Rok to nie wyrok…

…ale ten był dla Polski całkiem wyjątkowy. Myślę, że każdy zgodzi się ze mną, że 2017 był rokiem zdecydowanej ofensywy Partii. Zaczęło się tak naprawdę w grudniu 2016, kiedy profesor Andrzej Rzepliński zakończył swoją kadencję prezesa Trybunału Konstytucyjnego. Niezwykle skutecznie pogrążyło nas też umiejętne rozegranie przez rządzących protestu posłów opozycji w Sejmie. W zasadzie wtedy opozycja zaczęła tracić poparcie a jednocześnie wpływ na bieg spraw.

Daleki jestem od nazywania Jarosława Kaczyńskiego genialnym strategiem. Jednak z całą pewnością zatrudniona przez PiS duża zagraniczna firma doradzająca w kwestiach PR (o czym się wiele mówi od miesięcy w kuluarach – chociaż ja sam nie sprawdzałem) pomaga zsynchronizować nastroje społeczne z podejmowanymi działaniami. Do tego sprawdzone od lat media sprzyjające tej Partii doskonale budują tak zwaną narrację. Bo przecież każde zdarzenie, każdą decyzję, każdą wypowiedź można zinterpretować i przedstawić na różne sposoby. Każdy błąd zamieni się medialnie w sukces, a każdą niezręczność w perfekcję. Najlepszym przykładem było świętowanie sławnego głosowania przegranego 27:1.

Na tej ponurej perspektywie 2017 roku mamy jeden jaśniejszy punkt. Koniec lipca i protesty przeciwko zniszczeniu sądownictwa w Polsce. Protesty masowe. Protesty w nowej formule. Protesty, które przyciągnęły nowych ludzi, głównie młodych. Protesty estetyczne i dopracowane w formie. A jednak… pozostaje po nich jakaś pustka. Bo ci ludzie nie wrócili już, kiedy partia ponownie ruszyła niszczyć sądownictwo. Zrozumieli, że ich protest nic nie zmienia? A może po prostu skończyło się lato, wróciły zajęcia i wykłady, a pogoda nie skłania do wieczornych spacerów…

Tak czy inaczej faktem jest, że demokracja się w Polsce skończyła w minionym roku. Powszechne rozumienie demokracji zakłada trójpodział władz – a dzisiaj został przywrócony system z czasów PRL-u, gdzie konstytucyjne organa Państwa służą jedynie realizowaniu woli ośrodka politycznego i wszystkie są od tego ośrodka zależne. Długo będziemy pamiętać ten rok. Tak, jak pamiętamy lata: 1772, 1793, 1795, 1939 czy 1946. Lata, w których traciliśmy niepodległość, traciliśmy wolność, traciliśmy państwowość. W 2017 straciliśmy ostatecznie to wszystko, co od 1989 roku budowaliśmy wspólnie, bo chcieliśmy dołączyć do grona nowoczesnych europejskich demokracji. W kategoriach politycznych, w kategoriach gospodarczych, w kategoriach społecznych cofnęliśmy się o wiele lat.

Najbardziej jednak ucierpiała tkanka społeczna. Zostaliśmy podzieleni. Najniższe instynkty podniesiono do rangi cnoty a cnoty prawdziwe stały się obciążeniem. Czasem nawet pretekstem do pogardy czy nienawiści. Zagościła wśród nas nieufność. Zamykamy się i odcinamy od otoczenia. Boimy się szczerze rozmawiać i otwarcie działać. I nagle ze społeczeństwa otwartego i śmiało patrzącego w przyszłość, aspirującego do czołówki światowej cofamy się do kręgów kultury wschodniej, folwarcznej, pańszczyźnianej. Do kultury, gdzie prawa człowieka, konstytucyjne swobody i wolności zastępowane są klientelizmem i mechanizmami klanowymi lub nawet znanymi ze świata gangów i subkultur. Autorytety moralne i intelektualne zastępowane są przez sprytnych watażków a szczytne idee przez interesy wąskiej grupy.

Tak. W roku 2017 upadła w Polsce demokracja. Ale przede wszystkim zabite zostało społeczeństwo obywatelskie. Wcześniej nie było wystarczająco silne, aby się bronić. Ale wzrastało i krzepło. Powoli budowały się więzi, relacje i poczucie wspólnoty. Jak tkanka, która powoli wypełnia ranę w procesie gojenia i przywraca właściwe funkcjonowanie organizmu, tak te rodzące i wzmacniające się więzi umacniały i łączyły nasze społeczeństwo. Kiedy zostaliśmy podzieleni i posortowani, pozostały jedynie niewielkie wysepki. Grupki ludzi aktywnych, zaangażowanych, zapraszających innych do wspólnego działania. Ich przykład kiedyś pociągnie innych i rany ponownie zaczną się goić. Na razie jednak więzi społeczne są niszczone a społeczeństwo jako całość nie funkcjonuje.

A Partia? Doskonali sztukę prestidigitatorską. Jak sprawny sztukmistrz odwraca uwagę publiczności, kiedy przecina kobietę na pół. Wypuszcza gołębia, aby włożyć królika do kapelusza. Uczy się mówić bez poruszania ustami oraz bezgłośnie przemieszczać. Kiedyś byliśmy podobno najweselszym barakiem w obozie KDL (krajów demokracji ludowej). Dzisiaj stajemy się największym cyrkiem w regionie. Jest sztukmistrz, są klauny, zaczyna się tresura dzikich zwierząt. A my, obywatele, musimy zacząć się uczyć chodzić po linie bez asekuracji. Kto się nie nauczy będzie musiał skakać przez ogień i stać na piłce. Oraz pięknie służyć na dwóch łapach. No bo przecież wstajemy z kolan!

Rok 2017 to rok ponury. Należy się cieszyć, że odszedł do historii. Oby historia go uczciwie i rzetelnie oceniła. Na nowy, 2018 rok, trzeba życzyć wszystkim przede wszystkim odwrócenia trendów. Trudno oczekiwać gwałtownego przełomu i natychmiastowej poprawy. Ponieważ jednak znowu mamy wiele lat do nadrobienia, to czas już zaczynać.

I oby ten nowy początek nie był jak początek drogi Syzyfa z kamieniem na szczyt. Tego sobie i Państwu życzę, jak pisał niezapomniany Kisiel.

Minął rok…

Kiedy Halina Kuczyńska poprosiła mnie, bym podzielił się z Wami swoimi wspomnieniami z minionego roku, zakłopotałem się – działo się przecież tyle, że trudno z mnogości zdarzeń wyekstrahować te najważniejsze, każdy tydzień przynosił zwroty w akcji, których Hitchcock mógłby Obozowi Dobrej Zmiany pozazdrościć. Napięcie ciągle rosło…

Jednak udało się – trzy wątki chciałbym wspomnieć, każdy z nich ma swoje równorzędne dla rozwoju wydarzeń, także w przyszłości, znaczenie.

Skończony demontaż Trybunału Konstytucyjnego

Nie wszystko załatwiono w 2016 roku, gdy w grudniu odszedł po zakończeniu kadencji Andrzej Rzepliński. Na swoim miejscu pozostał wszak znienawidzony przez PiS wiceprezes Stanisław Biernat, którego kadencja upłynąć miała w czerwcu. Powołana przeze prezydenta niezgodnie z PiS-owską ustawą mgr Julia Przyłębska słusznie uznała, że tę przeszkodę trzeba usunąć. Jak? Zgodnie z kodeksem pracy – wysyłając na zaległy urlop. Zaś pozostałym sędziom, tym wybranym zgodnie z konstytucją i ustawami, utrudnił uczestnictwo w orzekaniu prokurator generalny – Zbigniew Ziobro. Też magister. To pewnie duża frajda, gdy słaby magister może pomiatać profesorami. Frajda psychopaty…

Nędza nowego, zdeformowanego Trybunału z całą jaskrawością ukazało postanowienie (nie ma określenia na decyzję nielegalnego, z punktu widzenia litery Konstytucji – rozstrzygnięcia) z 24 października 2017 r. o odrzuceniu wniosku Adama Bodnara o wyłączenie ze składu orzekającego w sprawie K 1/17 dr. hab. Mariusza Muszyńskiego i prof. Henryka Ciocha. Skład z ich udziałem orzekł, że mają dalej orzekać. Inaczej mówiąc Cioch i Muszyński orzekli, że Cioch i Muszyński zostali właściwie wprowadzeni do Trybunału. W ten sposób wyprowadzili nas z europejskiej kultury prawnej, negując podstawową jej zasadę – nikt nie może być sędzią we własnej sprawie. Ma to fundamentalne znaczenie dla innych wyroków, które będą z tego właśnie powodu kwestionowane, jako „non est”.

Wykańczaniu Trybunału, co było warunkiem kolejnych deform państwa coraz wyraźniej zaprowadzających policyjny porządek w państwie, towarzyszyła walka o Sąd Najwyższy, Krajową Radę Sądownictwa i sądy powszechne.

Bez uczciwych, bezstronnych, niezależnych sądów nie ma mowy o pełnej demokracji i przestrzeganiu podstawowych, gwarantowanych przez konstytucję praw obywatelskich. W tym kontekście moja pamięć zatrzymała dwa bardzo ważne wydarzenia: łańcuch światła 21 lipca, który w całym kraju zgromadził setki tysięcy ludzi, manifestujących swoje przywiązanie do równowagi władz, niezawisłości sędziów i zaufanie do takich osób, jak I Prezes Sądu Najwyższego, prof. Małgorzata Gersdorf, która w swoich wystąpieniach dawała wyraz sprzeciwu wobec planów i czynów Prawa i Sprawiedliwości.

Dlatego tak przykry był ogłoszony jesienią jej projekt wprowadzenia do Sądu Najwyższego ławników, „którymi mogą być również osoby duchowne posiadające odpowiednie kwalifikacje zawodowe.”

Późniejsza rozpaczliwa walka M. Gersdorf z prezydencko-pisowkim projektem ustawy o Sądzie Najwyższym nie mogła zrównoważyć utraty szacunku spowodowanego niewydarzonym i nieprzemyślanym projektem. Zwłaszcza, że został całkowicie zlekceważony i przemilczany przez obóz władzy.

Trzeci wątek, który uważam za istotny, to wydarzenie po stronie opozycji – wypadnięcie Komitetu Obrony Demokracji na margines, co kwitowałem swoimi tekstami w Studio Opinii, ale najlepiej – bo skrótowo – w komentarzu pod jednym z nich skomentował „Narciarz”:

„Trzeba zaakceptować fakty. Taki rząd, jacy obywatele. Taka opozycja, jacy obywatele. To dotyczy także KODu. Taki KOD, jacy obywatele. Kłótliwi. Titanic tonie, a oni się sprzeczają o stolik w restauracji z najlepszym widokiem na wodę w sąsiednim pokoju. A powinni razem naprawiać szalupę.”

No właśnie, mam nadzieję, że nie tylko KOD, Obywatele RP, Akcja Demokracja, Odnowa, Inicjatywa Wolne Wybory oraz cała opozycja w 2018 roku ze zdwojoną energią wspólnie zabierze się do naprawy ORP „Polska”.

Sąd Najwyższy i Krajowa Rada Sądownictwa według Prezydenta Andrzeja Dudy

Reforma sądownictwa pacyfikacja wolnych sądów

W dniu 26 września 2017 r. Prezydent Andrzej Duda przedstawił projekt ustawy o Sądzie Najwyższym (SN) oraz projekt ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa (KRS). Zaproponował wprowadzenie w SN instytucji korygującej prawomocne orzeczenia sądowe w postaci skargi nadzwyczajnej. Wyodrębnione zostałyby dwie nowe Izby SN: Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych oraz Izba Dyscyplinarna. Zmieniłby się także tryb wyłaniania kandydatów na stanowisko
sędziego SN oraz wiek, w którym sędziowie przechodzą w stan spoczynku, czyli 65 lat. Przyspieszony byłby również tryb uchylenia immunitetu.

W przypadku KRS zmiany dotyczyłyby sposobu wyboru spośród sędziów członków KRS. Prawo zgłaszania kandydatów miałaby grupa obywateli (co najmniej dwa tysiące) oraz grupa sędziów (co najmniej dwudziestu pięciu). Sędziowie KRS wybierani byliby przez Sejm kwalifikowaną większością 3/5 głosów, a w przypadku konieczności przeprowadzenia drugiej tury – w głosowaniu imiennym. Transmisje obrad KRS odbywałyby się przez Internet.

Czy te zmiany są dobre? Przyjrzyjmy się im.

Sąd Najwyższy (SN)

Pierwsze wrażenie. Jest to projekt zadziwiający. Z jednej strony zawiera rozwiązania ewidentnie polityczne, dążące do zmiany składu kadry sędziowskiej, a z drugiej irracjonalne, chyba nie do końca przemyślane.

Rozwiązaniem politycznym jest art. 36 paragraf 1 projektu ustalający, że sędzia przechodzi w stan spoczynku z dniem ukończenia 65 roku życia, chyba że Prezydent wyrazi zgodę na dalsze zajmowanie stanowiska. Literalne brzmienie przepisu może sugerować możliwość skrócenia kadencji Pierwszego Prezesa SN, a tym samym naruszenie art. 183 ust. 3 Konstytucji, który stanowi, że Pierwszy Prezes SN jest powołany na sześcioletnią kadencję. Uchwalony przepis nie wywołałby jednak skutków prawnych, gdyż ustawą nie można zmieniać Konstytucji. Byłoby to ustawowe bezprawie. Projekt w art. 108 § 4 wydaje się dopuszczać tego rodzaju interpretację art. 36, ale jego realizacja byłaby w praktyce działaniem siłowym, bez podstawy prawnej.

Poza politycznymi, brak jest innych argumentów sugerujących konieczność obniżenia wieku, w którym sędziowie przechodzą w stan spoczynku.

Także rozwiązaniem politycznym, naruszającym art. 10 Konstytucji jest art. 4 projektu przekazujący władzę nad wewnętrznym funkcjonowaniem Sądu w ręce Prezydenta, a więc także polityka.

Szczególnie bulwersującym zapisem jest art. 88 § 2 projektu stanowiący, że jeżeli SN przy rozpoznawaniu skargi nadzwyczajnej uzna, że przyczyną naruszenia przez orzeczenie zasad lub wolności i praw człowieka i obywatela określonych w Konstytucji jest niezgodność ustawy z Konstytucją, występuje z pytaniem prawnym do Trybunału Konstytucyjnego. Rozwiązanie to jest rażącym naruszeniem art. 8 i art. 178 ust. 1 Konstytucji, które stanowią, że Konstytucję stosuje się bezpośrednio a sędziowie w sprawowaniu swojego urzędu są niezawiśli i podlegają tylko Konstytucji oraz ustawom. Powyższy zapis stanowi przykład ubezwłasnowolnienia sądów i myślenia mającego na celu podporządkowanie sądów władzy wykonawczej.

Ponadto projekt zawiera propozycje zarówno dyskusyjne, jak i zadziwiające. Oto jedne z nich:

 Art. 3 projektu tworzy dwie nowe Izby: Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych oraz Izbę Dyscyplinarną.
 W art. 11 paragrafie 1 jest zapis, iż Pierwszy Prezes jest powoływany przez Prezydenta na 6-letnią kadencję spośród pięciu kandydatów wybranych przez Zgromadzenie Ogólne. Obecnie spośród dwóch.
 Art. 58 wprowadza do SN instytucję ławników ludowych. Zabieg czysto populistyczny, a tym samym irracjonalny.
 Art. 72 określa w sposób zadziwiający skład sądu dyscyplinarnego.
 Art. 86 wprowadza czysto populistyczną instytucję skargi nadzwyczajnej obejmującą orzeczenia, które uprawomocniły się po 17 października 1997 roku.

Analizując powyższe zapisy projektu a zwłaszcza propozycję powołania Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych należy mieć na uwadze treść art. 183 ust. 1 Konstytucji stanowiący, że SN sprawuje nadzór nad działalnością sądów powszechnych i wojskowych w zakresie orzekania. Obecnie przepis ten jest przepisem martwym. Istniejące narzędzia prawne nie pozwalają SN na sprawne realizowanie wskazanego obowiązku. Dlatego jest potrzebne nowe narzędzie, o charakterze nadzwyczajnym, które umożliwiłoby SN efektywne sprawowanie nadzoru. W narzędzie to powinien być wyposażony wyłącznie Pierwszy Prezes SN, a nie podmioty wymienione w art. 86 § 2 projektu. Sprawą do dyskusji jest jego budowa.

W każdym razie nie może zawierać sformułowania zawartego w art. 86 projektu, że „od każdego prawomocnego orzeczenia kończącego postępowanie w sprawie, może być wniesiona skarga nadzwyczajna, jeżeli jest to konieczne dla zapewnienia praworządności i sprawiedliwości społecznej”. Panu Prezydentowi chyba pomyliły się epoki. Zapis godny początkowych lat Polski Ludowej. Ale koncepcja, aby Pierwszy Prezes SN mógł wnosić, na podstawie określonych przesłanek, nadzwyczajny środek zaskarżenia w ciągu na przykład 6 miesięcy od uprawomocnienia się wyroku, godny rozważenia. Sprawy oczywiście powinny być rozpatrywane w trybie zwyczajnym, bez konieczności tworzenia osobnej Izby i bez ławników.

Postulat tworzenia osobnej Izby Dyscyplinarnej także jest postulatem czysto populistycznym, całkowicie niepotrzebnym. Jeżeli jednak jest taka potrzeba polityczna, bo hasło „kasta sędziów sama się sądzi” jest hasłem nośnym, można ją utworzyć, ale w innej koncepcji. Projekt w art. 72 zakłada, dwuinstancyjny sąd dyscyplinarny. W pierwszej instancji sąd by sądził w składzie dwóch sędziów Izby Dyscyplinarnej i jeden ławnik a w drugiej trzech sędziów Izby Dyscyplinarnej i dwóch ławników.

Art. 58 § 2 określa kryteria wymagane do objęcia urzędu ławnika a w art. 59 jest podane, kto nie może być ławnikiem. Aby zostać ławnikiem, między innymi, należy posiadać co najmniej wykształcenie średnie lub średnie branżowe, co może przypominać wczesny PRL, zaś ławnikami generalnie nie mogą być prawnicy. Można byłoby powyższe odwrócić i przyjąć, że ławnikami mogą być adwokaci lub radcowie prawni. Wówczas sąd w pierwszej instancji mógłby orzekać w składzie jeden sędzia Izby Dyscyplinarnej i dwóch ławników. W Izbie orzekaliby delegowani sędziowie z innych Izb, a sama Izba pod względem organizacyjnym byłaby Izbą analogiczną do Izb pozostałych.

Natomiast należałoby rozważyć wykreślenie z art. 43 § 1 ust. 1 zezwalającemu sędziemu na zatrudnienie na stanowisku dydaktycznym naukowo – dydaktycznym lub naukowym. Sędziowie SN na ogół rozstrzygają sprawy i roztrząsają zagadnienia prawne. Sędzia, który jednocześnie prowadzi zajęcia dydaktyczne lub prace naukowe, posiada określone poglądy i stanowiska. Jeżeli także sądzi, jego poglądy naukowe przenoszą się na treść rozstrzygnięć sądu, co powoduje obawy w zakresie jego bezstronności.

Projekt dokonuje także zmian w przepisach szeregu ustaw jak prawo o ustroju sądów powszechnych czy ustawa o prokuraturze rozbudowując postępowanie dyscyplinarne. Jest to przejaw zaburzonego myślenia, którego przejawem są także uregulowania spraw dyscyplinarnych w projekcie ustawy o komornikach sądowych, a które zakłada, że na wszelkie bolączki wymiaru sprawiedliwości należy odpowiedzieć postępowaniami dyscyplinarnymi.

Wnioski:
 Przedmiotowy projekt ustawy o SN jest generalnie zbędny. Realizuje jedynie zamówienie polityczne mające na celu rozbudzanie emocji społecznych.
 Można rozważyć nowelizację obecnej ustawy o SN w kierunku wyposażenia Pierwszego Prezesa Sądu w nadzwyczajny instrument do zaskarżania prawomocnych orzeczeń sądowych oraz zmiany składów sądzących sprawy dyscyplinarne poprzez udział w pierwszej instancji ławników – przedstawicieli innych zawodów prawniczych.

Krajowa Rada Sądownictwa (KRS)

Zgodnie z art. 186 ust. 1 Konstytucji RP Krajowa Rada Sądownictwa stoi na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów.

Art. 187 ust. 1 pkt. 2) Konstytucji stanowi, że KRS składa się, między innymi, z piętnastu członków wybranych spośród sędziów SN, sądów powszechnych, sądów administracyjnych i sądów wojskowych. Kadencja wybranych członków KRS trwa cztery lata (art. 187 ust. 3), zaś sposób wyboru jej członków określa ustawa (art. 187 ust. 4).

Z powyższych przepisów wynika konstytucyjny zakaz skracania kadencji członków Rady. Powyższy zakaz w szczególności dotyczy piętnastu członków wybranych spośród sędziów. Wszelkie próby skracania czy wygaszania kadencji członków należy uznać za sprzeczne z Konstytucją.

Konstytucja nie określa organu i sposobu wyboru wskazanych piętnastu członków Rady. Według aktualnie obowiązującej ustawy o KRS wyboru wskazanych piętnastu członków dokonują samorządy sędziowskie.

Analizując powyższe należy mieć na uwadze art. 186 ust. 1 w związku z art. 10 Konstytucji, który stanowi, że ustrój Rzeczypospolitej Polskiej opiera się na podziale i równowadze władzy ustawodawczej, wykonawczej i władzy sądowniczej. Można więc stwierdzić, że projekt Pana Prezydenta w praktyce władzę w KRS przekazuje w ręce polityków. Powyższe wynika z art. 1 ust. 1 pkt 1 projektu, który stanowi, że to Sejm wybiera wskazanych piętnastu członków Rady. Określony w projekcie sposób wyboru, osławione 3/5, czy też inne propozycje, nie naruszają podstawowej zasady sprowadzającej się do stwierdzenia – piętnastu członków KRS wybierają politycy, czyli przedstawiciele dwóch pozostałych władz. Rozwiązanie to, jako nie konstytucyjne, nie może zostać zaaprobowane.

Podobnie nie może zostać zaakceptowana propozycja zakończenia kadencji Rady z momentem rozpoczęcia kadencji nowych członków Rady (art. 1 ust. 1 pkt. 3. i art. 6 projektu).

Konstytucja nie określa także podmiotu uprawnionego do zgłaszana kandydatur na członków Rady. Projekt w art. 1 ust. 2 pkt. 1 i 2) określa, iż podmiotami uprawnionymi do zgłaszania kandydata na członka Rady jest grupa co najmniej dwóch tysięcy obywateli Rzeczypospolitej Polskiej oraz grupa co najmniej dwudziestu pięciu sędziów. Wydaje się, że to rozwiązanie także narusza konstytucyjną zasadę podziału władz oraz jest irracjonalne. Nie ma racjonalnego powodu, aby kandydatów na członków KRS miała prawo zgłaszać grupa obywateli lub sędziów. Jest to propozycja populistyczna, na zasadzie „cała władza w ręce rad”. Raz już było i wystarczy.

W art. 3 projekt zmienia prawo o ustrojów sądów powszechnych w ten sposób, iż asesor sądowy w określonych warunkach pełni obowiązki sędziego przez okres 4 lat. Wydaje się, iż jest to termin stanowczo za długi. Maksymalny termin pełnienia przez asesora obowiązków sędziego powinien wynosić dwa lata z ewentualną możliwością przedłużenia o pół roku.

Wnioski:
 Projekt, jako niekonstytucyjny w swoich podstawowych propozycjach oraz nieracjonalny, nie zasługuje na uwzględnienie.
 Istniejący stan prawny w zakresie obsadzenia piętnastu członków KRS należy uznać za zadowalający.
 Osobnym problemem jest dobór kandydatów na stanowiska sędziowskie i tym samym dobór kandydatów na członków KRS. W tym zakresie należy dokonać zasadniczych zmian, poprzez oparcie kształcenia przyszłych sędziów na zasadzie mistrz – uczeń oraz ułatwienie przechodzenia do stanu sędziowskiego przedstawicielom innych zawodów prawniczych.
 Ważnym jest wprowadzenie do orzekania w sądach pierwszej instancji ławników.

Autor, Andrzej Zaleski, jest adwokatem współpracującym z miesięcznikiem „Nasze Czasopismo”

Prawo z ludzką twarzą

Prawo z ludzką twarzą Na czatach sądownictwo reforma trójpodział władzy

Prof. Tomasz Koncewicz, kierownik Katedry Prawa Europejskiego i Komparatystyki Prawniczej Uniwersytetu Gdańskiego, autor książki „Prawo z ludzką twarzą”, pisze dla portalu OKO.press:

„Obecna Konstytucja jest dla obywateli, a nie dla elit. I tego PiS się boi. Nie dajmy się oszukać.”
„My, obywatele powinniśmy się obawiać dokumentu konstytucyjnego, który będzie efektem niedobrych emocji i wizji Polski, w której obywatele żyją w cieniu władzy. Władzy, która może urządzać nam życie w dowolny sposób. Polska obywatelska to ostatnia rzecz jaką obóz rządzący jest w stanie zrozumieć, i pierwsza której się obawia.”

„PiS nie zejdzie z obranego kursu. To może być próba usypiania społecznej kontroli i czujności UE”
„PiS będzie stosować tę samą taktykę, co w przypadku Trybunału Konstytucyjnego: pójdzie na kilka ustępstw, wygasi emocje i pójdzie dalej, a gdy społeczny gniew przycichnie, przeprowadzi kluczowe ze swojego punktu widzenia zmiany. Tak działa Wiktor Orbán na Węgrzech i PiS odrobiło tę węgierską lekcję „usypiania” społecznej kontroli i „usypiania” czujności Unii Europejskiej.”

1 sierpnia o decyzji SN: zabrakło sędziów gotowych powiedzieć NIE fasadowemu „Trybunałowi Konstytucyjnemu”
„Sędziowie kluczą, gubią się w piramidalnych konstrukcjach i zamazują konstytucyjny obraz, który powinien być jasny i tak komunikowany opinii publicznej.”

„Instytucje (władza) muszą być gotowe na związanie się najwyższym prawem i zaakceptować mechanizmy, dzięki którym konstytucja będzie egzekwowana wobec nich, a zwłaszcza, wbrew ich woli.”

Więcej na portalu OKO.press pod hasłem „Tomasz Koncewicz”

Z Brudnej Księgi walki obozu Prawa i Sprawiedliwości z Trybunałem Konstytucyjnym

Na czatach Piotr Rachtan Trybunał Konstytucyjny Andrzej Rzepliński

W opublikowanym w 2015 roku z Krzysztofem Łozińskim „Raporcie Gęgaczy” pisaliśmy, że kłamstwo, obelga, falsyfikowanie rzeczywistości i tym podobne zabiegi, to główne narzędzia politycznej walki PiS z rywalami politycznymi, elitami, środowiskami niezależnymi, a także z instytucjami, nie tylko krajowymi, ale także międzynarodowymi. Celem miała być dekonstrukcja porządku budowanego od 1989 roku krok po kroku i w miejsce tego realizacja autorskiego projektu Jarosława Kaczyńskiego stworzenia państwa z fasadową demokracją, w rzeczywistości autorytarnego, opartego na porządku politycznym a nie prawnym, w którym wola centralnego ośrodka dyspozycji politycznej decyduje o wszystkim, a o prawie – w pierwszej kolejności. Przytaczaliśmy projekt konstytucji autorstwa tej partii, napisany przez anonimowych autorów w 2009 roku, a opublikowany bez rozgłosu w styczniu 2010 na internetowej stronie PiS.

Już z pobieżnej analizy wyzierał prawdziwy zamiar partii Jarosława Kaczyńskiego – wzmocnić ówczesnego prezydenta (Lecha Kaczyńskiego), osłabić prerogatywy instytucji demokratycznego państwa prawa, wzmocnić pozostałe segmenty władzy wykonawczej, dać jej możliwość sięgnięcia głębiej do kieszeni podatników, wszystko po to, by wziąć Polaków za mordę.

Nasze prognozy, niestety, spełniły się, choć nie tak, jak tego oczekiwaliśmy.

Prawo i Sprawiedliwość wygrało wybory, wcześniej kandydat tej partii został wybrany na prezydenta. Jednak wygrana dała wprawdzie obozowi PiS władzę, ale bez możliwości tknięcia konstytucji. Opozycja – Platforma Obywatelska i .Nowoczesna, nie licząc PSL – ma możliwość blokowania zmian w konstytucji. O ile marszałek nie użyje wybiegu, zastosowanego już dwa razy w historii Polski – przy uchwalaniu Konstytucji 3 maja i Konstytucji Kwietniowej.

Ustawami można zmienić wiele istotnych obszarów życia społecznego, wprowadzić nawet bardzo dotkliwe rozwiązania, o ile obejdzie się bez interwencji Trybunału Konstytucyjnego.
Obóz rządzący doskonale to zrozumiał i dobrze się przygotował. Jedna po drugiej wpływały do laski marszałkowskiej „poselskie” projekty nowelizacji ustawy o TK. Jednym z pierwszych celów ofensywnych kampanii politycznych i legislacyjnych przeprowadzonych przez PiS w Sejmie u progu nowej kadencji było sparaliżowanie Trybunału Konstytucyjnego, który – wedle rachuby nowej władzy – miał się zająć sobą, a nie badaniem zgodności z ustawą zasadniczą zamierzonych legislacji.

Nie dziwota, że wiceminister sprawiedliwości, podobno politolog, Patryk Jaki powiedział w studiu TVN 24 ze szczerym cynizmem:
„Korzystając z tego, że jestem w TVN chcę powiedzieć wyborcom, którzy na nas nie głosowali i nigdy w życiu nie zagłosowaliby na PiS, chcę wam powiedzieć tylko jedno – możecie na nas nie głosować, możecie nami gardzić, ale nie możemy zgodzić się na sytuację, w której wygrywamy wybory, bo wyborcy chcą zmian, a 14 na 15 sędziów jest z opozycji. Wtedy by się okazało, że niezależnie od tego kto wygra wybory, rządzi i tak Platforma Obywatelska, bo sędziowie Trybunału Konstytucyjnego będą blokować wszystkie ustawy” – powiedział polityk.

I to była właściwa przyczyna szturmu na Trybunał Konstytucyjny. On bowiem mógł zaryglować każdą niekonstytucyjną ofensywę nowej władzy, jak kontrola techniczna odrzucić każdy bubel na końcu taśmy montażowej procesu ustawodawczego. W całej blisko już dwuletniej historii awantury o Trybunał Konstytucyjny strona nowego obozu władzy zapisuje kłamstwo za kłamstwem.

Nowa ustawa z 25 czerwca i kłamstwa opowiadane przez polityków oraz dziennikarzy 

Zacznijmy od poprawki posła Roberta Kropiwnickiego, która stała się pretekstem do wypowiedzenia wojny Trybunałowi, ale najpierw cofnijmy się jeszcze nieco, by przyjrzeć się rzekomemu autorstwu sędziów Trybunału projektu całej ustawy. Przypomnę tu, że ustawy o lekarzach nie piszą perukarze czy leśnicy, a właśnie medycy, a na pewno mają oni decydujący wpływ na zawartość ustaw o medycynie, zdrowiu itp. Ustawy o płodach rolnych, nawozach i podorywkach nie piszą inżynierowie budownictwa ani inżynierowie dusz tylko rolnicy właśnie. I tak dalej.

Ustawa o TK „napisana przez Sędziów Trybunału, uznana za niekonstytucyjną”:
Wstępny projekt nowej ustawy (przekazany Prezydentowi RP) rzeczywiście powstał w Trybunale. Nowe przepisy miały przyspieszyć i usprawnić wydawanie orzeczeń. Przygotowanie projektu ustawy przez instytucję, której ma ona dotyczyć, jest powszechną praktyką zarówno w Polsce (tak powstawały projekty nowelizacji ustaw o Sądzie Najwyższym, Naczelnym Sądzie Administracyjnym czy Najwyższej Izbie Kontroli), jak i na świecie (np. projekt zmian w funkcjonowaniu Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej). Tego rodzaju regulacje normują ważne szczegóły i kwestie techniczne, a ich przygotowanie wymaga wiedzy praktycznej, której nie mają z reguły organy dysponujące inicjatywą ustawodawczą. Udział w pracach legislacyjnych przedstawicieli instytucji, której dotyczy projektowana regulacja – występujących w roli ekspertów – wynika z Regulaminu Sejmu (art. 42 ust. 1 i 154 ust. 3).

Projekt ustawy wniesiony do Sejmu przez Prezydenta RP 10 lipca 2013 r., w kwestii wyboru Sędziów TK zakładał wstępne zgłaszanie przez środowiska prawnicze kandydatów, spośród których Sejm (zachowując prawo sięgnięcia także po „własnych” kandydatów) dokonywałby wyboru. Przewidywał też czteroletnią „karencję” dla czynnych polityków (m.in. posłów i senatorów). A więc projekt sędziów Trybunału zakładał oczywiste odpolitycznienie wybieranych sędziów, zmniejszając wpływ instytucji par excellence politycznych na nominowanie kandydatów. Nic dziwnego, że te propozycje błyskawicznie upadły podczas prac podkomisji.

A jak było z osławiona poprawką? To w końcowej fazie prac Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka (12 maja 2015 r.) przyjęta została poselska propozycja przepisu pozwalająca na wybranie przez Sejm VII kadencji dwóch dodatkowych sędziów. Przepis ten nie był przygotowany przez sędziów TK i nie był efektem „nielegalnej zmowy między Trybunałem a Platformą”, jak napisał Nasz Dziennik – Magazyn, w grudniu 2015, co podejmowały i powtarzają do dziś i do znudzenia inne media, nie mówiąc o politykach obozu rządowego.

I w grudniu 2015 Trybunał Konstytucyjny orzekł o niezgodności z Konstytucją części jednego przepisu (spośród 12 zaskarżonych, w ustawie liczącej 139 artykułów), którego nie było ani w projekcie wstępnym, ani w przedłożeniu wniesionym do Sejmu przez Prezydenta RP. Jednocześnie ten fragment epizodycznego przepisu sam z siebie stał się nieaktualny – minął okres jego obowiązywania.

A zatem Trybunał nie stwierdził, że cała ustawa jest sprzeczna z konstytucją, tylko że kłóci się z nią pół jednego artykułu, co dla kształtu i skuteczności całej ustawy nie ma większego znaczenia.

TK stwierdził też, że w świetle Konstytucji niedopuszczalne jest odwlekanie przez Prezydenta RP odebrania ślubowania od Sędziego Trybunału wybranego przez Sejm.

My nie publikujemy, ale oni też nie wykonywali wyroków!
Tak mówią przedstawiciele obozu rządowego. Jest to przykład i łgarstwa, i przeinaczenia. Kłamstwo polega na tym, że brak publikacji wyroku, co nakazuje bezpośrednio konstytucja, a nie ustawa, którą dowolna koalicja może dowolnie zmienić, nie jest niewykonaniem wyroku tylko złamaniem ustawy zasadniczej, a to jest poważne przestępstwo. Gdy ktoś tego nie wie, albo nie chce pamiętać, to niech przeczyta artykuł 190 konstytucji:

1. Orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego mają moc powszechnie obowiązującą i są ostateczne.
2. Orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego w sprawach wymienionych w art. 188 podlegają niezwłocznemu ogłoszeniu w organie urzędowym, w którym akt normatywny był ogłoszony. Jeżeli akt nie był ogłoszony, orzeczenie ogłasza się w Dzienniku Urzędowym Rzeczypospolitej Polskiej „Monitor Polski”.
3. Orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego wchodzi w życie z dniem ogłoszenia.

Wyroki „podlegają ogłoszeniu”. One nie podlegają roztrząsaniu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów przez szefową tej kancelarii, ani przez jej zwierzchniczkę, ani nawet przez Ministra Sprawiedliwości – one podlegają ogłoszeniu, czyli muszą zostać ogłoszone. Czy tu jest pole na kompromis? Rządowe Centrum Legislacji – na zlecenie premier Szydło – ma ogłosić pół wyroku, w ramach „dobrego kompromisu”? Którą połówkę? No toż to idiotyzm, nie podlegający debacie! Zaś wyroki muszą być wykonane, ale nie przez Trybunał! Trybunał Konstytucyjny nie dysponuje żadnymi instrumentami prawnymi pozwalającymi mu wykonać własne orzeczenia czy też władczo wpłynąć na powołane do tego organy, by to one orzeczenia wykonały. Postulaty, by Trybunał Konstytucyjny intensywniej zajął się „niewykonanymi orzeczeniami” dowodzą nieznajomości Konstytucji i roli Trybunału Konstytucyjnego w systemie ustrojowym państwa polskiego. A wykonanie należy do władzy ustawodawczej w pierwszej kolejności. To ona – Sejm, Senat otrzymuje wyroki, kwestionujące konstytucyjność rozwiązań prawnych i ona musi naprawić swoje błędy.

Trybunał jest w pewnym sensie rzeczoznawcą, który wskazuje mechanikowi śrubki do wymiany. I Trybunał nie może być obwiniany za opieszałość parlamentarzystów, którzy często przypominają sobie w ostatniej chwili, tuż przed upływem wskazanej w wyroku daty o konieczności nowelizacji jakiegoś przepisu i nerwowo łatają swój błąd, ale w takim pośpiechu, że popełniają kolejne, albo – co jeszcze jest gorsze – pod pretekstem nowelizacji aplikują rozwiązania sprzeczne z duchem wyroku. Tak stało się ostatnio z tzw. inwigilacyjną ustawą o policji, która jest już przedmiotem zainteresowania Komisji Weneckiej.

PO zawłaszczyła Trybunał i nie dopuszcza innych sił politycznych

To doprawdy żałosne kłamstwo, owo rzekome „zawłaszczenie Trybunału przez PO”. W związku z powtarzającymi się zarzutami o „upolitycznieniu” Trybunału Konstytucyjnego, czy też jego „zawłaszczeniu przez PO”, należy stwierdzić – napisało w swoim wyjaśnieniu Biuro TK, – że liczba kandydatów na sędziów Trybunału Konstytucyjnego, zgłaszanych przez poszczególne partie jest pochodną kolejnych większości parlamentarnych. W przypadku sędziów wybranych przez Sejm od połowy 2007 r., jest to wynik ośmioletnich rządów Platformy Obywatelskiej, wynikających z woli wyborców wyrażonej dwukrotnie w wyborach powszechnych. Część sędziów TK została zresztą wybrana również głosami ówczesnej opozycji (w tym – Prawa i Sprawiedliwości), która nie podważała merytorycznych kwalifikacji kandydatów do zasiadania w Trybunale Konstytucyjnym.

Sędziowie TK są osobami powszechnie znanymi, o uznanym dorobku zawodowym w wielu dziedzinach. Ich osobista znajomość z wieloma ludźmi, w tym aktywnymi w sferze naukowej, kulturalnej czy politycznej nie jest niczym dziwnym ani niewłaściwym. Tego rodzaju znajomości nie oznaczają jednak podatności sędziów TK na jakiekolwiek „sugestie” polityków i − jak dotąd − w Trybunale Konstytucyjnym przyjęta była zasada, że „nikt nie jest sędzią którejś partii”, a sympatie polityczne zostają „za drzwiami Trybunału”. Dzielenie sędziów, teraz albo w przyszłości, na „sędziów władzy” i „sędziów opozycji” jest wynikiem fundamentalnego nieporozumienia. Weźmy zatem ten przykład „upolitycznienia Trybunału”. Z rozpowszechnianych informacji można się dowiedzieć, że w poprzednich latach sędziowie Trybunału Konstytucyjnego reprezentowali jedną – dziś opozycyjną – partię i że to należało zmienić.: „Ja sobie nie wyobrażam większego zła, niż Trybunał Konstytucyjny w kształcie uformowanym przez Platformę Obywatelską i kolegów pana Burego” – mówił poseł Paweł Kukiz w TVN24.

W politycznym zgiełku niknęły fakty, a wystarczyłoby przypomnieć sędziów Trybunału Konstytucyjnego wybranych od czasu przyjęcia konstytucji w 1997 roku.
Jest to grupa licząca 30 osób, których poglądów politycznych nie oceniamy, jak to z upodobaniem robią politycy i komentatorzy nie tylko gazet bulwarowych, bowiem każdy z nich pozostawił je na zewnątrz Trybunału. Można tylko posegregować ich wedle rekomendacji poszczególnych klubów parlamentarnych, które zgłaszały kandydatów. Poniżej lista, ułożona chronologicznie, z podaniem okresu kadencji, liczby głosów, które otrzymał każdy/każda z nich oraz nazwy klubu/klubów, które go/ją zaproponowały:

Andrzej Mączyński, 1997 – 2006, 263, AWS
Wiesław Johann, 1997 – 2006, 254, AWS
Marian Zdyb, 1997 – 2006, 257 głosów, AWS
Biruta Lewaszkiewicz-Petrykowska, 1997 – 2006, 240, AWS
Teresa Dębowska-Romanowska, 1997 – 2006, 234 gł, UW
Marek Safjan, 1997 – 2006, 274, AWS
Jerzy Ciemniewski, 1998 – 2007, 240, UW
Jerzy Stępień, 1999 – 2008, 199, AWS
Mirosław Wyrzykowski, 2001 – 2010, 378, SLD
Marian Grzybowski, 2001 – 2010, 299, SLD
Bohdan Zdziennicki, 2001 – 2010, 290, SLD
Janusz Niemcewicz, 2001 – 2010, 364, (UW?)
Marek Mazurkiewicz, 2001 – 12.2010, 291, SLD
Ewa Łętowska, 2002 – 2011, 219, SLD+PSL+UP
Adam Jamróz, 2003 – 2012, 210, SLD
Zbigniew Cieślak, 2006 – 2015, 224, PiS
Marek Kotlinowski, 2006 – 2015, 231, LPR+Samoobrona
Wojciech Hermeliński, 2006 – 2015, 237, PiS
Maria Gintowt-Jankowicz, 2006 – 2015, 224, PiS
Teresa Liszcz, 12. 2006 –, 303, PiS
Mirosław Granat, 04. 2007 – , 328, LPR+Samoobrona
Andrzej Rzepliński, 2007 – , 222, PO
Stanisław Biernat, 2008 – , 270, PO
Sławomira Wronkowska-Jaśkiewicz,2010 – , 415, PO
Stanisław Rymar, 2010 -, 293, PO
Piotr Tuleja 11. 2010 -, 348, PO
Marek Zubik 12. 2010 – , 200, PSL+PO+niezrz.
Małgorzata Pyziak-Szafnicka, 2011 – , 253, PO
Andrzej Wróbel, 2011 – , 243, SLD+PO+SDP+PJN+SD+niezrz.
Leon Kieres, 2012 – , 340, PO, PSL, SLD
A zatem jasno widać, że pluralizm był górą: AWS zgłosiła 6 wybranych sędziów, UW – 3, SLD – 6, PiS – 4, PO – 6, LPR+Samoobrona – 2 oraz kilka klubów wspólnie zgłosiło 3. W przypadku wiceprezesa TK Janusza Niemcewicza brak jest informacji o klubie, który go zaproponował, jednak znając jego wcześniejszą aktywność parlamentarną (był posłem UW) można założyć, że to klub tej partii właśnie wysunął jego kandydaturę.

Przypomnieć tu warto przypadek pani Lidii Bagińskiej (zgłoszonej przez Samoobronę i Ligę Polskich Rodzin), wybranej w grudniu 2006 roku 207 głosami głównie Prawa i Sprawiedliwości (dla porządku dodam, że J. Kaczyński w tym głosowaniu udziału nie wziął), od której prezydent Lech Kaczyński dopiero po trzech miesiącach przyjął ślubowanie. Zwłoka była spowodowana procesem sądowym – L. Bagińskiej sąd odebrał uprawnienia syndyka z powodu nierzetelności. W tydzień po złożeniu ślubowania sędzia Bagińska zrezygnowała ze stanowiska sędziego Trybunału Konstytucyjnego.

Jak widać, Prawo i Sprawiedliwość nie miało oporów przed poparciem wątpliwej kandydatury. Tymczasem w przypadku wyboru sędziego TK 18 grudnia 2007, w którym z prof. Andrzeja Rzeplińskim rywalizował prof. Andrzej J. Sokala (zgłoszony przez SLD), klub PiS głosował przeciwko obu kandydatom. Trzeba jednak zauważyć, że w głosowaniu nie wzięło udziału 24 posłów tej partii, m.in. Jarosław Kaczyński, Marek Kuchciński, Wojciech Szarama, Zbigniew Ziobro i inni. W wyborze prof. Stanisława Biernata klub PiS też nie wziął udziału. W 2012 roku Jarosław Kaczyński oddał swój głos na Leona Kieresa. Skargi na zmonopolizowanie polityczne Trybunału Konstytucyjnego według jednych – przez liberałów, według innych – przez konserwatystów są więc zwykłym kłamstwem. W ogóle kłamstwo jako narzędzie walki z Trybunałem, jego obrońcami, w tym – z instytucjami międzynarodowymi – ma charakter chroniczny a przez to całkiem się zbanalizowało.

Przypomnijmy tu przypadek zaproszenia Komisji Weneckiej do wyrażenia opinii o sprawie Trybunału.

23 grudnia 2015 roku w mediach pojawiła się informacja, że min. SZ Witold Waszczykowski wystąpił do Komisji Weneckiej z prośbą o opinię dotyczącą ustawy o Trybunale Konstytucyjnym. Jego rzecznik powiadomił opinię publiczną, że minister spraw zagranicznych wystąpił o opinię w sprawie Trybunału Konstytucyjnego do Komisji Weneckiej. Pompatyczny komunikat powiadamiał nas:

„W związku z pracami nad ustawą o Trybunale Konstytucyjnym Minister Spraw Zagranicznych Witold Waszczykowski wystąpił do organu doradczego Rady Europy, jakim jest Europejska Komisja na rzecz Demokracji poprzez Prawo, znana również jako Komisja Wenecka, z prośbą o opinię na temat zagadnień prawnych będących przedmiotem prac nad nowelizacją ustawy o Trybunale Konstytucyjnym.

Minister Spraw Zagranicznych wskazuje w swym wystąpieniu, że zaistniałe kontrowersje polityczne wokół Trybunału ujawniły nie tylko wątpliwości interpretacyjne co do sformułowań obowiązującej obecnie ustawy o TK, ale również brak mechanizmów prawnych pozwalających rozwiązywać skomplikowane zagadnienia, jakie ostatnio ujawniły się w praktyce orzeczniczej Trybunału. W związku z tym zgłoszone zostały poselskie projekty nowelizacji ustawy. Minister Witold Waszczykowski zwraca się zatem do Komisji Weneckiej z wnioskiem o wyrażenie opinii na temat zaproponowanych przez Sejm rozwiązań prawnych w przekonaniu, że Trybunał Konstytucyjny jest jednym z ważnych elementów ładu instytucjonalnego Rzeczpospolitej i należy jak najszybciej zakończyć narosłe wokół niego kontrowersje. Minister jest głęboko przekonany, że międzynarodowy prestiż Komisji Weneckiej oraz jej profesjonalizm pozwolą na dokonanie obiektywnej oceny zagadnień prawnych będących przedmiotem wniosku.”

Media podchwyciły ten przekaz, nie wdając się w jego treść. A wystarczyło przecież skonfrontować go z informacją na stronach internetowych Komisji Weneckiej, która podaje w językach obcych, m. in. po angielsku:

„Request for opinion – POLAND
23/12/2015
Strasbourg, Warsaw – Today, the Minister of Foreign Affairs of Poland Mr Witold Waszczykowski, on behalf of the Polish government, requested the Venice Commission’s opinion on “ the constitutional issues addressed in the two proposals for the legislation amending the Act on the Constitutional Court of 25 June 2015. Both instruments were introduced into the agenda by the Polish Parliament by two groups of MPs, respectively on 2 and 15 December 2015 (Parliamentary Text Nos. 129 and 122)”.

Z tej informacji wynika tylko – i aż tyle, że do zaopiniowania zostały przekazane druki sejmowe: nr 129 – projekt grupy Kukiz’15 i nr 122 – projekt poselski skierowany do I czytania. Natomiast z komunikatu MSZ ani z informacji KW nie wynika, aby Komisji Weneckiej został przekazany do zaopiniowania tekst projektu z poprawkami zgłoszonymi i przyjętymi w drugim czytaniu (druk 144), znacznie bardziej radykalnymi niż to, co się znajduje w druku 122, ani ostateczny tekst ustawy uchwalonej przez Sejm 22 grudnia 2015 r. i Senat 23 grudnia 2015 r., przekazany już prezydentowi do podpisu.

A zatem Komisję Wenecką bezczelnie wprowadzono w błąd, bo poproszono ją o opinię o dokumentach nieaktualnych. Chyba, że minister nie wiedział, że ustawa już czekała na podpis prezydenta. Ale wtedy nie wiedziałby też, że 22 grudnia sam wziął udział w głosowaniu nr 68! Tego rodzaju precedensów, jak łgarstwo wobec Komisji Weneckiej, w rozprawie z Trybunałem Konstytucyjnym nie sposób policzyć. Ataki na osobę prezesa i wiceprezesa, plotki i fejki mnożyły się i pojawiają się nadal. Ale też warto niektóre przypomnieć.

Trybunał przecieka, zaalarmował o północy z 8 na 9 marca 2016 r. portal wpolityce.pl., który pisał:
„Czy to możliwe?! Tu Trybunał w zadumie radzi, a tam politycy Platformy wysyłają sobie… projekt orzeczenia, jakie ma zapaść!”.
Taki był tytuł artykułu autorstwa wu-ka i es-jot, którzy pisali:
„Już od dwóch tygodni niektórzy politycy Platformy Obywatelskiej i inni przedstawiciele establishmentu III RP wzajemnie przesyłają sobie, poprawiają i komentują projekt orzeczenia jaki ma wydać Trybunał Konstytucyjny – ustalił portal wPolityce.pl.
Pierwsze, szokujące relacje w tej sprawie dotarły do naszego dziennikarza pod koniec lutego. Nie chciało nam się wierzyć, że nawet w sprawie tak kluczowej, wszystko jest grą i teatrem, orzeczenia mogą powstawać gdzieś „na mieście”, a powaga sądu może stać tak poważnie pod znakiem zapytania. Poszliśmy jednak tropem pierwszych informacji.
Aż w trzech (!!!) źródłach udało nam się w ostatnim czasie obejrzeć taki sam, 269 stronicowy, bardzo skomplikowany projekt… orzeczenia Trybunału z 9 marca. Jeden z naszych informatorów zdecydował się nam przekazać ten projekt. W jego technicznym opisie w miejscu gdzie znajdują się dane autora tworzącego plik znajdujemy nazwisko jednego z sędziów Trybunału. Zamieszczamy go poniżej a ocenę tych wszystkich faktów i jego wpływ na wiarygodność „orzekania” sędziów Trybunału z panem prezesem Rzeplińskim pozostawiamy Państwu. Już za kilka godzin będziemy mogli się przekonać czy nasi informatorzy mają rację i czy krążący po mieście draft z orzeczeniem mędrców jest prawdziwy czy nie.”

Pod powyższym tekstem znajdujemy „draft” wyroku w sprawie o sygnaturze K 47/15 (tak, tak – to ta sprawa, dla której KOD uruchomił swój licznik vis à vis KPRM w Alejach Ujazdowskich) Trybunał w 30. letniej historii wydał do dnia przecieku ponad 2600 orzeczeń (wyroków, postanowień, postanowień sygnalizacyjnych i wykładni powszechnie obowiązujących). Po raz pierwszy projekt wyroku – trudno ad hoc ocenić, który, bądź z jakiego etapu prac nad nim pochodzi – trafił do domeny publicznej. Powtarzam – pierwszy na ponad 2,6 tysiąca rozstrzygnięć.

Co takiego się stało?

Po raz pierwszy od 30 lat wokół Trybunału Konstytucyjnego rozpętana została awantura polityczna na niespotykaną wcześniej skalę: o wybór sędziów, o kolejność rozpraw, o kompetencje, a przede wszystkim o to, że Trybunał może obecnej władzy wykonawczej nie pójść na rękę, gdy ta tego tak potrzebuje.
Po raz pierwszy w Trybunale nie mogą orzekać prawidłowo wybrani sędziowie, bo głowa państwa zakrywa oczy i zatyka uszy, nie przyjmując argumentów prawnych, a w szczególności – lekceważąc konstytucję.
Po raz pierwszy Trybunał jest oskarżany o to, że służy prawu (i konstytucji), a nie wybranej „przez naród” reprezentacji.
Po raz pierwszy prezes Trybunału, gdy broni jego niezależności i niezawisłości trybunalskich sędziów, oskarżany jest o uprawianie polityki.
Po raz pierwszy władza publiczna kontestuje wyroki Trybunału Konstytucyjnego i odmawia ich publikacji.
Po raz pierwszy w rozprawie przed Trybunałem Konstytucyjnym nie biorą udziału przedstawiciele Sejmu, Rady Ministrów i Prokuratora Generalnego.
Po raz pierwszy przed wydaniem wyroku Prezes Rady Ministrów zapowiada odmowę jego publikacji.
Po raz pierwszy Minister Sprawiedliwości – Prokurator Generalny żąda odroczenia rozprawy, bo nie miał czasu zapoznać się z dokumentami.
Po raz pierwszy wiceminister sprawiedliwości nazywa rozprawę przed Trybunałem Konstytucyjnym spotkaniem, na którym sędziowie mogą sobie zamówić kawę i ciastka.
Po raz pierwszy porządkiem konstytucyjnym w Polsce zajęły się instytucje i organizacje międzynarodowe.
Wreszcie – po raz pierwszy środowiska sędziów, prawników, akademików oraz organizacje społeczne, a także polityczne stanęły murem za niezależnością i niezawisłością Trybunału Konstytucyjnego i jego sędziów. I jednym głosem domagają się od władz politycznych przestrzegania konstytucji.

Miało miejsce – w związku z Trybunałem Konstytucyjnym – wiele innych wydarzeń „po raz pierwszy”. Pisały o nich media, mówili politycy opozycji, środowiska prawnicze, instytucje międzynarodowe. Jednak najbardziej obrzydliwe są te, które angażują w wojnę z etosem Trybunału, jego 30.letnią historią i pozycją rzeczywiście apolitycznej instytucji państwa prawa jego sędziów – Julię Przyłębską i dublerów sędziowskich. Publiczność widziała w materiale TVN24 Czarno na białym, że decyzją nowych władz Trybunału usuwano z gmachu wszystko, co kojarzyło się z przeszłością Trybunału, z ciągłością konstytucjonalizmu. Zniknęły gabloty z historycznymi dokumentami, takimi jak Konstytucja Księstwa Warszawskiego. Zlikwidowano wystawy, jak ta poświęcona trzydziestoleciu TK, która była umieszczona w dostępnym dla przechodniów miejscu, na ogrodzeniu przy alei Szucha. Tym samym pokazano, że Trybunał istnieje nie od trzydziestu lat, a od 21 grudnia 2016 roku.

20 grudnia zamknięto serwis „Obserwator Konstytucyjny”, przez 5 lat publikujący treści poświęcone nie tylko Trybunałowi, ale także państwu, prawu i kwestiom społecznym. 22 grudnia dr hab. Mariusz Muszyński zarządził zmiany na stronie internetowej Trybunału (trybunal.gov.pl) m. in:

„8. Usunąć dział „30 lat orzecznictwa TK” i jego treść; materiał filmowy o „pierwszej rozprawie” przenieść do „Archiwum” i nadać nazwę „Posiedzenie członków TK z dnia…”
9. Z działu „30 lat orzecznictwa” przenieść materiał filmowy o gmachu TK do działu „O Trybunale” – „Biuro Trybunału”;
10. Listę pt. „Członkowie TK w latach 1986 — 1997” i listę pt. „Sędziowie TK w latach 1997 — 2016” umieścić w dziale „Archiwum” jako jego dwie odrębne podkategorie;
11. Z działu „Polskie akcenty…” usunąć słowo wstępne Prezesa A. Rzeplińskiego
12. Usunąć „List Przewodniczącego Komisji Weneckiej do Prezesa A. Rzeplińskiego”
13. Treść działu „Wiadomości” – „Wystąpienia publiczne Prezesów i Wiceprezesów” przenieść do „Archiwum”

Julia Przyłębska i Mariusz Muszyński walczyli nie tylko z przeszłością Trybunału, ale także z konstytucyjnym wiceprezesem prof. Stanisławem Biernatem, którego obrażali i przymusowo odesłali na zaległy urlop. We wszystkim „nowi” mieli bezwarunkowe poparcie polityczne Prawa i Sprawiedliwości – dowodem mogą być wizyty polityków tej partii na Szucha 12a. Także prezydent nie uchylił się od wspierania nowych porządków w Trybunale. Trudno się dziwić, skoro nowa władza nieustannie szturmuje konsensualny dotychczas porządek państwa. Eliminacja niezależności tego sądu umożliwia wreszcie realizację najważniejszego celu Jarosława Kaczyńskiego – wzięcia Polaków za mordę.

Tymczasem z Trybunału odeszło, bądź zostało usuniętych wielu doświadczonych prawników – konstytucjonalistów, profesorów i doktorów habilitowanych, wybitnych akademików. Prawo konstytucyjne to taka dziedzina, w której trzeba wielu lat praktyki i nauki, by stać się samodzielnym badaczem. W miejsce opróżnione wchodzą nowi. Dopiero będą się uczyć, choć nie mają od kogo. Zaprowadzono też w Trybunale dyscyplinę formalną; wiadomo badaczom zarządzania, że gdy jakaś organizacja – gospodarcza czy administracyjna – traci busolę, to natychmiast zaprowadza się w niej dyscyplinę formalną, gdyż nie można już pozytywnie motywować personelu. I w TK wprowadzono, po raz pierwszy w historii, książkę wyjść oraz czytnik kart elektronicznych.

Klamrą spinającą dwa lata wojny o Trybunał będzie ogłoszenie 24 października przez Trybunał Konstytucyjny wyroku, przyjętego na posiedzeniu niejawnym, w sprawie o sygnaturze K 1/17 z wniosku Rzecznika Praw Obywatelskich, w którym zaskarżył on część regulacji zawartych w ustawie – Przepisy wprowadzające ustawę o organizacji i trybie postępowania przed Trybunałem Konstytucyjnym oraz ustawę o statusie sędziów TK. Wśród kilkunastu zarzutów RPO znalazł się także ten stwierdzający, że sędzia TK pełniący zgodnie z wolą prezydenta obowiązki prezesa Trybunału (Julia Przyłębska, obecna prezes TK) może sędziom, którzy złożyli przed głową państwa ślubowanie, przydzielić sprawy oraz stworzyć warunki do pracy. W efekcie obowiązki sędziego zaczęli wykonywać trzej sędziowie (Henryk Cioch, Lech Morawski i Mariusz Muszyński) powszechnie uważani za tzw. dublerów, wybranych na miejsca już zajęte przez sędziów wybranych wcześniej przez Sejm VII kadencji (Roman Hauser, Andrzej Jakubecki, Krzysztof Ślebzak).

Sędzia Julia Przyłębska wyznaczyła już skład, w którym są dwaj dublerzy: dr hab. Mariusz Muszyński i prof. dr Henryk Cioch. Widać w Trybunale po dobrej zmianie nie potrzeba zgrywać się na rzetelnego sędziego, który nie będzie orzekać we własnej sprawie, bo wcześniej sam się wyłączy, zgodnie z jedną z podstawowych paremii prawa rzymskiego nemo iudex in causa sua. Tu obowiązuje paremia nadwiślańska: nie mamy pańskiego płaszcza i co pan nam zrobi? Jednak, paradoksalnie, nie bardzo bym się tym przejmował: skoro w składzie orzekającym o składzie zasiadają osoby – dublerzy – które w nim orzekać nie powinny, bo w gruncie rzeczy nie są sędziami – to i wyrok, który zostanie ogłoszony „w imieniu Rzeczpospolitej” znaczenia mieć nie będzie. Bo to będzie kolejny wyrok „non est”.

Patrol obywatelski na Rakowieckiej

Na czatach w obronie KRS Przemysław Wiszniewski

Od 29 września postanowiliśmy pikietować na Rakowieckiej pod siedzibą Krajowej Rady Sądownictwa pod hasłem „Patrolu obywatelskiego”. Smutny ten nasz patrol, zakończony zapaleniem zniczy pod drzwiami KRS. Przyszła nas nieliczna grupa osób z różnych organizacji, reprezentujących wspólną Koalicję Prodemokratyczną. Będziemy tu przychodzić, jak niegdyś pod Trybunał w Al. Szucha, a w lipcu pod Sąd Najwyższy na Placu Krasińskich w Warszawie.

Opublikowany przez Video-KOD Piątek, 29 września 2017

Oto tekst mojego wystąpienia:

„Od końca 2015 roku pikietowaliśmy w obronie Trybunału. Staliśmy tam w Alei Szucha solidaryzując się z prof. Rzeplińskim. Staliśmy długie miesiące, w mróz, w deszcz, w upał, aż do samego końca, kiedy Trybunał został ostatecznie uśmiercony i pogrzebany przez PiS.

W tym roku w lipcu dołączyła do nas młodzież i trwaliśmy ze świeczkami pod gmachem Sądu Najwyższego na Placu Krasińskich.

Teraz przyszła kolej na pikiety pod Krajową Radą Sądownictwa. I odwiedziny ulicy Rakowieckiej. Z ulicą Rakowiecką wiąże się wiele obiektów symbolicznych. Tu było opodal miejsce kaźni – areszt, w którym odbywały się egzekucje. Dalej stało kino Moskwa – pamiętamy słynne zdjęcie Chrisa Niedenthala „Czas Apokalipsy” oraz czołgi stanu wojennego. Przy tej ulicy mieści się też gmach MSW ministra Błaszczaka.

A my stoimy pod Krajową Radą Sądownictwa, na którą dziś PiS szykuje stosowną ustawkę.

KRS nie jest starą instytucją. Za komuny tego samorządu sędziowskiego nie było. Powołany został przy Okrągłym Stole z inicjatywy prof. Adama Strzembosza, który pamiętał jeszcze projekty Solidarności z ’80 roku. Krajowa Rada powołuje sędziów na stanowiska prezesów sądów, lecz pisowska władza ma jej to za złe. Wolałaby sama powoływać. Może zatem sędziowie w ramach rewanżu zaczną powoływać marszałków Sejmu i Senatu?

PiS żąda obniżenia wieku zakończenia orzekania przez sędziów – rozumiemy, że to samo zastrzeżenie zacznie dotykać posłów i senatorów? 

Kaczyński twierdzi, że sędziowie nie zostali należycie zlustrowani, lecz jest to kłamstwo w żywe oczy. Nikt nie został lepiej zlustrowany, żadne inne środowisko. Na pewno luminarze pisowscy nie zostali jeszcze zlustrowani, ale nadejdzie czas, że zostaną. Choćby pośmiertnie, jeśli nie uda się za życia. PiS chce sędziom skrócić kadencje, by wprowadzić swojaków. My też skrócimy kadencje – prezydentowi i wszystkim innym pisowskim nominatom.

Oczywiście, takie zabiegi, jak skracanie kadencji gwarantowanej konstytucyjnie jest niezgodne z naszą ustawą zasadniczą. Ale przecież konstytucja jest dziś głównym wrogiem władzy, bo wiąże jej ręce. Władza chce działać w sposób nieskrępowany. Konstytucja zawadza rewolucji Kaczyńskiego! Rządy bezprawia kolidują z konstytucją. Trzeba ją podeptać, aby utrzymać władzę absolutną.

PiS chce wprowadzić swoich ławników do orzekania. Chce upartyjnienia sądów. Chce czynnika społecznego do orzekania. Może zaczniemy wybierać sędziów w wyborach powszechnych, kto wie? Może lekarzy też będziemy sobie politycznie dobierać? I nauczycieli? Może czas, żeby czynnik ludowy przejął władzę? Może trzeba zrekonstruować sojusz robotniczo-chłopski i dyktaturę proletariatu?

Dlaczego PiS-owi tak zależy na odebraniu sądom niezależności a sędziom niezawisłości? Bo Kaczyński chce zacementować swoją władzę na lata! Chce sfałszować wybory, które skwituje mu upartyjniony Sąd Najwyższy. Chce wprowadzić terror sądowy dla opozycji. Chce, by jego partia i jego oligarchowie pozostali bezkarni i oczyszczani z zarzutów korupcji politycznej i przestępstw niweczących demokratyczny ład w naszym państwie.

My, obywatelki i obywatele, jakkolwiek będziemy się nazywać, pod wieloma sztandarami i szyldami organizacyjnymi, nie pozwolimy na to! Będziemy tu stać niczym żywe sumienie naszego narodu, milczący wyrzut sumienia, jak kamienie, których nie usunie żadna najbardziej gorliwa policja! Brońmy sądów! Brońmy sędziów! Ratujmy ojczyznę!”

Sądowe igrzyska śmierci

Literiada Na czatach Halina Flis-Kuczyńska w obronie sądów

Rozwiały się nadzieje, rozbudzone obietnicą prezydenta, że projekty ustaw o KRS i Sądzie Najwyższym, przygotowanych przez prezydenta na miejsce zawetowanych , będą zgodne z konstytucją.

Jak ocenił profesor Adam Strzembosz, ustawy pisowskie były tragiczne, prezydenckie – są złe. Nadal sądy i sędziowie według nich będą podlegli politykom, co jest niekonstytucyjne. Krajową Radę Sądownictwa ma nadal wybierać parlament, tyle tylko, że większością 3/5 głosów, albo drogą indywidualnych głosowań. Oznacza to, że wybierać będą politycy nie jednej, a kilku opcji.

Dla niezależności sądów różnica to nieduża, ale dla partii rządzącej – istotna. Zwłaszcza, że prezydent chce uszczknąć z tego tortu władzy nad sądownictwem kawałek dla siebie, umniejszając władzę ministra sprawiedliwości. W prezydenckich projektach nie minister sprawiedliwości, a prezydent decydowałby, który z sędziów Sądu Najwyższego po osiągnięciu wieku emerytalnego miałby prawo orzekać dalej.

Pisowski minister sprawiedliwości jest całkowicie zależny od prezesa. Prezydent ze swoja cząstką władzy zależny byłby mniej. A Jarosław Kaczyński czyjejkolwiek niezależności w swoim obozie nie znosi. Znacznie więc istotniejsze od założeń prezydenckich ustaw sądowych jest to, jak się na nie zapatruje prezes partii rządzącej. Od tego zależy przecież ich ostateczny kształt, i los.

O swojej rozmowie na ten temat z prezydentem Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla tygodnika Sieci z 25.09 powiedział:
„Spotkanie z prezydentem pokazało, że możemy rozmawiać, jednocześnie jednak pokazało, że są idące daleko różnice zdań. Czy da się sprowadzić je do jakiegoś wspólnego mianownika, który pozwoliłby posunąć sprawę reformy sądownictwa naprzód, tego dziś nie wiem. Zobaczymy, co dokładnie zaproponuje prezydent”.

Precyzuje tę myśl, i osąd władz Prawa i Sprawiedliwości, Jacek Karnowski w artykule „Dlaczego PiS powie prezydentowi „nie” – w tym samym numerze tygodnika. Sieci:
„Prawo i Sprawiedliwość nie zaakceptuje reformy sądownictwa w kształcie, który wyłania się z obecnych propozycji prezydenta Andrzeja Dudy. Porozumienie jest wciąż możliwe, ale warunek jest jeden: muszą powstać nowe ustawy, inaczej napisane, zbudowane na bazie pierwotnych projektów PiS, przy uwzględnieniu zastrzeżeń głowy państwa. W tle jest pytanie, czy za sprawą decyzji prezydenta projekt naprawy Rzeczypospolitej nie dotarł do granicy tego, co możliwe w obecnym rozdaniu”.

Poza zdecydowanym sprzeciwem aby prezydent był ostatecznym arbitrem w wyborze członków KRS, z czego prezydent zrezygnował, proponując głosowanie indywidualne posłów, równie istotny jest spór, jak rozumieć konstytucję w odniesieniu do Sądu Najwyższego, któremu prezydent nie tylko chciałby zapewnić szczególną ochronę, ale też dać, cytuję „pewien zakres kontroli konstytucyjnej”.

Według PiS oznaczałoby to „podważenie całej drogi polityczno – prawnej związanej z bojami wokół Trybunału Konstytucyjnego. SN mógłby wówczas stać się realizatorem i patronem tzw. rozproszonej kontroli ustaw. Nie byłoby żadnej gwarancji, że ustawy przyjęte przez parlament i podpisane przez głowę państwa nie byłyby podważane w sądach powszechnych”.

Czyli, prościej mówiąc, prezydent projektował częściową przynajmniej naprawę błędu, jakim był jego udział w zniszczeniu Trybunału Konstytucyjnego.

Na tym nie koniec. Artykuł objaśnia, jak rządząca partia, czyli prezes Kaczyński, widzi tło sprawy sądów.
„Co więc, według PiS, jest politycznym celem Andrzeja Dudy? Możliwość skutecznego kandydowania bez względu na zgodę partii rządzącej, a nawet wbrew niej. Taka taktyka jest odczytywana przez kierownictwo obozu jako skrajnie wręcz egoistyczna, grożąca klęską, destrukcyjna”.

„ …liderzy PiS definiują sytuację następująco: trzeba szybko rozstrzygnąć dylemat – albo prezydent jest z PiS i obóz idzie dalej, albo doszliśmy do granicy tego, co możliwe w tej konstelacji. W tym drugim wypadku do końca kadencji rząd nie będzie podejmował wielkich reform, i skupi się na dobrym zarządzaniu oraz na budowaniu poparcia. Wówczas jednak historyczna odpowiedzialność za to zaniechanie spadnie na głowę państwa.”

Ostrzeżenia i płynące z nich groźby, opublikowane w czasopiśmie ukazującym się w poniedziałkowy poranek, zapewne były powodem, że prezydent w poniedziałkowe południe nie przedstawił projektów ustaw, tylko założenia do nich, pozostawiając sobie pole do poprawek, negocjacji i ustępstw. Poprawek, to mało powiedziano. Raczej do odwrotu. Do rejterady żałosnej. To, co zostało przedstawione we wtorek, tak właśnie, jak napisaliśmy na początku, rozczarowało. Bo i skarga nadzwyczajna nie wniesie niczego dobrego do przeciążonych pracą sądów, ani propozycja posadzenia w Sądzie Najwyższym ławnika obok najbardziej doświadczonych sędziów kraju, z równym im głosem, niczego dobrego nie wróży.

Prezydent dał się zastraszyć, nie pokazał projektów zgodnych z konstytucją, a zaufania PiS nie odzyskał. Przeciwnie, z pisowskiego obozu słychać szyderstwa i kpiny na temat prezydenckich propozycji, zgodnych z pisowskim dyktatem.

Nadal nie wszystko wiemy o słowach, jakie padły w czasie rozmów Prezesa z Prezydentem. Natomiast widać wyraźnie, że próby samodzielności prezydenta mocno ugodziły dumę i nadwrażliwość Jarosława Kaczyńskiego, znanego ze swojej pamiętliwości i mściwości. W tych zapisanych i podanych do publicznej wiadomości jest groźba jasno wyłożona: albo jesteś z nami, albo przepadniesz…

Widać, że prezydent już skłócił się ze swoim obozem politycznym, a zaufania opozycji nie uzyskał, i uzyskać go nie mógł, proponując niekonstytucyjne rozwiązania i uciekając z pozycji obrońcy prawa pod parasol pisowskich pieniędzy i kadr. Ma jeszcze wybór czy ukorzyć się, pozostając wiernym sługą swojej partii, czy wycofać swoje projekty, poprawić je na zgodne z konstytucją, i odważnie stanąć w obronie prawa. Może taką nadzieję wyrażał słowami swojej homilii kardynał Nycz?
Nadzieję podobną miałam i ja do czwartkowej rocznicy stulecia Sądu Najwyższego. Puste prezydenckie krzesło w wielkiej sali Zamku Królewskiego, to symbol braku odwagi człowieka formalnie będącego głową państwa, w tak ważnym czasie, przy świętowaniu tak historycznie znaczącej rocznicy.

Możliwość taka jest tylko teoretyczna. Nie można spodziewać się już odważnych posunięć od człowieka, który nie tylko złamał swoje obietnice, ale nie potrafił nawet stanąć twarzą w twarz przed zebraną na Zamku społecznością prawniczą.

Dlaczego sędziom zależy na niezawisłości?

Na czatach Krystian Markiewicz Iustitia obrona sądów

Mariusz Malinowski, twórca Video-KOD, zapytał sędziego Krystiana Markiewicza, prezesa Stowarzyszenia Sędziów Polskich IUSTITIA o to, dlaczego właściwie sędziom powinno zależeć na niezawisłości?

Oto odpowiedź:

„Każdy z nas ślubował konstytucji, ślubował bronić prawa – nie dla sędziów, ale dla obywateli. Bo my jesteśmy tą tarczą, tym gwarantem, że jeśli coś się stanie, jeśli jakieś prawa zostaną naruszone, prawa któregokolwiek z naszych obywateli i nie tylko, to musi mieć pewność, że gdzieś może pójść się poskarżyć i dochodzić tej sprawiedliwości.

I po to są właśnie niezależne sądy i niezawiśli sędziowie, że niezależnie od tego, jaka opcja polityczna jest przy władzy, niezależnie od tego, jaki prokurator komuś postawi zarzuty, niezależnie od tego, czy ktoś kogoś będzie wyrzucał z mieszkania, to będzie mógł pójść do sądu i tam otrzyma sprawiedliwy wyrok. A na to jest szansa tylko i wyłącznie wtedy, gdy sądy będą niezależne od innych władz, od władzy politycznej.

Dlaczego sędziowie są zaniepokojeni ustawami prezydenta?

Prezydent zaproponował dwie ustawy, czyli ustawę o Sądzie Najwyższym i ustawę o Krajowej Radzie Sądownictwa. To są ustawy, które bezpośrednio dotyczą fundamentów państwa, ale dotyczą też praw i wolności każdego z nas. Jeżeli te prawa zostaną naruszone, choćby prawo do tajemnicy korespondencji, prawo do prywatności, prawo do tego, żebyśmy mogli swobodnie się wypowiadać i komunikować, prawo do ochrony własności, ale też do ochrony wolności, żebyśmy nie zostali zatrzymani, czy też źle potraktowani przez policję, żeby nikt nas nie zatrzymał, nie aresztował, żebyśmy mieli możliwość ochrony swoich praw – to właśnie po to wymyślono prawo do sądu dla każdego z nas i ono tylko wtedy ma sens, jeżeli te sądy są niezależne od władzy politycznej.

Bo przecież władza polityczna, to prokuratura. To przecież prokuratura składa wniosek o tymczasowe aresztowanie. To przecież prokuratura w znanym wypadku limuzyny rządowej wnosiła i prowadziła postępowanie przeciwko kierowcy Seicento. To sprawa Igora Stachowiaka. Ale to też prawo naszej prywatności. To prokurator i policja oskarża w sądach. Ale prokurator może działać też w postępowaniu cywilnym. Może różne środki represyjne  charakterze finansowym tak stosować, by ciężko nam było się bronić.

Państwo jest zawsze silniejsze od jednostki. I po to właśnie wymyślono sądy. Sądy, które są niezależne od polityków. Takie muszą być, żeby trójpodział władzy był rzeczywisty, a nie tylko zapisany na kartach konstytucji. I teraz, co się stało? Prezydent przedstawia te dwie ustawy. Zaczął mówić o projekcie ustawy o Sądzie Najwyższym w swojej wypowiedzi sprzed dwóch dni, ale nie to jest clou. Clou jest ustawa o Krajowej Radzie Sądownictwa. Dlaczego? Ponieważ KRS jest organem konstytucyjnym, który stoi na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów. Ma bronić sądy m.in. przed politykami. I co chcą zrobić politycy? Co chce zrobić pan prezydent?

Ta instytucja, która ma bronić sądy przed politykami, ma być obsadzona przez polityków! To jest kuriozum… Nic się nie zmienia w tym zakresie pomiędzy projektem sprzed dwóch miesięcy, który był przegłosowany i zawetowany, a tym, który zaproponował teraz pan prezydent. Jeżeli chodzi o łamanie konstytucji, nie jest ważne, jakim ułamkiem ją łamiemy, czy większością 3/5, czy większością zwykłą, czy większością dwóch trzecich. To nie jest ważne!

Konstytucja jest łamana z uwagi na to, że to właśnie politycy, że to właśnie parlamentarzyści będą sami sobie wybierali sędziów, i tym samym zawłaszczą całą Krajową Radę Sądownictwa! Chcą to dzielić w zależności od większości partyjnej… To mi przypomina jakiś jałtański podział niezależności sądownictwa! To jest rzecz absolutnie niedopuszczalna! Konsekwencją zawłaszczenia i upolitycznienia Krajowej Rady Sądownictwa, która stanie się tylko jakąś przybudówką, bez znaczenia, czy ministerialną, czy prezydencką, będzie to, że KRS będzie powoływała takich sędziów, jakich zechce… Zarówno do sądów powszechnych, jak i do Sądu Najwyższego.

My szybko zderzymy się z tymi sędziami z sądów powszechnych… Mamy w Polsce blisko 850 etatów nieobsadzonych, nie bez przyczyny. One są nie obsadzone dlatego, że pan minister sprawiedliwości niewątpliwie czekał na Krajową Radę Sądownictwa… I teraz te sądy zostaną bardzo szybko obsadzone… Musimy więc sobie zdawać sprawę, że jeżeli będziemy np. walczyli o nasze mieszkanie w stosunku do gminy czy też miasta, które jest zarządzane przez określoną partię polityczną, w której może działać prokurator, będący tez przecież podległy ministrowi sprawiedliwości – prokuratorowi generalnemu, szybko się zderzymy z taką sytuacją, w której sędzia jest powołany przez tę Krajową Radę Sądownictwa już upolitycznioną.

Co ten sędzia ma zrobić? Oczywiście, oczekujemy, że w naszej prywatnej sprawie przeciwko państwu, czy też przeciwko gminie, orzeknie sprawiedliwie, ale jeżeli to się nie spodoba państwu, prokuraturze, mogą zastosować określone represje, wyciągnąć konsekwencje w stosunku do takiego sędziego. Może zostać wszczęte postępowanie dyscyplinarne. Kto oskarża w takim postępowaniu dyscyplinarnym? Zgodnie z ustawą zaproponowaną przez pana prezydenta – rzecznik dyscyplinarny, którego powołuje minister sprawiedliwości!

Kto będzie sądził takiego sędziego? Sędziowie dyscyplinarni, których powołuje – oczywiście – minister sprawiedliwości! To jest sąd kapturowy, sąd inkwizycyjny! Należy więc sobie zdawać z tego sprawę, że konsekwencją wprowadzenia takich ustaw, są bezpośrednie możliwości represyjne w stosunku do niewygodnych sędziów! Musimy odpowiedzieć sobie na pytanie, czy chcemy mieć rzeczywiste gwarancje naszych praw i wolności, że sędziowie nie będą się bali orzekać zgodnie z prawem, zgodnie z sumieniem, czy też chcemy mieć sędziego, który będzie się obawiał, czy następnego dnia po wydaniu wyroku będzie jeszcze sędzią, czy będzie miał za co utrzymać rodzinę, dzieci. Jest to pytanie, które musimy sobie zadać!

Przejdźmy do Sądu Najwyższego. Proszę zwrócić uwagę, że ten planowany Sąd Najwyższy będzie bardzo szybko mocno okrojony. Prezydent jest „łaskawy”, nie wyrzuca tak jak chciał minister sprawiedliwości 100% sędziów, ale naprawdę wyrzuca 40% sędziów… Wyrzuca jednocześnie Pierwszą Prezes Sądu Najwyższego… Ta ustawa łamie w tym momencie konstytucyjną regułę poszanowania kadencji! Tak jak my wszyscy szanujemy kadencje parlamentarzystów, szanujemy kadencję prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, tak samo powinna być poszanowana konstytucyjna kadencja Pierwszej Prezes Sądu Najwyższego i członków Krajowej Rady Sądownictwa.

Po wyrzuceniu tych 40% osób, co się „ładnie” nazywa „przejściem w stan spoczynku”, należy dokadrować Sąd Najwyższy… Jaka nowa izba powstanie? Izba, która będzie rozpatrywała tzw. środki nadzwyczajne, ale także będzie rozpatrywała sprawy publiczne. Uwaga, i tu niczym nie zaskoczę, to jest Izba, która będzie rozstrzygała o ważności wyborów, ważności referendów. Będzie zatwierdzała sprawozdania poszczególnych partii politycznych.

Pewnie znowu niczym nie zaskoczę, kiedy powiem, że właśnie ta Izba będzie tworzona od początku, co oznacza, że wszyscy sędziowie oraz ławnicy w Sądzie Najwyższym będą wybrani na nowo! Wybrani przez tę Krajową Radę Sądownictwa, która już z założenia ma być upolityczniona. Co więcej, żeby już nie było żadnej wątpliwości, ci ławnicy, którzy będą w nowo utworzonej Izbie Dyscyplinarnej oraz w Izbie, o której mówię, będą wybierani przez kogo? No, oczywiście, że przez polityków! W tym wypadku – senatorów!

Mamy kuriozum na skalę europejską, ze w Sądzie Najwyższym będą zasiadali ławnicy, gdzie w skomplikowanych, niezwykle trudnych sprawach będą zasiadały osoby, które nie muszą mieć jakiegokolwiek wykształcenia prawniczego, to jeszcze będzie to Izba, która zostanie utworzona od podstaw z nowym składem. Czy jest to dla nas ważne? Jeżeli podstawą demokratycznego państwa są wolne wybory, żebyśmy mogli decydować o tym, jaka jest władza, to jest to kwestia fundamentalna.

Tak jak dla ochrony naszych praw konieczne są właśnie niezależne sądy, tak samo dla ochrony demokracji potrzebne są wolne wybory, wolne instytucje demokratyczne. Czy to oznacza, że wybory mają być sfałszowane, że dojdzie do fałszerstwa? Nie o to chodzi, czy będą, czy nie będą. prawo nie opiera się na tym, czy mamy do czynienia z czyjąś dobrą wolą. Prawo ma działać na zasadzie instytucjonalnej, że gdyby tak miało być, to jest w stanie powiedzieć „nie!”, jest w stanie zapewnić nam ochronę. A ta regulacja, która zostanie ewentualnie wprowadzona, żadnej takiej ochrony nam nie gwarantuje. To jest niesłychanie niebezpieczna rzecz dla funkcjonowania państwa prawa…

To są rzeczy, które łamią podstawowe gwarancje, które wysadzają kolejne bezpieczniki, dające nam dotychczas ochronę naszych praw i wolności.

Czy możemy liczyć na to, że sędziowie zechcą pozostać niezawiśli mimo nacisków polityków?

Nie wątpię, że tak – w zdecydowanej większości. I ustawa o ustroju sądów powszechnych, która w wielu fragmentach jest niezgodna z konstytucją, między innymi w zakresie dotyczącym dowolnego, namiestnikowskiego powoływania i odwoływania przed upływem kadencji prezesów i wiceprezesów sądów, czego świadkami byliśmy m.in. w Warszawie, pokazała, że są oczywiście sędziowie, którzy gotowi są pójść n taką formę współpracy z ministerstwem sprawiedliwości, łamiąc w naszym przekonaniu podstawowe zasady.

Jednak, proszę zwrócić uwagę, że zdecydowana większość sędziów w uchwale sprzeciwiła się takiemu postępowaniu. Znamy przykład łódzki, gdzie sędziowie odmówili w ogóle dyskusji na temat przyjęcia stanowiska po ewentualnie odwołanym prezesie sądu. Jest wiele takich sytuacji, o których nie słyszymy, o których ja wiem, że sędziowie odmawiają! Te sygnały, które do mnie docierają, są niewątpliwie budujące, ale mamy np. też stu kilkudziesięciu sędziów w ministerstwie sprawiedliwości. W naszym przekonaniu jest to złym postępowaniem, apelowaliśmy do nich, żeby powrócili do orzekania, żeby nie brali udziału, nie legitymizowali tego, co obecnie wyprawia ministerstwo sprawiedliwości, które w sposób jasny i czytelny uderza w niezależność sądownictwa.

Powstaje teraz pytanie, czy nawet jeśli będziemy mieli 90% sędziów, którzy zachowują się godnie, którzy będą niezawiśli, którzy zaryzykują swoje kariery, swoje życie zawodowe, czy my jesteśmy w stanie godzić się na takie ryzyko, że to będzie proporcja 9 na 10… W tej naszej sprawie – bo przecież nas zawsze interesuje tylko ta nasza jedna sprawa, na której państwu, prokuraturze będzie bardzo zależało – państwo niewątpliwie nie pozwoli sobie na takie ryzyko, by ta sprawa została rozstrzygnięta przez przypadkową osobę!

Proszę zwrócić uwagę, że np. tymczasowe aresztowanie, to jest tak naprawdę możliwość żonglowania, kto rozstrzygnie konkretną sprawę… Dlaczego tak jest? Widzimy, co się działo w prokuraturze. Jak działać będzie obecnie Sąd Najwyższy? Przecież zgodnie z tym przepisem, tyle politycy partii rządzącej mówili o losowym przydziale spraw. A jaka jest teraz zasada? Zasada, podobnie jak w Trybunale Konstytucyjnym, nie opiera się na losowym przydziale spraw. Opiera się na tym, że to prezes sądu będzie wskazywał, którzy to sędziowie będą rozpoznawać konkretną sprawę.

Czy to nie wystarczy do tego, żeby wzbudzić naszą czujność? Żeby powiedzieć, że to jest rzeczywiste zagrożenie dla naszej konkretnej sprawy? Co nam z tego, że 90% spraw będzie rozpatrzonych w porządku, niezależnie od polityków, bo może być tak, że w większości spraw tego czynnika politycznego nie będzie, ale my możemy mieć tę jedną z dziesięciu spraw, polityczną. Co nam po tym, że 9 na 10 osób nie pójdzie siedzieć? Co nam po tym, że 9 na 10 osób nie straci swojego mieszkania? Co nam po tym, że 9 na 10 osób dostanie rentę w walce z Zakładem Ubezpieczeń Społecznych? A le my możemy być tą jedną osobą z dziesięciu i to my wtedy nie będziemy mieć mieszkania, nie będziemy mieć renty, albo będziemy siedzieć w zakładzie karnym… I powinniśmy sobie to uświadomić!”

Pamiętajcie – nie jesteśmy sami. Jest wielu ludzi i środowisk w Polsce, na które możemy liczyć.Realizacja Mariusz Malinowski

Opublikowany przez Video-KOD Czwartek, 28 września 2017

Przewinienia i kary

Czy Unia może skutecznie egzekwować prawo od takich państw, jak Polska czy Węgry?
Nie ma komentarzy.

W zbiorze 28 państw stanowiących Unię Europejską nie nam jednym zdarza się naruszanie traktatowych reguł postępowania. Co roku takich naruszeń, na ogół mniejszych, zdarzają się setki. Następują rozmowy, kolejne rozmowy, upomnienia, powtórne upomnienia. Sprawy się rozwiązują, albo nie, wtedy najtrudniejsze są kierowane do rozstrzygnięcia przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w Luksemburgu.

Wyroki tego Trybunału są powszechnie respektowane. Raczej były, bo Polska jest pierwszym odstępstwem od tej reguły.

Mamy w TS sprawę wyrębu Puszczy Białowieskiej. W ostatnich dniach lipca Trybunał wydał nakaz wstrzymania wyrębu do czasu rozpatrzenia sprawy i wydania wyroku, aby nie stała się puszczy szkoda nieodwracalna. Nasz rząd w osobie ministra Jana Szyszki nakaz ten zlekceważył. Wykpił naukowców, którzy przyjechali zobaczyć, co się w tym cennym lesie dzieje, mówiąc że nie odróżniają chrząszcza od żaby… Profesor Marek Safjan, sędzia Trybunału Sprawiedliwości, były prezes naszego Trybunału Konstytucyjnego, powiedział w Radio TOK FM, że jest to pierwszy w historii orzecznictwa europejskiego przypadek, kiedy jakieś państwo nie wykonuje postanowienia zabezpieczającego Trybunału Sprawiedliwości.

Zlekceważenie postanowienia zabezpieczającego podważa autorytet Trybunału Sprawiedliwości, na co ten najwyższy sąd europejski nie może sobie pozwolić. Tego trybunału nasz rząd nie może sparaliżować tak, jak to zrobił z naszym Trybunałem Konstytucyjnym. Dla ładu w Europie wyroki Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej muszą być szanowane tak, jak były przed awanturą ministra Szyszki. Nie można też przyzwalać na dalsze niszczenie unikatowych drzewostanów puszczańskich. Mówi się, że po rozpoznaniu sytuacji w puszczy raz jeszcze, Trybunał przyśpieszy pracę, aby wyrok mógł zapaść szybko, w trybie pilnym. Europejskie młyny sprawiedliwości zwyczajowo pracują starannie, ale też powoli. Zdarza się, że i dwa lata. Tym razem zanosi się na przyśpieszenie.

Po wydaniu wyroku w pierwszej instancji, jeżeli kraj nie podporządkuje się, mogą zostać nałożone kary finansowe. Pierwsza, jednorazowa, to za przepisy łamiące prawo unijne, i tu kara wynosi cztery i pół miliona euro. Druga, za nieprzestrzeganie wyroku, to kary za każdy dzień od powstania szkody, do chwili jej naprawienia, od niespełna 2 tys euro do ponad 300 tysięcy euro za każdy dzień, w zależności od wagi sprawy i stopnia natężenia konfliktu…

Wycinka puszczy trwa, przedstawiana Brukseli przez ministra Szyszkę jako cięcia zabezpieczające w miejscach, gdzie drzewa mogą stanowić zagrożenie, czyli przy drogach i szlakach turystycznych. Wobec tego oczywistego kłamstwa i po pobiciu 13 września przez straż leśną jednego z ekologów broniących puszczy, Unia zdecydowana jest nałożyć na Polskę stosowne kary, jeżeli wycinka nie ustanie. Gdy zapadnie wyrok, to gdybyśmy go zlekceważyli, to nie pomoże nam, że tych kar nie będziemy chcieli zapłacić. Bruksela potrąci je z sum przypisanych jako należne naszemu państwu.

Puszcza to jeden front walki z Unią. Drugi, to spór z Brukselą o niezależność sądów i niezawisłość sędziowską. Trwa to dłużej, od ataku PiS na Trybunał Konstytucyjny w 2015 roku i nieuznawania jego wyroków. Dostaliśmy już trzy rekomendacje TS w tej sprawie, dossier się rozrosło o kolejne problemy wynikające z ustaw o Krajowej Radzie Sądownictwa i Sądzie Najwyższym, co prawda zawetowanych przez prezydenta, ale z zapowiedzianym powrotem PiS do ponownego ich uchwalenia. Zakwestionowano i dołączono tez ustawę o sądach powszechnych, te niezawetowaną, a jakże ważną. Ta procedura może w finale doprowadzić do uruchomienia artykułu 7 Traktatu i odebrania nam prawa głosu w Radzie Europejskiej.

Zaczyna się od głosowania nad pytaniem, czy zgłoszony problem naruszył poważnie wartości, jakimi kieruje się Unia Europejska. Tu nie jest wymagana jednomyślność, wystarczą głosy 22 krajów. W naszym przypadku postanowiono postawić sprawę polskich naruszeń praworządności na posiedzeniu ministrów unijnych 25 września. Możliwe jest przeprowadzenia głosowania. Wstępne sondowanie opinii większości krajów Unii na to wskazuje. Przy braku naszej reakcji mógłby nastąpić etap drugi – kary finansowe – i etap trzeci – pozbawienie prawa głosu w Radzie Europejskiej. Tu byłaby już wymagana jednomyślność, na razie niemożliwa do uzyskania przy sprzeciwie Węgier.

Wojna jednak trwa, tracimy wpływy, szacunek i sympatie. Kiedy będą rozważane finanse UE po wyjściu Wielkiej Brytanii, nasze darcie kotów z Brukselą i wywołane tym zniecierpliwienie, może się przełożyć na przyznanie nam niezbędnego minimum tego, co nam przyznać można, zamiast hojnych finansów uzyskanych w poprzedniej perspektywie finansowej. Rządowi w sposób widoczny zależy na wzniecaniu złości na Brukselę. Mniejsze pieniądze dla Polski w kolejnych latach bardzo w tym Prawu i Sprawiedliwości pomogą. Wesprą prawicową propagandę o wrogiej Unii, propagandę, która ani rzetelna ani łagodna nie jest.

22 sierpnia, kiedy pisałam te słowa, na stronie wPolityce.pl posłanka Krystyna Pawłowicz komentowała,
cytuję:
„W praktyce mamy dziś do czynienia raczej z koniecznością stałej obrony ze strony Polski przed napastliwymi atakami i ingerencjami w polskie interesy. Dziś, w istocie, bez przerwy bronimy się przed skutkami naszego członkostwa w tej organizacji, a w istocie, przed skutkami udziału w tym europejskim państwie”.

Wtóruje jej komentator o nicku s. baca , wyraźnie urzeczony jej słowami:
„Zgadzam się z panią profesor co do bezczelnych ataków tego potworka na polską suwerenność. Z tego tonącego okrętu trzeba uciekać jak najszybciej!”

Dotychczasowa oględność Brukseli w postępowaniu z Polską wynika z faktu, że my, obywatele, nie poddajemy się dyktatowi PiS-u, wyrażamy nasz sprzeciw demonstracjami, petycjami, niezgodą pisaną w niezależnych mediach. To jest dostrzegane. Jednak Unia nie może dopuścić do anarchii, wnoszonej tam przez Prawo i Sprawiedliwość. Jasno nam daje to do zrozumienia Prezydent Republiki Francuskiej, Emmanuel Macron. Straciła cierpliwość Angela Merkel.

Pierwszy z celów PiS – wyprowadzenie przywódców unijnych z równowagi – został osiągnięty. Trwa praca nad celem drugim – umocnieniem w kraju nastrojów wiodących do zgody obywateli na opuszczenie Unii Europejskiej.

Trzynastego września przewodniczący Komisji Europejskiej, Jean-Claude Juncker wygłosił w Parlamencie Europejskim doroczne orędzie o stanie Unii. Przekonywał, że nadszedł właściwy czas na dalszą integrację, na budowę bardziej zjednoczonej a przez to silniejszej Europy. Nie Unii kilku prędkości, ale jednej, zintegrowanej, ze wspólną walutą i wspólnym nadzorowaniem finansów. Krajom, które zechcą przystąpić do strefy euro, ale mają z tym trudności, Przewodniczący proponuje dopomóc. Jest za tym, aby wpuścić do strefy Schengen ciągle jeszcze pozostające poza nią Rumunię i Bułgarię. Wyraził zaniepokojenie rozbratem między krajami starej Europy i nowymi członkami Unii. Wspomniał, że Trybunał Sprawiedliwości jest instancją ostateczną, a wyroki sądów muszą być szanowane. Chociaż w orędziu użyto języka dyplomatycznego, wiadomo, że wskazano tu nasz kraj.

Gdy kraje Unii po Brexicie zbierają siły i pracują nad mocniejszym wzajemnym związaniem, my jesteśmy prowadzeni w kierunku przeciwnym.