Kościół do połowy pełny czy pusty?

ks. Kazimierz Sowa
zamieszczono: 19.01.2018

Od paru dni zbierałem się do napisania krótkiego podsumowania zakończonego już roku ciągle zostawiając to na później aż tu nagle pojawiły się kościelne (co podkreślam) badania dotyczące religijności Polaków de facto za miniony rok, bo zbierane pod koniec 2016. I cóż z nich wynika? Bardzo wiele!

Choć wzrosła ilość chrztów a nawet ślubów w liczbach bezwzględnych to po raz pierwszy liczba katolików regularnie chodzących co niedzielę do kościoła spadła poniżej 40%, a dokładniej do 36,7 %. Powie ktoś – nadal nie jest źle, zwłaszcza na tle innych krajów europejskich. Jednak, patrząc bez emocji i taniego pocieszania się trzeba zauważyć, że rok do roku jest to spadek o blisko 9 procent.

To tak jakby ktoś w ciągu roku z każdego kościoła „przepędził” co dziesiątego katolika. Jak popatrzymy na dane w szerszej perspektywie, choćby biorąc pod uwagę tylko lata XXI wieku, spadek jest więcej niż zauważalny a nawet, śmiem twierdzić, wręcz alarmujący: to już ponad 10 punktów procentowych co przekłada się na mniejszą niedzielną frekwencję o blisko 2,5 mln ludzi! Tyle twarde i – podkreślam to jeszcze raz – wewnątrzkościelne dane.

A teraz parę (subiektywnych) opinii na temat przyczyn tego stanu rzeczy. Oczywiście dość powszechne prądy kulturowe, „rozjechanie się” (w sensie dosłownym i w przenośni) rzesz naszych rodaków, a także zupełnie inny stosunek do instytucji kościelnych ze strony tzw. młodego pokolenia prędzej czy później musiały spowodować „przerzedzenie” w kościelnych ławach.

Ale jest jeszcze druga grupa czynników, te o charakterze wewnątrzkościelnym, a nawet często wręcz przez samych ludzi Kościoła uruchamianych i mocno promowanych. To pewien nasz rodzimy „polsko-kościelny ekskluzywizm” polegający najpierw na licytowaniu się na „arcykatolicyzm”, kto jest lepszy i bardziej papieski, a potem na demonstracyjne wręcz odsuwanie wszystkich, którzy nie pasują do tego rodzimego modelu religijności i katolicyzmu.

Na koniec odwrotnie niż w znanym powiedzeniu, do tej beczki dziegciu wleję trochę miodu – miniony rok był być może pierwszym w czasach (także kościelnej) dobrej zmiany kiedy w różnych katolickich i kościelnych środowiskach wyraźnie zaczęto mówić o potrzebie nowego otwarcia, szerszego spojrzenia na to co nowe i inne, dostrzeżenia, że ci którzy stoją pod chórem a często już nawet fizycznie poza murami świątyni też mają czasem rację i warto ich posłuchać.

Tak odbieram głos zarówno kilku biskupów jak i paru środowisk katolików świeckich. Że to mało? Że większość myśli i działa inaczej? Nic podobnego. W historii biblijnej a także chrześcijańskiej tradycji bardziej od ilości liczyła się zawsze jakość.

I to jest dla mnie powód do myślenia, że może jednak ten mój Kościół jest do połowy pełen…

Ks. Kazimierz Sowa, duchowny i publicysta

Facebook Comments