Prezydentowi RP) rzeczywiście powstał w Trybunale. Nowe przepisy miały przyspieszyć i usprawnić wydawanie orzeczeń. Przygotowanie projektu ustawy przez instytucję, której ma ona dotyczyć, jest powszechną praktyką zarówno w Polsce (tak powstawały projekty nowelizacji ustaw o Sądzie Najwyższym, Naczelnym Sądzie Administracyjnym czy Najwyższej Izbie Kontroli), jak i na świecie (np. projekt zmian w funkcjonowaniu Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej). Tego rodzaju regulacje normują ważne szczegóły i kwestie techniczne, a ich przygotowanie wymaga wiedzy praktycznej, której nie mają z reguły organy dysponujące inicjatywą ustawodawczą. Udział w pracach legislacyjnych przedstawicieli instytucji, której dotyczy projektowana regulacja – występujących w roli ekspertów – wynika z Regulaminu Sejmu (art. 42 ust. 1 i 154 ust. 3).

Projekt ustawy wniesiony do Sejmu przez Prezydenta RP 10 lipca 2013 r., w kwestii wyboru Sędziów TK zakładał wstępne zgłaszanie przez środowiska prawnicze kandydatów, spośród których Sejm (zachowując prawo sięgnięcia także po „własnych” kandydatów) dokonywałby wyboru. Przewidywał też czteroletnią „karencję” dla czynnych polityków (m.in. posłów i senatorów). A więc projekt sędziów Trybunału zakładał oczywiste odpolitycznienie wybieranych sędziów, zmniejszając wpływ instytucji par excellence politycznych na nominowanie kandydatów. Nic dziwnego, że te propozycje błyskawicznie upadły podczas prac podkomisji.

A jak było z osławiona poprawką? To w końcowej fazie prac Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka (12 maja 2015 r.) przyjęta została poselska propozycja przepisu pozwalająca na wybranie przez Sejm VII kadencji dwóch dodatkowych sędziów. Przepis ten nie był przygotowany przez sędziów TK i nie był efektem „nielegalnej zmowy między Trybunałem a Platformą”, jak napisał Nasz Dziennik – Magazyn, w grudniu 2015, co podejmowały i powtarzają do dziś i do znudzenia inne media, nie mówiąc o politykach obozu rządowego.

I w grudniu 2015 Trybunał Konstytucyjny orzekł o niezgodności z Konstytucją części jednego przepisu (spośród 12 zaskarżonych, w ustawie liczącej 139 artykułów), którego nie było ani w projekcie wstępnym, ani w przedłożeniu wniesionym do Sejmu przez Prezydenta RP. Jednocześnie ten fragment epizodycznego przepisu sam z siebie stał się nieaktualny – minął okres jego obowiązywania.

A zatem Trybunał nie stwierdził, że cała ustawa jest sprzeczna z konstytucją, tylko że kłóci się z nią pół jednego artykułu, co dla kształtu i skuteczności całej ustawy nie ma większego znaczenia.

TK stwierdził też, że w świetle Konstytucji niedopuszczalne jest odwlekanie przez Prezydenta RP odebrania ślubowania od Sędziego Trybunału wybranego przez Sejm.

My nie publikujemy, ale oni też nie wykonywali wyroków!
Tak mówią przedstawiciele obozu rządowego. Jest to przykład i łgarstwa, i przeinaczenia. Kłamstwo polega na tym, że brak publikacji wyroku, co nakazuje bezpośrednio konstytucja, a nie ustawa, którą dowolna koalicja może dowolnie zmienić, nie jest niewykonaniem wyroku tylko złamaniem ustawy zasadniczej, a to jest poważne przestępstwo. Gdy ktoś tego nie wie, albo nie chce pamiętać, to niech przeczyta artykuł 190 konstytucji:

1. Orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego mają moc powszechnie obowiązującą i są ostateczne.
2. Orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego w sprawach wymienionych w art. 188 podlegają niezwłocznemu ogłoszeniu w organie urzędowym, w którym akt normatywny był ogłoszony. Jeżeli akt nie był ogłoszony, orzeczenie ogłasza się w Dzienniku Urzędowym Rzeczypospolitej Polskiej „Monitor Polski”.
3. Orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego wchodzi w życie z dniem ogłoszenia.

Wyroki „podlegają ogłoszeniu”. One nie podlegają roztrząsaniu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów przez szefową tej kancelarii, ani przez jej zwierzchniczkę, ani nawet przez Ministra Sprawiedliwości – one podlegają ogłoszeniu, czyli muszą zostać ogłoszone. Czy tu jest pole na kompromis? Rządowe Centrum Legislacji – na zlecenie premier Szydło – ma ogłosić pół wyroku, w ramach „dobrego kompromisu”? Którą połówkę? No toż to idiotyzm, nie podlegający debacie! Zaś wyroki muszą być wykonane, ale nie przez Trybunał! Trybunał Konstytucyjny nie dysponuje żadnymi instrumentami prawnymi pozwalającymi mu wykonać własne orzeczenia czy też władczo wpłynąć na powołane do tego organy, by to one orzeczenia wykonały. Postulaty, by Trybunał Konstytucyjny intensywniej zajął się „niewykonanymi orzeczeniami” dowodzą nieznajomości Konstytucji i roli Trybunału Konstytucyjnego w systemie ustrojowym państwa polskiego. A wykonanie należy do władzy ustawodawczej w pierwszej kolejności. To ona – Sejm, Senat otrzymuje wyroki, kwestionujące konstytucyjność rozwiązań prawnych i ona musi naprawić swoje błędy.

Trybunał jest w pewnym sensie rzeczoznawcą, który wskazuje mechanikowi śrubki do wymiany. I Trybunał nie może być obwiniany za opieszałość parlamentarzystów, którzy często przypominają sobie w ostatniej chwili, tuż przed upływem wskazanej w wyroku daty o konieczności nowelizacji jakiegoś przepisu i nerwowo łatają swój błąd, ale w takim pośpiechu, że popełniają kolejne, albo – co jeszcze jest gorsze – pod pretekstem nowelizacji aplikują rozwiązania sprzeczne z duchem wyroku. Tak stało się ostatnio z tzw. inwigilacyjną ustawą o policji, która jest już przedmiotem zainteresowania Komisji Weneckiej.

PO zawłaszczyła Trybunał i nie dopuszcza innych sił politycznych

To doprawdy żałosne kłamstwo, owo rzekome „zawłaszczenie Trybunału przez PO”. W związku z powtarzającymi się zarzutami o „upolitycznieniu” Trybunału Konstytucyjnego, czy też jego „zawłaszczeniu przez PO”, należy stwierdzić – napisało w swoim wyjaśnieniu Biuro TK, – że liczba kandydatów na sędziów Trybunału Konstytucyjnego, zgłaszanych przez poszczególne partie jest pochodną kolejnych większości parlamentarnych. W przypadku sędziów wybranych przez Sejm od połowy 2007 r., jest to wynik ośmioletnich rządów Platformy Obywatelskiej, wynikających z woli wyborców wyrażonej dwukrotnie w wyborach powszechnych. Część sędziów TK została zresztą wybrana również głosami ówczesnej opozycji (w tym – Prawa i Sprawiedliwości), która nie podważała merytorycznych kwalifikacji kandydatów do zasiadania w Trybunale Konstytucyjnym.

Sędziowie TK są osobami powszechnie znanymi, o uznanym dorobku zawodowym w wielu dziedzinach. Ich osobista znajomość z wieloma ludźmi, w tym aktywnymi w sferze naukowej, kulturalnej czy politycznej nie jest niczym dziwnym ani niewłaściwym. Tego rodzaju znajomości nie oznaczają jednak podatności sędziów TK na jakiekolwiek „sugestie” polityków i − jak dotąd − w Trybunale Konstytucyjnym przyjęta była zasada, że „nikt nie jest sędzią którejś partii”, a sympatie polityczne zostają „za drzwiami Trybunału”. Dzielenie sędziów, teraz albo w przyszłości, na „sędziów władzy” i „sędziów opozycji” jest wynikiem fundamentalnego nieporozumienia. Weźmy zatem ten przykład „upolitycznienia Trybunału”. Z rozpowszechnianych informacji można się dowiedzieć, że w poprzednich latach sędziowie Trybunału Konstytucyjnego reprezentowali jedną – dziś opozycyjną – partię i że to należało zmienić.: „Ja sobie nie wyobrażam większego zła, niż Trybunał Konstytucyjny w kształcie uformowanym przez Platformę Obywatelską i kolegów pana Burego” – mówił poseł Paweł Kukiz w TVN24.

W politycznym zgiełku niknęły fakty, a wystarczyłoby przypomnieć sędziów Trybunału Konstytucyjnego wybranych od czasu przyjęcia konstytucji w 1997 roku.
Jest to grupa licząca 30 osób, których poglądów politycznych nie oceniamy, jak to z upodobaniem robią politycy i komentatorzy nie tylko gazet bulwarowych, bowiem każdy z nich pozostawił je na zewnątrz Trybunału. Można tylko posegregować ich wedle rekomendacji poszczególnych klubów parlamentarnych, które zgłaszały kandydatów. Poniżej lista, ułożona chronologicznie, z podaniem okresu kadencji, liczby głosów, które otrzymał każdy/każda z nich oraz nazwy klubu/klubów, które go/ją zaproponowały:

Andrzej Mączyński, 1997 – 2006, 263, AWS
Wiesław Johann, 1997 – 2006, 254, AWS
Marian Zdyb, 1997 – 2006, 257 głosów, AWS
Biruta Lewaszkiewicz-Petrykowska, 1997 – 2006, 240, AWS
Teresa Dębowska-Romanowska, 1997 – 2006, 234 gł, UW
Marek Safjan, 1997 – 2006, 274, AWS
Jerzy Ciemniewski, 1998 – 2007, 240, UW
Jerzy Stępień, 1999 – 2008, 199, AWS
Mirosław Wyrzykowski, 2001 – 2010, 378, SLD
Marian Grzybowski, 2001 – 2010, 299, SLD
Bohdan Zdziennicki, 2001 – 2010, 290, SLD
Janusz Niemcewicz, 2001 – 2010, 364, (UW?)
Marek Mazurkiewicz, 2001 – 12.2010, 291, SLD
Ewa Łętowska, 2002 – 2011, 219, SLD+PSL+UP
Adam Jamróz, 2003 – 2012, 210, SLD
Zbigniew Cieślak, 2006 – 2015, 224, PiS
Marek Kotlinowski, 2006 – 2015, 231, LPR+Samoobrona
Wojciech Hermeliński, 2006 – 2015, 237, PiS
Maria Gintowt-Jankowicz, 2006 – 2015, 224, PiS
Teresa Liszcz, 12. 2006 –, 303, PiS
Mirosław Granat, 04. 2007 – , 328, LPR+Samoobrona
Andrzej Rzepliński, 2007 – , 222, PO
Stanisław Biernat, 2008 – , 270, PO
Sławomira Wronkowska-Jaśkiewicz,2010 – , 415, PO
Stanisław Rymar, 2010 -, 293, PO
Piotr Tuleja 11. 2010 -, 348, PO
Marek Zubik 12. 2010 – , 200, PSL+PO+niezrz.
Małgorzata Pyziak-Szafnicka, 2011 – , 253, PO
Andrzej Wróbel, 2011 – , 243, SLD+PO+SDP+PJN+SD+niezrz.
Leon Kieres, 2012 – , 340, PO, PSL, SLD
A zatem jasno widać, że pluralizm był górą: AWS zgłosiła 6 wybranych sędziów, UW – 3, SLD – 6, PiS – 4, PO – 6, LPR+Samoobrona – 2 oraz kilka klubów wspólnie zgłosiło 3. W przypadku wiceprezesa TK Janusza Niemcewicza brak jest informacji o klubie, który go zaproponował, jednak znając jego wcześniejszą aktywność parlamentarną (był posłem UW) można założyć, że to klub tej partii właśnie wysunął jego kandydaturę.

Przypomnieć tu warto przypadek pani Lidii Bagińskiej (zgłoszonej przez Samoobronę i Ligę Polskich Rodzin), wybranej w grudniu 2006 roku 207 głosami głównie Prawa i Sprawiedliwości (dla porządku dodam, że J. Kaczyński w tym głosowaniu udziału nie wziął), od której prezydent Lech Kaczyński dopiero po trzech miesiącach przyjął ślubowanie. Zwłoka była spowodowana procesem sądowym – L. Bagińskiej sąd odebrał uprawnienia syndyka z powodu nierzetelności. W tydzień po złożeniu ślubowania sędzia Bagińska zrezygnowała ze stanowiska sędziego Trybunału Konstytucyjnego.

Jak widać, Prawo i Sprawiedliwość nie miało oporów przed poparciem wątpliwej kandydatury. Tymczasem w przypadku wyboru sędziego TK 18 grudnia 2007, w którym z prof. Andrzeja Rzeplińskim rywalizował prof. Andrzej J. Sokala (zgłoszony przez SLD), klub PiS głosował przeciwko obu kandydatom. Trzeba jednak zauważyć, że w głosowaniu nie wzięło udziału 24 posłów tej partii, m.in. Jarosław Kaczyński, Marek Kuchciński, Wojciech Szarama, Zbigniew Ziobro i inni. W wyborze prof. Stanisława Biernata klub PiS też nie wziął udziału. W 2012 roku Jarosław Kaczyński oddał swój głos na Leona Kieresa. Skargi na zmonopolizowanie polityczne Trybunału Konstytucyjnego według jednych – przez liberałów, według innych – przez konserwatystów są więc zwykłym kłamstwem. W ogóle kłamstwo jako narzędzie walki z Trybunałem, jego obrońcami, w tym – z instytucjami międzynarodowymi – ma charakter chroniczny a przez to całkiem się zbanalizowało.

Przypomnijmy tu przypadek zaproszenia Komisji Weneckiej do wyrażenia opinii o sprawie Trybunału.

23 grudnia 2015 roku w mediach pojawiła się informacja, że min. SZ Witold Waszczykowski wystąpił do Komisji Weneckiej z prośbą o opinię dotyczącą ustawy o Trybunale Konstytucyjnym. Jego rzecznik powiadomił opinię publiczną, że minister spraw zagranicznych wystąpił o opinię w sprawie Trybunału Konstytucyjnego do Komisji Weneckiej. Pompatyczny komunikat powiadamiał nas:

„W związku z pracami nad ustawą o Trybunale Konstytucyjnym Minister Spraw Zagranicznych Witold Waszczykowski wystąpił do organu doradczego Rady Europy, jakim jest Europejska Komisja na rzecz Demokracji poprzez Prawo, znana również jako Komisja Wenecka, z prośbą o opinię na temat zagadnień prawnych będących przedmiotem prac nad nowelizacją ustawy o Trybunale Konstytucyjnym.

Minister Spraw Zagranicznych wskazuje w swym wystąpieniu, że zaistniałe kontrowersje polityczne wokół Trybunału ujawniły nie tylko wątpliwości interpretacyjne co do sformułowań obowiązującej obecnie ustawy o TK, ale również brak mechanizmów prawnych pozwalających rozwiązywać skomplikowane zagadnienia, jakie ostatnio ujawniły się w praktyce orzeczniczej Trybunału. W związku z tym zgłoszone zostały poselskie projekty nowelizacji ustawy. Minister Witold Waszczykowski zwraca się zatem do Komisji Weneckiej z wnioskiem o wyrażenie opinii na temat zaproponowanych przez Sejm rozwiązań prawnych w przekonaniu, że Trybunał Konstytucyjny jest jednym z ważnych elementów ładu instytucjonalnego Rzeczpospolitej i należy jak najszybciej zakończyć narosłe wokół niego kontrowersje. Minister jest głęboko przekonany, że międzynarodowy prestiż Komisji Weneckiej oraz jej profesjonalizm pozwolą na dokonanie obiektywnej oceny zagadnień prawnych będących przedmiotem wniosku.”

Media podchwyciły ten przekaz, nie wdając się w jego treść. A wystarczyło przecież skonfrontować go z informacją na stronach internetowych Komisji Weneckiej, która podaje w językach obcych, m. in. po angielsku:

„Request for opinion – POLAND
23/12/2015
Strasbourg, Warsaw – Today, the Minister of Foreign Affairs of Poland Mr Witold Waszczykowski, on behalf of the Polish government, requested the Venice Commission’s opinion on “ the constitutional issues addressed in the two proposals for the legislation amending the Act on the Constitutional Court of 25 June 2015. Both instruments were introduced into the agenda by the Polish Parliament by two groups of MPs, respectively on 2 and 15 December 2015 (Parliamentary Text Nos. 129 and 122)”.

Z tej informacji wynika tylko – i aż tyle, że do zaopiniowania zostały przekazane druki sejmowe: nr 129 – projekt grupy Kukiz’15 i nr 122 – projekt poselski skierowany do I czytania. Natomiast z komunikatu MSZ ani z informacji KW nie wynika, aby Komisji Weneckiej został przekazany do zaopiniowania tekst projektu z poprawkami zgłoszonymi i przyjętymi w drugim czytaniu (druk 144), znacznie bardziej radykalnymi niż to, co się znajduje w druku 122, ani ostateczny tekst ustawy uchwalonej przez Sejm 22 grudnia 2015 r. i Senat 23 grudnia 2015 r., przekazany już prezydentowi do podpisu.

A zatem Komisję Wenecką bezczelnie wprowadzono w błąd, bo poproszono ją o opinię o dokumentach nieaktualnych. Chyba, że minister nie wiedział, że ustawa już czekała na podpis prezydenta. Ale wtedy nie wiedziałby też, że 22 grudnia sam wziął udział w głosowaniu nr 68! Tego rodzaju precedensów, jak łgarstwo wobec Komisji Weneckiej, w rozprawie z Trybunałem Konstytucyjnym nie sposób policzyć. Ataki na osobę prezesa i wiceprezesa, plotki i fejki mnożyły się i pojawiają się nadal. Ale też warto niektóre przypomnieć.

Trybunał przecieka, zaalarmował o północy z 8 na 9 marca 2016 r. portal wpolityce.pl., który pisał:
„Czy to możliwe?! Tu Trybunał w zadumie radzi, a tam politycy Platformy wysyłają sobie… projekt orzeczenia, jakie ma zapaść!”.
Taki był tytuł artykułu autorstwa wu-ka i es-jot, którzy pisali:
„Już od dwóch tygodni niektórzy politycy Platformy Obywatelskiej i inni przedstawiciele establishmentu III RP wzajemnie przesyłają sobie, poprawiają i komentują projekt orzeczenia jaki ma wydać Trybunał Konstytucyjny – ustalił portal wPolityce.pl.
Pierwsze, szokujące relacje w tej sprawie dotarły do naszego dziennikarza pod koniec lutego. Nie chciało nam się wierzyć, że nawet w sprawie tak kluczowej, wszystko jest grą i teatrem, orzeczenia mogą powstawać gdzieś „na mieście”, a powaga sądu może stać tak poważnie pod znakiem zapytania. Poszliśmy jednak tropem pierwszych informacji.
Aż w trzech (!!!) źródłach udało nam się w ostatnim czasie obejrzeć taki sam, 269 stronicowy, bardzo skomplikowany projekt… orzeczenia Trybunału z 9 marca. Jeden z naszych informatorów zdecydował się nam przekazać ten projekt. W jego technicznym opisie w miejscu gdzie znajdują się dane autora tworzącego plik znajdujemy nazwisko jednego z sędziów Trybunału. Zamieszczamy go poniżej a ocenę tych wszystkich faktów i jego wpływ na wiarygodność „orzekania” sędziów Trybunału z panem prezesem Rzeplińskim pozostawiamy Państwu. Już za kilka godzin będziemy mogli się przekonać czy nasi informatorzy mają rację i czy krążący po mieście draft z orzeczeniem mędrców jest prawdziwy czy nie.”

Pod powyższym tekstem znajdujemy „draft” wyroku w sprawie o sygnaturze K 47/15 (tak, tak – to ta sprawa, dla której KOD uruchomił swój licznik vis à vis KPRM w Alejach Ujazdowskich) Trybunał w 30. letniej historii wydał do dnia przecieku ponad 2600 orzeczeń (wyroków, postanowień, postanowień sygnalizacyjnych i wykładni powszechnie obowiązujących). Po raz pierwszy projekt wyroku – trudno ad hoc ocenić, który, bądź z jakiego etapu prac nad nim pochodzi – trafił do domeny publicznej. Powtarzam – pierwszy na ponad 2,6 tysiąca rozstrzygnięć.

Co takiego się stało?

Po raz pierwszy od 30 lat wokół Trybunału Konstytucyjnego rozpętana została awantura polityczna na niespotykaną wcześniej skalę: o wybór sędziów, o kolejność rozpraw, o kompetencje, a przede wszystkim o to, że Trybunał może obecnej władzy wykonawczej nie pójść na rękę, gdy ta tego tak potrzebuje.
Po raz pierwszy w Trybunale nie mogą orzekać prawidłowo wybrani sędziowie, bo głowa państwa zakrywa oczy i zatyka uszy, nie przyjmując argumentów prawnych, a w szczególności – lekceważąc konstytucję.
Po raz pierwszy Trybunał jest oskarżany o to, że służy prawu (i konstytucji), a nie wybranej „przez naród” reprezentacji.
Po raz pierwszy prezes Trybunału, gdy broni jego niezależności i niezawisłości trybunalskich sędziów, oskarżany jest o uprawianie polityki.
Po raz pierwszy władza publiczna kontestuje wyroki Trybunału Konstytucyjnego i odmawia ich publikacji.
Po raz pierwszy w rozprawie przed Trybunałem Konstytucyjnym nie biorą udziału przedstawiciele Sejmu, Rady Ministrów i Prokuratora Generalnego.
Po raz pierwszy przed wydaniem wyroku Prezes Rady Ministrów zapowiada odmowę jego publikacji.
Po raz pierwszy Minister Sprawiedliwości – Prokurator Generalny żąda odroczenia rozprawy, bo nie miał czasu zapoznać się z dokumentami.
Po raz pierwszy wiceminister sprawiedliwości nazywa rozprawę przed Trybunałem Konstytucyjnym spotkaniem, na którym sędziowie mogą sobie zamówić kawę i ciastka.
Po raz pierwszy porządkiem konstytucyjnym w Polsce zajęły się instytucje i organizacje międzynarodowe.
Wreszcie – po raz pierwszy środowiska sędziów, prawników, akademików oraz organizacje społeczne, a także polityczne stanęły murem za niezależnością i niezawisłością Trybunału Konstytucyjnego i jego sędziów. I jednym głosem domagają się od władz politycznych przestrzegania konstytucji.

Miało miejsce – w związku z Trybunałem Konstytucyjnym – wiele innych wydarzeń „po raz pierwszy”. Pisały o nich media, mówili politycy opozycji, środowiska prawnicze, instytucje międzynarodowe. Jednak najbardziej obrzydliwe są te, które angażują w wojnę z etosem Trybunału, jego 30.letnią historią i pozycją rzeczywiście apolitycznej instytucji państwa prawa jego sędziów – Julię Przyłębską i dublerów sędziowskich. Publiczność widziała w materiale TVN24 Czarno na białym, że decyzją nowych władz Trybunału usuwano z gmachu wszystko, co kojarzyło się z przeszłością Trybunału, z ciągłością konstytucjonalizmu. Zniknęły gabloty z historycznymi dokumentami, takimi jak Konstytucja Księstwa Warszawskiego. Zlikwidowano wystawy, jak ta poświęcona trzydziestoleciu TK, która była umieszczona w dostępnym dla przechodniów miejscu, na ogrodzeniu przy alei Szucha. Tym samym pokazano, że Trybunał istnieje nie od trzydziestu lat, a od 21 grudnia 2016 roku.

20 grudnia zamknięto serwis „Obserwator Konstytucyjny”, przez 5 lat publikujący treści poświęcone nie tylko Trybunałowi, ale także państwu, prawu i kwestiom społecznym. 22 grudnia dr hab. Mariusz Muszyński zarządził zmiany na stronie internetowej Trybunału (trybunal.gov.pl) m. in:

„8. Usunąć dział „30 lat orzecznictwa TK” i jego treść; materiał filmowy o „pierwszej rozprawie” przenieść do „Archiwum” i nadać nazwę „Posiedzenie członków TK z dnia…”
9. Z działu „30 lat orzecznictwa” przenieść materiał filmowy o gmachu TK do działu „O Trybunale” – „Biuro Trybunału”;
10. Listę pt. „Członkowie TK w latach 1986 — 1997” i listę pt. „Sędziowie TK w latach 1997 — 2016” umieścić w dziale „Archiwum” jako jego dwie odrębne podkategorie;
11. Z działu „Polskie akcenty…” usunąć słowo wstępne Prezesa A. Rzeplińskiego
12. Usunąć „List Przewodniczącego Komisji Weneckiej do Prezesa A. Rzeplińskiego”
13. Treść działu „Wiadomości” – „Wystąpienia publiczne Prezesów i Wiceprezesów” przenieść do „Archiwum”

Julia Przyłębska i Mariusz Muszyński walczyli nie tylko z przeszłością Trybunału, ale także z konstytucyjnym wiceprezesem prof. Stanisławem Biernatem, którego obrażali i przymusowo odesłali na zaległy urlop. We wszystkim „nowi” mieli bezwarunkowe poparcie polityczne Prawa i Sprawiedliwości – dowodem mogą być wizyty polityków tej partii na Szucha 12a. Także prezydent nie uchylił się od wspierania nowych porządków w Trybunale. Trudno się dziwić, skoro nowa władza nieustannie szturmuje konsensualny dotychczas porządek państwa. Eliminacja niezależności tego sądu umożliwia wreszcie realizację najważniejszego celu Jarosława Kaczyńskiego – wzięcia Polaków za mordę.

Tymczasem z Trybunału odeszło, bądź zostało usuniętych wielu doświadczonych prawników – konstytucjonalistów, profesorów i doktorów habilitowanych, wybitnych akademików. Prawo konstytucyjne to taka dziedzina, w której trzeba wielu lat praktyki i nauki, by stać się samodzielnym badaczem. W miejsce opróżnione wchodzą nowi. Dopiero będą się uczyć, choć nie mają od kogo. Zaprowadzono też w Trybunale dyscyplinę formalną; wiadomo badaczom zarządzania, że gdy jakaś organizacja – gospodarcza czy administracyjna – traci busolę, to natychmiast zaprowadza się w niej dyscyplinę formalną, gdyż nie można już pozytywnie motywować personelu. I w TK wprowadzono, po raz pierwszy w historii, książkę wyjść oraz czytnik kart elektronicznych.

Klamrą spinającą dwa lata wojny o Trybunał będzie ogłoszenie 24 października przez Trybunał Konstytucyjny wyroku, przyjętego na posiedzeniu niejawnym, w sprawie o sygnaturze K 1/17 z wniosku Rzecznika Praw Obywatelskich, w którym zaskarżył on część regulacji zawartych w ustawie – Przepisy wprowadzające ustawę o organizacji i trybie postępowania przed Trybunałem Konstytucyjnym oraz ustawę o statusie sędziów TK. Wśród kilkunastu zarzutów RPO znalazł się także ten stwierdzający, że sędzia TK pełniący zgodnie z wolą prezydenta obowiązki prezesa Trybunału (Julia Przyłębska, obecna prezes TK) może sędziom, którzy złożyli przed głową państwa ślubowanie, przydzielić sprawy oraz stworzyć warunki do pracy. W efekcie obowiązki sędziego zaczęli wykonywać trzej sędziowie (Henryk Cioch, Lech Morawski i Mariusz Muszyński) powszechnie uważani za tzw. dublerów, wybranych na miejsca już zajęte przez sędziów wybranych wcześniej przez Sejm VII kadencji (Roman Hauser, Andrzej Jakubecki, Krzysztof Ślebzak).

Sędzia Julia Przyłębska wyznaczyła już skład, w którym są dwaj dublerzy: dr hab. Mariusz Muszyński i prof. dr Henryk Cioch. Widać w Trybunale po dobrej zmianie nie potrzeba zgrywać się na rzetelnego sędziego, który nie będzie orzekać we własnej sprawie, bo wcześniej sam się wyłączy, zgodnie z jedną z podstawowych paremii prawa rzymskiego nemo iudex in causa sua. Tu obowiązuje paremia nadwiślańska: nie mamy pańskiego płaszcza i co pan nam zrobi? Jednak, paradoksalnie, nie bardzo bym się tym przejmował: skoro w składzie orzekającym o składzie zasiadają osoby – dublerzy – które w nim orzekać nie powinny, bo w gruncie rzeczy nie są sędziami – to i wyrok, który zostanie ogłoszony „w imieniu Rzeczpospolitej” znaczenia mieć nie będzie. Bo to będzie kolejny wyrok „non est”.

Facebook Comments