Głosy nadziei

Sięgnę wstecz. Jest maj roku 1989. We wspomnieniach „Bóg wyżej, dom dalej” (wydanych przez Iskry w 1991) pisze o ocenie sytuacji kraju Adam Bień, jeden z szesnastu działaczy Polski Podziemnej, uprowadzonych w marcu 1945 roku przez NKWD do Moskwy. Uwięziony na Łubiance, skazany w procesie moskiewskim i trzymany w więzieniu do 1949 roku. Wrócił do kraju i na jego oczach działy się wszystkie przemiany, aż po koniec lat osiemdziesiątych. Dostrzegł wtedy w sytuacji geopolitycznej, z pierestrojką Gorbaczowa w Rosji, szansę Polski na wejście w lepsze sojusze i trwalsze przymierza.

„Na międzymorzu bałtycko – czarnomorskim , w świecie prądów „nach Osten” i „nach Westen”, trudna to jest polityka… Przeżyłem dwie wojny światowe. Obie toczyły się między tymi samymi zaborcami. W obu wojnach los Polski był przedmiotem konfliktu, nie jedynym, ale doniosłym. W wyniku pierwszej (1914-1918) powstała z niebytu Polska niepodległa, a upadli wszyscy jej zaborcy.
W wyniku drugiej (1939-1945) – istniejąca Polska niepodległa i silna (35 milionów ludności, ponad dwumilionowa armia) straciwszy ponad sześć milionów Polaków, straciwszy bezmiar dóbr materialnych i dóbr kultury, straciwszy całą swoją siłę zbrojną , musiała w końcu oddać Rosji 47% terytorium państwa polskiego i stać się satelitą wszechwładnej Rosji. Politycznym, wojskowym, społecznym i
gospodarczym satelitą…
Każdy z tych, (jakże różnych !) wyników , wywodzi się z jakiejś polityki: w wypadku pierwszym – polityki mądrej, trafnej, skutecznej, a w wypadku drugim – głupiej , błędnej i tragicznej… Los Polski zależy więc od polityki…
Od ich rozumu oraz umiejętności zręcznego lawirowania między groźnym Wschodem a groźnym Zachodem. Dopóki Europa Środkowo-Wschodnia nie przemieni się we Wschodnią EWG, nie widzę dla polityki polskiej recepty innej. 
A więc – rozum i czujność. Czujność już dziś!”

I jeszcze głos Waldemara Kuczyńskiego – artykuł z 1984 roku z Le Monde „O Europie waszej i naszej”.

Zabijanie spełnionego marzenia

Marzenie Polski o wejściu do europejskiej rodziny narodów spełniło się w 2004 roku. Jednak zasady obowiązujące w tym ugrupowaniu krajów, chociaż zobowiązaliśmy się w traktatach do ich przestrzegania ,uwierają naszych dzisiejszych rządzących w ich dążeniu do stworzenia państwa dyktatorskiego. Są w tworzeniu dyktatury przeszkodą. Dlatego Jarosław Kaczyński robi wszystko, aby nasz kraj z Unią Europejską skłócić , a obywatelom przedstawić Unię jako największego wroga. Tak po kawałku – najpierw samą Francję, później Niemcy, od których, zdaniem Prawa i Sprawiedliwości, należą się nam biliony dolarów odszkodowań za wojenne zniszczenia…

W Newsweeku nr 34/2017 Cezary Michalski pisze:
„Kiedy 1 lipca w przemówieniu na kongresie PiS Jarosław Kaczyński znów zaatakował Niemcy, podnosząc też sprawę reparacji, wszyscy – również w jego partii – uznali to za zwyczajowy rytuał.” Ale była w tym sprytniejsza myśl, żeby oskarżyć o nierealność żądań reparacji – opozycję: „Minister Waszczykowski (na pytania o reparacje) odpowiada ,że trudno będzie podjąć rozmowę z Niemcami, mając taką opozycję w kraju.” I dalej: „Wywołany do tablicy Rafał Grupiński z PO mówi, że jeśli porównać ostrość ataków Kaczyńskiego i PiS na Brukselę i Berlin, do bardzo miękkiego wobec Rosji wywiadu Waszczykowskiego dla dziennika „Kommiersant”, to nie tylko z książki Tomasza Piątka o Macierewiczu, ale także z publicznych działań Kaczyńskiego i Waszczykowskiego widać, że rząd PiS bierze udział w grze Putina przeciwko Europie.”

Są kolejne wydarzenia, potwierdzające ten ostrzegawczy głos. Oto dwunastego września prasa donosi o długiej, piętnastominutowej audycji moskiewskiej telewizji, wykpiwającej Polskę za jej pretensje do Niemiec i i jej wołanie o reparacje za wojenne szkody. Przecież Stalin zrobił Polsce prezent w postaci ziem zachodnich , dobrze zagospodarowanych, bogatych ziem niemieckiego Śląska i Pomorza. Czym
innym jest takie przypomnienie, jak nie wołaniem do Niemiec: obudźcie się, Polska chce wojennych reparacji, więc wy żądajcie zwrotu waszego terytorium…

A to głos człowieka spoza świata polityki, psychologa, Wojciecha Eichelbergera (Polityka nr 36/2017) w wywiadzie Dawida Karpiuka zatytułowanym „Polska nie wierzy w miłość”:

W.E. zauważa ,że Polska zachowuje się jak dziecko , które kiedyś skrzywdzono. Odwraca się od przyjaciół, niszczy własne sukcesy.
D. K. „Ale przecież chce wyglądać pięknie! Buduje swój wizerunek, tworzy narcystyczną fasadę. A na fasadzie husaria, żołnierze wyklęci i twarz szlachetnej ofiary.
W. E. Tak, fasada jest heroiczna i niezłomna. To, że w dzieciństwie i dojrzewaniu Polska była niezłomna i bohaterska, nie ulega wątpliwości. Dzięki temu przetrwała. Może sobie pogratulować. Ale trudne dzieciństwo już dawno się skończyło. Już nie otaczają jej wrogowie. Niestety, Polska nie wie, jak żyć wśród przyjaciół. Powinna się tego nauczyć. Łatwiej jej epatować wszystkich wokół swoim przedłużanym w nieskończoność trudnym, bohaterskim dzieciństwem i po drodze przyjaciół zamieniać we wrogów. W dodatku jest przekonana ,że wreszcie wstaje z kolan przeciwko wszystkim i wszystkiemu. Nie rozumie, że powstanie z kolan oznacza, że się nie musi nikogo udawać, że się wie, kim się jest i się to akceptuje.”

A tu głos z innej perspektywy, bułgarskiego politologa Iwana Krastewa, szefa Centrum Strategii Liberalnych w Sofii i wykładowcy w Instytucie Nauk o Człowieku w Wiedniu. W Gazecie Wyborczej z 30 czerwca napisał artykuł „W Europie , albo nigdzie”.
Oto dwa fragmenty:

„Pod koniec 2016 roku wielu Europejczyków , zdruzgotanych brexitem i zaniepokojonych zwycięstwem Donalda Trumpa w amerykańskich wyborach, popadło w głęboką rozpacz. Pogodzili się z myślą, że Unia Europejska przechodzi do historii. Sześć miesięcy później nic się właściwie nie zmieniło, a jednak zmieniło się wszystko. Sondaże pokazują, że coraz więcej Europejczyków stawia na Unię. Lepszy stan gospodarki na kontynencie, nędzne wyniki populistów w Holandii, oraz upokorzenie twardej brexiterki Theresy May w wyborach parlamentarnych dały wielu nadzieję, że UE otrzymała drugą szansę i że uda się ją wykorzystać. Decydujące zwycięstwa Emmanuela Macrona we Francji – w wyborach prezydenckich i parlamentarnych – odniesione z dumnie proeuropejskim programem, pozwoliły uwierzyć, że zamiast rozpadu możliwa jest dalsza integracja”.

„Rządy regionu ,postawione w obliczu reformującej Unię inicjatywy Merkel-Macron, wkrótce będą zmuszone wybrać między przyszłością głębszej integracji z Europą Zachodnią a przyszłością, w której Europa Środkowa jest w coraz większym stopniu marginalizowana.”
„…doświadczenie Europy Środkowej XX wieku można podsumować maksymą: „Jeżeli nie siedzisz przy stole, jesteś w menu”.”

I wreszcie głos z kraju , ku któremu kierujemy myśli o obronności Europy, w tym naszego kraju, czyli z Ameryki. Timothy Snyder, amerykański historyk , profesor uniwersytetu Yale , autor książki „Skradzione ziemie. Europa między Hitlerem i Stalinem”, wydanej w 2015 roku , w rozmowie z dziennikarzem Polityki Tomaszem Targańskim (Polityka 31/2017) zatytułowanej „Nie ma trzeciej drogi. Unia albo Rosja” na pytanie T.T . ,, czy Polska może istnieć poza Europą” , odpowiada wprost:

„Nie może. Wielka Brytania poradzi sobie bez Europy, ale ze względu na swoje szczególne położenie Polska , aby zachować suwerenność, musi być częścią jakiegoś międzynarodowego układu”.

Zapytany o głos amerykańskiego Departamentu Stanu w obronie trójpodziału władz w Polsce, odpowiada:
„Bo osłabienie polskiej demokracji jest problemem także dla Waszyngtonu… Mówiąc najkrócej, ludziom w Ameryce, którym zależy na NATO, zależy także na prawach człowieka. Natomiast kraj zbaczający z drogi demokracji to woda na młyn dla przeciwników NATO, których w USA nie brakuje.”

Opinie o sytuacji Polski w UE

Kontrola praworządności w Polsce

„Podstawowym zadaniem dla następców obecnie rządzącego PiS będzie zatem przywrócenie wiarygodności instytucjom polskiego państwa, z Trybunałem Konstytucyjnym na czele. I nie chodzi tu tylko o widzimisię ideowców, zwolenników trójpodziału władzy; nawet nie o art. 2 traktatu lizbońskiego, w którym sami zobowiązaliśmy się do przestrzegania zasady rządów prawa. Chodzi przede wszystkim o to, że jednolity rynek – który PiS oficjalnie popiera – nie może funkcjonować bez niezależnych sądów, a inne państwa członkowskie nie pozwolą na to, aby o prawie unijnym, ich też przecież dotyczącym, współdecydowało państwo arbitralne i autorytarne. Dlatego Unia tu nam nie odpuści.” (1)

„Kiedy jednak rząd PiS – co było wydarzeniem bezprecedensowym w historii – wkroczył w kompetencje władzy sędziowskiej i sam uznał, że orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego nie jest wyrokiem, to Komisja wszczęła postępowanie dla skontrolowania praworządności w Polsce. W postępowaniu tym rząd PiS nie tylko neguje oczywiste fakty – bo zapewnia, że Trybunał funkcjonuje prawidłowo – ale samą podstawę interwencji Komisji: że władze unijne nie mają żadnych podstaw, by „wtrącać się” do wewnętrznych spraw Polski i naruszać jej „suwerenność”.” (1)

„Polska jest pierwszym w historii krajem Unii, któremu Komisja Europejska zagroziła uruchomieniem artykułu 7 Traktatu o Unii Europejskiej, czyli procedury karnej za poważne naruszanie zasad praworządności. Obecny spór Warszawy z Brukselą nie tylko nie wygasa, lecz staje się centralną kwestią w naszej polityce w ramach wspólnoty. Wiele wskazuje na to, że na lata zdefiniuje on też pozycję Polski w Unii Europejskiej.” (4)

„Pozostałe z wcześniej otwartych trzech frontów z Unią Europejską – gwałcony Trybunał Konstytucyjny, podporządkowanie sądów władzy wykonawczej i opór przed pomaganiem uchodźcom – pozbawione są części wad odcinka puszczańskiego. To kwestie fundamentalne, ale mimo wszystko dość abstrakcyjne. Wyrobienie sobie zdania, czy Komisja Europejska, będąca strażniczką przestrzegania prawa europejskiego, słusznie domaga się od Polski powrotu w tych dziedzinach na ścieżkę praworządności, wymaga jakiegoś namysłu, pewnego przygotowania.” (6)

„Na wniosek Junckera i Timmermansa nie tylko nasiliła działania w postępowaniu na rzecz praworządności i zagroziła sięgnięciem po art. 7, zakładający zawieszenie prawa do głosowania w Radzie UE, ale też użyła własnego narzędzia i wszczęła postępowanie dyscyplinujące w sprawie ustawy o ustroju sądów powszechnych. Decyzja, by mimo podwójnego weta prezydenta Andrzeja Dudy wobec ustaw o sądownictwie jeszcze w lipcu wzmóc presję na Polskę, nie była zwykłą wypadkową procedur Komisji, lecz miała charakter polityczny. „Dajemy Polsce miesiąc na rozwiązanie problemów” – ogłosił Timmermans w ostatnim tygodniu lipca.” (6)

„Unia chce przeczekać PiS. Nie wierzy, żeby Polacy chcieli tego, co robi rząd. Uważają, że to niemożliwe, żeby Polacy nie chcieli UE. Wszyscy myślący ludzie wiedzą, że Unia to najlepsza gwarancja pokoju w Europie. I największe osiągnięcie cywilizacyjne. Tylko ostatni bandyta może chcieć to zniszczyć! Ale po tym, co się stało z Puszczą Białowieską i sądami, Unia nie może odpuścić. Instytucje europejskie nie mogą sobie pozwolić na lekceważenie siebie i wspólnych europejskich zasad. Muszą wymagać posłuchu. Inaczej grozi to zniszczeniem odstaw, na których zbudowan jest cała Unia.” (8)

czytaj więcej…

Przewinienia i kary

Czy Unia może skutecznie egzekwować prawo od takich państw, jak Polska czy Węgry?
Nie ma komentarzy.

W zbiorze 28 państw stanowiących Unię Europejską nie nam jednym zdarza się naruszanie traktatowych reguł postępowania. Co roku takich naruszeń, na ogół mniejszych, zdarzają się setki. Następują rozmowy, kolejne rozmowy, upomnienia, powtórne upomnienia. Sprawy się rozwiązują, albo nie, wtedy najtrudniejsze są kierowane do rozstrzygnięcia przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w Luksemburgu.

Wyroki tego Trybunału są powszechnie respektowane. Raczej były, bo Polska jest pierwszym odstępstwem od tej reguły.

Mamy w TS sprawę wyrębu Puszczy Białowieskiej. W ostatnich dniach lipca Trybunał wydał nakaz wstrzymania wyrębu do czasu rozpatrzenia sprawy i wydania wyroku, aby nie stała się puszczy szkoda nieodwracalna. Nasz rząd w osobie ministra Jana Szyszki nakaz ten zlekceważył. Wykpił naukowców, którzy przyjechali zobaczyć, co się w tym cennym lesie dzieje, mówiąc że nie odróżniają chrząszcza od żaby… Profesor Marek Safjan, sędzia Trybunału Sprawiedliwości, były prezes naszego Trybunału Konstytucyjnego, powiedział w Radio TOK FM, że jest to pierwszy w historii orzecznictwa europejskiego przypadek, kiedy jakieś państwo nie wykonuje postanowienia zabezpieczającego Trybunału Sprawiedliwości.

Zlekceważenie postanowienia zabezpieczającego podważa autorytet Trybunału Sprawiedliwości, na co ten najwyższy sąd europejski nie może sobie pozwolić. Tego trybunału nasz rząd nie może sparaliżować tak, jak to zrobił z naszym Trybunałem Konstytucyjnym. Dla ładu w Europie wyroki Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej muszą być szanowane tak, jak były przed awanturą ministra Szyszki. Nie można też przyzwalać na dalsze niszczenie unikatowych drzewostanów puszczańskich. Mówi się, że po rozpoznaniu sytuacji w puszczy raz jeszcze, Trybunał przyśpieszy pracę, aby wyrok mógł zapaść szybko, w trybie pilnym. Europejskie młyny sprawiedliwości zwyczajowo pracują starannie, ale też powoli. Zdarza się, że i dwa lata. Tym razem zanosi się na przyśpieszenie.

Po wydaniu wyroku w pierwszej instancji, jeżeli kraj nie podporządkuje się, mogą zostać nałożone kary finansowe. Pierwsza, jednorazowa, to za przepisy łamiące prawo unijne, i tu kara wynosi cztery i pół miliona euro. Druga, za nieprzestrzeganie wyroku, to kary za każdy dzień od powstania szkody, do chwili jej naprawienia, od niespełna 2 tys euro do ponad 300 tysięcy euro za każdy dzień, w zależności od wagi sprawy i stopnia natężenia konfliktu…

Wycinka puszczy trwa, przedstawiana Brukseli przez ministra Szyszkę jako cięcia zabezpieczające w miejscach, gdzie drzewa mogą stanowić zagrożenie, czyli przy drogach i szlakach turystycznych. Wobec tego oczywistego kłamstwa i po pobiciu 13 września przez straż leśną jednego z ekologów broniących puszczy, Unia zdecydowana jest nałożyć na Polskę stosowne kary, jeżeli wycinka nie ustanie. Gdy zapadnie wyrok, to gdybyśmy go zlekceważyli, to nie pomoże nam, że tych kar nie będziemy chcieli zapłacić. Bruksela potrąci je z sum przypisanych jako należne naszemu państwu.

Puszcza to jeden front walki z Unią. Drugi, to spór z Brukselą o niezależność sądów i niezawisłość sędziowską. Trwa to dłużej, od ataku PiS na Trybunał Konstytucyjny w 2015 roku i nieuznawania jego wyroków. Dostaliśmy już trzy rekomendacje TS w tej sprawie, dossier się rozrosło o kolejne problemy wynikające z ustaw o Krajowej Radzie Sądownictwa i Sądzie Najwyższym, co prawda zawetowanych przez prezydenta, ale z zapowiedzianym powrotem PiS do ponownego ich uchwalenia. Zakwestionowano i dołączono tez ustawę o sądach powszechnych, te niezawetowaną, a jakże ważną. Ta procedura może w finale doprowadzić do uruchomienia artykułu 7 Traktatu i odebrania nam prawa głosu w Radzie Europejskiej.

Zaczyna się od głosowania nad pytaniem, czy zgłoszony problem naruszył poważnie wartości, jakimi kieruje się Unia Europejska. Tu nie jest wymagana jednomyślność, wystarczą głosy 22 krajów. W naszym przypadku postanowiono postawić sprawę polskich naruszeń praworządności na posiedzeniu ministrów unijnych 25 września. Możliwe jest przeprowadzenia głosowania. Wstępne sondowanie opinii większości krajów Unii na to wskazuje. Przy braku naszej reakcji mógłby nastąpić etap drugi – kary finansowe – i etap trzeci – pozbawienie prawa głosu w Radzie Europejskiej. Tu byłaby już wymagana jednomyślność, na razie niemożliwa do uzyskania przy sprzeciwie Węgier.

Wojna jednak trwa, tracimy wpływy, szacunek i sympatie. Kiedy będą rozważane finanse UE po wyjściu Wielkiej Brytanii, nasze darcie kotów z Brukselą i wywołane tym zniecierpliwienie, może się przełożyć na przyznanie nam niezbędnego minimum tego, co nam przyznać można, zamiast hojnych finansów uzyskanych w poprzedniej perspektywie finansowej. Rządowi w sposób widoczny zależy na wzniecaniu złości na Brukselę. Mniejsze pieniądze dla Polski w kolejnych latach bardzo w tym Prawu i Sprawiedliwości pomogą. Wesprą prawicową propagandę o wrogiej Unii, propagandę, która ani rzetelna ani łagodna nie jest.

22 sierpnia, kiedy pisałam te słowa, na stronie wPolityce.pl posłanka Krystyna Pawłowicz komentowała,
cytuję:
„W praktyce mamy dziś do czynienia raczej z koniecznością stałej obrony ze strony Polski przed napastliwymi atakami i ingerencjami w polskie interesy. Dziś, w istocie, bez przerwy bronimy się przed skutkami naszego członkostwa w tej organizacji, a w istocie, przed skutkami udziału w tym europejskim państwie”.

Wtóruje jej komentator o nicku s. baca , wyraźnie urzeczony jej słowami:
„Zgadzam się z panią profesor co do bezczelnych ataków tego potworka na polską suwerenność. Z tego tonącego okrętu trzeba uciekać jak najszybciej!”

Dotychczasowa oględność Brukseli w postępowaniu z Polską wynika z faktu, że my, obywatele, nie poddajemy się dyktatowi PiS-u, wyrażamy nasz sprzeciw demonstracjami, petycjami, niezgodą pisaną w niezależnych mediach. To jest dostrzegane. Jednak Unia nie może dopuścić do anarchii, wnoszonej tam przez Prawo i Sprawiedliwość. Jasno nam daje to do zrozumienia Prezydent Republiki Francuskiej, Emmanuel Macron. Straciła cierpliwość Angela Merkel.

Pierwszy z celów PiS – wyprowadzenie przywódców unijnych z równowagi – został osiągnięty. Trwa praca nad celem drugim – umocnieniem w kraju nastrojów wiodących do zgody obywateli na opuszczenie Unii Europejskiej.

Trzynastego września przewodniczący Komisji Europejskiej, Jean-Claude Juncker wygłosił w Parlamencie Europejskim doroczne orędzie o stanie Unii. Przekonywał, że nadszedł właściwy czas na dalszą integrację, na budowę bardziej zjednoczonej a przez to silniejszej Europy. Nie Unii kilku prędkości, ale jednej, zintegrowanej, ze wspólną walutą i wspólnym nadzorowaniem finansów. Krajom, które zechcą przystąpić do strefy euro, ale mają z tym trudności, Przewodniczący proponuje dopomóc. Jest za tym, aby wpuścić do strefy Schengen ciągle jeszcze pozostające poza nią Rumunię i Bułgarię. Wyraził zaniepokojenie rozbratem między krajami starej Europy i nowymi członkami Unii. Wspomniał, że Trybunał Sprawiedliwości jest instancją ostateczną, a wyroki sądów muszą być szanowane. Chociaż w orędziu użyto języka dyplomatycznego, wiadomo, że wskazano tu nasz kraj.

Gdy kraje Unii po Brexicie zbierają siły i pracują nad mocniejszym wzajemnym związaniem, my jesteśmy prowadzeni w kierunku przeciwnym.

Złoto dla rolników

Najwięcej na odsuwaniu się Polski od Unii stracą rolnicy

Dziś rolnik, który zajmuje się produkcją roślinną i uprawia np. pszenicę dostaje dzięki Unii dopłaty do każdego obsianego hektara – rocznie ok. tysiąca złotych (w 2019, ostatnim roku obowiązującej umowy będzie podobnie). Dobry gospodarz zbiera z tego hektara ok. 6 ton ziarna, które sprzedaje po 600-650 zł za tonę (ceny obecne), czyli dostaje 3,5 – 4 tys. złotych z hektara. I tyle też, zdaniem ekspertów, wynoszą jego koszty produkcji. Dopłata unijna – owe tysiąc złotych do każdego hektara – jest więc jedynym realnym zyskiem z uprawy pszenicy. To są tzw. dopłaty bezpośrednie.

Ale Unia ma też dodatkowe dopłaty. Są dotacje do upraw na trudnych terenach np. podgórskich czy podtapianych, są do upraw przy których stosuje się techniki tradycyjne np. kosi się ręcznie a nie maszynami itd., są też do upraw roślin rzadkich. W efekcie, jeśli się to podliczy, to niektórzy rolnicy dostają nie tysiąc złotych na hektar, ale po kilka tysięcy – trzy, cztery czy pięć. Poza tymi dopłatami na wieś płyną pieniądze w postaci bezzwrotnych dotacji do maszyn i urządzeń – Unia pokrywa połowę ceny ciągnika czy dojarki, rolnik faktycznie więc kupuje sprzęt za połowę jego wartości.

Unia dopłaca też do modernizacji gospodarstwa – to dzięki tym funduszom wieś ma dziś nowoczesne obory, stodoły, przechowalnie. Dzięki nim staliśmy się potęgą sadowniczą, bo Unia dopłacała do zakładania nowych sadów, wymiany starych odmian na nowoczesne, budowy całego zaplecza sadowniczego.

Ale nie brak unijnych dotacji najbardziej uderzy w naszych rolników w przypadku , gdybyśmy wyszli z Unii. Znacznie gorsza jest utrata swobodnego, bezcłowego dostępu do rynku niemieckiego, czeskiego czy skandynawskiego.

Jeśli Polska wyjdzie z Unii, to w 2020 roku dopłat już nie będzie, by więc jego praca miała sens rolnik musi szukać zysku gdzieś indziej np. podnosząc cenę swoich produktów.

Teraz ok. 80 proc całego naszego eksportu produktów rolnych trafia na rynek unijny. Kiedy na granicy z Unia pojawią się cła, eksport dostanie zadyszki, podaż będzie większa niż możliwości konsumpcji w kraju.

Z eksportem w świat będzie jeszcze gorzej. Na światowym rynku zderzymy się z produktami z krajów, które mocno dotują swoje rolnictwo jak np. Stany Zjednoczone oraz z tymi, które biją nas na głowę lepszymi warunkami klimatycznymi i niższymi kosztami produkcji , jak Brazylia, Argentyna czy Nowa Zelandia.

Jednym słowem wyjście z Unii oznacza spadek, a nie wzrost cen skupu zbóż przynajmniej o 10-15 proc.

Na razie powodu do lamentu nie ma, bo najważniejsze że mamy dziś rolnictwo doinwestowane. Przez „lata unijne” zdołaliśmy mocno podgonić Zachód inwestując w maszyny, przechowalnie, infrastrukturę. Będziemy co prawda produkować z mniejszym zyskiem ale w miarę nowocześnie. Przynajmniej przez najbliższe kilka lat.

Oczywiście rząd może dokładać z budżetu krajowego by zrekompensować rolnikom nową sytuację. Tylko za utratę dopłat będzie to rocznie ok. 17 mld złotych. I kolejne ponad 5 mld jakie co roku płyną z Unii na rozwój obszarów wiejskich (modernizację gospodarstw, dopłaty dla młodych rolników itd.). Do tego musiałyby dojść dopłaty do eksportu byśmy mogli konkurować z innymi krajami na światowym rynku.

Wyjście z Unii bardzo uderzy w naszych mleczarzy – zarówno hodowców krów jak i skupujące od nich mleko spółdzielnie mleczarskie.

Rynkiem mleka rządzi sinusoida – od lat jest tak że trzy dobre lata przeplatają się z dwoma fatalnymi, kiedy mleczarze są w dołku cenowym. W dobre lata rolnicy tyle na mleku zarabiają że mogą odkładać na gorsze czasy. A w dołku wkracza Bruksela ze swoim interwencyjnym skupem mleka w proszku i masła, dzięki czemu ceny skupu mleka choć spadają, to nie poniżej kosztów produkcji. Rolnicy narzekają, że nic na mleku nie zarabiają ale nie ma tragedii jak dawniej kiedy wyrzynali stada mlecznych krów, bo musieli
dopłacać do produkcji mleka. Unia skupuje mleko w proszku na zapasy a potem wysyła z dopłatą do krajów trzecich. W tym ostatnim kryzysie w latach 2015-2016 na skup mleka z Polski Unia wydała 63 mln euro, taka była skala wsparcia.

Hodowcy dostają dopłaty do ziemi, dostają też po ok. 50 euro do 20 sztuk krów, młodzi rolnicy dostają po 70 tys. złotych z puli Młody Rolnik, obficie sięgają po pieniądze na modernizację – budowę obór, kupno maszyn – z których połowa jest w formie bezzwrotnej dotacji itd. itd. Jeśli wziąć pod uwagę że jeden tylko robot udojowy kosztuje około pół miliona złotych a wielu rolników ma po kilka takich
robotów to skok jaki zrobiliśmy jest niewyobrażalny.

Po pieniądze z Unii sięgnęli też nasi przetwórcy mleka , zwłaszcza mali i średni. Dziś jest to branża najbardziej nowoczesna w Europie i chyba na świecie. Pieniądze poszły tu olbrzymie. Taka średniej wielkości mleczarnia jak np. w Rykach na Lubelszczyźnie od czasu naszej akcesji dostała na modernizację z Unii (bezzwrotnie) ok. 32 mln złotych i dziś produkuje wysokiej jakości sery, i to trzy razy więcej niż w 2004 roku. Bez tego wsparcia rozwoju by nie było.

Jeśli wyjdziemy z Unii ceny mleka w skupie spadną o 10-15 proc., ale w latach dołka nawet o połowę. Po wyjściu z Unia rynek nam się zamknie, będą problemy ze zbytem, a mlekiem zaczniemy się dusić, bo produkcję mamy dziś ogromną.

Przez kilka pierwszych lat ewentualne wyjście z Unii bardzo rolników nie zaboli. W rok 2020 wejdą z supernowoczesnymi oborami i sprzętem oraz dobrymi rasami krów. Dramat zacznie się później, kiedy trzeba będzie znowu inwestować w gospodarstwo. I trzeba to będzie zrobić z własnych oszczędności, bez dotacji.

Dla hodowców bydła wyjście z Unii oznacza katastrofę. I nie w perspektywie kilku lat tylko natychmiastową. A to dlatego, że nasza produkcja mięsa wołowego jest absolutnie uzależniona od Unii – ok. 90 proc. tego, co wyprodukujemy, ląduje na unijnym rynku. Rynku bardzo chłonnym, gdzie średnio każdy obywatel zjada 15 kg wołowiny rocznie (a u nas 1,2 kg). To, że pod nosem mamy taki zbyt, takie
„ssanie”, pozwala na rozwój tej branży, bo ceny skupu rolników zadowalają – dziś to jest ok. 13 zł za kg żywego zwierzęcia.

Jeśli rynek się teraz zamknie, cofniemy się do czasów sprzed akcesji, kiedy ceny były dwukrotnie niższe niż obecnie. Oczywiście, w hodowców uderzy też to, co w innych rolników – brak dopłat do ziemi, do zwierząt (70 euro do każdej sztuki do 20 sztuk), dla młodych rolników, do kupna ciągników, maszyn, budowy obór itd.

Piątka na czatach

Jesteśmy zaprzyjaźnionymi ludźmi pióra z opozycyjnej strony sceny politycznej. Jak wszyscy, co dzień jesteśmy zasypywani wiadomościami, w których gąszczu nie zawsze łatwo zrozumieć, co się dzieje i ku czemu zmierza sytuacja.

Podobnie jak kropla to nie deszcz, tak wiadomość nie stanowi informacji. Na pełną informację składa się triada, znana nam z audycji Radia Wolna Europa – „Fakty – wydarzenia – opinie”. Chcemy stworzyć jednodniówkę publicystyczną, przedstawiającą w każdym wydaniu jeden problem, opisany przy pomocy tych trzech filarów pełnej informacji.

Tematem pierwszym są nasze stosunki z Unią Europejską i rysująca się groźba wyprowadzenia Polski z tego związku państw. Groźba, jeszcze dwa lata temu trudna do wyobrażenia w kraju, którego ponad 80% obywateli jest zadowolonych z członkostwa w UE, pod rządami Prawa i Sprawiedliwości staje się realna.

Bierzemy na warsztat nasze pogarszające się od kilkunastu miesięcy stosunki z Brukselą, gdyż ciąg wydarzeń, nasilanie konfliktów i towarzysząca mu otoczka propagandowa prowadzą do wpojenia obywatelom przekonania o UE jako organizmie nam wrogim, od którego trzeba się uwolnić. Propaganda pisowska jest wytrwała. Trzeba się jej równie wytrwale i poważnie przeciwstawić.

Oto nasza piątka:
Halina Flis-Kuczyńska – redaktor naczelna
Danuta Kuroń – patronat
Mateusz Kijowski – redaktor prowadzący
Paweł Barański – sekretarz redakcji
Przemysław Wiszniewski – wydawca