Cała nadzieja w buncie młodzieży

Na Czatach o reformie edukacji polska szkoła rozwój młodzieży gimnazja

Łukasz Ługowski, dyrektor Młodzieżowego Ośrodka Socjoterapii Kąt, opowiada o gimnazjach, dlaczego wprowadził je minister Mirosław Handke, i jak tamtą reformę edukacji przygotowywała Irena Dzierzgowska.
Powrót gimnazjów, którego nie byliśmy entuzjastami, okazał się po latach wielce zbawienny dla całego systemu edukacyjnego. Wyodrębniony został bowiem wiek wyjątkowo trudny w toku rozwoju osobowości, stworzone zostały warunki, by uczniów w tym wieku otoczyć właściwą opieką dydaktyczną  wychowawczą, wykształcone zostały kadry pedagogiczne, wyspecjalizowane w tym specyficznym podejściu. To wiek trudny, bo zbuntowany. Cała nadzieja zatem w młodzieży, że się zbuntuje i odrzuci te elementy szkolnych programów, które nachalnie trącą indoktrynacją, narzucane na siłę, prymitywnie krępujące wolność myślenia młodego człowieka.

Reforma edukacji – powrót do PRL

Krystyna Starczewska Halina Flis-Kuczyńska nie dla reformy edukacji Na czatach

„Badania wskazują, że średni poziom agresji w szkołach podstawowych i gimnazjach jest porównywalny, przy czym największy problem z agresją uczniów mają obecnie nauczyciele klas szóstych. Poziom przemocy w gimnazjach stale się zimniejsza, powrót do starego, dwustopniowego systemu szkolnego znowu ją nasili – mówi Krystyna Starczewska, prezes Krajowego Forum Oświaty Niepublicznej, w wywiadzie udzielonym Krytyce Politycznej.” Krystyna Starczewska: powrót do PRL-owskiego systemu oświaty uważam za szkodliwy.

„System edukacji oparty na trzech zasadach – monopolu państwa w organizacji i kontroli szkół, „jedynie słusznej” ideologii w nauczaniu oraz autorytarnym wychowaniu z elementami militarnymi – jest typowy dla wszystkich reżimów autorytarnych. Występował również w hitlerowskich Niemczech. A teraz usiłuje się przywrócić go w Polsce. Pytanie – w jakim celu.” SZKOŁA HIPOKRYZJI

W rozmowie z Haliną Flis-Kuczyńską, redaktor naczelną serwisu publicystycznego „Na czatach”, Krystyna Starczewska rozwija ten temat. Ale nie tylko. Zaczyna od swoich bogatych doświadczeń zawodowych w szkole, by następnie krytycznie odnieść się do wdrażanej właśnie reformy.

W lakonicznej jak na tak bogaty życiorys notce biograficznej Krystyny Starczewskiej czytamy:

Ukończyła Wydział Polonistyczny UW. Pracowała m.in. w VII Liceum Ogólnokształcącym im. Juliusza Słowackiego. Doktoryzowała się w Instytucie Filozofii UW w 1971; przez lata pracowała w Polskiej Akademii Nauk. Zajmowała się twórczością Jerzego Szaniawskiego i dziełem Janusza Korczaka; psychologią humanistyczną i feminizmem.
Przed 1989 brała udział w opozycji demokratycznej, współpracowała z KOR-em, od kwietnia 1978 była członkiem Towarzystwa Kursów Naukowych, w latach 1982-1989 redagowała podziemny dwutygodnik KOS. W 1989 brała udział obradach podzespołu do spraw oświaty, szkolnictwa wyższego, nauki i postępu technicznego w ramach obrad Okrągłego Stołu.
W 1989 poświęciła się tworzeniu „Bednarskiej” – I Społecznego Liceum Ogólnokształcącego w Warszawie przy ulicy Bednarskiej oraz 20 Społecznego Gimnazjum w Warszawie przy ulicy Raszyńskiej, którego obecnie jest dyrektorką.
21 września 2006 została odznaczona przez Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. Od 2007 należy do Rady Programowej reaktywowanego przez Stefana Bratkowskiego Konwersatorium „Doświadczenie i Przyszłość”.

Piątka na Czatach (3)

Kolejne wydanie NaCzatach.pl mówi o destrukcji systemu edukacji zaserwowanej nam przez partię rządzącą dla niepoznaki nazywaną reformą edukacji. To trzecie wydanie naszego serwisu publicystycznego. Proponujemy Państwu rzetelną informację i pogłębioną analizę. W świecie pędzących newsów i kilkugodzinnych sensacji chcemy lepiej zrozumieć ważne sprawy, które się wokoło nas dzieją. Chcemy je zrozumieć razem z Państwem.

Wierzymy że razem, zatrzymując się na chwilę i podejmując pogłębioną refleksję, możemy zbliżyć się do prawdy. Zwłaszcza, że do współpracy udaje nam się zaprosić osoby, które poruszane tematy znają naprawdę dogłębnie i od wielu lat.

Liczymy, że zostaniecie Państwo z nami, mimo że nasze wydawnictwo nie jest na razie regularne. Zaczęliśmy jako piątka znajomych, którzy uznali, że trzeba się sprzeciwić zalewowi pseudo-informacji i manipulacji podpieranej ideologią.

Edukacja to przyszłość społeczeństwa. Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie – mówił w XVI wieku Jan Zamoyski. Czy uda się partii i politykom wychować nowego człowieka, uformowanego na ideologiczne zamówienie, na podstawie zmanipulowanej informacji i programów nauczania podporządkowanych dążeniu do władzy i poszerzaniu wpływów. Nie pierwszy to raz w historii Polski ktoś próbuje nas w ten sposób uformować. W czasie zaborów to rodzice uczyli swoje dzieci prawdy, kultury, języka. Podczas okupacji organizowano tajne komplety. W PRL-u prawda była przekazywana przez podziemne wydawnictwa, pamięć rodziców i dziadków, nielicznych odważniejszych nauczycieli.

Jak będziemy sobie radzić teraz? To się okaże. Ale jedno już wiemy z doświadczenia – na pewno nie damy się uformować. Homo sovieticus u nas się nie uformuje. Bo wolność i niezależność mamy w genach.

A jednak warto wiedzieć, co nam rządzący szykują. Nam, naszym dzieciom i wnukom. Tak łatwiej będzie się nam przygotować i ochronić to, co najważniejsze. Dlatego przedstawiamy Państwu rzetelne opracowania na temat faktycznego kierunku zmian w systemie edukacji narzuconych nam przez partię wbrew woli rodziców, nauczycieli i dzieci.

A kim my jesteśmy? Oto nasza piątka:
Halina Flis-Kuczyńska – redaktor naczelna
Danuta Kuroń – patronat
Mateusz Kijowski – redaktor prowadzący
Paweł Barański – sekretarz redakcji
Przemysław Wiszniewski – wydawca

O edukacji, jak ją reformować należy, a jak nie należy

Na czatach reforma edukacji psycholog społeczny

O reformie edukacji min. Zalewskiej z PiS-u rozmawiają Barbara Malak-Minkiewicz i Jerzy Wiśniewski.
Barbara Malak-Minkiewicz jest pracowniczką International Association for the Evaluation of Educational Achievement z siedzibą w Amsterdamie, koordynatorka międzynarodowych badań porównawczych nad efektywnością edukacji (więcej: Encyklopedia Solidarności).
Jerzy Wiśniewski jest prezesem Evidence Institute ekspertem w dziedzinie edukacji, pełnił funkcję dyrektora generalnego MEN w czasach pierwszej reformy edukacji, wprowadzającej m.in. gimnazja, które teraz są likwidowane (więcej: Evidence Institute).

Rozmówcy omawiają problematykę edukacji w perspektywie szerszej, aniżeli tylko zawężona do krajowej, w kontekście europejskim, a nawet światowym. Wskazują na podobieństwa różnych problemów występujących w szkołach niezależnie od miejsca, problemów, które udaje się rozwiązać w różny sposób, reformując szkolnictwo. Rzadko jednak zdarza się, by reforma, tak jak to się dzieje obecnie w Polsce, zamiast rozwiązywać problemy, tylko je pogłębiała i stwarzała kolejne.

Szkoła jest trochę jak teatr

Szkoła nauczyciel uczeń Na Czatach liceum reforma MEN

Likwidacja gimnazjów, a zwłaszcza sposób, w jaki to zrobiono, to niewątpliwie barbarzyństwo. Mam jednak wątpliwości, czy dopiero teraz, wraz z „dobrą zmianą”, zeszliśmy na złą drogę, czy też mocno błądziliśmy już wcześniej.

Bo, z jednej strony, mieliśmy niewątpliwie powody do zadowolenia. Najczęściej powoływaliśmy się na wyniki naszych uczniów w testach PISA, które sprawiły, że byliśmy traktowani jako kraj sukcesu edukacyjnego. Cieszyła nas swoboda, jaką zapewniono nauczycielom w wyborze programów i podręczników. Z zastrzeżeniami co do jej jakości, mogliśmy się też cieszyć z upowszechnienia edukacji na poziomie średnim i wyższym.

Z drugiej strony: co sądzić o wyniku wyborów 2015 r., w których trzy czwarte młodych wyborców, poniżej 30 roku życia, opowiedziało się przeciwko demokracji, przynajmniej w tym kształcie, który zamierzaliśmy przejąć z Zachodu? Co zrobić z faktem, że po dwóch latach, które mijają od wyborów, dwie trzecie obywateli nie zauważyło, że ma do czynienia z zamachem stanu? Że przez ćwierć wieku nie udało się zwiększyć frekwencji wyborczej?

Że poziom czytelnictwa spadł i że za chwilę będziemy mieli więcej obywateli z wyższym wykształceniem niż czytających książki (ściśle mówiąc: tych, którzy mieli w ręku przynajmniej jedną książkę w ciągu roku)? Że nie poprawiła się pozycja najlepszych polskich uniwersytetów w rankingach światowych? Że przybyło nam wprawdzie trochę autostrad, ale nieznacznie tylko zmniejszyła się liczba zabitych na drogach? Tych pytań jest oczywiście więcej.

Bolesną i wstydliwą sprawą jest zwłaszcza nasz stosunek do uchodźców. Można odnieść wrażenie, że sukcesom ekonomicznym i materialnemu unowocześnieniu kraju, nie towarzyszyło unowocześnienie mentalności Polaków.

Kto jest temu winien? Kościół? Politycy? Media? Zapewne, ale chyba jednak przede wszystkim szkoła. Okazało się, że polska szkoła (także szkoły wyższe) nie przygotowała nas do życia w demokracji.

W 2005 r., z okazji jubileuszu stulecia liceum Reytana, zorganizowałem spotkanie osób, które były jakoś związane z tą szkołą (np. uczyły się w niej, bądź nauczały) i które aktywnie uczestniczyły w reformowaniu polskiej oświaty po 1989 r. Wzięli w nim udział, m. in., Anna Radziwiłł, Anna Dzierzgowska, Andrzej Janowski, Włodzimierz Paszyński, Ireneusz Białecki, Tadeusz Morawski i Mirosław Sielatycki. Zadałem uczestnikom trzy pytania: co się udało zrobić, co się nie udało, co jeszcze pozostaje do zrobienia.

Różnice zdań, w każdej nieomal kwestii, były spore, ale jako najważniejsze osiągnięcia wymieniano najczęściej: odrzucenie obowiązującej wcześniej ideologii, upowszechnienie edukacji na poziomie średnim i wyższym, wyrównanie szans (poprzez stworzenie gimnazjów i wydłużenie okresu obowiązkowej nauki), decentralizację oświaty (poprzez oddanie szkół samorządom), stworzenie warunków dla tworzenia szkół społecznych i prywatnych, wprowadzenie egzaminów zewnętrznych, podniesienie poziomu wykształcenia nauczycieli (m. in. poprzez wprowadzenie nowego systemu awansu zawodowego), a także upowszechnienie znajomości języków obcych i technologii komputerowych.

Na liście zadań wymagających realizacji znalazło się sześć punktów: zgodzono się, że:
1) musi powstać całościowa wizja szkoły (odpowiedź na pytanie, jakim celom ma ona służyć);
2) trzeba przywrócić szkole jej funkcję wychowawczą;
3) trzeba doprowadzić do spójności programów nauczania, zarówno pomiędzy przedmiotami, jak i kolejnymi etapami kształcenia;
4) zerwać z tradycją przekazywania w szkole encyklopedycznej wiedzy;
5) zmieniać charakter egzaminów zewnętrznych tak, żeby w coraz większym stopniu sprawdzały zdolność samodzielnego myślenia, a nie pamięciowe opanowanie materiału oraz
6) przyznać szkołom i ich dyrektorom znacznie większą autonomię.

Tak oceniło skutki reformy z 1999 r., po sześciu latach od jej rozpoczęcia, grono osób, wśród których byli jej współautorzy. Jaka byłaby ich opinia dzisiaj?

Co do osiągnięć – prawie każdemu z nich przypisać można niestety jakieś „ale”: obowiązującą przed 1989 r. ideologię stopniowo zaczęła zastępować inna, nienowa, znana nam już z okresu międzywojennego, dotąd jeszcze nie deklarowana oficjalnie, wprowadzana „oddolnie”, ale teraz już odgórnie zalecana. W ślad za upowszechnieniem formalnego wykształcenia na poziomie średnim i wyższym nie poszło ani podniesienie, ani nawet utrzymanie jego jakości. Wyrównaniu szans nie towarzyszył dostateczny zapał, by z tych szans korzystać.

Decentralizacja oświaty w praktyce okazała się zastąpieniem jednego despoty drugim – już w 2005 r. używaliśmy terminu „dyktatura magistratu” na określenie stylu zarządzania szkołami, jaki upodobały sobie władze samorządowe. Spośród szkół społecznych i prywatnych tylko nieliczne osiągnęły poziom zbliżony do szkół publicznych.

System awansu zawodowego nauczycieli jako sposób na podniesienie ich kwalifikacji okazał się fikcją. Co do egzaminów zewnętrznych – nie mam wątpliwości, że dobrze się stało, że je wprowadzono, ale muszę uczciwie przyznać, że ich ocena w środowisku nauczycielskim nie jest jednomyślna. Jedno pozostaje poza dyskusją: na pewno dzisiejsza młodzież lepiej zna języki obce i sprawniej porusza się w Internecie. Ale czy jest to zasługa naszych szkół?

Co do zadań, które były do podjęcia, mogę zapewnić, że żadne nie zostało podjęte. Nie zapytano, czemu ma służyć nasz system edukacji. Nie umożliwiono szkołom wywiązywania się z ich zadań wychowawczych; w ogóle nie zadano pytania, czy powinny sobie takie zadania stawiać. Nie zapewniono spójności programów nauczania – nikt nawet nie próbował. Kucie na pamięć kwitnie, na rozumienie czegokolwiek nie ma czasu. Choć, trzeba przyznać, egzaminy zewnętrzne, zwłaszcza maturalne, zmieniają się we właściwym kierunku i niesprawiedliwe byłoby kwitowanie ich pogardliwym słowem: testy.

Najgorzej wypada ocena autonomii szkół. Jest gorzej niż było dwanaście lat temu. Okazuje się, że urzędnikom magistratu nie mieści się w głowie, że szkoły mogłyby sobie radzić bez nich, że oczekują od nich tylko należytej dbałości o ich stan materialny, bo na samym nauczaniu dużo lepiej znają się pracujący w nich nauczyciele i ich dyrektorzy.

Pracownikom kuratoriów rzadko kiedy starcza odwagi, by w rozpatrywaniu skarg kierowanych do nich przez rodziców jako najbardziej kompetentnych konsultantów traktować nauczycieli i dyrektorów szkół. Przełożony oczekuje, że się wykażą, więc nawet najbardziej absurdalne zażalenia – gołym okiem widać, że pisane ręką wariata – traktują serio, bo tak jest łatwiej i bezpieczniej, po co niepotrzebnie popisywać się samodzielnym myśleniem. To jest też kwestia mentalności. Mam pracę, więc muszę zadbać, by jej nie stracić. Mam władzę, więc dlaczego miałbym się nią z kimkolwiek dzielić? Dlaczego miałbym uznać, że ktoś na czymś może się znać lepiej ode mnie?

Trzeba by innej okazji, żeby adekwatnie opisać sposób zarządzania szkołami przez władze samorządowe i państwowe. Pozostając przy kwestii autonomii szkół, a zwłaszcza ich dyrektorów, poprzestać muszę na tym, co najistotniejsze z punktu widzenia jakości edukacji. Chodzi o pytanie, czy po 1989 r. zadbaliśmy o to, żeby nasze dzieci uczyli w szkole właściwi ludzie? Właściwi, to znaczy: najlepsi z możliwych.

Nie sądzę, żebyśmy zrobili w tej sprawie dostatecznie dużo. W dalszym ciągu zawód nauczyciela nie jest przedmiotem marzeń ludzi rozpoczynających studia. Pensja, którą może otrzymać początkujący nauczyciel, w dalszym ciągu nie przyciąga do szkoły najlepszych absolwentów wyższych uczelni. Z kształceniem nauczycieli podczas studiów bywało już lepiej. Nadal obowiązuje i nie został nigdy przez nikogo zakwestionowany szkodliwy przepis mówiący o konieczności posiadania przygotowania pedagogicznego przez osoby gotowe uczyć w szkole (nie znam nikogo, kto by o skończonym przez siebie kursie w tym zakresie miał cokolwiek dobrego do powiedzenia).

Obowiązujący system awansu zawodowego nie wymaga od nauczyciela żadnej rzeczywistej pracy nad sobą – aby w stosunkowo krótkim czasie uzyskać dyplom mistrzowski wystarczy „chęć szczera” i cierpliwość w zbieraniu zaświadczeń o ukończeniu rozmaitych szkoleń (niewiele jest osób, od których słyszałem coś dobrego o szkoleniach, w których uczestniczyły). Co najważniejsze: nadal obowiązuje Karta Nauczyciela (z roku 1982!), która skutecznie uniemożliwia zwalnianie z pracy ludzi, którzy nie powinni mieć kontaktu z dziećmi. Nie jest ich wprawdzie dużo, to najwyżej kilku w przeciętnej szkole. Ale ich szkodliwość jest ogromna, o wiele większa, niżby to wynikało z ich umiarkowanej liczebności.

Proszę sobie wyobrazić teatr. Szkoła jest trochę jak teatr: plan lekcji to repertuar przedstawień; każda sala lekcyjna to widownia i scena. Na scenie staje aktor, który jest też po trosze reżyserem swojego przedstawienia, a po trosze autorem scenariusza. Jeśli ma talent, wciąga do gry publiczność. I proszę sobie wyobrazić dyrektora teatru, który wie, że ma w obsadzie kilku kiepskich aktorów. Że codziennie którąś z głównych ról – a w szkole właściwie wszystkie role są główne – zagra ewidentny patałach. I nic nie może na to poradzić.

Stąd często słyszana opinia: że nasz system edukacji nie służy ani jakości nauczania, ani dobru uczniów i rodziców. Że jest jedynie systemem opieki społecznej nad pewną grupą zawodową. Że ponadto istotą tego systemu jest ochrona najsłabszych w zawodzie, kosztem tych najlepszych.

Dlatego w 1999 r. byłem przeciwnikiem tworzenia gimnazjów, a teraz byłem przeciwnikiem ich likwidacji. Przyczyna była ta sama: przekonanie, że od mieszania herbata nie zrobi się słodsza. Zamiast inwestować duże pieniądze w zmianę struktury, trzeba było zrobić wszystko, żeby dzieci rozpoczynające naukę w szkole miały szansę spotkania w niej właściwych ludzi. Wychowujemy się przecież właśnie w ten sposób: spotykając na swojej drodze właściwych ludzi.

Przypuszczam, że byłaby to kwestia ponad podziałami, że ci, którzy znają się na oświacie, podpisaliby się pod listą najważniejszych postulatów niezależnie od dzielących ich różnic politycznych. Pierwszym z nich byłby ten właśnie: dbając o wysoki status zawodu
nauczyciela, należy dać dyrektorom znacznie większą swobodę w budowaniu zespołów nauczycielskich. Z całą pewnością nie straciliby na tym dobrzy nauczyciele.

Jeżeli szkoła ma uczyć myślenia, a tym samym przygotowywać do życia w demokracji, w ślad za niezbędnymi zmianami w Karcie Nauczyciela, powinny pójść następne kroki: należałoby znacząco odchudzić programy nauczania, dać czas na dyskusję na lekcjach, na myślenie, na ćwiczenia, na rozwój wyobraźni. W dalszym ciągu zmieniać wymagania egzaminacyjne tak, aby sprawdzały stopień rozumienia przedmiotu a nie sprawność pamięci uczniów. Należałoby zmniejszać liczebność klas, by umożliwić nauczycielom bardziej indywidualne relacje z uczniami.

Gdyby przykładem miał być język polski, chodziłoby m. in. o stworzenie szansy na częstsze zadawanie uczniom prac pisemnych i częstsze ich, i bardziej staranne, ocenianie przez nauczycieli. O więcej swobodnej dyskusji na lekcjach. Gdyby przykładem miały być przedmioty przyrodnicze, chodziłoby o czas na większą liczbę ćwiczeń i eksperymentów. Lekcje wiedzy o społeczeństwie powinny być okazją do ćwiczenia się w sztuce argumentacji, udziału w debacie, prezentacji siebie i własnego punktu widzenia, ale też na przykład zadawania pytań, szukania dziury w całym, krytycznej analizy życia publicznego. Wychowanie szkolne powinno polegać na podejmowaniu działalności społecznej i obywatelskiej w praktyce. Można by przy tym sprawić, że wraz z innymi ocenami na świadectwie, ocena takich działań miałaby jakieś znaczenie w rekrutacji na studia.

Przeważają w tym podsumowaniu rzeczy niezrobione, niepodjęte i zaniechane.

Dlaczego? Może naiwnie, ale wierzę, że można było zdziałać dużo więcej, gdybyśmy chcieli i umieli ze sobą rozmawiać. Gdybyśmy potrafili znaleźć czas i poświęcić go na działanie dla dobra wspólnego, rezygnując w jakiejś mierze z własnych ambicji. Potrzebna była, już w 1989 r., jakaś nowa Komisja Edukacji Narodowej, która działając stale, przez lata, niezależnie od zmieniających się rządów, w porę podsuwałaby kolejnym ministrom edukacji wypracowane już i przedyskutowane w gronie fachowców rozwiązania. Zaoszczędzilibyśmy dużo czasu.
No trudno, nie stało się. I pewnie już się nie stanie.

***

Nagrania archiwalne z udziałem dra Seweryna Szatkowskiego:

Piątka na czatach (2)

Wystartowaliśmy kilka dni temu z wydaniem POLexit czy PiSexit – o Polsce w Europie, o relacjach Polski z Unią Europejską, o europejskich wartościach i ich łamaniu. Teraz oddajemy Państwu do lektury kolejny numer. O tym, co partia rządząca w Polsce nazywa reformą sądownictwa, zaś autorytety i specjaliści określają jednoznacznie jako destrukcję, koniec niezależności sądów i niezawisłości sędziów. To aktualne i ważne tematy. Zbieramy dla Państwa opinie i różne punkty widzenia. Na czatach się komunikujemy. I stoimy na czatach. Taką przyjęliśmy misję.

Piszemy o sprawach ważnych i aktualnych. Prosimy o współpracę ludzi o najwyższych kwalifikacjach, dogłębnej wiedzy i doświadczeniu. Stawiamy sobie za cel prezentowanie najrzetelniejszej i najpełniejszej wiedzy w sposób przystępny, ale bez upraszczania czy propagandy.

Liczymy, że zostaniecie Państwo z nami mimo, że nasze wydawnictwo nie jest na razie regularne. Zaczęliśmy jako piątka znajomych, którzy uznali, że trzeba się sprzeciwić zalewowi pseudo-informacji i manipulacji podpieranej ideologią.

Dzisiaj, kiedy rządzący szykują kolejne działania niszczące budowane od 1989 roku niezależne i niezawisłe sądownictwo, nie można milczeć. Sądy jako trzecia władza bronią praw obywateli i podstawowych praw każdego człowieka. Co się stanie, kiedy staną się polityczną agendą partii rządzącej? Wielu z nas dobrze pamięta czasy, kiedy tak było. Nawet doradczyni Prezydenta RP, pani Zofia Romaszewska z przykrością wspomina czasy, kiedy wymiar sprawiedliwości był podporządkowany partyjnej ideologii. Niestety nie widzi, że ten, któremu doradza, nie próbuje nas uwolnić od politycznych zależności a jedynie walczy o wpływy w obozie władzy.

Spróbujmy spojrzeć na „reformę sądownictwa” okiem bezstronnym i obiektywnym. Okiem naszych autorów.

A kim my jesteśmy? Oto nasza piątka:
Halina Flis-Kuczyńska – redaktor naczelna
Danuta Kuroń – patronat
Mateusz Kijowski – redaktor prowadzący
Paweł Barański – sekretarz redakcji
Przemysław Wiszniewski – wydawca

Wspomnienia Jeana Monneta

Prezentacja książki "Wspomnienia Jeana Monneta" wyd. Poltext

Jean Monnet – Honorowy Obywatel Europy – należy do grona najważniejszych postaci w historii Europy XX wieku. WSPOMNIENIA – w przekładzie Waldemara Kuczyńskiego – są pasjonującym freskiem historycznym przybliżającym polskiemu czytelnikowi zarówno jego postać, jak i historię integracji europejskiej.

Jak pokazują sondaże, większość Polaków jest zadowolona z tego, że jesteśmy w Unii Europejskiej. Czuje się w niej dobrze, ale czy dobrze ją czuje? Czy rozumie, czym jest Unia w ogóle i czym jest ona dla Polski i dla nas – Polaków?

Z pewnością doceniamy ją za swobodę poruszania się, podróżowania bez granic. Za to, że daje nam szansę kształcenia się, podjęcia pracy czy rozpoczęcia nowego życia tam, gdzie uznamy, że będzie nam najlepiej.

Faktem nie do podważenia jest również to, że dzięki funduszom pochodzącym z Unii Europejskiej nasza ojczyzna pięknieje i rozwija się.
Czy wszystkie aspekty przynależności Polski do Unii Europejskie uznawane są za pozytywne? Jakie są zagrożenia?
Jak można je ocenić przez pryzmat początków dziejowego procesu tworzenia zjednoczonej Europy?
Zdumiewająca jest historia życia tego człowieka z francuskiej prowincji, który stworzył fundamenty zintegrowanej Europy.
Zapraszamy na długi marsz z Jeanem Monnetem, które bardzo lubił długie marsze.

Jak pisze we wstępie prof. Aleksander Hall:
„Życie Jeana Monneta dowodzi, że naprawdę bywają zawrotne kariery, których nie zapowiadało w żaden sposób ani pochodzenie, ani wykształcenie jej bohatera”.
Książkę przełożył z języka francuskiego i opatrzył przypisami Waldemar Kuczyński.

Książka jest dostępna w sklepie Wydawnictwa Poltext.

Piątka na czatach

Jesteśmy zaprzyjaźnionymi ludźmi pióra z opozycyjnej strony sceny politycznej. Jak wszyscy, co dzień jesteśmy zasypywani wiadomościami, w których gąszczu nie zawsze łatwo zrozumieć, co się dzieje i ku czemu zmierza sytuacja.

Podobnie jak kropla to nie deszcz, tak wiadomość nie stanowi informacji. Na pełną informację składa się triada, znana nam z audycji Radia Wolna Europa – „Fakty – wydarzenia – opinie”. Chcemy stworzyć jednodniówkę publicystyczną, przedstawiającą w każdym wydaniu jeden problem, opisany przy pomocy tych trzech filarów pełnej informacji.

Tematem pierwszym są nasze stosunki z Unią Europejską i rysująca się groźba wyprowadzenia Polski z tego związku państw. Groźba, jeszcze dwa lata temu trudna do wyobrażenia w kraju, którego ponad 80% obywateli jest zadowolonych z członkostwa w UE, pod rządami Prawa i Sprawiedliwości staje się realna.

Bierzemy na warsztat nasze pogarszające się od kilkunastu miesięcy stosunki z Brukselą, gdyż ciąg wydarzeń, nasilanie konfliktów i towarzysząca mu otoczka propagandowa prowadzą do wpojenia obywatelom przekonania o UE jako organizmie nam wrogim, od którego trzeba się uwolnić. Propaganda pisowska jest wytrwała. Trzeba się jej równie wytrwale i poważnie przeciwstawić.

Oto nasza piątka:
Halina Flis-Kuczyńska – redaktor naczelna
Danuta Kuroń – patronat
Mateusz Kijowski – redaktor prowadzący
Paweł Barański – sekretarz redakcji
Przemysław Wiszniewski – wydawca