Patrol obywatelski na Rakowieckiej

Na czatach w obronie KRS Przemysław Wiszniewski

Od 29 września postanowiliśmy pikietować na Rakowieckiej pod siedzibą Krajowej Rady Sądownictwa pod hasłem „Patrolu obywatelskiego”. Smutny ten nasz patrol, zakończony zapaleniem zniczy pod drzwiami KRS. Przyszła nas nieliczna grupa osób z różnych organizacji, reprezentujących wspólną Koalicję Prodemokratyczną. Będziemy tu przychodzić, jak niegdyś pod Trybunał w Al. Szucha, a w lipcu pod Sąd Najwyższy na Placu Krasińskich w Warszawie.

Opublikowany przez Video-KOD Piątek, 29 września 2017

Oto tekst mojego wystąpienia:

„Od końca 2015 roku pikietowaliśmy w obronie Trybunału. Staliśmy tam w Alei Szucha solidaryzując się z prof. Rzeplińskim. Staliśmy długie miesiące, w mróz, w deszcz, w upał, aż do samego końca, kiedy Trybunał został ostatecznie uśmiercony i pogrzebany przez PiS.

W tym roku w lipcu dołączyła do nas młodzież i trwaliśmy ze świeczkami pod gmachem Sądu Najwyższego na Placu Krasińskich.

Teraz przyszła kolej na pikiety pod Krajową Radą Sądownictwa. I odwiedziny ulicy Rakowieckiej. Z ulicą Rakowiecką wiąże się wiele obiektów symbolicznych. Tu było opodal miejsce kaźni – areszt, w którym odbywały się egzekucje. Dalej stało kino Moskwa – pamiętamy słynne zdjęcie Chrisa Niedenthala „Czas Apokalipsy” oraz czołgi stanu wojennego. Przy tej ulicy mieści się też gmach MSW ministra Błaszczaka.

A my stoimy pod Krajową Radą Sądownictwa, na którą dziś PiS szykuje stosowną ustawkę.

KRS nie jest starą instytucją. Za komuny tego samorządu sędziowskiego nie było. Powołany został przy Okrągłym Stole z inicjatywy prof. Adama Strzembosza, który pamiętał jeszcze projekty Solidarności z ’80 roku. Krajowa Rada powołuje sędziów na stanowiska prezesów sądów, lecz pisowska władza ma jej to za złe. Wolałaby sama powoływać. Może zatem sędziowie w ramach rewanżu zaczną powoływać marszałków Sejmu i Senatu?

PiS żąda obniżenia wieku zakończenia orzekania przez sędziów – rozumiemy, że to samo zastrzeżenie zacznie dotykać posłów i senatorów? 

Kaczyński twierdzi, że sędziowie nie zostali należycie zlustrowani, lecz jest to kłamstwo w żywe oczy. Nikt nie został lepiej zlustrowany, żadne inne środowisko. Na pewno luminarze pisowscy nie zostali jeszcze zlustrowani, ale nadejdzie czas, że zostaną. Choćby pośmiertnie, jeśli nie uda się za życia. PiS chce sędziom skrócić kadencje, by wprowadzić swojaków. My też skrócimy kadencje – prezydentowi i wszystkim innym pisowskim nominatom.

Oczywiście, takie zabiegi, jak skracanie kadencji gwarantowanej konstytucyjnie jest niezgodne z naszą ustawą zasadniczą. Ale przecież konstytucja jest dziś głównym wrogiem władzy, bo wiąże jej ręce. Władza chce działać w sposób nieskrępowany. Konstytucja zawadza rewolucji Kaczyńskiego! Rządy bezprawia kolidują z konstytucją. Trzeba ją podeptać, aby utrzymać władzę absolutną.

PiS chce wprowadzić swoich ławników do orzekania. Chce upartyjnienia sądów. Chce czynnika społecznego do orzekania. Może zaczniemy wybierać sędziów w wyborach powszechnych, kto wie? Może lekarzy też będziemy sobie politycznie dobierać? I nauczycieli? Może czas, żeby czynnik ludowy przejął władzę? Może trzeba zrekonstruować sojusz robotniczo-chłopski i dyktaturę proletariatu?

Dlaczego PiS-owi tak zależy na odebraniu sądom niezależności a sędziom niezawisłości? Bo Kaczyński chce zacementować swoją władzę na lata! Chce sfałszować wybory, które skwituje mu upartyjniony Sąd Najwyższy. Chce wprowadzić terror sądowy dla opozycji. Chce, by jego partia i jego oligarchowie pozostali bezkarni i oczyszczani z zarzutów korupcji politycznej i przestępstw niweczących demokratyczny ład w naszym państwie.

My, obywatelki i obywatele, jakkolwiek będziemy się nazywać, pod wieloma sztandarami i szyldami organizacyjnymi, nie pozwolimy na to! Będziemy tu stać niczym żywe sumienie naszego narodu, milczący wyrzut sumienia, jak kamienie, których nie usunie żadna najbardziej gorliwa policja! Brońmy sądów! Brońmy sędziów! Ratujmy ojczyznę!”

O Europie waszej i naszej

Jak przed przystąpieniem do UE tęskniliśmy do Europy

Pochodzę ze świata zamkniętego granicami, które przypominają do złudzenia ogrodzenie więzienne. Dużo ludzi przejeżdża dziś te granice legalnie, ale sporo ucieka przez nie, ryzykując życie, tak jak zbieg z więzienia. Czterysta milionów Europejczyków wolnych i ponad sto (a jak doliczyć Rosjan, to prawie trzysta) milionów Europejczyków uwięzionych – taki jest najważniejszy rys naszego kontynentu.

Tych z krańców dzieli niedługa podróż samolotem. Tyle, żeby zjeść obiad, wypić kawę i porozmawiać z sąsiadem o pogodzie. Tych przy granicach paręset metrów. Lecz dla większości ludzi po tamtej stronie to tyle, co życie, bo albo nigdy nie odbędą tej podróży, albo muszą postawić życie na szali, by te paręset metrów przebyć.

Jesteście więc od nas straszliwie daleko, ale równocześnie bardzo blisko, bo w myślach i tęsknotach. Chociaż oderwani od Europy wolnej, uważamy ją jednak także za naszą. Mamy o niej żywe wyobrażenia, nawet jeśli nigdy nie postawiliśmy tu stopy. Czasami są to
wyobrażenia zbyt różowe, gdy mowa na przykład o materialnym poziomie życia. Czasami czarne, gdy mowa o ideowym rozbrojeniu waszej Europy, o osłabieniu woli bronienia wartości zachodniej cywilizacji. Mamy też o was sporo wiedzy, być może więcej, niż ma tutejszy przeciętny człowiek o naszej Europie. To jest wytłumaczalne.

Wy nam jesteście potrzebni, a zarazem wy bez nas nieźle dajecie sobie radę. Gorzka to prawda, a na prawdę nie ma rady. Przejmujemy się losami Europy wolnej. Nie tyle ze względów altruistycznych, ile egoistycznych, naszych własnych. To też przecież zrozumiałe. Dlatego zagrożenia ustawiamy często w innej kolejności niż wy.

Jesteśmy mało wrażliwi na to, co dzieje się między wami a waszym wielkim sojusznikiem zza Atlantyku. Nie przeraża nas ekspansja cywilizacyjnych wzorców największej demokracji świata. Nie rozumiemy antyamerykanizmu, raczej go odrzucamy, uważamy za niebezpieczny dla Europy, choć nie ma to nic wspólnego z życzeniem, by skryła się ona w cieniu wuja Sama. Czasami ten namiętny antyamerykanizm jawi się nam jako niesprawiedliwość wobec kraju, który dokonał największego wysiłku, by przywrócić Europie Zachodniej wolność (szkoda, że nie nam). A także wobec kraju, którego obywatel dał swe nazwisko wielkiemu planowi dźwignięcia Europy (szkoda, że nie nas) ze zniszczeń wojennych. Tak to widać na przykład znad Wisły.

Widać też wyraźnie, wyraziściej niż stąd, że głównym zagrożeniem dla świata waszego jest nasz świat. Pasożytniczy i ekspansjonistyczny zarazem. Popatrzcie na listę naukowych odkryć drugiej połowy XX w., jak ubogi jest w nią wkład komunizmu. A ten, co jest, ma prawie w
całości coś wspólnego z zapachem prochu. I popatrzcie na mapę polityczną świata na przykład ostatnich trzydziestu lat. Ile na niej przybyło granic z czerwonym drutem kolczastym!

Często słychać, że my stamtąd jesteśmy nieobiektywni, że mamy uraz do czerwonego koloru. Oczywiście, że go mamy. Tak jak ma uraz do rozpalonej płyty człowiek, który jej dotknął. Lecz kto lepiej zna prawdę o niej? On, który doświadczył jej właściwości, czy ten, który z
daleka obserwuje jej czerwień? Myślimy o waszej Europie, rozmawiamy o niej w domach, chcemy jej siły i wielkości. Dlatego że jesteście nam bardzo potrzebni. Silni, prosperujący i wolni jesteście dla ludzi stamtąd nadzieją, że przyszły świat nie musi być poszatkowany
zasiekami i wieżami strażniczymi (od Rosjan oddzielają nas takie same jak Niemców wschodnich od zachodnich), że jest ciągle szansa, by ich ubywało i by kiedyś znikły z naszych granic. Jesteście dla nas żywym przykładem lepszego porządku, nawet z waszymi
bezrobotnymi. Jesteście więc czymś bardzo ważnym, co zapobiega utrwaleniu w umysłach Europejczyków uwięzionych zrezygnowanego przekonania, że świat odrutowany jest naturalnym środowiskiem życia ludzi.

Jesteście też dla nas wsparciem, a w każdym razie chcielibyśmy, abyście nim byli. Człowiek w Europie Wschodniej jest w szczególny sposób samotny, naznaczony dotkliwym poczuciem opuszczenia. Może inaczej jest w Polsce, gdzie „Solidarność” ludzi połączyła, a stan wojenny nie zdołał ich znowu rozproszkować na jednostki. Lecz normą jest samotność. Nie taki zwykły brak bliskich wokół siebie, lecz samotność wobec ogromnej machiny państwowej, która jest wszędzie. Może zaatakować z każdej strony, odebrać wszystko, w niektórych krajach nawet własne dzieci. Nie ma przed nią żadnych środków obrony.

Wy możecie takim być. Wasz głos, wasze świadectwo, że te miliony ludzi na wschód od muru berlińskiego to są ciągle członkowie europejskiej społeczności. Nie to jest najważniejsze, czy nasi władcy wezmą pod uwagę wasze opinie, choć czasem się z nimi liczą.
Wasz głos, wasza pamięć mają znaczenie dla nas, choćby nie dawały żadnych skutków praktycznych. Są wsparciem, które ludzi tam ośmiela, umacnia w ich własnym pragnieniu, by uczłowieczyć świat, w którym żyją.

Wasz głos w naszych sprawach to także wasza obecność w tamtej części pojałtańskiej Europy – u boku ludów, a nie władców. Nie wiadomo, ile czasu przyjdzie nam, Europejczykom ze Wschodu, żyć bez wolności, która dla nas nie jest ideałem abstrakcyjnym, ale warunkiem, by żyć normalnie.

Lecz jeśli kiedyś tamta część kontynentu zacznie żyć normalnie, to nie wskutek reform oświeconych totalitarystów, lecz przez napór ludów. Waszej jedności, potęgi gospodarczej i obronnej oraz waszego przywiązania do całej Europy wolnej od murów i drutów – tego
pragnęlibyśmy my, którzy nie będziemy wybierać posłów do Parlamentu Europejskiego. Mając jednak zarazem nadzieję, że wybierzecie takich, którzy przybliżą nas choćby o maleńki krok do chwili, gdy razem będziemy wybierać parlament całej Europy.

„Le Monde”, 16 czerwca 1984
Gazeta Wyborcza, 06/06/2009