O. Wiśniewski: Oskarżam

Ten głos nie został napisany specjalnie dla nas, ale – także dla nas. Dlatego cytuję kilka jego fragmentów, zachęcając do lektury całości… Pod tytułem „Oskarżam” ojciec Ludwik Wiśniewski w Tygodniku Powszechnym z datą 21 stycznia napisał:
„W Polsce umiera chrześcijaństwo. Wykorzeniają je gorliwi członkowie Kościoła. Biskupi milczą, niestety.”

Chrześcijaństwo jest religią miłości. Tymczasem my wprowadziliśmy do naszej religijności wrogość. „Tam gdzie jest wrogość – tam jest nienawiść – wroga przecież należy zniszczyć. Można więc pluć, i drwić i deptać ludzi, można bezpodstawnie oskarżać ich o niegodziwości, a nawet zbrodnie, i równocześnie powoływać się na Ewangelię , stroić się w piórka obrońcy chrześcijańskich wartości i
Kościoła, odbywać pielgrzymki na Jasną Górę, składać świątobliwie ręce do modlitwy i ukazywać w mediach rozmodloną twarz.”

To wszystko robią dziś politycy z partii rządzącej, pielgrzymując do Torunia, do księdza Tadeusza Rydzyka, którego imperium medialne taką właśnie formę katolicyzmu nienawiści uprawia i propaguje.

Poglądy głoszone przez toruńskie media pomagają rządzącej partii utrzymywać a nawet powiększać ufny elektorat, wierzący iż kraj nasz otoczony jest wrogimi siłami , pragnącymi zalać Polskę falą wygłodniałych, niosących zarazę i chęć mordu wrogów chrześcijaństwa.

„…Najlepszym , choć godnym potępienia sposobem integrowania grupy jest wymyślenie zewnętrznych wrogów i nieustanne straszenie nimi. Mistrzem świata w tej kategorii jest o. Tadeusz Rydzyk. W jego wystąpieniach stale przewijają się zdania: jesteśmy prześladowani , chcą nas zniszczyć, bo kochamy Polskę i Kościół, nieustannie nas atakują…”

„To również trzeba powiedzieć pełnym głosem; Radio Maryja, Telewizja Trwam i „Nasz Dziennik” sączą od lat truciznę, nazywając to ewangelizacją. Ta trucizna jest tym bardziej jadowita, że jej rozprzestrzenianie popiera wielu biskupów. Tylko nieodżałowany abp Józef Życiński miał odwagę powiedzieć, że te dzieła są dalekie od chrześcijaństwa i wypędzają ludzi z Kościoła.
Jestem przekonany , że wielu biskupów podziela stanowisko abp Życińskiego , ale milczą. Nie milczą natomiast ci biskupi, którzy jeżdżą do Torunia i wychwalają „wielkiego ewangelizatora narodu”… uwiarygodniając poczynania o. Rydzyka.”

Dodam do tych kilku cytatów końcowy apel o. Wiśniewskiego:

„Jedyną siłą, która w Polsce dysponuje jeszcze pewnym autorytetem, jest Episkopat. Dlatego ośmielam się prosić, zresztą w imieniu wielu myślących podobnie: Księża Biskupi, wkroczcie na publiczną arenę. Wybiła godzina, kiedy jesteście bardzo, ale to bardzo potrzebni – Kościołowi, lecz również Polsce.”

Przy tak słabej opozycji parlamentarnej, przy tak skromnych zasobach organizacji pozarządowych, głos prawdy ze strony Kościoła, gdyby zabrzmiał, miałby duże znaczenie, wszak w kościołach tak wielu z nas szuka wskazówki, jak żyć i komu ufać.
Gdyby zabrzmiał…

 

Rok Emmanuela Macrona

Dziennikarzowi pracującemu we Francji trudno wspominać 2017 rok inaczej niż jako rok Emmanuela Macrona.

Były bankier, milioner, minister w rządzie socjalistycznym, startuje do wyborów jako outsider, bez własnej partii i jej aparatu, nie pełniąc nigdy żadnej funkcji z wyboru, odmawiając udziału w jakichkolwiek partyjnych prawyborach – i w wieku 39 lat zostaje prezydentem Francji, zostawiając w pobitym polu wszystkich rywali z lewicy i prawicy. No i, last but not least, ratując Francję przed widmem rządów skrajnej prawicy pod wodzą Marine Le Pen, która przeszła do drugiej tury, ale Macronowi nie dała rady.

Macron, to polityczny kosmita. Wyłonił się znikąd i w krótkim czasie zbudował wokół siebie nowy potężny ruch, który nie tylko pomógł mu wygrać wybory prezydenckie, ale także w parlamentarnych zgarnął większość, pozwalającą mu samodzielnie rządzić. Macron osiągnął ten niebywały sukces, wysyłając swoich ludzi nie do telewizji, tylko na bezpośrednie rozmowy i spotkania z wyborcami. Oczywiście, ruch Macrona był także obecny w internecie, ale, jak się wydaje, metoda „puk, puk!” przyniosła mu największe korzyści. Puk, puk do drzwi, rozmowa o stanie kraju i programie Macrona – i oto kolejny wyborca pozyskany.

Początkowo śmiano się z niego i nie dawano mu żadnych szans na sukces. Tym bardziej, że wśród głównych tematów kampanii umieścił stan i przyszłość UE, podczas gdy wszystkie inne sztaby wyborcze uważały, że eksponowanie spraw Europy w kampanii krajowej, to gwarantowana porażka. Macron udowodnił jednak, że w społeczeństwie istnieje bardzo głębokie zapotrzebowanie na rozmowę o Europie – pod warunkiem, że o jej wizji mówi się rozsądnie, zrozumiale, bez nerwów, stereotypów, uprzedzeń, uproszczeń lub zgoła kłamstw.

Macron wykorzystał także inne oczekiwanie: na pojawienie się kogoś spoza utrwalonych od dziesięcioleci partyjnych układów, spoza dotychczasowej, mocno już „opatrzonej” i w dużej mierze skompromitowanej klasy politycznej.

Kiedy obserwuje się działania Macrona, nie sposób opędzić się od myśli o Polsce. To jeden z powodów, dla których z taką uwagą tym działaniom się przyglądam. Polacy mają przecież podobne oczekiwania, a przed wyborami tak samo się radykalizowali i szukali alternatywy dla coraz bardziej odrzucanej umiarkowanej klasy politycznej.

Tyle tylko, że Francuzi znaleźli rozwiązanie alternatywne w osobie Macrona, a Polacy nie znaleźli żadnego i zagłosowali na szowinistycznych demagogów i radykałów podobnych do pokonanej przez Macrona Marine Le Pen i jej Frontu Narodowego. Gdyby nie wejście Macrona do gry, Francuzi z pewnością zagłosowaliby tak samo i spowodowaliby podobną katastrofę, tylko w jeszcze większej skali.

Myślę, że 2018 rok będzie ważny i trudny. To będzie rok decyzji, w którym z możliwych kierunków pójdzie Polska, ale także Europa, a może nawet świat. Jeżeli nie uda nam się w porę ocknąć, by powstrzymać proces rozkładu ustroju, prawa i naszego wspólnego państwa, to Europa wkrótce nam ucieknie. Macron i Merkel przygotowują inicjatywy w sprawie wzmocnienia i usprawnienia Unii już od miesięcy, a ich ogłoszenie powstrzymują tylko długie i skomplikowane negocjacje w sprawie utworzenia koalicji rządowej w Niemczech.

Jeśli nic się nie zmieni, wprowadzenie tych inicjatyw w życie będzie oznaczało ostateczne powstanie Europy kilku prędkości, ze strefą euro jako centrum i awangardą. A w takim wypadku Polska na pewno nie znajdzie się w tej awangardzie i stanie wobec ryzyka trwałej marginalizacji. I tak się skończą szumne sny o potędze ludzi pozbawionych wyobraźni, w których myśleniu strategicznym najdalszą znaną perspektywą są co najwyżej opłotki Warszawy.

Czeka nas wyjątkowo ważny, trudny, ciężki, niebezpieczny, decydujący rok. Rok wymagający odwagi i brania naszych spraw w nasze ręce w poczuciu odpowiedzialności za kraj i jego mieszkańców. Zgoda, może to brzmi patetycznie.

Ale tak jest.