Rok to nie wyrok…

Mateusz Kijowski
zamieszczono: 21.01.2018

…ale ten był dla Polski całkiem wyjątkowy. Myślę, że każdy zgodzi się ze mną, że 2017 był rokiem zdecydowanej ofensywy Partii. Zaczęło się tak naprawdę w grudniu 2016, kiedy profesor Andrzej Rzepliński zakończył swoją kadencję prezesa Trybunału Konstytucyjnego. Niezwykle skutecznie pogrążyło nas też umiejętne rozegranie przez rządzących protestu posłów opozycji w Sejmie. W zasadzie wtedy opozycja zaczęła tracić poparcie a jednocześnie wpływ na bieg spraw.

Daleki jestem od nazywania Jarosława Kaczyńskiego genialnym strategiem. Jednak z całą pewnością zatrudniona przez PiS duża zagraniczna firma doradzająca w kwestiach PR (o czym się wiele mówi od miesięcy w kuluarach – chociaż ja sam nie sprawdzałem) pomaga zsynchronizować nastroje społeczne z podejmowanymi działaniami. Do tego sprawdzone od lat media sprzyjające tej Partii doskonale budują tak zwaną narrację. Bo przecież każde zdarzenie, każdą decyzję, każdą wypowiedź można zinterpretować i przedstawić na różne sposoby. Każdy błąd zamieni się medialnie w sukces, a każdą niezręczność w perfekcję. Najlepszym przykładem było świętowanie sławnego głosowania przegranego 27:1.

Na tej ponurej perspektywie 2017 roku mamy jeden jaśniejszy punkt. Koniec lipca i protesty przeciwko zniszczeniu sądownictwa w Polsce. Protesty masowe. Protesty w nowej formule. Protesty, które przyciągnęły nowych ludzi, głównie młodych. Protesty estetyczne i dopracowane w formie. A jednak… pozostaje po nich jakaś pustka. Bo ci ludzie nie wrócili już, kiedy partia ponownie ruszyła niszczyć sądownictwo. Zrozumieli, że ich protest nic nie zmienia? A może po prostu skończyło się lato, wróciły zajęcia i wykłady, a pogoda nie skłania do wieczornych spacerów…

Tak czy inaczej faktem jest, że demokracja się w Polsce skończyła w minionym roku. Powszechne rozumienie demokracji zakłada trójpodział władz – a dzisiaj został przywrócony system z czasów PRL-u, gdzie konstytucyjne organa Państwa służą jedynie realizowaniu woli ośrodka politycznego i wszystkie są od tego ośrodka zależne. Długo będziemy pamiętać ten rok. Tak, jak pamiętamy lata: 1772, 1793, 1795, 1939 czy 1946. Lata, w których traciliśmy niepodległość, traciliśmy wolność, traciliśmy państwowość. W 2017 straciliśmy ostatecznie to wszystko, co od 1989 roku budowaliśmy wspólnie, bo chcieliśmy dołączyć do grona nowoczesnych europejskich demokracji. W kategoriach politycznych, w kategoriach gospodarczych, w kategoriach społecznych cofnęliśmy się o wiele lat.

Najbardziej jednak ucierpiała tkanka społeczna. Zostaliśmy podzieleni. Najniższe instynkty podniesiono do rangi cnoty a cnoty prawdziwe stały się obciążeniem. Czasem nawet pretekstem do pogardy czy nienawiści. Zagościła wśród nas nieufność. Zamykamy się i odcinamy od otoczenia. Boimy się szczerze rozmawiać i otwarcie działać. I nagle ze społeczeństwa otwartego i śmiało patrzącego w przyszłość, aspirującego do czołówki światowej cofamy się do kręgów kultury wschodniej, folwarcznej, pańszczyźnianej. Do kultury, gdzie prawa człowieka, konstytucyjne swobody i wolności zastępowane są klientelizmem i mechanizmami klanowymi lub nawet znanymi ze świata gangów i subkultur. Autorytety moralne i intelektualne zastępowane są przez sprytnych watażków a szczytne idee przez interesy wąskiej grupy.

Tak. W roku 2017 upadła w Polsce demokracja. Ale przede wszystkim zabite zostało społeczeństwo obywatelskie. Wcześniej nie było wystarczająco silne, aby się bronić. Ale wzrastało i krzepło. Powoli budowały się więzi, relacje i poczucie wspólnoty. Jak tkanka, która powoli wypełnia ranę w procesie gojenia i przywraca właściwe funkcjonowanie organizmu, tak te rodzące i wzmacniające się więzi umacniały i łączyły nasze społeczeństwo. Kiedy zostaliśmy podzieleni i posortowani, pozostały jedynie niewielkie wysepki. Grupki ludzi aktywnych, zaangażowanych, zapraszających innych do wspólnego działania. Ich przykład kiedyś pociągnie innych i rany ponownie zaczną się goić. Na razie jednak więzi społeczne są niszczone a społeczeństwo jako całość nie funkcjonuje.

A Partia? Doskonali sztukę prestidigitatorską. Jak sprawny sztukmistrz odwraca uwagę publiczności, kiedy przecina kobietę na pół. Wypuszcza gołębia, aby włożyć królika do kapelusza. Uczy się mówić bez poruszania ustami oraz bezgłośnie przemieszczać. Kiedyś byliśmy podobno najweselszym barakiem w obozie KDL (krajów demokracji ludowej). Dzisiaj stajemy się największym cyrkiem w regionie. Jest sztukmistrz, są klauny, zaczyna się tresura dzikich zwierząt. A my, obywatele, musimy zacząć się uczyć chodzić po linie bez asekuracji. Kto się nie nauczy będzie musiał skakać przez ogień i stać na piłce. Oraz pięknie służyć na dwóch łapach. No bo przecież wstajemy z kolan!

Rok 2017 to rok ponury. Należy się cieszyć, że odszedł do historii. Oby historia go uczciwie i rzetelnie oceniła. Na nowy, 2018 rok, trzeba życzyć wszystkim przede wszystkim odwrócenia trendów. Trudno oczekiwać gwałtownego przełomu i natychmiastowej poprawy. Ponieważ jednak znowu mamy wiele lat do nadrobienia, to czas już zaczynać.

I oby ten nowy początek nie był jak początek drogi Syzyfa z kamieniem na szczyt. Tego sobie i Państwu życzę, jak pisał niezapomniany Kisiel.

Facebook Comments