Teraz też, nie może nam być wszystko jedno

Krótko przed rozpoczęciem obrad „Okrągłego Stołu”, w których brałem udział w pracach Podzespołu ds. Górnictwa, odpiąłem opornik zapięty w klapie marynarki i schowałem do szuflady. Uznałem wówczas, podobnie jak miliony Polaków i tysiące opozycjonistów i działaczy Solidarności, że dokonują się rzeczy wielkie w Polsce, a człowiek miał poczucie, że uczestniczy w tworzeniu czegoś niezwykłego. Jeszcze nie byliśmy pewni, że rozpoczynamy proces ustrojowej transformacji i budowania demokratycznego państwa prawa, obywatelskiego społeczeństwa i gospodarki rynkowej. Ale czuliśmy, że idziemy drogą, na której gdzieś na końcu widnieje tabliczka z napisem „wolność”, choć pewności, że tam dojdziemy nie było żadnej.

Po 27 latach od tamtych historycznych wydarzeń, nie sądziłem, nawet w snach, że sięgnę po ten opornik, jako symbol sprzeciwu i protestu raz jeszcze dziś, w wolnej i demokratycznej Polsce. Piszę o tym nie dlatego bym w jakimkolwiek stopniu porównywał, bo tego nie wolno czynić, dzisiejszą Polskę i to co się dziś dzieje, z tamtymi historycznymi i dramatycznymi wydarzeniami. To co się wówczas wydarzyło, czyli obalenie systemu totalitarnego, dające początek budowania demokracji, z czego ogromna większość Polaków jest od lat dumna, a co także doceniła Europa i świat, to wielkie święto demokracji, które mocno zostało zakodowane w świadomości Polaków, zwłaszcza mojego pokolenia.

Minął rok 2017. To już ponad 2 lata rządów #dobrejzmiany. Ale dla bardzo wielu Polaków, dla większości moich Rodaków, to żadna dobra zmiana. Oceniając rząd Premier Beaty Szydło niesuwerennej przecież w swych decyzjach, zasadnym byłoby użycie kilku przymiotników. Z jednej strony, że jest to od 2 lat rząd fatalny dla Polski, najgorszy po 1989, a z drugiej racje będą mieli ci, którzy twierdzą, że był doskonały dla PiS-u i #misiewiczów.

Podsumowując miniony rok, a trudno to uczynić w oderwanie od całościowego bilansu rządów PiS, osobiście najbardziej odpowiada mi przyrównanie tego, co wyrabiają rządzący do PRL-PiS. Przeżyłem w tzw. Komunie 35 lat i wiem, że rzeczywistą władzę w PRL-u sprawował I-wszy Sekretarz PZPR. Dziś od 2 lat sprawuje ją Prezes Kaczyński. I to sprawuje pozakonstytucyjnie, bez jakiejkolwiek odpowiedzialności, chcąc za pomocą 19 % wyborców, stworzyć dla wszystkich Polaków, od podstaw zupełnie nowe państwo, zupełnie inne niż to, które od 28 lat budujemy. Skrojone według jego własnych urazów, wyobrażeń i mitów. To próba zawłaszczenia państwa, które miało służyć wszystkim obywatelom, czyli taki PRL-PiS.

Jak w PRL-u naruszono trójpodział władzy, zniszczono niezależność TK i sądów, przeprowadzono kadrową wymianę i upartyjnienie państwa. Jak w PRL-u podporządkowano prokuraturę rządowi i zawładnięto mediami publicznymi. Komunistyczny slogan „dyktatura proletariatu” PiS zastępuje figurą „suwerena”. Tak jak w PRL-u nie liczy się fachowość, ale partyjna rekomendacja. Minione 2 lata, to czas #misiewiczów i #pisiewiczów i to w najbardziej pazernym wymiarze. Widzimy promocję miernot, inwazję chamstwa, zemsty. pogardy i lumpiarstwa. Jak za PRL-u nastąpiła samoizolacja i utrata pozycji Polski w UE i na świecie. Polska dyplomacja okazała się totalną klęskę. Wystarczyły zaledwie 2 lata, by rząd polski, bo przecież nie Polska, swym nieodpowiedzialnym, nieprzewidywalnym i aroganckim postępowaniem zdemolował pozycję i wizerunek Polski. Obraził, zlekceważył i poniżył najważniejszych partnerów we Wspólnocie Europejskiej i na świecie.

Rządzący dziś Polską w sojuszu z większością kościoła katolickiego stali się w ciągu minionych 2 lat gigantycznym rozczarowaniem, żenadą, głupotą, zagrożeniem i głównym problemem UE, która, reagując na łamanie zasad stanowiących jej fundament, będzie ograniczała dotacje, a może nawet nałoży sankcje, bo procedury już rozpoczęła. W polityce wewnętrznej przy pomocy teoretycznego prezydenta, PiS zniszczył budowane przez dziesięciolecia instytucje polskiej demokracji, gwałcąc Konstytucje i dewastując państwo prawa. A zatem podsumowując, minione 2 lata, to nie był dobry okres dla Polski, to w praktyce jest restytucja PRL-u w jego skrajnej narodowo-populistycznej odmianie. Od wprowadzenia bowiem #dobrejzmiany i „podnoszenia Polski z kolan” następuje de facto zwijanie Polski, a nie jej rozwój, co było naszą specjalnością przez 27 lat. Obawiam się i obym się mylił, że program PiS, konsekwentnie realizowany oznacza #polskęwruinie.

Przed 28 laty, nam Polakom się udało, dlatego, że nigdy nie było nam wszystko jedno. Dziś w obliczu śmiertelnego zagrożenia dla demokracji i naszej wolności, też nie może nam być wszystko jedno. Nie możemy pozwolić, aby zmarnowano wysiłek milionów Polaków i cofnięto Polskę z drogi ustrojowej transformacji, z drogi dobrej zmiany, na którą weszliśmy przed laty. Jesteśmy to winni historii i odpowiedzialni przed przyszłymi pokoleniami.

———————————————
Odpowiadałem niedawno Znajomej na facebooku na pytanie dlaczego tylu katolików krytykuje kościół i od niego odchodzi. Każdy ma prawo do swojej oceny, bo ma oczy i widzi, ma uszy i słyszy. Problem polega na tym, co chce widzieć i co chce słyszeć. Bo można mieć zmysły, ale być ślepym i głuchym na to, co się dzieje wokół nas. Na zło, które się panoszy. Istotne jest także to , że skalę odchodzenia od kościoła podał nie kto inny, tylko Katolicki Instytut Statystyki działający przy polskim episkopacie. Dane są za 2016, a za 2017 będą jeszcze gorsze zapewne. Na dziś tylko 36,7% katolików chodzi do kościoła. Rodzi się pytanie co jest powodem i dlaczego ludzie odchodzą od kościoła ?

W mojej ocenie głównie dlatego, że katolicy w swej większości, z roku na rok coraz większej, nie utożsamiają polskiego kościoła hierarchicznego z nauczaniem Chrystusa. Nawet wielu twierdzi, że postawa większość duchowieństwa niewiele ma wspólnego z nauczaniem Syna ubogiego Cieśli z Nazaretu. Wielu także podkreśla, że niektóre postawy i działania są nawet zaprzeczeniem wiary, sprowadzanej na manowce. Jak się słyszy biskupów: Jędraszewskiego, Głódzia, Ryczana, Meringa, Hosera, Długosza, czasami także Gądeckiego, a także Rydzyka, Kneblowskiego, Wachowiaka, czy innych kapłanów, to trudno odmówić racji tym, którzy krytykują kościół, jako instytucję. Dla wielu katolików, jak sądzę w ich osobistej relacji z Bogiem, tacy pośrednicy są absolutnie niepotrzebni, a nawet stanowią zagrożenie dla ich wiary. Zapewne większość katolików, podobnie jak Ks. Adam Boniecki wierzy w Kościół Powszechny, ale nie wierzy już dziś w polski Episkopat.

Moim zdaniem, i nie tylko, postawa większości duchowieństwa od wielu lat, zwłaszcza od katastrofy smoleńskiej maluje obraz chrześcijaństwa wbrew Ewangelii, gdzie prymat Miłosierdzia Bożego nad sprawiedliwością jest wyłożony jak na dłoni. Papież Franciszek od początku swego pontyfikatu o tym mówi i naucza, ale polski kościół katolicki wie swoje. A przecież ludzie to widzą, że w wielu kwestiach większość polskiego duchowieństwa nie mówi jednym głosem z Papieżem, którego z kolei ogromna większość Polaków podziwia i szanuje, bo pokazuje kościół w innym niż dotychczas wydaniu, pokazuje światu inną jego misję duszpasterską, kościół który mówi innym językiem, który częściej odwołuje się do moralności miłości i przebaczenia, niż do moralności przykazań i zakazów.

Wszystkim moim adwersarzom chcę powiedzieć, że ja nie tyle krytykuję kościół, co postawy i działania poszczególnych jego członków, zwłaszcza tych, którym więcej dano i od których się więcej wymaga. Skoro hierarchowie milczą wobec zła, które niszczy od 2 lat dobro wspólne, jakim jest demokratyczne państwo prawa i obywatelskie wolności, depcząc Konstytucję, to ja, jako obywatel i katolik mam wręcz obowiązek, głośno i publicznie im to wykrzyczeć i bronić kościoła, jako wspólnoty wszystkich chrześcijan, bez względu na światopogląd, wyznanie, status społeczny, czy orientację seksualną, także tych z „gorszego sortu”, nazywając zło po imieniu, skoro nie czyni zobowiązany do tego biskup, czy kapłan. Młode lata swego życia, podobnie jak tysiące moich Rodaków poświęciłem na drodze ku wolności, tak ciężko wywalczonej i nie zamierzam milczeć, wobec tych, którzy chcą nam to dziś odebrać i zniszczyć.

To prawda, że dla chrześcijan i katolików Chrystus to kościół z całym Jego dziedzictwem i ewangelicznym nauczaniem. Tyle tylko, że chyba takiego Chrystusowego Kościoła w Polsce nie ma. Miał zapewne rację śp. Ksiądz Prof. Józef Tischner, mówiąc, że prawdziwe chrześcijaństwo dopiero chyba przed nami.

Jak mi minął rok 2017

Czytam w dzisiejszej Wyborczej:
Ankietowani przez CBOS Polacy ocenili rok 2017 jak najlepszy ze wszystkich dotychczasowych po 1989 r.
Aż o 11 punktów procentowych w porównaniu z ubiegłym rokiem wzrosła ocena 2017 r. dla Polski. Pozytywnie miniony rok ocenia prawie połowa – 49 proc. ankietowanych. Lepsze oceny miał tylko rok 1989 – pozytywnie oceniło go wówczas 62 proc. badanych. Najgorsze wyniki notowaliśmy w 2001 (8 proc.) i 1992 (9 proc.).

I myślę sobie:
a) albo nie jestem Polakiem
b) CBOS do mnie nie dotarł.

Niestety, dla mnie rok 2017 to przerażający okres, kiedy nie tylko z Wochenschau (niemieckie kroniki filmowe z końca lat 30-tych), które prof. Jerzy Bossak profetycznie pokazywał nam w Szkole Filmowej – mogę dowiedzieć się i poczuć jak wygląda na co dzień faszyzacja kraju.

Krok po kroku, coraz szybciej i bezczelniej władza zagarnia wszystko, co nam do godnego życia potrzebne.
Likwidacja niezależnego życia publicznego. (Sądy, konstytucja,trójpodział władzy itp. Itp).
O kolejnych haniebnych decyzjach tego monopartyjnego systemu dowiadujemy się codziennie.
Powoli przyswajamy te niepohamowane działania.
To jest najgroźniejsze.
I jeszcze totalny brak wyobraźni moich rodaków.
Führer też został wybrany w demokratycznych wyborach.
Życzę Prezesowi, żeby lepiej skończył.
To moja przestroga, nie tylko dla Prezesa, na 2018 rok.

Sąd Najwyższy i Krajowa Rada Sądownictwa według Prezydenta Andrzeja Dudy

Reforma sądownictwa pacyfikacja wolnych sądów

W dniu 26 września 2017 r. Prezydent Andrzej Duda przedstawił projekt ustawy o Sądzie Najwyższym (SN) oraz projekt ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa (KRS). Zaproponował wprowadzenie w SN instytucji korygującej prawomocne orzeczenia sądowe w postaci skargi nadzwyczajnej. Wyodrębnione zostałyby dwie nowe Izby SN: Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych oraz Izba Dyscyplinarna. Zmieniłby się także tryb wyłaniania kandydatów na stanowisko
sędziego SN oraz wiek, w którym sędziowie przechodzą w stan spoczynku, czyli 65 lat. Przyspieszony byłby również tryb uchylenia immunitetu.

W przypadku KRS zmiany dotyczyłyby sposobu wyboru spośród sędziów członków KRS. Prawo zgłaszania kandydatów miałaby grupa obywateli (co najmniej dwa tysiące) oraz grupa sędziów (co najmniej dwudziestu pięciu). Sędziowie KRS wybierani byliby przez Sejm kwalifikowaną większością 3/5 głosów, a w przypadku konieczności przeprowadzenia drugiej tury – w głosowaniu imiennym. Transmisje obrad KRS odbywałyby się przez Internet.

Czy te zmiany są dobre? Przyjrzyjmy się im.

Sąd Najwyższy (SN)

Pierwsze wrażenie. Jest to projekt zadziwiający. Z jednej strony zawiera rozwiązania ewidentnie polityczne, dążące do zmiany składu kadry sędziowskiej, a z drugiej irracjonalne, chyba nie do końca przemyślane.

Rozwiązaniem politycznym jest art. 36 paragraf 1 projektu ustalający, że sędzia przechodzi w stan spoczynku z dniem ukończenia 65 roku życia, chyba że Prezydent wyrazi zgodę na dalsze zajmowanie stanowiska. Literalne brzmienie przepisu może sugerować możliwość skrócenia kadencji Pierwszego Prezesa SN, a tym samym naruszenie art. 183 ust. 3 Konstytucji, który stanowi, że Pierwszy Prezes SN jest powołany na sześcioletnią kadencję. Uchwalony przepis nie wywołałby jednak skutków prawnych, gdyż ustawą nie można zmieniać Konstytucji. Byłoby to ustawowe bezprawie. Projekt w art. 108 § 4 wydaje się dopuszczać tego rodzaju interpretację art. 36, ale jego realizacja byłaby w praktyce działaniem siłowym, bez podstawy prawnej.

Poza politycznymi, brak jest innych argumentów sugerujących konieczność obniżenia wieku, w którym sędziowie przechodzą w stan spoczynku.

Także rozwiązaniem politycznym, naruszającym art. 10 Konstytucji jest art. 4 projektu przekazujący władzę nad wewnętrznym funkcjonowaniem Sądu w ręce Prezydenta, a więc także polityka.

Szczególnie bulwersującym zapisem jest art. 88 § 2 projektu stanowiący, że jeżeli SN przy rozpoznawaniu skargi nadzwyczajnej uzna, że przyczyną naruszenia przez orzeczenie zasad lub wolności i praw człowieka i obywatela określonych w Konstytucji jest niezgodność ustawy z Konstytucją, występuje z pytaniem prawnym do Trybunału Konstytucyjnego. Rozwiązanie to jest rażącym naruszeniem art. 8 i art. 178 ust. 1 Konstytucji, które stanowią, że Konstytucję stosuje się bezpośrednio a sędziowie w sprawowaniu swojego urzędu są niezawiśli i podlegają tylko Konstytucji oraz ustawom. Powyższy zapis stanowi przykład ubezwłasnowolnienia sądów i myślenia mającego na celu podporządkowanie sądów władzy wykonawczej.

Ponadto projekt zawiera propozycje zarówno dyskusyjne, jak i zadziwiające. Oto jedne z nich:

 Art. 3 projektu tworzy dwie nowe Izby: Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych oraz Izbę Dyscyplinarną.
 W art. 11 paragrafie 1 jest zapis, iż Pierwszy Prezes jest powoływany przez Prezydenta na 6-letnią kadencję spośród pięciu kandydatów wybranych przez Zgromadzenie Ogólne. Obecnie spośród dwóch.
 Art. 58 wprowadza do SN instytucję ławników ludowych. Zabieg czysto populistyczny, a tym samym irracjonalny.
 Art. 72 określa w sposób zadziwiający skład sądu dyscyplinarnego.
 Art. 86 wprowadza czysto populistyczną instytucję skargi nadzwyczajnej obejmującą orzeczenia, które uprawomocniły się po 17 października 1997 roku.

Analizując powyższe zapisy projektu a zwłaszcza propozycję powołania Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych należy mieć na uwadze treść art. 183 ust. 1 Konstytucji stanowiący, że SN sprawuje nadzór nad działalnością sądów powszechnych i wojskowych w zakresie orzekania. Obecnie przepis ten jest przepisem martwym. Istniejące narzędzia prawne nie pozwalają SN na sprawne realizowanie wskazanego obowiązku. Dlatego jest potrzebne nowe narzędzie, o charakterze nadzwyczajnym, które umożliwiłoby SN efektywne sprawowanie nadzoru. W narzędzie to powinien być wyposażony wyłącznie Pierwszy Prezes SN, a nie podmioty wymienione w art. 86 § 2 projektu. Sprawą do dyskusji jest jego budowa.

W każdym razie nie może zawierać sformułowania zawartego w art. 86 projektu, że „od każdego prawomocnego orzeczenia kończącego postępowanie w sprawie, może być wniesiona skarga nadzwyczajna, jeżeli jest to konieczne dla zapewnienia praworządności i sprawiedliwości społecznej”. Panu Prezydentowi chyba pomyliły się epoki. Zapis godny początkowych lat Polski Ludowej. Ale koncepcja, aby Pierwszy Prezes SN mógł wnosić, na podstawie określonych przesłanek, nadzwyczajny środek zaskarżenia w ciągu na przykład 6 miesięcy od uprawomocnienia się wyroku, godny rozważenia. Sprawy oczywiście powinny być rozpatrywane w trybie zwyczajnym, bez konieczności tworzenia osobnej Izby i bez ławników.

Postulat tworzenia osobnej Izby Dyscyplinarnej także jest postulatem czysto populistycznym, całkowicie niepotrzebnym. Jeżeli jednak jest taka potrzeba polityczna, bo hasło „kasta sędziów sama się sądzi” jest hasłem nośnym, można ją utworzyć, ale w innej koncepcji. Projekt w art. 72 zakłada, dwuinstancyjny sąd dyscyplinarny. W pierwszej instancji sąd by sądził w składzie dwóch sędziów Izby Dyscyplinarnej i jeden ławnik a w drugiej trzech sędziów Izby Dyscyplinarnej i dwóch ławników.

Art. 58 § 2 określa kryteria wymagane do objęcia urzędu ławnika a w art. 59 jest podane, kto nie może być ławnikiem. Aby zostać ławnikiem, między innymi, należy posiadać co najmniej wykształcenie średnie lub średnie branżowe, co może przypominać wczesny PRL, zaś ławnikami generalnie nie mogą być prawnicy. Można byłoby powyższe odwrócić i przyjąć, że ławnikami mogą być adwokaci lub radcowie prawni. Wówczas sąd w pierwszej instancji mógłby orzekać w składzie jeden sędzia Izby Dyscyplinarnej i dwóch ławników. W Izbie orzekaliby delegowani sędziowie z innych Izb, a sama Izba pod względem organizacyjnym byłaby Izbą analogiczną do Izb pozostałych.

Natomiast należałoby rozważyć wykreślenie z art. 43 § 1 ust. 1 zezwalającemu sędziemu na zatrudnienie na stanowisku dydaktycznym naukowo – dydaktycznym lub naukowym. Sędziowie SN na ogół rozstrzygają sprawy i roztrząsają zagadnienia prawne. Sędzia, który jednocześnie prowadzi zajęcia dydaktyczne lub prace naukowe, posiada określone poglądy i stanowiska. Jeżeli także sądzi, jego poglądy naukowe przenoszą się na treść rozstrzygnięć sądu, co powoduje obawy w zakresie jego bezstronności.

Projekt dokonuje także zmian w przepisach szeregu ustaw jak prawo o ustroju sądów powszechnych czy ustawa o prokuraturze rozbudowując postępowanie dyscyplinarne. Jest to przejaw zaburzonego myślenia, którego przejawem są także uregulowania spraw dyscyplinarnych w projekcie ustawy o komornikach sądowych, a które zakłada, że na wszelkie bolączki wymiaru sprawiedliwości należy odpowiedzieć postępowaniami dyscyplinarnymi.

Wnioski:
 Przedmiotowy projekt ustawy o SN jest generalnie zbędny. Realizuje jedynie zamówienie polityczne mające na celu rozbudzanie emocji społecznych.
 Można rozważyć nowelizację obecnej ustawy o SN w kierunku wyposażenia Pierwszego Prezesa Sądu w nadzwyczajny instrument do zaskarżania prawomocnych orzeczeń sądowych oraz zmiany składów sądzących sprawy dyscyplinarne poprzez udział w pierwszej instancji ławników – przedstawicieli innych zawodów prawniczych.

Krajowa Rada Sądownictwa (KRS)

Zgodnie z art. 186 ust. 1 Konstytucji RP Krajowa Rada Sądownictwa stoi na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów.

Art. 187 ust. 1 pkt. 2) Konstytucji stanowi, że KRS składa się, między innymi, z piętnastu członków wybranych spośród sędziów SN, sądów powszechnych, sądów administracyjnych i sądów wojskowych. Kadencja wybranych członków KRS trwa cztery lata (art. 187 ust. 3), zaś sposób wyboru jej członków określa ustawa (art. 187 ust. 4).

Z powyższych przepisów wynika konstytucyjny zakaz skracania kadencji członków Rady. Powyższy zakaz w szczególności dotyczy piętnastu członków wybranych spośród sędziów. Wszelkie próby skracania czy wygaszania kadencji członków należy uznać za sprzeczne z Konstytucją.

Konstytucja nie określa organu i sposobu wyboru wskazanych piętnastu członków Rady. Według aktualnie obowiązującej ustawy o KRS wyboru wskazanych piętnastu członków dokonują samorządy sędziowskie.

Analizując powyższe należy mieć na uwadze art. 186 ust. 1 w związku z art. 10 Konstytucji, który stanowi, że ustrój Rzeczypospolitej Polskiej opiera się na podziale i równowadze władzy ustawodawczej, wykonawczej i władzy sądowniczej. Można więc stwierdzić, że projekt Pana Prezydenta w praktyce władzę w KRS przekazuje w ręce polityków. Powyższe wynika z art. 1 ust. 1 pkt 1 projektu, który stanowi, że to Sejm wybiera wskazanych piętnastu członków Rady. Określony w projekcie sposób wyboru, osławione 3/5, czy też inne propozycje, nie naruszają podstawowej zasady sprowadzającej się do stwierdzenia – piętnastu członków KRS wybierają politycy, czyli przedstawiciele dwóch pozostałych władz. Rozwiązanie to, jako nie konstytucyjne, nie może zostać zaaprobowane.

Podobnie nie może zostać zaakceptowana propozycja zakończenia kadencji Rady z momentem rozpoczęcia kadencji nowych członków Rady (art. 1 ust. 1 pkt. 3. i art. 6 projektu).

Konstytucja nie określa także podmiotu uprawnionego do zgłaszana kandydatur na członków Rady. Projekt w art. 1 ust. 2 pkt. 1 i 2) określa, iż podmiotami uprawnionymi do zgłaszania kandydata na członka Rady jest grupa co najmniej dwóch tysięcy obywateli Rzeczypospolitej Polskiej oraz grupa co najmniej dwudziestu pięciu sędziów. Wydaje się, że to rozwiązanie także narusza konstytucyjną zasadę podziału władz oraz jest irracjonalne. Nie ma racjonalnego powodu, aby kandydatów na członków KRS miała prawo zgłaszać grupa obywateli lub sędziów. Jest to propozycja populistyczna, na zasadzie „cała władza w ręce rad”. Raz już było i wystarczy.

W art. 3 projekt zmienia prawo o ustrojów sądów powszechnych w ten sposób, iż asesor sądowy w określonych warunkach pełni obowiązki sędziego przez okres 4 lat. Wydaje się, iż jest to termin stanowczo za długi. Maksymalny termin pełnienia przez asesora obowiązków sędziego powinien wynosić dwa lata z ewentualną możliwością przedłużenia o pół roku.

Wnioski:
 Projekt, jako niekonstytucyjny w swoich podstawowych propozycjach oraz nieracjonalny, nie zasługuje na uwzględnienie.
 Istniejący stan prawny w zakresie obsadzenia piętnastu członków KRS należy uznać za zadowalający.
 Osobnym problemem jest dobór kandydatów na stanowiska sędziowskie i tym samym dobór kandydatów na członków KRS. W tym zakresie należy dokonać zasadniczych zmian, poprzez oparcie kształcenia przyszłych sędziów na zasadzie mistrz – uczeń oraz ułatwienie przechodzenia do stanu sędziowskiego przedstawicielom innych zawodów prawniczych.
 Ważnym jest wprowadzenie do orzekania w sądach pierwszej instancji ławników.

Autor, Andrzej Zaleski, jest adwokatem współpracującym z miesięcznikiem „Nasze Czasopismo”

Prawo z ludzką twarzą

Prawo z ludzką twarzą Na czatach sądownictwo reforma trójpodział władzy

Prof. Tomasz Koncewicz, kierownik Katedry Prawa Europejskiego i Komparatystyki Prawniczej Uniwersytetu Gdańskiego, autor książki „Prawo z ludzką twarzą”, pisze dla portalu OKO.press:

„Obecna Konstytucja jest dla obywateli, a nie dla elit. I tego PiS się boi. Nie dajmy się oszukać.”
„My, obywatele powinniśmy się obawiać dokumentu konstytucyjnego, który będzie efektem niedobrych emocji i wizji Polski, w której obywatele żyją w cieniu władzy. Władzy, która może urządzać nam życie w dowolny sposób. Polska obywatelska to ostatnia rzecz jaką obóz rządzący jest w stanie zrozumieć, i pierwsza której się obawia.”

„PiS nie zejdzie z obranego kursu. To może być próba usypiania społecznej kontroli i czujności UE”
„PiS będzie stosować tę samą taktykę, co w przypadku Trybunału Konstytucyjnego: pójdzie na kilka ustępstw, wygasi emocje i pójdzie dalej, a gdy społeczny gniew przycichnie, przeprowadzi kluczowe ze swojego punktu widzenia zmiany. Tak działa Wiktor Orbán na Węgrzech i PiS odrobiło tę węgierską lekcję „usypiania” społecznej kontroli i „usypiania” czujności Unii Europejskiej.”

1 sierpnia o decyzji SN: zabrakło sędziów gotowych powiedzieć NIE fasadowemu „Trybunałowi Konstytucyjnemu”
„Sędziowie kluczą, gubią się w piramidalnych konstrukcjach i zamazują konstytucyjny obraz, który powinien być jasny i tak komunikowany opinii publicznej.”

„Instytucje (władza) muszą być gotowe na związanie się najwyższym prawem i zaakceptować mechanizmy, dzięki którym konstytucja będzie egzekwowana wobec nich, a zwłaszcza, wbrew ich woli.”

Więcej na portalu OKO.press pod hasłem „Tomasz Koncewicz”

Sądny tydzień

Na czatach nie dla reformy sądownictwa Sąd Najwyższy KRS

Poniedziałek, 25 września

W południe miały być ogłoszone projekty ustaw prezydenckich o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa, przygotowanych w miejsce zawetowanych 31 lipca ustaw Prawa i Sprawiedliwości. Nadzieje na obiecaną ich zgodność z konstytucją były duże. Prezydent miał za sobą wielotysięczne manifestacje w obronie sądów, światła wolności płonące w półtorej setki miejscowości, zachęty części episkopatu, głosy Unii Europejskiej. Wydawało się, że tym razem z pałacu prezydenckiego popłynie wyraźny głos za demokratycznym rozwiązaniem sporu o niezależność sądów, chociaż nie brakowało sceptyków. Wskazywali na naciski ze strony Prawa i Sprawiedliwości, na rozmowy z samym jego prezesem. Na słabości charakteru i brak zaplecza politycznego prezydenta.

Rano ukazało się wydanie tygodnika SIECI z dwoma ważnymi tekstami: z wywiadem z Jarosławem Kaczyńskim i dużym artykułem analitycznym Jacka Karnowskiego o niezgodzie prezesa i władz Prawa i Sprawiedliwości na ustawy w formie przez prezydenta zapowiadanej. Najważniejsze fragmenty tych tekstów i zawarte w nich groźby pod adresem prezydenta zamieszczany dalej w artykule „Sądowe igrzyska śmierci”.

Groźby na tyle ostre, że w poniedziałkowe południe prezydent nie pokazał projektów ustaw, tylko ich założenia, dając sobie czas na dostosowanie się do partyjnych ostrzeżeń i zaleceń.

Wtorek, 26 września

Prezydent po południu składa projekty ustaw w Sejmie. Okazują się one zupełnie inne, od zapowiadanych w lipcu. Oddające pełną władzę nad SN i KRS politykom. Niezgodne z konstytucją, zgodne z linią partii Prawo i Sprawiedliwość, a nawet w niektórych punktach ją wyprzedzające. Nie poparły ich najmocniejsze partie opozycyjne – PO i Nowoczesna, bo takich projektów poprzeć nie mogły. Nie zgodziły się też na szybko zwołane konsultacje w sprawie zmiany konstytucji w kwestii
sądów.

Środa, 27 września

Można już było zapoznawać się dokładnie w Kancelarii Sejmu ze szczegółami proponowanych przez prezydenta ustaw. Wśród posłów konsternacja, zdziwienia, a nawet szyderstwa, tak te projekty są dziwnie podobne do tych, które Andrzej Duda zawetował.

74 strony projektu ustawy o Sądzie Najwyższym:
– sędziów wybiera Sejm większością 3/5 głosów, a w braku zgody odbywać się ma głosowanie indywidualne – jeden poseł , jeden głos , co daje większość Pisowi..
– obniżenie wieku przejścia w stan spoczynku do 65 lat , 40 procent składu SN , żeby pozbyć się tych sędziów, którzy działali w PRL. O tym, którzy sędziowie mogliby orzekać dłużej, ma decydować prezydent, on także miałby ustalać regulamin pracy SN, i wybierać jego prezesa spośród trzech kandydatów. W ciągu pół roku każdy z sędziów może, jeśli zechce, przejść w stan spoczynku, a będą musieli to zrobić sędziowie z likwidowanej Izby Wojskowej, której sprawy przejmie Izba Karna

Powstaną nowe izby.

– Izba Dyscyplinarna i Kontroli, do kontroli pracy sędziów, a oceniać ich mają, oprócz sędziów-orzeczników, także ławnicy, ludzie bez uprawnień sędziowskich, wybierani przez Senat, a proponowani przez organizacje społeczne, albo przez grupy stu obywateli. Czyli rodzaj sędziów ludowych.
-Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych , do której będzie można kierować skargi na prawomocne wyroki wszystkich sądów, od daty 17 października 1997 (data wejścia w życie konstytucji). Ta Izba będzie też orzekać o ważności lub nieważności wyborów i referendów.

Znacznie zwięźlejsza jest 6 stronicowa ustawa o Krajowej Radzie Sądownictwa. Wszystkich jej członków mają wybierać politycy, wbrew konstytucji, i wbrew dotychczasowej praktyce.

Czwartek, 28 września

Przed równo 100 laty powstał Sąd Najwyższy. Rano w tę rocznicę w warszawskiej archikatedrze św. Jana, metropolita warszawski, kardynał Nycz, odprawił mszę i wygłosił kazanie ze słowami ,że jeszcze przed paru miesiącami nie spodziewał się znaleźć Sądu Najwyższego „w sytuacji głębokiej troski o samą instytucję i ludzi, a jednocześnie głębokiej obawy o swoją przyszłość”.

Słowa te odnoszą się zapewne do stanu sprzed prezydenckiego lipcowego weta, kiedy odbywały się rozmowy z episkopatem, dające nadzieję na lepsze prawo. W efekcie nagłej rejterady prezydenta pozostaje tylko apel o odwagę sędziów i modlitwa. „Proszę Boga, by nic złego się nie stało, żeby nie został zachwiany żaden fundament w trójpodziale władzy i w służbie na rzecz państwa i człowieka”.

Kardynał powiedział też jednak, że najważniejszą rolą sędziów oraz obrońców ich niezawisłości jest odwaga i cierpliwość, i że z pomocą Boga i ludzkiego oporu „fundamenty polskiego sądownictwa zostaną wkrótce ocalone”. Trudno orzekać, na czym oparł takie przeświadczenie, zwłaszcza, że powiedział również o tym, że
„trzeba czasem cierpieć, żeby coś ocalić.”

Wieczorem w wielkiej sali Zamku Królewskiego w Warszawie zorganizowano obchody setnej rocznicy Sądu Najwyższego. Żeby powstało państwo, musi powstać prawo. Sąd Najwyższy stworzono w roku 1917 na mocy przepisów o tymczasowym zorganizowaniu sądów polskich. Rok później Polska odzyskała niepodległość.

Rocznica jest to więc nie byle jaka, i nie przypadkowi na nią przybyli goście. Dwaj byli prezydenci – Aleksander Kwaśniewski i Bronisław Komorowski. Prezes Sieci Prezesów Sądów Najwyższych Unii Europejskiej i prezes Sieci Europejskich Rad Sądownictwa. Członkowie polskich i europejskich stowarzyszeń sędziów, byli prezesi SN i Trybunału Konstytucyjnego, przedstawiciele samorządów prawniczych, Sejmu, Senatu oraz prezydent Warszawy.

Zabrakło tylko jednej osoby – prezydenta Andrzeja Dudy. List od głowy państwa odczytała szefowa jego kancelarii. Pani prezes SN, Małgorzata Gersdorf, przemawiała do pustego prezydenckiego fotela. Za to głos zabierali prawnicy europejscy , przypominając , że warunkiem wzajemnego uznawania wyroków sądów z różnych krajów jest zaufanie , a ostatnie projekty zmian w sadownictwie polskim niepokoją.

Nasz polski sędzia w Trybunale Sprawiedliwości UE, profesor Marek Safjan, odczytał list od prezesa tego trybunału, podkreślający, że sądy są niezbędne do przetrwania Unii, jednak tylko wtedy, kiedy będą niezależne politycznie i kiedy będą w jednolity sposób stosowały prawo.

Sto lat zobowiązuje do obrony niezależności – powiedział prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia.

Piątek, 29 września

Zza oceanu dochodzi wiadomość, że także w Ameryce patrzą na to, co się dzieje z sądownictwem polskim. Rzeczniczka Departamentu Stanu odczytuje dokument o zaniepokojeniu USA stanem praworządności w Polsce.

Sobota, 30 września

Opozycja pozaparlamentarna zwołuje się na demonstracje na niedzielny wieczór.

Czy sądownictwo w Polsce przeżywa kryzys?

Adam Strzembosz Na czatach Sąd Najwyższy

Prof. Adam Strzembosz

Czy sądownictwo w Polsce przeżywa kryzys? Żeby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba byłoby oprzeć się na badaniach. Otóż, jest rzeczą paradoksalną, że przy wieloletnich zarzutach w stosunku do sądownictwa – do jakiego stopnia uzasadnionych, to ja będę mówił później – właściwie ci, którzy mówią o kryzysie, nie są w stanie powołać się na jakiekolwiek badania systematyczne, które by objęły wszystkie stopnie sądownictwa, wszystkie sądy od rejonowych po okręgowe i apelacyjne, włącznie z Sądem Najwyższym ewentualnie… I by oceniono, do jakiego stopnia orzecznictwo sądowe odpowiada pewnym oczekiwaniom w zakresie ustalania prawdy materialnej i wydawania sprawiedliwych wyroków.

Powoływanie się na pojedyncze sprawy w tej materii, jak to ma miejsce, jest niezwykle zawodne. Wystarczy powiedzieć, że gdyby wykazano w tym trybie bardzo poważne uchybienia w tysiącu pięciuset sprawach, to wobec wpływu około piętnastu do szesnastu milionów byłby to jeden promil spraw, które zostały rozpoznane w sposób nieprawidłowy, albo też orzeczenie budzi poważne zastrzeżenia. Oczywiście sąd, żeby w jednym promilu się mylił, byłby najlepszym sądem na świecie, sądem niewyobrażalnym.

W tej chwili mówi się bardzo dużo o spadku zaufania do sądów. Ten spadek się rzeczywiście rejestruje. Pierwszego września ubiegłego roku do sądu miało zaufanie 44% respondentów, do rządu 27%, a do parlamentu – 22%. Czyli, mimo że we wrześniu zeszłego roku już „dobra zmiana” działała na rzecz możliwie negatywnego odbioru sądów w społeczeństwie, to jednak nadal zaufanie do sądów było dwukrotnie większe, niż do parlamentu, i to do parlamentu, który niósł na swoich skrzydłach dobrą zmianę.

Jaka jest zatem ta rzeczywistość sądowa? My tego nie wiemy. Ci, którzy podnoszą zarzuty, też nie wiedzą. Natomiast są fakty na pewno niedyskutowalne. Że postępowanie w polskich sądach ciągnie się długo, że nie zawsze kultura na sali sądowej jest taka, jaka być powinna. Że w niektórych okręgach sprawy są bardzo szybko rozpoznawane, szczególnie w małych okręgach miejskich, w niektórych ciągną się niesłychanie długo. Nie budzi tez właściwie zastrzeżeń ten fakt, o którym oczywiście obywatele Polski nie wiedzą, że jest ogromnie różnorodne obciążenie sędziów. Powiedzmy, sędzia cywilista w sądzie okręgowym ma w referacie około trzystu spraw w Warszawie, a w Białymstoku około pięćdziesięciu. I różnica między ciężarem gatunkowym tych spraw jest niepomiernie duża. Czyli, pewne rzeczy wątpliwości nie budzą, natomiast wyciąganie jakichś poszczególnych spraw i zarzutów właściwie nie odpowiada absolutnie na to pytanie, jak sądy orzekają.

Następna sprawa, która jest bardzo istotna: mówi się o przestępczości i korupcji, itd., itd… Ale jest rzeczą charakterystyczną, że na tym billboardzie, który wywołał tyle emocji – ja go nie czytałem, bo mi wzrok na to nie pozwala, poza tym w mojej tutaj bezpośredniej okolicy go nie ma – ale w tych dyskusjach telewizyjnych i radiowych stale mówi się o dwóch sprawach: o sędzi, który ukradł kiełbasę i o pani sędzi, która ukradła spodnie. Otóż, sędzia, który ukradł kiełbasę, zrobił to dwanaście lat temu i od dwóch lat nie żyje. Pani sędzia, która ukradła spodnie, jest osobą od lat psychicznie chorą, jest sędzią w stanie spoczynku i pewnie niejeden raz jeszcze dokona jakiegoś czynu, który będzie mógł bulwersować opinię społeczną i oczywiście, nie można jej przypisać żadnej winy…

Zatem, możemy sobie powiedzieć, że gdyby w rzeczywistości jedynymi problemami w sądownictwie polskim, jeżeli chodzi o zachowania niedozwolone, były takie przypadki, że w ciągu dwunastu lat wyciągnęło się jedną kradzież kiełbasy, nie wiadomo zresztą w jakich okolicznościach dokonanej – ja tego nie wiem – i czy dokonanej, to oczywiście polskie sądownictwo znowu byłoby wynoszone pod niebiosa. Bo przecież: ani jednego faktu korupcji, ani jednego faktu jakiegoś complotu, porozumienia sędziów z prokuratorem, gangsterem, itd… Z tego, co słyszałem, przynajmniej nie mówiono o takim przypadku. Zatem znowu, wcale na pewno sądownictwo nie jest tak nieskazitelne, jakby z tego banneru wynikało, ani problematyka sądownictwa nie jest taka, by nie wymagała interwencji ustawodawczej i wszelkiej innej. Ale to nie jest problem, który by mógł być wykazany w jakikolwiek poważny sposób.

Jarosław Kaczyński ma taką przemożną idée fixe, że on musi zdekomunizować Polskę i odzyskać dla narodu kraj, przede wszystkim zmieniając jakieś – nie wiem, czym podszyte elity na elity nowe, bo przede wszystkim elity muszą być… On sam i ci wszyscy posłowie, senatorowie są elitą. Ci ludzie, którymi obsadza różne spółki, to też jest elita, zresztą również elita finansowa; także elit się nie uniknie… Natomiast ta idée fixe powoduje, że on ma takie nieco aberracyjne przekonanie, że gdzieś ta elita taka szczególnie zdemoralizowana, skomunizowana czy jakaś tam, siedzi. Niedawno powiedział, że taką skamieliną komunistyczną, a skamieliną nad tą skamieliną jest Sąd Najwyższy.

Otóż, zapomniał, że na podstawie ustawy z 20 grudnia 89 roku, w składzie, jaki ukształtowała Polska Ludowa, został rozwiązany, wszyscy sędziowie stracili swoją pozycję w sądzie, i nowo ukształtowana Krajowa Rada Sądownictwa na nowo wybrała – czego nie udało się od razu zrobić – i wybierała przez lata Sąd Najwyższy. Czyli jest to instytucja najgłębiej zmieniona, jeżeli chodzi o sądownictwo i pewnie wiele innych instytucji państwowych.

Pan Kaczyński mówi – on albo jego adherenci – że ciągle jest dużo ludzi, którzy orzekają nadal, a mają ręce umoczone stanem wojennym. Jeżeli by tak rzeczywiście było, byłoby to elementem obciążającym. Pan Kaczyński wie, że wszyscy sędziowie zostali poddani lustracji wtedy, kiedy lustrowani byli posłowie, senatorowie, ministrowie, itd., tak jak i prokuratorzy, a adwokaci na własne żądanie. Że zatem wśród sędziów nie ma ludzi powiązanych agenturalnie z jakimikolwiek służbami specjalnymi.

Pan Kaczyński wie, że po wielkich trudach, bojach i z moim niemałym udziałem, kiedy ministrem sprawiedliwości była pani Hanna Suchocka, doszło do uchwalenia takiej ustawy, która nareszcie pozwoliła powołać postępowania dyscyplinarne w stosunku do sędziów, którzy w stanie wojennym nie przestrzegali zasady niezawisłości. Pani Suchocka się w to mocno angażowała, nowy minister sprawiedliwości, pan Lech Kaczyński – nie. Interweniowałem. Tłumaczył, że efekty są nieduże, i że trzy panie, które miały zająć się tą sprawą, nie mają do tego żadnej ochoty… Wydawało mi się, że minister sprawiedliwości, który rozkłada ręce, bo jakieś panie nie entuzjazmują się przydzieloną im pracą, nie wykazuje szczególnej energii…

Niemniej, trzeba przyznać, że to postępowanie z przyczyn, które bardzo obszernie opisałem w mojej i pani Marii Stanowskiej książce „Sędziowie warszawscy w czasie próby 1981–1988”, nie doprowadziło do pożądanych efektów. Nie ma żadnych przeszkód, żeby teraz „dobra zmiana” jednej nocy nie uchwaliła ponownie ustawy, która by pozwoliła na pociągnięcie do odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów, którzy w czasie stanu wojennego czy we wcześniejszych latach zachowywali się haniebnie. Nie ma żadnej przeszkody! Proszę to zrobić, panie przewodniczący PiS, jeżeli rzeczywiście uważa pan, że tacy sędziowie jeszcze orzekają.

Z mojej inicjatywy – oczywiście, tu zasługa jest pani minister Suchockiej – Krajowa Rada uzyskała uprawnienia do pozbawienia stanu spoczynku tych sędziów, którzy przed objęciem urzędu byli powiązani z Urzędem Bezpieczeństwa, ze Służbą Bezpieczeństwa, służbami wojskowymi, byli na represyjnych stanowiskach w wojsku. I spora grupa takich sędziów, którzy nie byli związani ze służbami, kiedy byli sędziami – w każdym razie, jeżeli byli poddani lustracji, to tego nie wykazano, ale część z nich nie była poddana lustracji, gdyż znalazła się w stanie spoczynku – została tego stanu spoczynku pozbawiona.

Oczywiście, nic nie stoi przeciwko temu, by podjąć dalsze starania w kierunku oczyszczenia sądownictwa. Czy jest z czego czyścić, nie wiem. Na te blisko 10 tys. sędziów, może kilku takich sędziów czy paru by się znalazło. Stawiano zarzuty, że w Sądzie Najwyższym jest sędzia, która sądziła i wydała wyrok między 13 grudnia a 17 grudnia, to znaczy w okresie, w którym nie ukazał się jeszcze Dziennik Ustaw z dekretami o stanie wojennym. Zapomniano dodać, że sędzia sądziła, tylko że uniewinniła. To szczegół, wydaje się, dość istotny.

Cóż, nawet ktoś, kto powinien lepiej się orientować: pan profesor Michał Królikowski, który pomagał prezydentowi, powiedział, że w Sądzie Najwyższym są sędziowie powoływani przez Radę Państwa. Ja również byłem powołany przez Radę Państwa do sądu powiatowego i później do sądu wojewódzkiego, i ta Rada Państwa zresztą mnie odwołała w pierwszej czwórce, co przyjmuję sobie jako element zaszczytny. Otóż, w tamtych latach, po 56 roku aż do zmiany ustroju, nikt inny nie powoływał sędziów, tylko Rada Państwa.

Trudno sobie wyobrazić, żeby w kraju nie było sądów cywilnych, karnych i innych (jeszcze wtedy administracyjnych nie było), bo taki kraj by się rozleciał. Można zatem stawiać jedynie zarzuty, że kto orzekał w sposób niewłaściwy, ale nie te, że go ktoś powołał. Ja bym tutaj przypomniał, że w okresie wojny w Polsce działały sądy grodzkie, a może i wyższej instancji; grodzkie na pewno. Ci sędziowie sądzili w warunkach okupacji, kiedy Hitler zagarnął Polskę, i po wojnie nikt jednego złego słowa im nie powiedział, w Polsce Ludowej! Oczywiście, to nie był zgodny z prawem międzynarodowym stan okupacji, ale wiadomo, że w czasie okupacji okupantowi nie wolno zmienić ustroju sądów. Poza tym Niemcy nie byli zainteresowani łapaniem złodziejaszków, oszustów, czy ustalaniem alimentów, itd. I to sądom polskim pozwolili robić, a to, że sądy polskie to robiły, było oczywiście niezwykle ważne dla polskiego, okupowanego społeczeństwa.

To tyle uwag wstępnych. To znaczy, sądownictwo wymaga zmian przede wszystkim w zakresie przyspieszenia postępowania. Mało kto sobie zdaje sprawę, że do sądów wpływa rocznie od 15 do 16 milionów spraw. To duża liczba, właściwie rzadko spotykana w krajach nawet większych od Polski, i ta liczba powoduje przewlekłość postępowania, bo jak sędzia okręgowy, wyższej instancji – sędzia rejonowy jest w gorszej sytuacji – ma 300 spraw i musi nimi obracać, bo inaczej w skargi wpływające do ministra czy do prezesa sądu będą się odbijać na jego skórze, to będzie wyznaczał sprawy raz na rok, raz na półtora. Może być i tak, i oczywiście nie jest to jego wina, tylko wina liczby spraw, które ma w referacie.

Zatem, reforma powinna przede wszystkim odciążyć sądy. Na ten temat jest bardzo dużo różnych pomysłów. Po pierwsze mówi się o powoływaniu sędziów pokoju. Taka instytucja na Mazowszu jest dobrze znana, była w okresie międzywojennym i nie ma żadnych przeszkód, żeby eksperymentalnie nie rozpocząć sprawdzenia, jak to by zadziałało. to wymaga zmiany konstytucji, ale na to by się wszyscy zgodzili.

Można rozpatrywanie spraw przekazać innym podmiotom niż sądy: notariuszom, można rozwinąć mediacje, można przede wszystkim uprościć postępowanie i cywilne, i karne, przy czym uproszczone postępowanie jeszcze za rządów PO, które opierało się na postępowaniu kontradyktoryjnym w sprawach karnych, zakończyło się tym, że pierwszą rzecz, którą zrobił pan Ziobro, uchylił te przepisy i wrócił do dawnego systemu. Nie będę dyskutował z nim zaocznie na temat zasadności takiej decyzji, ale niewątpliwie to uproszczenie odpadło.

Ministrowie sprawiedliwości PO mają w jednym punkcie zasługę, mianowicie utworzyli w Lublinie sąd elektroniczny, sąd, który obejmuje sprawy z całego kraju, i który załatwia najprostsze sprawy w trybie elektronicznym, a jest to mniej więcej do dwóch do dwóch i pół miliona spraw. Gdyby tych dwa i pół miliona spraw rozpoznawały jeszcze sądy w zwykłym trybie, byłoby jeszcze gorzej.

Ale teraz wróćmy do tej „wspaniałej” reformy. Nie będę mówił o tej reformie, która wpłynęła w postaci uchwalonych już ustaw do pana prezydenta; dwie z nich zostały zawetowane. Bo powiedziałem wczoraj [25 września] w telewizji, że tamte ustawy były tragiczne, a to, co przedstawił nam pan prezydent, jest tylko bardzo złe. Z tych ustaw utrzymała się dotycząca ustroju sądów powszechnych.

Ta dotycząca ustroju sądów powszechnych przywróciła stan prawny, jaki istniał w PRL, a mianowicie dyskrecjonalne mianowanie i odwoływanie prezesów i wiceprezesów wszelkich sądów powszechnych przez ministra sprawiedliwości. Ten prezes, którego nie ogranicza, tak jak to było poprzednio, ani Kolegium, ani Zgromadzenie Ogólne, będzie powoływał znowu w sposób swobodny przewodniczących wydziałów, sędziów wizytatorów, itd., czyli minister uzyskał olbrzymie uprawnienia, takie akurat, jakie miał minister sprawiedliwości przed zmianami 89 roku.

To jest jego sukces, jest to zawłaszczenie bardzo istotnego elementu władzy sądowniczej. Tutaj bardzo ostro przeciwko temu sędziowie protestowali, bo jest to pogrzebanie tych rozwiązań, które były przyjęte przy Okrągłym Stole i weszły w życie, i za którymi głosował przy Okrągłym Stole a pewnie i później pan Jarosław Kaczyński i wielu innych działaczy również później związanych z PiS-em.

Ten projekt ustawy pana prezydenta, który dotyczy Krajowej Rady Sądownictwa ewidentnie łamie Konstytucję i to w paru miejscach. Po pierwsze, skraca kadencję sędziów w Krajowej Radzie Sądownictwa. Tego jeszcze wczoraj nie widziałem, dziś [26 września 2017] się dowiedziałem, że w tych ustawach tak jest. No, jeśli skraca kadencję sędziom w Krajowej Radzie, to może w przyszłości ktoś skróci kadencję panu prezydentowi. Te kadencje są równorzędne: kadencja pierwszego prezesa Sądu Najwyższego, czy sędziego w Krajowej Radzie, czy Rzecznika Praw Obywatelskich, czy prezydenta, one są takie same. Te urzędy są jeden ważniejszy, drugi mniej, ale ich umocowanie w Konstytucji jest identyczne.

To pierwsze, po drugie – oddaje mianowanie, powołanie do Krajowej Rady Sądownictwa tych piętnastu sędziów – Sejmowi. Powołują się na to, że w Konstytucji mówi się, że w Krajowej Radzie jest czterech posłów powoływanych przez Sejm, dwóch senatorów powołanych przez Senat, ale nie mówi się, że sędziów powołują sędziowie. Ja bym więc przypomniał, że w tym samym przepisie nie mówi się, że przedstawiciela prezydenta powołuje prezydent, wobec tego proponowałbym, żeby Senat albo marszałek Sejmu powoływał przedstawiciela prezydenta, bo w Konstytucji nie mówi się, że przedstawiciela prezydenta powołuje prezydent…

Przy wykładni historycznej, wiadomo było przy uzasadnieniu ustawy z 20 grudnia 89 roku, dlaczego do Krajowej Rady wchodzi piętnastu sędziów powołanych przez sędziów – to było jednoznacznie określone i przez 27 lat nikt nie miał wątpliwości. Nagle teraz PiS i pan prezydent mają wątpliwości. Ten sposób powołania przez Sejm jest nie tylko niezgodny z przepisem, który mówi o składzie Krajowej Rady Sądownictwa, jak on jest powoływany, a jest również niezgodny z trójpodziałem władzy, który bardzo zasadniczo jest określony (trójpodział władzy jest nawet w Konstytucji Majowej) w tej Konstytucji z 97 roku. Czyli: znowu łamie się Konstytucję.

Sposób powoływania, to że trzy piąte, a jak trzy piąte nie będzie mogło, to każdy poseł jednego – to, oczywiście, nie ma wielkiego znaczenia. Jest ważne, że powołuje Sejm, a jeżeli potem będzie po tym indywidualnym głosowaniu – jeden sędzia PiS-u, drugi PO, trzeci PSL, to to będzie jeszcze większe naznaczenie polityczne sędziów, niż można to sobie wyobrazić. Powoływanie sędziów przez Krajową Radę, powoływanie na stanowisko sędziego, czy awansowanie proponowane prezydentowi przez Krajową Radę nie jest argumentem, że sędziowie sędziów powołują i kontrolują, bo tak się dziwnie składa, że w Sejmie marszałka powołują posłowie, a marszałka Senatu – senatorowie, i przewodniczących też, i nie mówimy w tym przypadku, że to jest jakaś wielka patologia.

Oczywiście, można mówić, że tutaj „ręka rękę myje” i jak jest postępowanie dyscyplinarne, to sędziowie na wniosek rzecznika oskarżenia, który jest sędzią, wydają bardzo łagodne orzeczenia. Ale to trzeba udowodnić! Wcale tak nie jest. Poza tym, tak się dziwnie składa, że się nie mówi o tym, że te posiedzenia w sprawach dyscyplinarnych są jawne; każdy może tam pójść… Że każdy wyrok z uzasadnieniem jest ogłoszony na stronach Sądu Najwyższego – każdy może to sobie przeczytać i ocenić, czy wobec zarzutu kara była słusznie orzeczona, albo czy słusznie uniewinniono. To można robić, ale nikt się takimi „drobiazgami”, jak analizą tych orzeczeń, nie zajmuje. Wystarczy po prostu powiedzieć, że tam „koleś broni kolesia”…

Tak się dziwnie składa, że w Sejmie też „koleś broni kolesia” i to bardziej dramatycznie, bo „koleś” może nie wydać „kolesia”, który popełnił przestępstwo organom ścigania. Można powiedzieć, że sąd dyscyplinarny może też nie wydać sędziego, ale takie przypadki nie są mi znane, a jeżeli mają miejsce, to w niezwykle drastycznych przypadkach, gdzie było ewidentne, że to była zasadzka na sędziego, czy też coś podobnego.

Przejdźmy może do ustawy o Sądzie Najwyższym. Pan prezydent wymyślił, że trzeba dać coś Panu Bogu, a diabłu też ogarek. Ten ogarek, to jest obniżenie wieku orzekania w Sądzie Najwyższym do 65 lat. I kobiet, i mężczyzn. W ten sposób 35% sędziów obecnego stanu Sądu Najwyższego przechodzi w stan spoczynku. I teraz upolityczniona Krajowa Rada Sądownictwa może spokojnie te mniej więcej 40% obsadzić swoimi ludzikami…

Następnie, pan prezydent może na wniosek sędziego przedłużyć mu orzekanie o trzy lata, najwyżej dwukrotnie o trzy lata, jak słuchałem, ale to już będzie decyzja polityka. Gdyby to robiła Krajowa Rada Sądownictwa, czy Kolegium Sądu Najwyższego, czy podobny organ, to on by badał stan zdrowia psychicznego, fizycznego, jakie jest to orzecznictwo z punktu widzenia wydajności sędziego. Tutaj żadnych takich kryteriów nie ma: pan prezydent może sobie zrobić, co chce! Jak jakiś sędzia wbije jakąś drzazgę komuś z PiS-u, to ten ktoś poprosi pana prezydenta, żeby sędziemu nie przedłużać…

Skrócenie okresu pracy sędziom, którzy byli powołani do siedemdziesiątego roku życia w zasadzie (stan zdrowia niektórych mógł wyłączyć) jest również – można sądzić – złamaniem Konstytucji. I jest problem pani pierwszej prezes… Pani pierwsza prezes ma zagwarantowany sześcioletni okres kierowania Sądem Najwyższym. Ten sześcioletni okres jest zagwarantowany konstytucyjnie. Jeżeli w listopadzie tego roku po ukończeniu przez panią pierwszą prezes 65 lat ona będzie przeniesiona w stan spoczynku, to to będzie znowu rażące nadużycie prawa, to znaczy złamanie Konstytucji i pan prezydent może oczekiwać, że jak przyjdzie do władzy nowa ekipa, powiedzmy w 2019 roku to byłoby możliwe, to również skróci mu kadencję, no bo jak można kadencję skracać pierwszej prezes pod jakimś tam pretekstem, to pretekst się znajdzie, żeby panu prezydentowi skrócić jego kadencję…

Powiedziałem o tych najbardziej drastycznych sprawach. Jeżeli chodzi o tzw. izbę dyscyplinarną, to dotąd w Sądzie najwyższym był Wydział Dyscyplinarny. Zmieniono go na Izbę – to może tylko zmiana nazwy, ale tam jest coś innego, mianowicie chce się w tej Izbie pomniejszyć skład sędziów. W Sądzie Najwyższym – Sąd Najwyższy był drugą instancją – w sprawach dyscyplinarnych orzeka siedmiu wylosowanych sędziów, więc skład był zupełnie przypadkowy. Nie można było ani go przewidzieć, ani go „odpowiednio” dobrać. Teraz to będzie w pierwszej instancji dwóch sędziów i jeden ławnik, a w drugiej instancji będzie trzech sędziów i dwóch ławników. Oczywiście, w takich postępowaniach ławnicy mogą być, tylko zwracam uwagę na zmniejszenie składu; poza tym nie jest powiedziane, kim będą ci ławnicy…

Nie znam tej ustawy, niestety, która się dziś [26 września] podobno ukazała w Sejmie, le jeżeli ci ławnicy będą dobrani – powiedzmy – przez Senat, albo przez inny polityczny organ, to to będą znowu partyjni oficjele wydelegowani do Sądu Najwyższego do spraw dyscyplinarnych. To również jest niesmaczne.

No i rzecz ostatnia, to jest ta nadzwyczajna skarga rewizyjna, czy kasacyjna. Ja się w tej sprawie wypowiadałem, nawet mnie dzisiaj [26 września 2017] cytowano. Przede wszystkim wyraziłem ogromne współczucie tym, którzy uzyskali uprawnienia do składania takich skarg. To jest minister sprawiedliwości i prokurator generalny, rzecznik praw obywatelskich, jeszcze paru innych rzeczników i trzydziestu posłów lub dwudziestu senatorów.

Corocznie toczy się kilkanaście milionów spraw spornych, to znaczy zawsze jedna strona powinna przegrać, a czasami obydwie, albo obydwie w niedostatecznym stopniu uzyskać satysfakcję. Otóż, w tej sytuacji grozi to, że do tych właśnie uprawnionych do wnoszenia skarg będą wpływać miliony próśb o wniesienie takiej nadzwyczajnej kasacji… I co będzie się działo? Albo przy każdym pośle powoła się wielkie biuro, które będzie rozpatrywać zasadność tych skarg, badać akta – przecież nie można na podstawie napisanej skargi wnosić takiej nadzwyczajnej rewizji, trzeba opracować skargę, ona powinna mieć kilkanaście stron, powinna być odpowiednio udokumentowana, to musi zrobić chyba raczej prawnik… Więc trzeba będzie powołać takie biura, albo to będzie załatwiane wyłącznie na zasadzie kolesiostwa. Ponieważ tych 30 posłów, czy 20 senatorów nie będzie w stanie rozpoznać tych setek tysięcy spraw, które do nich wpłyną, to jeżeli ktoś dotrze do odpowiedniego ucha i będzie miał odpowiednio mocne argumenty, niekoniecznie merytoryczne, to taka skarga będzie wniesiona.

Jeżeli tych skarg wniesie się bardzo dużo, powiedzmy – będzie się miesięcznie wnosić parę tysięcy skarg, a rozpatrywać ma je jedna Izba, to ta izba te skargi będzie rozpoznawać po kilku latach. To nie da specjalnej satysfakcji. Gdyby chcieli skierować nie kilkanaście, czy kilka a kilkadziesiąt, to w ogóle sąd by stanął.

Natomiast to będzie miało jeszcze inne negatywne skutki, mianowicie nikt nie będzie czuł się bezpiecznie. Ktoś wystąpił o zasiedzenie i zapadło orzeczenie o zasiedzeniu. W ciągu pięciu lat po prawomocnym orzeczeniu będzie mogła wpłynąć skarga nadzwyczajna i można będzie się spodziewać, że z jakichś nieznanych powodów to orzeczenie będzie uchylone. To przez pięć lat nie należy budować chałupy, bo nie wiadomo, czy to będzie moja chałupa. Pewność prawa zostanie zakwestionowana. A przecież i procedura cywilna, i procedura karna zawiera różne specjalne tryby zmiany jawnie nieprawidłowego orzeczenia, różne wznowienia postępowania – nie będę tego omawiał. Czyli pewność prawa, która jest wartością, spadnie.

Konkludując, oczekiwałbym zatem, że tam, gdzie jest sytuacja jasna, gdzie przewlekłość postępowania jest jedną z najboleśniejszych elementów naszego sądownictwa, trzeba to robić, a nie przejmować personalnie sądy. To jedna rzecz. Druga, że skoro są uzasadnione uwagi, nie wiem, w jakim stopniu, ale nie zawsze kultura sali sądowej jest dobra, to trzeba odciążyć sędziów, żeby nie żyli w stałym stresie. W sądach warszawskich sędziów rejonowych zbadali psycholodzy i okazało się, że oni są tak zestresowani, że gdyby byli policjantami, to by ich nie wypuszczono na ulice.

Trzeba zmienić obciążenie, trzeba sędziów wyposażyć w większą liczbę asystentów, trzeba zmienić procedury tak, żeby one nie wiązały nadmiernie sędziom rąk i żeby szybko i sprawnie można było sprawy rozpoznawać. Tego czekają Polacy w tych ponad 80%, którzy chcą zmian w sądownictwie, a tego nie oczekuje PiS, bo mu zależy wyłącznie na przejęciu sądów, tak jak przejęli Sejm, jak przejęli spółki, jak przejęli różne inne lukratywne miejsca, i mogą zaspokoić z jednej strony pewną idée fixe pana prezesa, i wygłodzonych kolegów tegoż. Dziękuję.