Teraz też, nie może nam być wszystko jedno

Krótko przed rozpoczęciem obrad „Okrągłego Stołu”, w których brałem udział w pracach Podzespołu ds. Górnictwa, odpiąłem opornik zapięty w klapie marynarki i schowałem do szuflady. Uznałem wówczas, podobnie jak miliony Polaków i tysiące opozycjonistów i działaczy Solidarności, że dokonują się rzeczy wielkie w Polsce, a człowiek miał poczucie, że uczestniczy w tworzeniu czegoś niezwykłego. Jeszcze nie byliśmy pewni, że rozpoczynamy proces ustrojowej transformacji i budowania demokratycznego państwa prawa, obywatelskiego społeczeństwa i gospodarki rynkowej. Ale czuliśmy, że idziemy drogą, na której gdzieś na końcu widnieje tabliczka z napisem „wolność”, choć pewności, że tam dojdziemy nie było żadnej.

Po 27 latach od tamtych historycznych wydarzeń, nie sądziłem, nawet w snach, że sięgnę po ten opornik, jako symbol sprzeciwu i protestu raz jeszcze dziś, w wolnej i demokratycznej Polsce. Piszę o tym nie dlatego bym w jakimkolwiek stopniu porównywał, bo tego nie wolno czynić, dzisiejszą Polskę i to co się dziś dzieje, z tamtymi historycznymi i dramatycznymi wydarzeniami. To co się wówczas wydarzyło, czyli obalenie systemu totalitarnego, dające początek budowania demokracji, z czego ogromna większość Polaków jest od lat dumna, a co także doceniła Europa i świat, to wielkie święto demokracji, które mocno zostało zakodowane w świadomości Polaków, zwłaszcza mojego pokolenia.

Minął rok 2017. To już ponad 2 lata rządów #dobrejzmiany. Ale dla bardzo wielu Polaków, dla większości moich Rodaków, to żadna dobra zmiana. Oceniając rząd Premier Beaty Szydło niesuwerennej przecież w swych decyzjach, zasadnym byłoby użycie kilku przymiotników. Z jednej strony, że jest to od 2 lat rząd fatalny dla Polski, najgorszy po 1989, a z drugiej racje będą mieli ci, którzy twierdzą, że był doskonały dla PiS-u i #misiewiczów.

Podsumowując miniony rok, a trudno to uczynić w oderwanie od całościowego bilansu rządów PiS, osobiście najbardziej odpowiada mi przyrównanie tego, co wyrabiają rządzący do PRL-PiS. Przeżyłem w tzw. Komunie 35 lat i wiem, że rzeczywistą władzę w PRL-u sprawował I-wszy Sekretarz PZPR. Dziś od 2 lat sprawuje ją Prezes Kaczyński. I to sprawuje pozakonstytucyjnie, bez jakiejkolwiek odpowiedzialności, chcąc za pomocą 19 % wyborców, stworzyć dla wszystkich Polaków, od podstaw zupełnie nowe państwo, zupełnie inne niż to, które od 28 lat budujemy. Skrojone według jego własnych urazów, wyobrażeń i mitów. To próba zawłaszczenia państwa, które miało służyć wszystkim obywatelom, czyli taki PRL-PiS.

Jak w PRL-u naruszono trójpodział władzy, zniszczono niezależność TK i sądów, przeprowadzono kadrową wymianę i upartyjnienie państwa. Jak w PRL-u podporządkowano prokuraturę rządowi i zawładnięto mediami publicznymi. Komunistyczny slogan „dyktatura proletariatu” PiS zastępuje figurą „suwerena”. Tak jak w PRL-u nie liczy się fachowość, ale partyjna rekomendacja. Minione 2 lata, to czas #misiewiczów i #pisiewiczów i to w najbardziej pazernym wymiarze. Widzimy promocję miernot, inwazję chamstwa, zemsty. pogardy i lumpiarstwa. Jak za PRL-u nastąpiła samoizolacja i utrata pozycji Polski w UE i na świecie. Polska dyplomacja okazała się totalną klęskę. Wystarczyły zaledwie 2 lata, by rząd polski, bo przecież nie Polska, swym nieodpowiedzialnym, nieprzewidywalnym i aroganckim postępowaniem zdemolował pozycję i wizerunek Polski. Obraził, zlekceważył i poniżył najważniejszych partnerów we Wspólnocie Europejskiej i na świecie.

Rządzący dziś Polską w sojuszu z większością kościoła katolickiego stali się w ciągu minionych 2 lat gigantycznym rozczarowaniem, żenadą, głupotą, zagrożeniem i głównym problemem UE, która, reagując na łamanie zasad stanowiących jej fundament, będzie ograniczała dotacje, a może nawet nałoży sankcje, bo procedury już rozpoczęła. W polityce wewnętrznej przy pomocy teoretycznego prezydenta, PiS zniszczył budowane przez dziesięciolecia instytucje polskiej demokracji, gwałcąc Konstytucje i dewastując państwo prawa. A zatem podsumowując, minione 2 lata, to nie był dobry okres dla Polski, to w praktyce jest restytucja PRL-u w jego skrajnej narodowo-populistycznej odmianie. Od wprowadzenia bowiem #dobrejzmiany i „podnoszenia Polski z kolan” następuje de facto zwijanie Polski, a nie jej rozwój, co było naszą specjalnością przez 27 lat. Obawiam się i obym się mylił, że program PiS, konsekwentnie realizowany oznacza #polskęwruinie.

Przed 28 laty, nam Polakom się udało, dlatego, że nigdy nie było nam wszystko jedno. Dziś w obliczu śmiertelnego zagrożenia dla demokracji i naszej wolności, też nie może nam być wszystko jedno. Nie możemy pozwolić, aby zmarnowano wysiłek milionów Polaków i cofnięto Polskę z drogi ustrojowej transformacji, z drogi dobrej zmiany, na którą weszliśmy przed laty. Jesteśmy to winni historii i odpowiedzialni przed przyszłymi pokoleniami.

———————————————
Odpowiadałem niedawno Znajomej na facebooku na pytanie dlaczego tylu katolików krytykuje kościół i od niego odchodzi. Każdy ma prawo do swojej oceny, bo ma oczy i widzi, ma uszy i słyszy. Problem polega na tym, co chce widzieć i co chce słyszeć. Bo można mieć zmysły, ale być ślepym i głuchym na to, co się dzieje wokół nas. Na zło, które się panoszy. Istotne jest także to , że skalę odchodzenia od kościoła podał nie kto inny, tylko Katolicki Instytut Statystyki działający przy polskim episkopacie. Dane są za 2016, a za 2017 będą jeszcze gorsze zapewne. Na dziś tylko 36,7% katolików chodzi do kościoła. Rodzi się pytanie co jest powodem i dlaczego ludzie odchodzą od kościoła ?

W mojej ocenie głównie dlatego, że katolicy w swej większości, z roku na rok coraz większej, nie utożsamiają polskiego kościoła hierarchicznego z nauczaniem Chrystusa. Nawet wielu twierdzi, że postawa większość duchowieństwa niewiele ma wspólnego z nauczaniem Syna ubogiego Cieśli z Nazaretu. Wielu także podkreśla, że niektóre postawy i działania są nawet zaprzeczeniem wiary, sprowadzanej na manowce. Jak się słyszy biskupów: Jędraszewskiego, Głódzia, Ryczana, Meringa, Hosera, Długosza, czasami także Gądeckiego, a także Rydzyka, Kneblowskiego, Wachowiaka, czy innych kapłanów, to trudno odmówić racji tym, którzy krytykują kościół, jako instytucję. Dla wielu katolików, jak sądzę w ich osobistej relacji z Bogiem, tacy pośrednicy są absolutnie niepotrzebni, a nawet stanowią zagrożenie dla ich wiary. Zapewne większość katolików, podobnie jak Ks. Adam Boniecki wierzy w Kościół Powszechny, ale nie wierzy już dziś w polski Episkopat.

Moim zdaniem, i nie tylko, postawa większości duchowieństwa od wielu lat, zwłaszcza od katastrofy smoleńskiej maluje obraz chrześcijaństwa wbrew Ewangelii, gdzie prymat Miłosierdzia Bożego nad sprawiedliwością jest wyłożony jak na dłoni. Papież Franciszek od początku swego pontyfikatu o tym mówi i naucza, ale polski kościół katolicki wie swoje. A przecież ludzie to widzą, że w wielu kwestiach większość polskiego duchowieństwa nie mówi jednym głosem z Papieżem, którego z kolei ogromna większość Polaków podziwia i szanuje, bo pokazuje kościół w innym niż dotychczas wydaniu, pokazuje światu inną jego misję duszpasterską, kościół który mówi innym językiem, który częściej odwołuje się do moralności miłości i przebaczenia, niż do moralności przykazań i zakazów.

Wszystkim moim adwersarzom chcę powiedzieć, że ja nie tyle krytykuję kościół, co postawy i działania poszczególnych jego członków, zwłaszcza tych, którym więcej dano i od których się więcej wymaga. Skoro hierarchowie milczą wobec zła, które niszczy od 2 lat dobro wspólne, jakim jest demokratyczne państwo prawa i obywatelskie wolności, depcząc Konstytucję, to ja, jako obywatel i katolik mam wręcz obowiązek, głośno i publicznie im to wykrzyczeć i bronić kościoła, jako wspólnoty wszystkich chrześcijan, bez względu na światopogląd, wyznanie, status społeczny, czy orientację seksualną, także tych z „gorszego sortu”, nazywając zło po imieniu, skoro nie czyni zobowiązany do tego biskup, czy kapłan. Młode lata swego życia, podobnie jak tysiące moich Rodaków poświęciłem na drodze ku wolności, tak ciężko wywalczonej i nie zamierzam milczeć, wobec tych, którzy chcą nam to dziś odebrać i zniszczyć.

To prawda, że dla chrześcijan i katolików Chrystus to kościół z całym Jego dziedzictwem i ewangelicznym nauczaniem. Tyle tylko, że chyba takiego Chrystusowego Kościoła w Polsce nie ma. Miał zapewne rację śp. Ksiądz Prof. Józef Tischner, mówiąc, że prawdziwe chrześcijaństwo dopiero chyba przed nami.

O. Wiśniewski: Oskarżam

Ten głos nie został napisany specjalnie dla nas, ale – także dla nas. Dlatego cytuję kilka jego fragmentów, zachęcając do lektury całości… Pod tytułem „Oskarżam” ojciec Ludwik Wiśniewski w Tygodniku Powszechnym z datą 21 stycznia napisał:
„W Polsce umiera chrześcijaństwo. Wykorzeniają je gorliwi członkowie Kościoła. Biskupi milczą, niestety.”

Chrześcijaństwo jest religią miłości. Tymczasem my wprowadziliśmy do naszej religijności wrogość. „Tam gdzie jest wrogość – tam jest nienawiść – wroga przecież należy zniszczyć. Można więc pluć, i drwić i deptać ludzi, można bezpodstawnie oskarżać ich o niegodziwości, a nawet zbrodnie, i równocześnie powoływać się na Ewangelię , stroić się w piórka obrońcy chrześcijańskich wartości i
Kościoła, odbywać pielgrzymki na Jasną Górę, składać świątobliwie ręce do modlitwy i ukazywać w mediach rozmodloną twarz.”

To wszystko robią dziś politycy z partii rządzącej, pielgrzymując do Torunia, do księdza Tadeusza Rydzyka, którego imperium medialne taką właśnie formę katolicyzmu nienawiści uprawia i propaguje.

Poglądy głoszone przez toruńskie media pomagają rządzącej partii utrzymywać a nawet powiększać ufny elektorat, wierzący iż kraj nasz otoczony jest wrogimi siłami , pragnącymi zalać Polskę falą wygłodniałych, niosących zarazę i chęć mordu wrogów chrześcijaństwa.

„…Najlepszym , choć godnym potępienia sposobem integrowania grupy jest wymyślenie zewnętrznych wrogów i nieustanne straszenie nimi. Mistrzem świata w tej kategorii jest o. Tadeusz Rydzyk. W jego wystąpieniach stale przewijają się zdania: jesteśmy prześladowani , chcą nas zniszczyć, bo kochamy Polskę i Kościół, nieustannie nas atakują…”

„To również trzeba powiedzieć pełnym głosem; Radio Maryja, Telewizja Trwam i „Nasz Dziennik” sączą od lat truciznę, nazywając to ewangelizacją. Ta trucizna jest tym bardziej jadowita, że jej rozprzestrzenianie popiera wielu biskupów. Tylko nieodżałowany abp Józef Życiński miał odwagę powiedzieć, że te dzieła są dalekie od chrześcijaństwa i wypędzają ludzi z Kościoła.
Jestem przekonany , że wielu biskupów podziela stanowisko abp Życińskiego , ale milczą. Nie milczą natomiast ci biskupi, którzy jeżdżą do Torunia i wychwalają „wielkiego ewangelizatora narodu”… uwiarygodniając poczynania o. Rydzyka.”

Dodam do tych kilku cytatów końcowy apel o. Wiśniewskiego:

„Jedyną siłą, która w Polsce dysponuje jeszcze pewnym autorytetem, jest Episkopat. Dlatego ośmielam się prosić, zresztą w imieniu wielu myślących podobnie: Księża Biskupi, wkroczcie na publiczną arenę. Wybiła godzina, kiedy jesteście bardzo, ale to bardzo potrzebni – Kościołowi, lecz również Polsce.”

Przy tak słabej opozycji parlamentarnej, przy tak skromnych zasobach organizacji pozarządowych, głos prawdy ze strony Kościoła, gdyby zabrzmiał, miałby duże znaczenie, wszak w kościołach tak wielu z nas szuka wskazówki, jak żyć i komu ufać.
Gdyby zabrzmiał…

 

Kościół do połowy pełny czy pusty?

Od paru dni zbierałem się do napisania krótkiego podsumowania zakończonego już roku ciągle zostawiając to na później aż tu nagle pojawiły się kościelne (co podkreślam) badania dotyczące religijności Polaków de facto za miniony rok, bo zbierane pod koniec 2016. I cóż z nich wynika? Bardzo wiele!

Choć wzrosła ilość chrztów a nawet ślubów w liczbach bezwzględnych to po raz pierwszy liczba katolików regularnie chodzących co niedzielę do kościoła spadła poniżej 40%, a dokładniej do 36,7 %. Powie ktoś – nadal nie jest źle, zwłaszcza na tle innych krajów europejskich. Jednak, patrząc bez emocji i taniego pocieszania się trzeba zauważyć, że rok do roku jest to spadek o blisko 9 procent.

To tak jakby ktoś w ciągu roku z każdego kościoła „przepędził” co dziesiątego katolika. Jak popatrzymy na dane w szerszej perspektywie, choćby biorąc pod uwagę tylko lata XXI wieku, spadek jest więcej niż zauważalny a nawet, śmiem twierdzić, wręcz alarmujący: to już ponad 10 punktów procentowych co przekłada się na mniejszą niedzielną frekwencję o blisko 2,5 mln ludzi! Tyle twarde i – podkreślam to jeszcze raz – wewnątrzkościelne dane.

A teraz parę (subiektywnych) opinii na temat przyczyn tego stanu rzeczy. Oczywiście dość powszechne prądy kulturowe, „rozjechanie się” (w sensie dosłownym i w przenośni) rzesz naszych rodaków, a także zupełnie inny stosunek do instytucji kościelnych ze strony tzw. młodego pokolenia prędzej czy później musiały spowodować „przerzedzenie” w kościelnych ławach.

Ale jest jeszcze druga grupa czynników, te o charakterze wewnątrzkościelnym, a nawet często wręcz przez samych ludzi Kościoła uruchamianych i mocno promowanych. To pewien nasz rodzimy „polsko-kościelny ekskluzywizm” polegający najpierw na licytowaniu się na „arcykatolicyzm”, kto jest lepszy i bardziej papieski, a potem na demonstracyjne wręcz odsuwanie wszystkich, którzy nie pasują do tego rodzimego modelu religijności i katolicyzmu.

Na koniec odwrotnie niż w znanym powiedzeniu, do tej beczki dziegciu wleję trochę miodu – miniony rok był być może pierwszym w czasach (także kościelnej) dobrej zmiany kiedy w różnych katolickich i kościelnych środowiskach wyraźnie zaczęto mówić o potrzebie nowego otwarcia, szerszego spojrzenia na to co nowe i inne, dostrzeżenia, że ci którzy stoją pod chórem a często już nawet fizycznie poza murami świątyni też mają czasem rację i warto ich posłuchać.

Tak odbieram głos zarówno kilku biskupów jak i paru środowisk katolików świeckich. Że to mało? Że większość myśli i działa inaczej? Nic podobnego. W historii biblijnej a także chrześcijańskiej tradycji bardziej od ilości liczyła się zawsze jakość.

I to jest dla mnie powód do myślenia, że może jednak ten mój Kościół jest do połowy pełen…

Ks. Kazimierz Sowa, duchowny i publicysta