Rok Emmanuela Macrona

Dziennikarzowi pracującemu we Francji trudno wspominać 2017 rok inaczej niż jako rok Emmanuela Macrona.

Były bankier, milioner, minister w rządzie socjalistycznym, startuje do wyborów jako outsider, bez własnej partii i jej aparatu, nie pełniąc nigdy żadnej funkcji z wyboru, odmawiając udziału w jakichkolwiek partyjnych prawyborach – i w wieku 39 lat zostaje prezydentem Francji, zostawiając w pobitym polu wszystkich rywali z lewicy i prawicy. No i, last but not least, ratując Francję przed widmem rządów skrajnej prawicy pod wodzą Marine Le Pen, która przeszła do drugiej tury, ale Macronowi nie dała rady.

Macron, to polityczny kosmita. Wyłonił się znikąd i w krótkim czasie zbudował wokół siebie nowy potężny ruch, który nie tylko pomógł mu wygrać wybory prezydenckie, ale także w parlamentarnych zgarnął większość, pozwalającą mu samodzielnie rządzić. Macron osiągnął ten niebywały sukces, wysyłając swoich ludzi nie do telewizji, tylko na bezpośrednie rozmowy i spotkania z wyborcami. Oczywiście, ruch Macrona był także obecny w internecie, ale, jak się wydaje, metoda „puk, puk!” przyniosła mu największe korzyści. Puk, puk do drzwi, rozmowa o stanie kraju i programie Macrona – i oto kolejny wyborca pozyskany.

Początkowo śmiano się z niego i nie dawano mu żadnych szans na sukces. Tym bardziej, że wśród głównych tematów kampanii umieścił stan i przyszłość UE, podczas gdy wszystkie inne sztaby wyborcze uważały, że eksponowanie spraw Europy w kampanii krajowej, to gwarantowana porażka. Macron udowodnił jednak, że w społeczeństwie istnieje bardzo głębokie zapotrzebowanie na rozmowę o Europie – pod warunkiem, że o jej wizji mówi się rozsądnie, zrozumiale, bez nerwów, stereotypów, uprzedzeń, uproszczeń lub zgoła kłamstw.

Macron wykorzystał także inne oczekiwanie: na pojawienie się kogoś spoza utrwalonych od dziesięcioleci partyjnych układów, spoza dotychczasowej, mocno już „opatrzonej” i w dużej mierze skompromitowanej klasy politycznej.

Kiedy obserwuje się działania Macrona, nie sposób opędzić się od myśli o Polsce. To jeden z powodów, dla których z taką uwagą tym działaniom się przyglądam. Polacy mają przecież podobne oczekiwania, a przed wyborami tak samo się radykalizowali i szukali alternatywy dla coraz bardziej odrzucanej umiarkowanej klasy politycznej.

Tyle tylko, że Francuzi znaleźli rozwiązanie alternatywne w osobie Macrona, a Polacy nie znaleźli żadnego i zagłosowali na szowinistycznych demagogów i radykałów podobnych do pokonanej przez Macrona Marine Le Pen i jej Frontu Narodowego. Gdyby nie wejście Macrona do gry, Francuzi z pewnością zagłosowaliby tak samo i spowodowaliby podobną katastrofę, tylko w jeszcze większej skali.

Myślę, że 2018 rok będzie ważny i trudny. To będzie rok decyzji, w którym z możliwych kierunków pójdzie Polska, ale także Europa, a może nawet świat. Jeżeli nie uda nam się w porę ocknąć, by powstrzymać proces rozkładu ustroju, prawa i naszego wspólnego państwa, to Europa wkrótce nam ucieknie. Macron i Merkel przygotowują inicjatywy w sprawie wzmocnienia i usprawnienia Unii już od miesięcy, a ich ogłoszenie powstrzymują tylko długie i skomplikowane negocjacje w sprawie utworzenia koalicji rządowej w Niemczech.

Jeśli nic się nie zmieni, wprowadzenie tych inicjatyw w życie będzie oznaczało ostateczne powstanie Europy kilku prędkości, ze strefą euro jako centrum i awangardą. A w takim wypadku Polska na pewno nie znajdzie się w tej awangardzie i stanie wobec ryzyka trwałej marginalizacji. I tak się skończą szumne sny o potędze ludzi pozbawionych wyobraźni, w których myśleniu strategicznym najdalszą znaną perspektywą są co najwyżej opłotki Warszawy.

Czeka nas wyjątkowo ważny, trudny, ciężki, niebezpieczny, decydujący rok. Rok wymagający odwagi i brania naszych spraw w nasze ręce w poczuciu odpowiedzialności za kraj i jego mieszkańców. Zgoda, może to brzmi patetycznie.

Ale tak jest.

Brexit – koszmar Europy i samych Brytyjczyków

Brexit - koszmar Europy i samych Brytyjczyków

Na zaproszenie organizatorów marszu Anti-Brexit, ówczesny przewodniczący KOD, Mateusz Kijowski, przemawiał na wielkiej manifestacji, która w 25 marca br. odbyła się w stolicy Anglii.
Zarówno kolejność przemówień (po byłym premierze Wielkiej Brytanii Nicku Cleggu, a przed wystąpieniem posła Partii Pracy Dawida Lammy’ego), jak i odbiór wystąpienia pokazał, że masowy ruch społeczny w Polsce jest doceniany za dotychczasową działalność. Mateusz Kijowski był jedynym przedstawicielem z naszego regionu na stutysięcznej manifestacji. Przekazał Brytyjczykom wiedzę o zagrożeniach demokracji w Polsce, łącząc to z ich protestem przeciwko Brexitowi. Jego ustami wykrzyczeliśmy, że nie chcemy opuścić rodziny europejskiej w odróżnieniu od przedstawicieli obecnych polskich władz, którzy odwiedzili Londyn dzień wcześniej. Od pierwszych słów Kijowski porwał Brytyjczyków; przemawiając po angielsku, doskonale wpasował się w nastrój tamtejszego wiecu.

„Witam Londyn! Witam Zjednoczone Królestwo! Witam Zjednoczoną Europę!

Barack Obama powiedział: „Nasze losy są indywidualne, ale nasze przeznaczenie jest wspólne”. Spotykamy się dzisiaj tutaj, bo jesteśmy współtowarzyszami niedoli. Wspólne problemy trzeba rozwiązywać wspólnie. Tak działa wspólnota. Prawdziwa wspólnota. Oparta na życzliwości i zaufaniu. Na wzajemnej trosce i uwadze. Na solidarności. Przez prawie pół wieku Polki i Polacy mogli jedynie marzyć o wspólnocie w przestrzeni europejskiej. I to w ukryciu, żeby nie narażać się na szykany. Europa była naszą Ziemią Obiecaną. Naszym Świętym Graalem. Naszym Shangri-La. W 2003 roku wreszcie mogliśmy się wypowiedzieć samodzielnie. W referendum akcesyjnym ponad 13 milionów ludzi zagłosowało za przystąpieniem do Wspólnoty Europejskiej. To ponaddwukrotnie więcej, niż zdobyła jakakolwiek zwycięska partia w wyborach po roku 1989 w Polsce. W żadnej innej sprawie Polki i Polacy nie byli nigdy tak zgodni. Chcemy żyć w zjednoczonej Europie!

Niestety w Europie są również szkodnicy. Ludzie, którzy nie rozumieją ducha wspólnoty. Gdzie są dzisiaj ci, którzy namawiali Was do Brexitu? Za chwilę za nimi znikną i inne szkodniki: Marine Le Pen, Geert Wilders, liderzy Alternative für Deutschland. Zniknie też Jarosław Kaczyński. Europejskie szkodniki nie będą decydować o kształcie i przyszłości Europy!

Dzisiaj Wy – obywatelki i obywatele Wielkiej Brytanii – musicie podjąć skuteczne działania, żeby powstrzymać Waszą izolację w Europie. My – obywatelki i obywatele Polski – musimy podjąć skuteczne działania, żeby przywrócić praworządność w Polsce i obronić nasze marzenie – marzenie o Polsce w Europie. W ciągu ostatniego roku w Polsce zniszczono niezależność mediów publicznych, podporządkowano prokuraturę politykom, zniesiono kontrolę sądową nad inwigilacja obywateli, ograniczono prawo własności, wprowadzono priorytet dla władzy w demonstrowaniu. A teraz trwają prace nad podporządkowaniem sędziów władzy politycznej. Trójpodział władzy niedługo ostatecznie zniknie w Polsce. Zostaną podporządkowane jednemu politycznemu ośrodkowi – dokładnie jak w czasach komunistycznego reżimu.

„Jeszcze Polska nie zginęła, kiedy my żyjemy”. Wierzę w te słowa. Wierzę, że Europa jest silna naszą siłą i że żyje tak długo, jak długo żyją nasze marzenia. Dlatego dzisiaj jestem tutaj z Wami. Jeszcze Polska nie zginęła! God save the Queen! Niech żyje wspólna Europa!”

Lider KOD spotkał się na marszu z koderami z Anglii, a potem w Europa House — z przedstawicielami prounijnych organizacji brytyjskich. Obecni byli m. in. Roger Casale – były poseł drugiej kadencji a obecnie lider New European – paneuropejskiego ruchu społecznego, Nick Clegg – poseł, były wicepremier Partii Liberalno-Demokratycznej, były szef tej partii, Tim Farron – poseł, szef partii Lib-Dem, David Lammy – obecny poseł z Laoubor Party, baron Alfred Dubs- obecny poseł z Laoubor Party). Rozmawiano o Brexicie i sytuacji Polaków na Wyspach Brytyjskich.

Mateusz Kijowski odwiedził miejsce, w którym doszło dzień wcześniej do ataku terrorystycznego.

Materiał powstał przy współudziale Piotra Surmaczyńskiego. Został pierwotnie opublikowany 29 marca br. na portalu KOD Mazowsze.

Rozmowa Rogera Casale z Mateuszem Kijowskim

Przemówienie Mateusza Kijowskiego w Londynie

POLSKA WERSJA Mateusz Kijowski pojechał do Londynu na zaproszenie organizatorów marszu Anti-Brexit. Został poproszony o wystąpienie po przemówieniu byłego premiera Wielkiej Brytanii Nicka Clegg a przed wystąpieniem posła Partii Pracy Dawida Lammyego, co świadczy o szacunku jakim darzony jest nasz lider na forum międzynarodowym w przeciwieństwie do przedstawicieli obecnych Polskich władz. Nasz Mateusz od pierwszych słów porwał Brytyjczyków; przemawiając po angielsku doskonale wpasował się w nastrój tamtejszego wiecu, tak jak robi to u nas. W dodatku w jasny i komunikatywny sposób przekazał Brytyjczykom wiedzę o zagrożeniach demokracji w Polsce, łącząc to z ich protestem przeciwko Brexit. Od teraz mamy w Wielkiej Brytanii wielu politycznych przyjaciół. Mateuszowi Kijowskiemu tak dobrze idzie zjednywanie dla nas sojuszników, że powinien częściej wyjeżdżać na wielkie europejskie demonstracje. Materiał filmowy skompilowaliśmy z wielu telefonicznych nagrań, za dostarczenie których dziękujemy naszym londyńskim korespondentom.

Opublikowany przez Video-KOD Poniedziałek, 27 marca 2017

Koszt wyjścia z UE. Przykład Wielkiej Brytanii

Halina Flis-Kuczyńska ostrzega przed samoizolacją Polski w Unii

Zaczęło się od narzekań na niedobre ograniczenia narzucane przez Brukselę, na zalew kraju przez imigrantów. Na wysokie koszty funkcjonowania Anglii w Unii Europejskiej. Referendum za wyjściem czy pozostaniem, przy mocno rozgrzanych nastrojach, dało wynik ponad 51 procent za wyjściem. Prawie natychmiast Anglicy chwycili się za głowy: co myśmy najlepszego zrobili? Ale Brexit został postanowiony i procedury wyjścia trwają.

Według doniesień prasowych z zeszłego roku brytyjskie ministerstwo finansów przewidziało , że w zależności od korzystniejszych lub mniej życzliwych dla Anglii wyników negocjacji rozwodowych z Europą, czyli od miękkiego lub twardego Brexitu, gospodarka może stracić od 38 do 66 miliardów funtów rocznie, a jej PKB spadnie o 5 do 9 procent w stosunku do poziomu, jaki osiągałaby pozostając w UE.

Dostęp do wspólnego rynku jest dla gospodarki konieczny. Korzystanie z jego przywilejów wymaga od krajów spoza wspólnoty wnoszenia opłat. Płacą Szwajcaria i Norwegia, podporządkowując się jednocześnie regułom tego obszaru, chociaż nie będąc członkami wspólnoty nie mają głosu w tworzeniu jej reguł. Do takiego statusu spadnie Anglia.

Ponadto istnieją podjęte wcześniej zobowiązania, takie jak składka za lata 2014-20, z okresem płatności do 2023 roku, kiedy to przewidziane jest ostateczne wyjście Wielkiej Brytanii z UE. To są dalsze dziesiątki miliardów euro.

Dwie dotychczasowe tury rokowań rozwodowych nie były łatwe dla żadnej ze stron. Jednak nawet gospodarczo tracąc wiele, Wielka Brytania z arsenałem atomowym, w swojej wspaniałej izolacji na wyspie, o bezpieczeństwo granic czy sąsiedzki atak martwić się nie musi.

Z nami jest inaczej. Dla nas w perspektywie krótszej ważny jest i dostęp do wspólnego rynku, i fundusze płynące do gospodarki, szczególnie szczodrze do rolnictwa. Jednak najważniejszą korzyścią z członkostwa w Unii Europejskiej, o której mniej się myśli na co dzień, jest bezpieczeństwo kraju.

Będąc w Sojuszu Atlantyckim i w Unii jesteśmy bezpieczni. Poza Unią – osamotnieni. I nie wiadomo, czy nie bezbronni. Stany Zjednoczone pod rządami Donalda Trumpa w pełni przewidywalne nie są. Z programu tarczy antyrakietowej wycofały się dawno, mamy jedynie obietnice sprzedania Patriotów. Z zalążków tworzącej się armii europejskiej wycofaliśmy naszych oficerów. Armia polska nie rośnie w siłę, wszystkie modernizacje sprzętowe pochodzą z czasu poprzednich rządów. PiS unieważniło przetarg na śmigłowce, nie ma łodzi podwodnych ani nowocześniejszych czołgów.

Trwają dziwne zmiany kadrowe. Wyrzucono z wojska wielu doświadczonych oficerów, kilkuset pułkowników, 36 generałów, jedną trzecią generalskiego korpusu. Zmiany i szybkie awanse nowych ludzi dzieją się na wszystkich szczeblach wojska.

Spod wpływów Rosji wydobyliśmy się niedawno i nie ma powodu sądzić, że ten wielki kraj pogodził się z tym i nie miałby ochoty podporządkować nas sobie ponownie. Niekoniecznie zbrojnie. Może wpływać, i są powody sądzić, że już w strefie obronności wpływa, na polskich decydentów i na naszą opinię publiczną. Poza Unią jak moglibyśmy się temu przeciwstawić? Wołając na pomoc Amerykę? Ale i w Ameryce mają kłopot z rosyjskimi wpływami.

Pojawiła się mocarstwowa teoria Trójmorza. Nie da się stworzyć potęgi militarnej i gospodarczej z 12 niewielkich państw, zwłaszcza że nie byłby to twór spójny, np. Słowacja już się od niego odcina. Może to być porozumienie państw korzystne gospodarczo w przyszłości, po wykonaniu dużej pracy nad tym związkiem, i bez intencji stawania przeciw Europie.

Ile byśmy na opuszczeniu Unii gospodarczo stracili? Podobnie jak Brytyjczycy, tylko proporcjonalnie więcej. Anglia to płatnik netto, wychodząc z Unii coś traci, ale i coś zaoszczędza. My wychodząc tylko byśmy tracili. Jesteśmy biorcą pieniędzy. Więcej z Europy dostajemy, niż do niej wpłacamy.

Na Brexicie, sami nie wychodząc ze wspólnoty, gospodarczo tracimy już. Podmuch tamtego rozdarcia sięga nas tym, że nowy europejski budżet będzie mniejszy, mniejsza też cząstka przypadająca nam. W dodatku wojując uparcie z Brukselą o Trybunał Konstytucyjny, o imigrantów, o nieprzedłużanie kadencji Donalda Tuska, o sądy, wreszcie sprzeciwiając się postanowieniom Trybunału Europejskiego z Luksemburga w sprawie wyrąbywania Puszczy Białowieskiej, tracimy sympatie i wpływy.

Przy dzieleniu pieniędzy na następne okresy nikt nie będzie miał powodu sprzyjać naszemu dotychczasowemu uprzywilejowaniu, wypracowanemu przez poprzednią ekipę rządzącą.