Rok skończony – rok zaczęty

Rok miniony był tak dobry gospodarczo, jak był zły w polityce. Rok 2018 będzie pierwszym wyborczym sprawdzianem nowej władzy – jesienią wybieramy samorządy.

Od stycznia do grudnia, z przerwami, trwały demonstracje w obronie niezawisłości sądów i niezależności sędziów. Bezskuteczne. Za uczestnictwo w nich kilkuset obywateli zostało ukaranych, dalsi czekają na wynik prowadzonego przeciw nim postępowania, a trybunały poddane zostały rządowej kontroli.

Finał roku 2017 przyniósł nowego premiera i zapowiedź zmian w rządzie . Jednak zanim one na początku stycznia 2018 nastąpiły, premier Mateusz Morawiecki pojechał w pierwszą podróż, do Torunia, do księdza Rydzyka, z prośbą o błogosławieństwo i o dalszą pomoc potęgi medialnej tego redemptorysty.

Potęga ta jest wielka. Sondaż CBOS ogłoszony 4 stycznia, przyniósł glorię dla rządów Prawa i Sprawiedliwości: obywatele obdarzani pieniędzmi z programu 500+, karmieni propagandą Radia Maryja i telewizji Trwam na przemian z rządową telewizją, wierzą, że w kraju dzieje się wspaniale Uznali rok 2017 najlepszym rokiem od przełomu 1989.

Tymczasem w Brukseli tracą do nas cierpliwość, widząc systematyczne naruszanie w Polsce zasad praworządności, dodatkowo obrażani fochami byłej premier Beaty Szydło, pisowskich europarlamentarzystów i znanego już z zamiłowania do brutalnych odezwań ministra Szyszki, w rozprawach o wycinkę Puszczy Białowieskiej przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej w Luksemburgu obrażającego sędziów.

Jakkolwiek nie należy do obyczaju naszego rządu poczuwać się do winy w sprawach naruszania zasad demokracji, jednak uruchomienie artykułu 7-go przeciwko Polsce jest niewygodne dla rządzących i nowy premier oraz nowy szef dyplomacji starają się posługiwać językiem bardziej kulturalnym. To oczywiście nie wystarczy aby dalsze procedury dyscyplinujące Polskę zatrzymać. Potrzebne jest zyskanie sojuszników. Premier odbył pielgrzymkę do Budapesztu z prośbą o wsparcie.

Przespacerował się po dywaniku przed kompanią honorową wojska i kilka łaskawych słów od Victora Orbana usłyszał.
Tak wygląda znak czasu. Nasi premierzy nie do Moskwy, jak w PRL, nie do Rzymu, jak w III RP, ale do stolicy Węgier jeżdżą z symbolicznymi wizytami, ograniczonej do sfery języka. Polska polityka w rękach dziwnego człowieka z Żoliborza karleje. Czas wystąpienia Lecha Wałęsy przed obiema izbami amerykańskiego parlamentu, zaczynającego dumnymi słowami „My-naród” opowieść o obaleniu komunizmu w Europie środkowej, pozostaje pięknym, ale historycznym wspomnieniem.

Dziś Polska jest kłopotem Europy, a dla nas, obywateli, powodem do obaw i zażenowania.

Mając zgodę prezesa na zmiany w rządzie, Mateusz Morawiecki zdymisjonował najbardziej szkodliwych i mocno znienawidzonych ministrów, w tym niesławną trójcę : Antoniego Macierewicza, ministra Obrony, Konstantego Radziwiłła, ministra Zdrowia, oraz Jana Szyszkę od Środowiska. Ci trzej wyrządzili duże szkody powierzonym im : Armii, Służbie Zdrowia i Przyrodzie.

Nie zmienia to niczego, gdyż wybrani nowi nominaci są tą samą kierowani ręką i będą postępowali tak, jak poprzednicy. Widać to z ich pierwszych poczynań i wypowiedzi.

Wrażenie zmiany, ograniczone de sfery języka, powstało na propagandowy użytek . Krajowy, dla ocieplenia wizerunku przed wyborami, zagraniczny – dla złagodzenia nastrojów niesmaku w Brukseli… Dla nas, tubylców, stare dzieje. Zakończono prace nad ordynacją wyborczą, dającą pełny nadzór nad przebiegiem i liczeniem wyników wyborów – politykom rządzącej partii.

Nie kończy się prac na budżetem . Zapewne celowo . Sondaże są tak dla PiS korzystne (ponad 40 procent poparcia!), że może zamiarem rządzących jest niezatwierdzenie budżetu, aby skorzystać z okazji rozwiązania parlamentu? Nowe wybory przy tak wysokim społecznym poparciu mogą dać większość konstytucyjną. Nowa konstytucja, to koniec wypominania władzy, że poprzednią nieustająco łamała… Nęcące to rzeczy, chociaż ryzykowne, i być może są nam szykowane.

Przeszkód nie widać. Opozycja nie jest w stanie nawet zagłosować nad projektem obywatelskim w sprawie edukacji seksualnej, dostępności antykoncepcji oraz liberalizacji przepisów aborcyjnych. Zabrakło 9 głosów, aby projekt przeszedł do dalszych nad nim prac w komisjach. Praca tysięcy kobiet nad zbieraniem podpisów poszła na marne. Jednym posłom się głosować nie chciało, inni się bali, choć nie wiadomo, czego?

Zapytaliśmy naszych czytelników o ich ocenę minionego roku i o przewidywania, co też nam przyniesie rok zaczęty. Sporo osób odmówiło, obawiając się utraty pracy, albo innych represji. Inni, bo nie uznali za ważne napisanie do tak skromnego medium. To także znak czasu. Wiadomo, że kiedy umiera wolność, jej miejsce zajmuje strach, a ludzie muszą żyć i chronić swoje rodziny. Trudno mieć o to do nich pretensje.

Trochę osób jednak odpowiedziało. Przeczytajcie, bo to ciekawe teraz, a będzie jeszcze ciekawsze za rok.

Szkoła jak wojsko

Na czatach stop reformie edukacji klasy wojskowe

Myśmy wszyscy zostali wychowani w duchu pacyfistycznym, w umiłowaniu pokoju. Pochodzę z pokolenia lat 60. ubiegłego wieku, dzieciństwo, a więc szkołę spędziwszy w PRL. Wszędzie, na każdym plakacie, aż do przesady pojawiał się śnieżnobiały gołąbek pokoju z gałązką oliwną w dzióbku. Rzecz jasna, to był obłudny chwyt propagandowy, gdyż ówczesny Układ Warszawski na czele ze Związkiem Sowieckim jednak był konfrontacyjny, choćby za Powstania Węgierskiego w 1956 roku, czy Czechosłowackiego w 1968 roku. Nie mówiąc o naszych krajowych pacyfikacjach. Niemniej ponad wszystkim latał nam ten gołąbek. Choćby w okresie zimnej wojny.

I nie ma się co dziwić. Wojna skończyła się w 1945 roku, dwie dekady przed moim urodzeniem. Nasi rodzice mieli za sobą koszmar okupacji, Holokaustu, łapanek, Powstania Warszawskiego… Stąd takie umiłowanie pokoju i wstręt do wojska. Wojsko kojarzyło się nam z historią. Moje pokolenie raczej starało się nie odbywać zasadniczej służby wojskowej. Tzw. „przysposobienie obronne”, czy studium wojskowe, które mieliśmy obligatoryjnie na studiach – były przedmiotami żartów i niekończących się dykteryjek. Kultowym naszym filmem był amerykańsko-niemiecki musical „Hair” w reżyserii Miloša Formana z 1979 roku.

„Claude Bukowski, zwykły chłopak z Oklahomy, zjawia się w Nowym Jorku, by wstąpić do armii. Spotyka grupę hippisów, która postanawia pokazać mu uroki beztroskiego życia.”

Te nasze pokojowe ideały, w których wyrośliśmy, i zdawało się, że tym bardziej teraz nic im nie zagraża, legły w gruzach… Pokój się nam znudził, już nie jest sexy. Teraz pociągająca jest wojna. Mundur, karabin, krew, rzeź, przemoc, śmierć. Oczywiście, za ojczyznę. Na razie owo niezdrowe zainteresowanie wojaczką przejawia się karykaturalnie kultem żołnierzy wyklętych, wymalowanych na T-shirtach. Ale nie tylko…

Zaczęło się chyba od rekonstrukcji historycznych. Nagle rozmiłowaliśmy się w rekonstrukcjach, powstańczych, rzezi wołyńskiej, cudu nad Wisłą, bitwy pod Grunwaldem. Młodzi i starzy patrzyli jak urzeczeni, a nierzadko sami uczestniczyli. Rekonstrukcje były coraz bardziej realne. Pamiętam, że nawet ktoś wpadł na pomysł, by aktorzy założyli sobie na szyje pętle podczas rekonstrukcji zbiorowej szubienicy…

Odezwała się jakaś perwersyjna tęsknota za gwałtem, bólem, przemocą…

Potem pojawiły się w szkołach klasy o profilu wojskowym… Tu już było wszystko naprawdę.
„Młodzi ludzie postrzegają wojsko przez pryzmat ciekawej służby, pracy z użyciem nowoczesnego sprzętu wojskowego oraz możliwości sprawdzenia się w polskich kontyngentach wojskowych – pisze mjr Andrzej Łydka z 10 Opolskiej Brygady Logistycznej, publicysta portalu polska-zbrojna.pl, znawca historii wojskowości.”
Klasy wojskowe – strzał w dziesiątkę

I minister obrony narodowej, Antoni Macierewicz, rzucił hasło „wojsk obrony terytorialnej”. Jak grzyby po deszczu zaczęły powstawać klasy wojskowe, na poziomie gimnazjalnym.
Już w listopadzie 2015 roku zaczynają się eliminacje do Ogólnopolskiego Turnieju Klas Mundurowych – Ostróda 2016.
Czytamy: „Wiceszef MON Michał Dworczyk zapowiedział w rozmowie z „Rzeczpospolitą”, że od września tego roku zostanie uruchomiony specjalny program pilotażowy polegający na utworzeniu w szkołach klas mundurowych.”
MON utworzy klasy mundurowe w każdym powiecie. „Chcemy kształtować postawy proobronne”.

W tej chwili mamy w Polsce prawdziwy zalew klas mundurowych… Klasa mundurowa – oferta szkół. Podobno młodzież jest zachwycona: dostaje kieszonkowe, jakby żołd, sort mundurowy, jest zwalniana z lekcji, żeby trenować strzelanie..

Co w tej chwili zagraża Polsce, skąd tak wielki zapał w zapoznawaniu młodzieży z żołnierskim fachem? Owszem, w sąsiedztwie mamy zajęcie części Ukrainy przez wojska rosyjskie, ale przecież Polska pozostała neutralna w tym konflikcie. Polskie kontyngenty są w Afganistanie. Pojawiają się pomysły powrotu do zasadniczej służby wojskowej… „Antoni Macierewicz chce, żeby polskie wojsko mogło samodzielnie odpierać wrogie siły wystarczająco długo, by interweniować mogły armie sojuszników. Wraz z ambitnymi planami szefa MON powraca pytanie o przywrócenie zasadniczej służby wojskowej.”
Wróci zasadnicza służba wojskowa?

„Klasa o profilu narodowo-matematycznym ruszy od września w liceum należącym do Zespołu Szkół nr 1 w Milanówku. W programie m.in. strzelectwo, wyjazdy w teren, wycieczki śladami Żołnierzy Wyklętych. To nie jest głupi żart!”
„Powstaje klasa narodowo-matematyczna. Powód? Strach przed uchodźcami”

Czytamy dalej, że minister obrony nie chce się ograniczyć tylko do chętnych, ale chce objąć szkoleniem wojskowym wszystkich uczniów… „Minister obrony narodowej Antoni Macierewicz uważa, że do szkół ogólnokształcących powinno wrócić przysposobienie wojskowe. Rząd nie podjął w tej sprawie jeszcze żadnej decyzji.”
Przysposobienie wojskowe w polskich szkołach? Chciałby tego szef MON

I dalej: „Uczniowie dostaną darmową amunicję do ćwiczeń od Ministerstwa Obrony Narodowej – poinformowała „Rzeczpospolita”. Resort obrony przekaże bezpłatnie amunicję dla klas mundurowych. Ich absolwenci będą mieli większe szanse na rozpoczęcie kariery wojskowej.”
Macierewicz przekaże darmową amunicję dla uczniów klas mundurowych.

Faktem jest, że MEN traktuje te pomysły jako kontrowersyjne: „Antoni Macierewicz kilka miesięcy temu zapowiedział tworzenie klas wojskowych i powrót do szkół zajęć z przysposobienia obronnego. Pomysłem nie jest zachwycony resort edukacji, który nie zamierza wprowadzić propozycji do nowej podstawy programowej.” Klas wojskowych nie będzie? MEN nie zrealizuje planów Macierewicza

„To powrót do peerelowskich metod wychowawczych. W PRL-u były zajęcia z przysposobienia obronnego i też uczono strzelać. Ja jestem temu przeciwna, bo uczenie zabijania, a przecież temu służy strzelanie, deprawuje a nie wychowuje” – komentuje Krystyna Starczewska.

I dodaje: „To błąd, bo jak zaznacza wieloletnia dyrektorka „Bednarskiej”, w pracy z młodzieżą najważniejszy jest dialog. – Zamiast uczyć młodych strzelać, powinniśmy uczyć ich właściwego stosunku do drugiego człowieka. Nie pokazujmy, jak dobrze przygotować się do wojny, tylko co robić, żeby jej zapobiec – podsumowuje:”W gimnazjum, które prowadzę, na 230 uczniów mamy 70 uchodźców. Na początku były obawy rodziców, a teraz wszyscy są bardzo zadowoleni. Przede wszystkim trzeba się poznać. Założyliśmy klub wielokulturowy, w którym młodzież z różnych krajów pokazuje swoje tradycje, a nasi uczniowie jej w tym pomagają. To jest dla nich atrakcja: można poznawać różnorodność kultur, dowiadywać się o losach tych ludzi, pomagać im w opanowaniu języka polskiego, pokazywać naszą kulturę. Tak rozwija się patriotyzm.” (Za Newsweekiem).

Gdy już wykształcone zostaną rzesze kadr wojskowych, trzeba będzie poszukać wroga. Sam się przecież nie znajdzie. Nic nie wskazuje na to, by miała wybuchnąć wojna. Być może trzeba będzie zatem poszukać tzw. „wroga wewnętrznego”?

Joanna Kos-Krauze (w wywiadzie pt.: „Skaza”): „Pochodzę z kraju, gdzie wydarzył się Holokaust, i mam obowiązek zadawania pytania, które powinno być zadawane w każdym pokoleniu. O źródła przemocy. Wszystko zaczyna się od słów, od naznaczenia ludzi w imię źle pojętego patriotyzmu”.

Opinie o sytuacji Polski w UE

Kontrola praworządności w Polsce

„Podstawowym zadaniem dla następców obecnie rządzącego PiS będzie zatem przywrócenie wiarygodności instytucjom polskiego państwa, z Trybunałem Konstytucyjnym na czele. I nie chodzi tu tylko o widzimisię ideowców, zwolenników trójpodziału władzy; nawet nie o art. 2 traktatu lizbońskiego, w którym sami zobowiązaliśmy się do przestrzegania zasady rządów prawa. Chodzi przede wszystkim o to, że jednolity rynek – który PiS oficjalnie popiera – nie może funkcjonować bez niezależnych sądów, a inne państwa członkowskie nie pozwolą na to, aby o prawie unijnym, ich też przecież dotyczącym, współdecydowało państwo arbitralne i autorytarne. Dlatego Unia tu nam nie odpuści.” (1)

„Kiedy jednak rząd PiS – co było wydarzeniem bezprecedensowym w historii – wkroczył w kompetencje władzy sędziowskiej i sam uznał, że orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego nie jest wyrokiem, to Komisja wszczęła postępowanie dla skontrolowania praworządności w Polsce. W postępowaniu tym rząd PiS nie tylko neguje oczywiste fakty – bo zapewnia, że Trybunał funkcjonuje prawidłowo – ale samą podstawę interwencji Komisji: że władze unijne nie mają żadnych podstaw, by „wtrącać się” do wewnętrznych spraw Polski i naruszać jej „suwerenność”.” (1)

„Polska jest pierwszym w historii krajem Unii, któremu Komisja Europejska zagroziła uruchomieniem artykułu 7 Traktatu o Unii Europejskiej, czyli procedury karnej za poważne naruszanie zasad praworządności. Obecny spór Warszawy z Brukselą nie tylko nie wygasa, lecz staje się centralną kwestią w naszej polityce w ramach wspólnoty. Wiele wskazuje na to, że na lata zdefiniuje on też pozycję Polski w Unii Europejskiej.” (4)

„Pozostałe z wcześniej otwartych trzech frontów z Unią Europejską – gwałcony Trybunał Konstytucyjny, podporządkowanie sądów władzy wykonawczej i opór przed pomaganiem uchodźcom – pozbawione są części wad odcinka puszczańskiego. To kwestie fundamentalne, ale mimo wszystko dość abstrakcyjne. Wyrobienie sobie zdania, czy Komisja Europejska, będąca strażniczką przestrzegania prawa europejskiego, słusznie domaga się od Polski powrotu w tych dziedzinach na ścieżkę praworządności, wymaga jakiegoś namysłu, pewnego przygotowania.” (6)

„Na wniosek Junckera i Timmermansa nie tylko nasiliła działania w postępowaniu na rzecz praworządności i zagroziła sięgnięciem po art. 7, zakładający zawieszenie prawa do głosowania w Radzie UE, ale też użyła własnego narzędzia i wszczęła postępowanie dyscyplinujące w sprawie ustawy o ustroju sądów powszechnych. Decyzja, by mimo podwójnego weta prezydenta Andrzeja Dudy wobec ustaw o sądownictwie jeszcze w lipcu wzmóc presję na Polskę, nie była zwykłą wypadkową procedur Komisji, lecz miała charakter polityczny. „Dajemy Polsce miesiąc na rozwiązanie problemów” – ogłosił Timmermans w ostatnim tygodniu lipca.” (6)

„Unia chce przeczekać PiS. Nie wierzy, żeby Polacy chcieli tego, co robi rząd. Uważają, że to niemożliwe, żeby Polacy nie chcieli UE. Wszyscy myślący ludzie wiedzą, że Unia to najlepsza gwarancja pokoju w Europie. I największe osiągnięcie cywilizacyjne. Tylko ostatni bandyta może chcieć to zniszczyć! Ale po tym, co się stało z Puszczą Białowieską i sądami, Unia nie może odpuścić. Instytucje europejskie nie mogą sobie pozwolić na lekceważenie siebie i wspólnych europejskich zasad. Muszą wymagać posłuchu. Inaczej grozi to zniszczeniem odstaw, na których zbudowan jest cała Unia.” (8)

czytaj więcej…