Teraz też, nie może nam być wszystko jedno

Krótko przed rozpoczęciem obrad „Okrągłego Stołu”, w których brałem udział w pracach Podzespołu ds. Górnictwa, odpiąłem opornik zapięty w klapie marynarki i schowałem do szuflady. Uznałem wówczas, podobnie jak miliony Polaków i tysiące opozycjonistów i działaczy Solidarności, że dokonują się rzeczy wielkie w Polsce, a człowiek miał poczucie, że uczestniczy w tworzeniu czegoś niezwykłego. Jeszcze nie byliśmy pewni, że rozpoczynamy proces ustrojowej transformacji i budowania demokratycznego państwa prawa, obywatelskiego społeczeństwa i gospodarki rynkowej. Ale czuliśmy, że idziemy drogą, na której gdzieś na końcu widnieje tabliczka z napisem „wolność”, choć pewności, że tam dojdziemy nie było żadnej.

Po 27 latach od tamtych historycznych wydarzeń, nie sądziłem, nawet w snach, że sięgnę po ten opornik, jako symbol sprzeciwu i protestu raz jeszcze dziś, w wolnej i demokratycznej Polsce. Piszę o tym nie dlatego bym w jakimkolwiek stopniu porównywał, bo tego nie wolno czynić, dzisiejszą Polskę i to co się dziś dzieje, z tamtymi historycznymi i dramatycznymi wydarzeniami. To co się wówczas wydarzyło, czyli obalenie systemu totalitarnego, dające początek budowania demokracji, z czego ogromna większość Polaków jest od lat dumna, a co także doceniła Europa i świat, to wielkie święto demokracji, które mocno zostało zakodowane w świadomości Polaków, zwłaszcza mojego pokolenia.

Minął rok 2017. To już ponad 2 lata rządów #dobrejzmiany. Ale dla bardzo wielu Polaków, dla większości moich Rodaków, to żadna dobra zmiana. Oceniając rząd Premier Beaty Szydło niesuwerennej przecież w swych decyzjach, zasadnym byłoby użycie kilku przymiotników. Z jednej strony, że jest to od 2 lat rząd fatalny dla Polski, najgorszy po 1989, a z drugiej racje będą mieli ci, którzy twierdzą, że był doskonały dla PiS-u i #misiewiczów.

Podsumowując miniony rok, a trudno to uczynić w oderwanie od całościowego bilansu rządów PiS, osobiście najbardziej odpowiada mi przyrównanie tego, co wyrabiają rządzący do PRL-PiS. Przeżyłem w tzw. Komunie 35 lat i wiem, że rzeczywistą władzę w PRL-u sprawował I-wszy Sekretarz PZPR. Dziś od 2 lat sprawuje ją Prezes Kaczyński. I to sprawuje pozakonstytucyjnie, bez jakiejkolwiek odpowiedzialności, chcąc za pomocą 19 % wyborców, stworzyć dla wszystkich Polaków, od podstaw zupełnie nowe państwo, zupełnie inne niż to, które od 28 lat budujemy. Skrojone według jego własnych urazów, wyobrażeń i mitów. To próba zawłaszczenia państwa, które miało służyć wszystkim obywatelom, czyli taki PRL-PiS.

Jak w PRL-u naruszono trójpodział władzy, zniszczono niezależność TK i sądów, przeprowadzono kadrową wymianę i upartyjnienie państwa. Jak w PRL-u podporządkowano prokuraturę rządowi i zawładnięto mediami publicznymi. Komunistyczny slogan „dyktatura proletariatu” PiS zastępuje figurą „suwerena”. Tak jak w PRL-u nie liczy się fachowość, ale partyjna rekomendacja. Minione 2 lata, to czas #misiewiczów i #pisiewiczów i to w najbardziej pazernym wymiarze. Widzimy promocję miernot, inwazję chamstwa, zemsty. pogardy i lumpiarstwa. Jak za PRL-u nastąpiła samoizolacja i utrata pozycji Polski w UE i na świecie. Polska dyplomacja okazała się totalną klęskę. Wystarczyły zaledwie 2 lata, by rząd polski, bo przecież nie Polska, swym nieodpowiedzialnym, nieprzewidywalnym i aroganckim postępowaniem zdemolował pozycję i wizerunek Polski. Obraził, zlekceważył i poniżył najważniejszych partnerów we Wspólnocie Europejskiej i na świecie.

Rządzący dziś Polską w sojuszu z większością kościoła katolickiego stali się w ciągu minionych 2 lat gigantycznym rozczarowaniem, żenadą, głupotą, zagrożeniem i głównym problemem UE, która, reagując na łamanie zasad stanowiących jej fundament, będzie ograniczała dotacje, a może nawet nałoży sankcje, bo procedury już rozpoczęła. W polityce wewnętrznej przy pomocy teoretycznego prezydenta, PiS zniszczył budowane przez dziesięciolecia instytucje polskiej demokracji, gwałcąc Konstytucje i dewastując państwo prawa. A zatem podsumowując, minione 2 lata, to nie był dobry okres dla Polski, to w praktyce jest restytucja PRL-u w jego skrajnej narodowo-populistycznej odmianie. Od wprowadzenia bowiem #dobrejzmiany i „podnoszenia Polski z kolan” następuje de facto zwijanie Polski, a nie jej rozwój, co było naszą specjalnością przez 27 lat. Obawiam się i obym się mylił, że program PiS, konsekwentnie realizowany oznacza #polskęwruinie.

Przed 28 laty, nam Polakom się udało, dlatego, że nigdy nie było nam wszystko jedno. Dziś w obliczu śmiertelnego zagrożenia dla demokracji i naszej wolności, też nie może nam być wszystko jedno. Nie możemy pozwolić, aby zmarnowano wysiłek milionów Polaków i cofnięto Polskę z drogi ustrojowej transformacji, z drogi dobrej zmiany, na którą weszliśmy przed laty. Jesteśmy to winni historii i odpowiedzialni przed przyszłymi pokoleniami.

———————————————
Odpowiadałem niedawno Znajomej na facebooku na pytanie dlaczego tylu katolików krytykuje kościół i od niego odchodzi. Każdy ma prawo do swojej oceny, bo ma oczy i widzi, ma uszy i słyszy. Problem polega na tym, co chce widzieć i co chce słyszeć. Bo można mieć zmysły, ale być ślepym i głuchym na to, co się dzieje wokół nas. Na zło, które się panoszy. Istotne jest także to , że skalę odchodzenia od kościoła podał nie kto inny, tylko Katolicki Instytut Statystyki działający przy polskim episkopacie. Dane są za 2016, a za 2017 będą jeszcze gorsze zapewne. Na dziś tylko 36,7% katolików chodzi do kościoła. Rodzi się pytanie co jest powodem i dlaczego ludzie odchodzą od kościoła ?

W mojej ocenie głównie dlatego, że katolicy w swej większości, z roku na rok coraz większej, nie utożsamiają polskiego kościoła hierarchicznego z nauczaniem Chrystusa. Nawet wielu twierdzi, że postawa większość duchowieństwa niewiele ma wspólnego z nauczaniem Syna ubogiego Cieśli z Nazaretu. Wielu także podkreśla, że niektóre postawy i działania są nawet zaprzeczeniem wiary, sprowadzanej na manowce. Jak się słyszy biskupów: Jędraszewskiego, Głódzia, Ryczana, Meringa, Hosera, Długosza, czasami także Gądeckiego, a także Rydzyka, Kneblowskiego, Wachowiaka, czy innych kapłanów, to trudno odmówić racji tym, którzy krytykują kościół, jako instytucję. Dla wielu katolików, jak sądzę w ich osobistej relacji z Bogiem, tacy pośrednicy są absolutnie niepotrzebni, a nawet stanowią zagrożenie dla ich wiary. Zapewne większość katolików, podobnie jak Ks. Adam Boniecki wierzy w Kościół Powszechny, ale nie wierzy już dziś w polski Episkopat.

Moim zdaniem, i nie tylko, postawa większości duchowieństwa od wielu lat, zwłaszcza od katastrofy smoleńskiej maluje obraz chrześcijaństwa wbrew Ewangelii, gdzie prymat Miłosierdzia Bożego nad sprawiedliwością jest wyłożony jak na dłoni. Papież Franciszek od początku swego pontyfikatu o tym mówi i naucza, ale polski kościół katolicki wie swoje. A przecież ludzie to widzą, że w wielu kwestiach większość polskiego duchowieństwa nie mówi jednym głosem z Papieżem, którego z kolei ogromna większość Polaków podziwia i szanuje, bo pokazuje kościół w innym niż dotychczas wydaniu, pokazuje światu inną jego misję duszpasterską, kościół który mówi innym językiem, który częściej odwołuje się do moralności miłości i przebaczenia, niż do moralności przykazań i zakazów.

Wszystkim moim adwersarzom chcę powiedzieć, że ja nie tyle krytykuję kościół, co postawy i działania poszczególnych jego członków, zwłaszcza tych, którym więcej dano i od których się więcej wymaga. Skoro hierarchowie milczą wobec zła, które niszczy od 2 lat dobro wspólne, jakim jest demokratyczne państwo prawa i obywatelskie wolności, depcząc Konstytucję, to ja, jako obywatel i katolik mam wręcz obowiązek, głośno i publicznie im to wykrzyczeć i bronić kościoła, jako wspólnoty wszystkich chrześcijan, bez względu na światopogląd, wyznanie, status społeczny, czy orientację seksualną, także tych z „gorszego sortu”, nazywając zło po imieniu, skoro nie czyni zobowiązany do tego biskup, czy kapłan. Młode lata swego życia, podobnie jak tysiące moich Rodaków poświęciłem na drodze ku wolności, tak ciężko wywalczonej i nie zamierzam milczeć, wobec tych, którzy chcą nam to dziś odebrać i zniszczyć.

To prawda, że dla chrześcijan i katolików Chrystus to kościół z całym Jego dziedzictwem i ewangelicznym nauczaniem. Tyle tylko, że chyba takiego Chrystusowego Kościoła w Polsce nie ma. Miał zapewne rację śp. Ksiądz Prof. Józef Tischner, mówiąc, że prawdziwe chrześcijaństwo dopiero chyba przed nami.

O. Wiśniewski: Oskarżam

Ten głos nie został napisany specjalnie dla nas, ale – także dla nas. Dlatego cytuję kilka jego fragmentów, zachęcając do lektury całości… Pod tytułem „Oskarżam” ojciec Ludwik Wiśniewski w Tygodniku Powszechnym z datą 21 stycznia napisał:
„W Polsce umiera chrześcijaństwo. Wykorzeniają je gorliwi członkowie Kościoła. Biskupi milczą, niestety.”

Chrześcijaństwo jest religią miłości. Tymczasem my wprowadziliśmy do naszej religijności wrogość. „Tam gdzie jest wrogość – tam jest nienawiść – wroga przecież należy zniszczyć. Można więc pluć, i drwić i deptać ludzi, można bezpodstawnie oskarżać ich o niegodziwości, a nawet zbrodnie, i równocześnie powoływać się na Ewangelię , stroić się w piórka obrońcy chrześcijańskich wartości i
Kościoła, odbywać pielgrzymki na Jasną Górę, składać świątobliwie ręce do modlitwy i ukazywać w mediach rozmodloną twarz.”

To wszystko robią dziś politycy z partii rządzącej, pielgrzymując do Torunia, do księdza Tadeusza Rydzyka, którego imperium medialne taką właśnie formę katolicyzmu nienawiści uprawia i propaguje.

Poglądy głoszone przez toruńskie media pomagają rządzącej partii utrzymywać a nawet powiększać ufny elektorat, wierzący iż kraj nasz otoczony jest wrogimi siłami , pragnącymi zalać Polskę falą wygłodniałych, niosących zarazę i chęć mordu wrogów chrześcijaństwa.

„…Najlepszym , choć godnym potępienia sposobem integrowania grupy jest wymyślenie zewnętrznych wrogów i nieustanne straszenie nimi. Mistrzem świata w tej kategorii jest o. Tadeusz Rydzyk. W jego wystąpieniach stale przewijają się zdania: jesteśmy prześladowani , chcą nas zniszczyć, bo kochamy Polskę i Kościół, nieustannie nas atakują…”

„To również trzeba powiedzieć pełnym głosem; Radio Maryja, Telewizja Trwam i „Nasz Dziennik” sączą od lat truciznę, nazywając to ewangelizacją. Ta trucizna jest tym bardziej jadowita, że jej rozprzestrzenianie popiera wielu biskupów. Tylko nieodżałowany abp Józef Życiński miał odwagę powiedzieć, że te dzieła są dalekie od chrześcijaństwa i wypędzają ludzi z Kościoła.
Jestem przekonany , że wielu biskupów podziela stanowisko abp Życińskiego , ale milczą. Nie milczą natomiast ci biskupi, którzy jeżdżą do Torunia i wychwalają „wielkiego ewangelizatora narodu”… uwiarygodniając poczynania o. Rydzyka.”

Dodam do tych kilku cytatów końcowy apel o. Wiśniewskiego:

„Jedyną siłą, która w Polsce dysponuje jeszcze pewnym autorytetem, jest Episkopat. Dlatego ośmielam się prosić, zresztą w imieniu wielu myślących podobnie: Księża Biskupi, wkroczcie na publiczną arenę. Wybiła godzina, kiedy jesteście bardzo, ale to bardzo potrzebni – Kościołowi, lecz również Polsce.”

Przy tak słabej opozycji parlamentarnej, przy tak skromnych zasobach organizacji pozarządowych, głos prawdy ze strony Kościoła, gdyby zabrzmiał, miałby duże znaczenie, wszak w kościołach tak wielu z nas szuka wskazówki, jak żyć i komu ufać.
Gdyby zabrzmiał…

 

Rok to nie wyrok…

…ale ten był dla Polski całkiem wyjątkowy. Myślę, że każdy zgodzi się ze mną, że 2017 był rokiem zdecydowanej ofensywy Partii. Zaczęło się tak naprawdę w grudniu 2016, kiedy profesor Andrzej Rzepliński zakończył swoją kadencję prezesa Trybunału Konstytucyjnego. Niezwykle skutecznie pogrążyło nas też umiejętne rozegranie przez rządzących protestu posłów opozycji w Sejmie. W zasadzie wtedy opozycja zaczęła tracić poparcie a jednocześnie wpływ na bieg spraw.

Daleki jestem od nazywania Jarosława Kaczyńskiego genialnym strategiem. Jednak z całą pewnością zatrudniona przez PiS duża zagraniczna firma doradzająca w kwestiach PR (o czym się wiele mówi od miesięcy w kuluarach – chociaż ja sam nie sprawdzałem) pomaga zsynchronizować nastroje społeczne z podejmowanymi działaniami. Do tego sprawdzone od lat media sprzyjające tej Partii doskonale budują tak zwaną narrację. Bo przecież każde zdarzenie, każdą decyzję, każdą wypowiedź można zinterpretować i przedstawić na różne sposoby. Każdy błąd zamieni się medialnie w sukces, a każdą niezręczność w perfekcję. Najlepszym przykładem było świętowanie sławnego głosowania przegranego 27:1.

Na tej ponurej perspektywie 2017 roku mamy jeden jaśniejszy punkt. Koniec lipca i protesty przeciwko zniszczeniu sądownictwa w Polsce. Protesty masowe. Protesty w nowej formule. Protesty, które przyciągnęły nowych ludzi, głównie młodych. Protesty estetyczne i dopracowane w formie. A jednak… pozostaje po nich jakaś pustka. Bo ci ludzie nie wrócili już, kiedy partia ponownie ruszyła niszczyć sądownictwo. Zrozumieli, że ich protest nic nie zmienia? A może po prostu skończyło się lato, wróciły zajęcia i wykłady, a pogoda nie skłania do wieczornych spacerów…

Tak czy inaczej faktem jest, że demokracja się w Polsce skończyła w minionym roku. Powszechne rozumienie demokracji zakłada trójpodział władz – a dzisiaj został przywrócony system z czasów PRL-u, gdzie konstytucyjne organa Państwa służą jedynie realizowaniu woli ośrodka politycznego i wszystkie są od tego ośrodka zależne. Długo będziemy pamiętać ten rok. Tak, jak pamiętamy lata: 1772, 1793, 1795, 1939 czy 1946. Lata, w których traciliśmy niepodległość, traciliśmy wolność, traciliśmy państwowość. W 2017 straciliśmy ostatecznie to wszystko, co od 1989 roku budowaliśmy wspólnie, bo chcieliśmy dołączyć do grona nowoczesnych europejskich demokracji. W kategoriach politycznych, w kategoriach gospodarczych, w kategoriach społecznych cofnęliśmy się o wiele lat.

Najbardziej jednak ucierpiała tkanka społeczna. Zostaliśmy podzieleni. Najniższe instynkty podniesiono do rangi cnoty a cnoty prawdziwe stały się obciążeniem. Czasem nawet pretekstem do pogardy czy nienawiści. Zagościła wśród nas nieufność. Zamykamy się i odcinamy od otoczenia. Boimy się szczerze rozmawiać i otwarcie działać. I nagle ze społeczeństwa otwartego i śmiało patrzącego w przyszłość, aspirującego do czołówki światowej cofamy się do kręgów kultury wschodniej, folwarcznej, pańszczyźnianej. Do kultury, gdzie prawa człowieka, konstytucyjne swobody i wolności zastępowane są klientelizmem i mechanizmami klanowymi lub nawet znanymi ze świata gangów i subkultur. Autorytety moralne i intelektualne zastępowane są przez sprytnych watażków a szczytne idee przez interesy wąskiej grupy.

Tak. W roku 2017 upadła w Polsce demokracja. Ale przede wszystkim zabite zostało społeczeństwo obywatelskie. Wcześniej nie było wystarczająco silne, aby się bronić. Ale wzrastało i krzepło. Powoli budowały się więzi, relacje i poczucie wspólnoty. Jak tkanka, która powoli wypełnia ranę w procesie gojenia i przywraca właściwe funkcjonowanie organizmu, tak te rodzące i wzmacniające się więzi umacniały i łączyły nasze społeczeństwo. Kiedy zostaliśmy podzieleni i posortowani, pozostały jedynie niewielkie wysepki. Grupki ludzi aktywnych, zaangażowanych, zapraszających innych do wspólnego działania. Ich przykład kiedyś pociągnie innych i rany ponownie zaczną się goić. Na razie jednak więzi społeczne są niszczone a społeczeństwo jako całość nie funkcjonuje.

A Partia? Doskonali sztukę prestidigitatorską. Jak sprawny sztukmistrz odwraca uwagę publiczności, kiedy przecina kobietę na pół. Wypuszcza gołębia, aby włożyć królika do kapelusza. Uczy się mówić bez poruszania ustami oraz bezgłośnie przemieszczać. Kiedyś byliśmy podobno najweselszym barakiem w obozie KDL (krajów demokracji ludowej). Dzisiaj stajemy się największym cyrkiem w regionie. Jest sztukmistrz, są klauny, zaczyna się tresura dzikich zwierząt. A my, obywatele, musimy zacząć się uczyć chodzić po linie bez asekuracji. Kto się nie nauczy będzie musiał skakać przez ogień i stać na piłce. Oraz pięknie służyć na dwóch łapach. No bo przecież wstajemy z kolan!

Rok 2017 to rok ponury. Należy się cieszyć, że odszedł do historii. Oby historia go uczciwie i rzetelnie oceniła. Na nowy, 2018 rok, trzeba życzyć wszystkim przede wszystkim odwrócenia trendów. Trudno oczekiwać gwałtownego przełomu i natychmiastowej poprawy. Ponieważ jednak znowu mamy wiele lat do nadrobienia, to czas już zaczynać.

I oby ten nowy początek nie był jak początek drogi Syzyfa z kamieniem na szczyt. Tego sobie i Państwu życzę, jak pisał niezapomniany Kisiel.

Obudźcie się! Jeszcze nie jest za późno!

2017 rok był dramatem także dla opozycji ulicznej (chodnikowej). Pamiętamy liczne podziały w obrębie środowisk opozycji pozaparlamentarnej, dewastację KOD-u. Ale przede wszystkim pamiętamy akt samospalenia Piotra Szczęsnego.

„I nikt za to nie odpowie: w środku miasta spłonął człowiek” – Marsz Milczenia i song Piotra Bukartyka

„Nie krzyczmy więc tego dnia „mordercy!”, choć Piotr Szczęsny pisał, że jego krew plami ręce tej władzy. Sprawmy zamiast tego, żeby dotarł do tych ludzi najgłębszy sens jego przesłania.” – apelowali Obywatele RP.

MOTTO: „Czemu nie to śpiewał śpiewak pięć lat wcześniej ??!!” … ktoś zawoła… Tamci to zrobili sobie… Piotr dla wszystkich dookoła.
Jacek Kleyff „Piotr S.”

„Niech się Polska przyśni Tobie”, Piotrze! – życzył – przecież nam wszystkim, żałobnikom – podczas pogrzebu ks. Adam Boniecki.

Byłem u Pana Piotra.Mariusz Malinowski

Opublikowany przez Video-KOD Piątek, 19 stycznia 2018

Rok Szarego Obywatela

Jeśli ktoś mnie pyta, co było najważniejszym wydarzeniem minionego roku, od razu przychodzi mi na myśl tragiczna śmierć Piotra Szczęsnego. W akcie samospalenia zawarł to wszystko, co trawi nas samych… Bo cały nasz świat, o którym zawsze marzyliśmy w czasach komuny, został wywalony do góry nogami, Konstytucja zredukowana do roli nieistotnej dla władzy „małej książeczki”, autorytety zbrukane, ludzie napiętnowani i ukamienowani słowem, gdy nie biją brawa coraz bardziej totalitarnej władzy…

Piotr Szczęsny zaprotestował. Tragicznie. Ale tym protestem zobowiązał nas do jednego – żeby Jego ofiara nie poszła na marne.

Kryzys w KOD, podeptanie trójpodziału władzy, zawłaszczenie wszystkich instytucji państwowych w prymitywnym stylu i pod koniec roku ta straszna śmierć… Trwamy w osłupieniu… Dojmujące poczucie to bezsilność, rozpacz, niedowierzanie, że wszystko, co z takim mozołem budowaliśmy od 1989 roku – zostało w minionym czasie podeptane, wyśmiane i wyszydzone. Inwektywy i obelgi są nową formą retoryki, którą posługuje się władza w walce z opozycją poza parlamentarną i parlamentarną. W „trybie” i „poza trybem”. Kto mocniej zaatakuje, kto brutalniej obrazi to może liczyć na przychylność władzy i poczesne miejsce w nowej elicie, tworzonej naprędce w oparciu o rzesze Misiewiczów.

Stara elita musi odejść, by zrobić miejsce nowej – to fundamentalna doktryna obecnej władzy. Nieważne, jaki ma dorobek, co sobą stanowi – jeśli nie jest „nasza”, musi zniknąć. Polska chamieje więc zastraszającym tempie, a retoryka rządzących przekracza coraz to nowe, wydawać by się mogło, że nieprzekraczalne – granice. Patrzymy i nie wierzymy, że to jest naprawdę.

Wielu z nas musi ukrywać się ze swoimi poglądami, bojąc się utraty pracy i donosów do przełożonych, nie wiemy, kiedy po nas przyjdą, bo staliśmy, na przykład, pod Sejmem albo na Krakowskim z białą różą w ręku i w milczeniu patrzyliśmy na „cykliczną imprezę masową”. Aż się wierzyć nie chce, że w tak błyskawicznym tempie cofnęliśmy się w rozwoju kulturowym. A dokładniej – zostaliśmy cofnięci.
Piotr tego nie wytrzymał. Ale my musimy i co więcej – jesteśmy Mu to winni.

Opresja, w jakiej w tej chwili żyjemy kiedyś przeminie. Dlatego już teraz musimy się przygotować na wielkie sprzątanie po tym prostackim tsunami. Wyciągnijmy najpierw wnioski z własnych błędów, a potem zabierzmy się za resztę. Nie chodzi o zwykłą zemstę za krzywdy, które teraz mają miejsce, ale o uczciwy osąd i karę dla tych, którzy podnieśli rękę na Demokrację i sprzeniewierzyli się własnej przysiędze, składanej na Konstytucję.

Rozmawiajmy z ludźmi, tłumaczmy im, że w polityce nie wolno kłamać, oszukiwać i kupować kogokolwiek, by realizować swoje własne, partyjne interesy bez oglądania się na ogół obywateli. Tłumaczmy, jak ważny jest udział w wyborach i głosowanie na tych, których znamy, a nie na tych, których ten czy inny partyjny przywódca łaskawie nam wskaże. Może to czas, by aktywnie samemu włączyć się w życie naszych społeczności? Wyjdźmy z domów. Do ludzi. Bo taka jest rola szeroko rozumianej inteligencji.

Nie zasypiajmy, nie odpuszczajmy. Winniśmy to Piotrowi.

Idą jak taran

Skończył się rok 2017. Rok, z którym wiązaliśmy wielkie nadzieje, ale w którym niewiele z tych nadziei się ostało.

To był bardzo zły rok, nie ma co się oszukiwać. Przede wszystkim dlatego, że działania rządu Szydło, bezwzględnie podporządkowanej rozkazom Kaczyńskiego, doprowadziły do zniesienia w Polsce trójpodziału władzy a tym samym podstaw do nazywania się krajem o ustroju demokratycznym. Rząd, oraz marionetkowy prezydent, wielokrotnie złamali Konstytucję RP.

Zniszczono niezależność Sądów, rzecz bez precedensu w europejskim kraju, należącym wszak do Unii Europejskiej. Skala szkód jest wielka, trudno wyliczyć w krótkim podsumowaniu wszystkie, ale to uważam za najważniejsze… i najgorsze w skutkach. Spowodowało to izolację Polski w Europie, która się nasila, utratę naszej pozycji, sojuszników, znaczenia.

Przy czym odbywa się to z taką niewiarygodną butą, pychą, z kłamstwami w żywe oczy, z taką arogancją, jaka nie miała miejsca od czasów PRL-u. Prostacki tryumfalizm, zwyczajne chamstwo, brak jakichkolwiek zahamowań w słowach i czynach – to sposób działania tej władzy. Władzy, która dokonała ostatecznego podziału Polski na dwa wrogie sobie plemiona.

Linia podziału przeszła przez rodziny, wieloletnich przyjaciół, sąsiadów. To kolejna rzecz, którą naprawić będzie bardzo trudno, może najtrudniej, gdy już rządy tych ludzi się skończą, gdy okażą się smutnym epizodem w dziejach wolnej Polski, a że odejdą nie mam najmniejszych wątpliwości. Póki co cały rok mieliśmy do czynienia z uprawianiem polityki na najniższym z możliwych poziomie. Masowe protesty niestety nie przyniosły rezultatów, władza totalna je nie tylko ignoruje, ale wbrew zapowiedziom wyprowadza przeciwko obywatelom policję, która ma za zadanie jak najbardziej zniechęcić obywateli do wyrażania sprzeciwu. Mnożą się sprawy sądowe i szykany – wszystko w celu zastraszenia społeczeństwa. I to przynosi skutek. Demonstracje są coraz mniej liczne, w pracy ludzie pilnują się aby nie poruszać tematów politycznych, każdy dwa razy się zastanowi zanim zaryzykuje swoje bezpieczne życie w imię np. jakiejś enigmatycznej niezależności sądów. Trwa napuszczanie jednych grup społecznych na drugie, judzenie, pogłębianie przepaści. Ja to nazywam, moim zdaniem bez cienia przesady, cichą wojną domową. To się dzieje.

Idą jak taran.

Trwa odwracanie znaczenia słów, trwa odwracanie znaczenia postaw. Każdy jest dobry, byle popierał rząd, każdy jest zły, jeśli go nie popiera. To jest jedyne kryterium.

Wszystko to doprowadziło do najtragiczniejszego zdarzenia 2017 roku, zdarzenia, które poruszyło setki tysięcy osób. Piotr Szczęsny, mieszkaniec Niepołomic w Małopolsce, dokonał aktu samospalenia w Warszawie pod Pałacem Kultury i Nauki. Napisał i odczytał list do nas do nas, obywateli świadomych, obywateli, którym nie jest wszystko jedno, ale także i do tych, którzy żyją w ułudzie, że ich polityka nie dotyczy. List nieprawdopodobnie racjonalny, mądry, a jednocześnie poruszający do głębi. Ten list, i ten czyn nikogo nie mogły pozostawić obojętnym.

Nikogo, kto żyje tu i teraz i kto chce byśmy pozostali po prostu zwyczajnym, normalnym krajem.

Nie potęgą, jak marzy się PiS-owi, nie krajem którego się boją inni, ale zwyczajnym, cywilizowanym krajem, przewidywalnym, w którym szanuje się prawo i demokrację.

Dla mnie ten rok będzie rokiem Piotra Szczęsnego. Piotra Szczęsnego, jego heroicznego czynu i przesłania, które nam zostawił. To był wielki wstrząs, ale i wielkie zobowiązanie, jakie nam pozostawił. Wielu ludzi dopadło zniechęcenie, niewiara, że uporamy się z tą władzą, która niszczy wszystko co uważaliśmy za sukces, za nasze zwycięstwa, która niszczy również naród jako wspólnotę. Nie wolno nam się poddawać, nie wolno tracić nadziei, załamywać rąk, mówić, że nasz sprzeciw nic nie da. Ten człowiek oddał życie za to o co walczymy. Gdy zapomnimy o tym to znaczy, że zasłużyliśmy na to wszystko co się dzieje. Gdy się poddamy to tak jakbyśmy Mu powiedzieli: niepotrzebnie umarłeś, nie było dla kogo, my jesteśmy za słabi, Twoja ofiara na nic.

Gdybym miała tak pomyśleć zaczęłabym gardzić sobą. Sprzeniewierzyłabym się słowom Władysława Bartoszewskiego, że warto być przyzwoitym. I sprzeniewierzyłabym się Piotrowi.

Rok 2018 nie będzie prawdopodobnie łatwiejszy. Musimy mieć tego świadomość. Ale powinniśmy pamiętać każdego dnia o Piotrze, i o tym co nam pozostawił. To musi dać nam siłę.

MUSI. Po prostu nie mamy wyboru jeśli nie godzimy się na nazywanie zła dobrem, psucia państwa reformami, ludzi nikczemnych i podłych dobrymi. Ja się na to nie godzę. Moja niezgoda jest większa niż moje zmęczenie.

Rok 2018 będzie trudny i na to trzeba się przygotować. To będzie także rok wyborów samorządowych, których nie możemy przegrać. Mówię ‘my” mając na myśli zjednoczoną, totalną opozycję, tak – totalną, bo totalna opozycja jest odpowiedzią na władzę totalną. To nie jest czas na fochy, na udowadnianie kto jest ważniejszy, na przepychanki i tym podobne zabawy, sytuacja jest zbyt poważna. Stąd mój apel, moje żądanie aby przywódcy partii będących w tej chwili w opozycji odrzucili wreszcie interes partyjny, lub własny i dostrzegli to co ja, i inni zwyczajni, szarzy obywatele, widzą od dawna – że czasy wymagają zjednoczenia sił w walce ze złem. Że stawką jest nie przywództwo partyjne ale nasz kraj. Nasz kraj. Jeżeli tego nie zrozumieją stracą wszystko, oni, ale przede wszystkim Polska. Nie ma w tej chwili za wielkich słów. Ponad interes własny trzeba przedłożyć interes kraju. Jeśli tego nie zrozumiecie – obywatele wam tego nigdy nie wybaczą.

No, to do roboty.