Eto był siemnatsatij god

Eto był siemnatsatij god… Apokalipsy przychodzą cyklicznie?

To był la Polski okropny rok, ale kolejne będą jeszcze gorsze. 2017 był lepszy od 2018.

Był zły także dla Ameryki, dla Austrii, Czech, Serbii i dla dziesiątek innych krajów; ale tam jest źle zawsze, więc nie zwracamy już uwagi: Somalia, Jemen, Sudan Południowy, Korea Północna, Kuba, Wenezuela, Syria, Irak, birmański stan Rakhine… I na nas niedługo przestaną zwracać uwagę: przyzwyczają się. Kto? Ci jeszcze wolni.

Dziś, w sto lat po bolszewickiej rewolucji podręczniki do historii zgodnie opisują przyczyny załamania się ówczesnego „świata”, tj. Europy, bo w tych szerokościach geograficznych panuje krótkowzroczność, uniemożliwiająca wyściubianie nosa poza Europę.

Mam wrażenie, że dziś nie rozumiemy, a może nie chcemy dociec przyczyn załamywania się świata dzisiejszego.

Tak, jak wówczas powtarzamy: jak to? Przecież jeszcze nigdy Europejczycy nie żyli w podobnym dostatku; czemu więc chcą pogrzebać panujący obecnie porządek? Dlaczego obracają się przeciwko gwarantującej pokój, swobody i dostatek liberalnej demokracji? Nie znajdujemy odpowiedzi, choć tyle nas kosztuje utrzymywanie Wydziałów Socjologii na Uniwersytetach.

Kto ma 60 lat, przeżył najdłuższy w historii okres pokoju w Europie. Kto ma 80, ten przeżył zmiany granic, upokorzenie sowieckiej niewoli, desperackie zrywy, przełom roku 1989 (znowu nie my decydowaliśmy o zmianach systemowych, ale Rosjanie), entuzjazm budowy wspaniałej Polski…

I teraz żyje w desperacji, patrząc jak jest ona niszczona; znowu przez tę samą orientację polityczną, która oddała nas w pacht zaborcom, a później doprowadziła do klęski 1939 r.

Tak, rok 2017 był rokiem klęski dobra, rokiem triumfu zła.

Zło istnieje od zawsze, często triumfuje, teraz znów.

Rok Emmanuela Macrona

Dziennikarzowi pracującemu we Francji trudno wspominać 2017 rok inaczej niż jako rok Emmanuela Macrona.

Były bankier, milioner, minister w rządzie socjalistycznym, startuje do wyborów jako outsider, bez własnej partii i jej aparatu, nie pełniąc nigdy żadnej funkcji z wyboru, odmawiając udziału w jakichkolwiek partyjnych prawyborach – i w wieku 39 lat zostaje prezydentem Francji, zostawiając w pobitym polu wszystkich rywali z lewicy i prawicy. No i, last but not least, ratując Francję przed widmem rządów skrajnej prawicy pod wodzą Marine Le Pen, która przeszła do drugiej tury, ale Macronowi nie dała rady.

Macron, to polityczny kosmita. Wyłonił się znikąd i w krótkim czasie zbudował wokół siebie nowy potężny ruch, który nie tylko pomógł mu wygrać wybory prezydenckie, ale także w parlamentarnych zgarnął większość, pozwalającą mu samodzielnie rządzić. Macron osiągnął ten niebywały sukces, wysyłając swoich ludzi nie do telewizji, tylko na bezpośrednie rozmowy i spotkania z wyborcami. Oczywiście, ruch Macrona był także obecny w internecie, ale, jak się wydaje, metoda „puk, puk!” przyniosła mu największe korzyści. Puk, puk do drzwi, rozmowa o stanie kraju i programie Macrona – i oto kolejny wyborca pozyskany.

Początkowo śmiano się z niego i nie dawano mu żadnych szans na sukces. Tym bardziej, że wśród głównych tematów kampanii umieścił stan i przyszłość UE, podczas gdy wszystkie inne sztaby wyborcze uważały, że eksponowanie spraw Europy w kampanii krajowej, to gwarantowana porażka. Macron udowodnił jednak, że w społeczeństwie istnieje bardzo głębokie zapotrzebowanie na rozmowę o Europie – pod warunkiem, że o jej wizji mówi się rozsądnie, zrozumiale, bez nerwów, stereotypów, uprzedzeń, uproszczeń lub zgoła kłamstw.

Macron wykorzystał także inne oczekiwanie: na pojawienie się kogoś spoza utrwalonych od dziesięcioleci partyjnych układów, spoza dotychczasowej, mocno już „opatrzonej” i w dużej mierze skompromitowanej klasy politycznej.

Kiedy obserwuje się działania Macrona, nie sposób opędzić się od myśli o Polsce. To jeden z powodów, dla których z taką uwagą tym działaniom się przyglądam. Polacy mają przecież podobne oczekiwania, a przed wyborami tak samo się radykalizowali i szukali alternatywy dla coraz bardziej odrzucanej umiarkowanej klasy politycznej.

Tyle tylko, że Francuzi znaleźli rozwiązanie alternatywne w osobie Macrona, a Polacy nie znaleźli żadnego i zagłosowali na szowinistycznych demagogów i radykałów podobnych do pokonanej przez Macrona Marine Le Pen i jej Frontu Narodowego. Gdyby nie wejście Macrona do gry, Francuzi z pewnością zagłosowaliby tak samo i spowodowaliby podobną katastrofę, tylko w jeszcze większej skali.

Myślę, że 2018 rok będzie ważny i trudny. To będzie rok decyzji, w którym z możliwych kierunków pójdzie Polska, ale także Europa, a może nawet świat. Jeżeli nie uda nam się w porę ocknąć, by powstrzymać proces rozkładu ustroju, prawa i naszego wspólnego państwa, to Europa wkrótce nam ucieknie. Macron i Merkel przygotowują inicjatywy w sprawie wzmocnienia i usprawnienia Unii już od miesięcy, a ich ogłoszenie powstrzymują tylko długie i skomplikowane negocjacje w sprawie utworzenia koalicji rządowej w Niemczech.

Jeśli nic się nie zmieni, wprowadzenie tych inicjatyw w życie będzie oznaczało ostateczne powstanie Europy kilku prędkości, ze strefą euro jako centrum i awangardą. A w takim wypadku Polska na pewno nie znajdzie się w tej awangardzie i stanie wobec ryzyka trwałej marginalizacji. I tak się skończą szumne sny o potędze ludzi pozbawionych wyobraźni, w których myśleniu strategicznym najdalszą znaną perspektywą są co najwyżej opłotki Warszawy.

Czeka nas wyjątkowo ważny, trudny, ciężki, niebezpieczny, decydujący rok. Rok wymagający odwagi i brania naszych spraw w nasze ręce w poczuciu odpowiedzialności za kraj i jego mieszkańców. Zgoda, może to brzmi patetycznie.

Ale tak jest.

Idą jak taran

Skończył się rok 2017. Rok, z którym wiązaliśmy wielkie nadzieje, ale w którym niewiele z tych nadziei się ostało.

To był bardzo zły rok, nie ma co się oszukiwać. Przede wszystkim dlatego, że działania rządu Szydło, bezwzględnie podporządkowanej rozkazom Kaczyńskiego, doprowadziły do zniesienia w Polsce trójpodziału władzy a tym samym podstaw do nazywania się krajem o ustroju demokratycznym. Rząd, oraz marionetkowy prezydent, wielokrotnie złamali Konstytucję RP.

Zniszczono niezależność Sądów, rzecz bez precedensu w europejskim kraju, należącym wszak do Unii Europejskiej. Skala szkód jest wielka, trudno wyliczyć w krótkim podsumowaniu wszystkie, ale to uważam za najważniejsze… i najgorsze w skutkach. Spowodowało to izolację Polski w Europie, która się nasila, utratę naszej pozycji, sojuszników, znaczenia.

Przy czym odbywa się to z taką niewiarygodną butą, pychą, z kłamstwami w żywe oczy, z taką arogancją, jaka nie miała miejsca od czasów PRL-u. Prostacki tryumfalizm, zwyczajne chamstwo, brak jakichkolwiek zahamowań w słowach i czynach – to sposób działania tej władzy. Władzy, która dokonała ostatecznego podziału Polski na dwa wrogie sobie plemiona.

Linia podziału przeszła przez rodziny, wieloletnich przyjaciół, sąsiadów. To kolejna rzecz, którą naprawić będzie bardzo trudno, może najtrudniej, gdy już rządy tych ludzi się skończą, gdy okażą się smutnym epizodem w dziejach wolnej Polski, a że odejdą nie mam najmniejszych wątpliwości. Póki co cały rok mieliśmy do czynienia z uprawianiem polityki na najniższym z możliwych poziomie. Masowe protesty niestety nie przyniosły rezultatów, władza totalna je nie tylko ignoruje, ale wbrew zapowiedziom wyprowadza przeciwko obywatelom policję, która ma za zadanie jak najbardziej zniechęcić obywateli do wyrażania sprzeciwu. Mnożą się sprawy sądowe i szykany – wszystko w celu zastraszenia społeczeństwa. I to przynosi skutek. Demonstracje są coraz mniej liczne, w pracy ludzie pilnują się aby nie poruszać tematów politycznych, każdy dwa razy się zastanowi zanim zaryzykuje swoje bezpieczne życie w imię np. jakiejś enigmatycznej niezależności sądów. Trwa napuszczanie jednych grup społecznych na drugie, judzenie, pogłębianie przepaści. Ja to nazywam, moim zdaniem bez cienia przesady, cichą wojną domową. To się dzieje.

Idą jak taran.

Trwa odwracanie znaczenia słów, trwa odwracanie znaczenia postaw. Każdy jest dobry, byle popierał rząd, każdy jest zły, jeśli go nie popiera. To jest jedyne kryterium.

Wszystko to doprowadziło do najtragiczniejszego zdarzenia 2017 roku, zdarzenia, które poruszyło setki tysięcy osób. Piotr Szczęsny, mieszkaniec Niepołomic w Małopolsce, dokonał aktu samospalenia w Warszawie pod Pałacem Kultury i Nauki. Napisał i odczytał list do nas do nas, obywateli świadomych, obywateli, którym nie jest wszystko jedno, ale także i do tych, którzy żyją w ułudzie, że ich polityka nie dotyczy. List nieprawdopodobnie racjonalny, mądry, a jednocześnie poruszający do głębi. Ten list, i ten czyn nikogo nie mogły pozostawić obojętnym.

Nikogo, kto żyje tu i teraz i kto chce byśmy pozostali po prostu zwyczajnym, normalnym krajem.

Nie potęgą, jak marzy się PiS-owi, nie krajem którego się boją inni, ale zwyczajnym, cywilizowanym krajem, przewidywalnym, w którym szanuje się prawo i demokrację.

Dla mnie ten rok będzie rokiem Piotra Szczęsnego. Piotra Szczęsnego, jego heroicznego czynu i przesłania, które nam zostawił. To był wielki wstrząs, ale i wielkie zobowiązanie, jakie nam pozostawił. Wielu ludzi dopadło zniechęcenie, niewiara, że uporamy się z tą władzą, która niszczy wszystko co uważaliśmy za sukces, za nasze zwycięstwa, która niszczy również naród jako wspólnotę. Nie wolno nam się poddawać, nie wolno tracić nadziei, załamywać rąk, mówić, że nasz sprzeciw nic nie da. Ten człowiek oddał życie za to o co walczymy. Gdy zapomnimy o tym to znaczy, że zasłużyliśmy na to wszystko co się dzieje. Gdy się poddamy to tak jakbyśmy Mu powiedzieli: niepotrzebnie umarłeś, nie było dla kogo, my jesteśmy za słabi, Twoja ofiara na nic.

Gdybym miała tak pomyśleć zaczęłabym gardzić sobą. Sprzeniewierzyłabym się słowom Władysława Bartoszewskiego, że warto być przyzwoitym. I sprzeniewierzyłabym się Piotrowi.

Rok 2018 nie będzie prawdopodobnie łatwiejszy. Musimy mieć tego świadomość. Ale powinniśmy pamiętać każdego dnia o Piotrze, i o tym co nam pozostawił. To musi dać nam siłę.

MUSI. Po prostu nie mamy wyboru jeśli nie godzimy się na nazywanie zła dobrem, psucia państwa reformami, ludzi nikczemnych i podłych dobrymi. Ja się na to nie godzę. Moja niezgoda jest większa niż moje zmęczenie.

Rok 2018 będzie trudny i na to trzeba się przygotować. To będzie także rok wyborów samorządowych, których nie możemy przegrać. Mówię ‘my” mając na myśli zjednoczoną, totalną opozycję, tak – totalną, bo totalna opozycja jest odpowiedzią na władzę totalną. To nie jest czas na fochy, na udowadnianie kto jest ważniejszy, na przepychanki i tym podobne zabawy, sytuacja jest zbyt poważna. Stąd mój apel, moje żądanie aby przywódcy partii będących w tej chwili w opozycji odrzucili wreszcie interes partyjny, lub własny i dostrzegli to co ja, i inni zwyczajni, szarzy obywatele, widzą od dawna – że czasy wymagają zjednoczenia sił w walce ze złem. Że stawką jest nie przywództwo partyjne ale nasz kraj. Nasz kraj. Jeżeli tego nie zrozumieją stracą wszystko, oni, ale przede wszystkim Polska. Nie ma w tej chwili za wielkich słów. Ponad interes własny trzeba przedłożyć interes kraju. Jeśli tego nie zrozumiecie – obywatele wam tego nigdy nie wybaczą.

No, to do roboty.

Dwa obrazy – dwa przekazy

Późne lato 2017. Telewizja pokazuje porządnie wysprzątany pokój. Na kanapie siedzi ojciec z piątką dzieci, ubranych czysto, w starannie wyprasowanych ubraniach. Matki tego grona, autorki tej czystości i staranności, nie widać. Zapewne przez zmęczenie nie pasowała do obrazu szczęśliwej rodziny i poproszono ją, żeby posiedziała w kuchni.

Ojciec mówi poważnie, spokojnym głosem, jakie są przyczyny, dla których popiera Prawo i Sprawiedliwość.

Zapamiętałam te słowa tak: Widzę, że praca w kraju jest. Porządek jest. Pomoc na dzieci jest. Tamci, co rządzili poprzednio, to tylko kradli…

Nie przyszło człowiekowi do głowy, że nowe władze, aby natychmiast po zwycięstwie wyborczym móc rozdawać pieniądze, musiały je znaleźć w skarbie państwa, zgromadzone i zaoszczędzone przez rządzących poprzedników. Gdyby Polska była rozkradziona, nie byłoby czym gospodarzyć i czego rozdawać.

Ale propaganda prawicowa kreuje inny obraz. Utrwalony wedle niej taki jest pogląd wyborców Prawa i Sprawiedliwości: tylko my, katolicy, jesteśmy uczciwi, pozostali, całe to lewactwo, tylko kradli. Takimi samymi słowami odezwali się na sławetnej konferencji prasowej niszczyciele KOD.

Obraz drugi. Idę pod Pałac Kultury w Warszawie. Mglisty, choć ciepły, październikowy wieczór. Od strony Złotych Tarasów słychać muzykę. Spaceruje młodzież. Od Patelni przed Metrem Centrum też dochodzi jakieś granie.

Podnóże trybuny na wprost głównego wejścia słabo oświetlone. Stoją znicze, może ze dwie setki. Co chwilę podchodzi ktoś, dostawia znicz, chwilę postoi i odchodzi. Wiemy, że Piotr Szczęsny, który tu przed dwoma tygodniami podpalił się, zostawiając list – testament obywatelski dla nas, dogorywa w szpitalu.

Czyjaś ręka pracowicie spisała na dużej planszy słowa:
Ja, zwykły, szary człowiek, wzywam was was wszystkich – nie czekajcie dłużej! Trzeba zmienić tę władzę jak najszybciej,zanim doszczętnie zniszczy nasz kraj, zanim całkowicie pozbawi nas wolności. A ja wolność kocham nade wszystko, dlatego postanowiłem dokonać samospalenia i mam nadzieję, że moja śmierć wstrząśnie sumieniami wielu osób, że społeczeństwo się obudzi i że nie będziemy czekać aż wszystko zrobią za nas politycy, bo nie zrobią. Obudźcie się, jeszcze nie jest za późno!

Czytałam te słowa, patrzyłam na spokojnie toczące się dookoła życie i miałam przykre poczucie bezradności. Mam je do dziś, chociaż staram się mu nie poddawać. Najgorszą rzeczą, jaka nam się może przytrafić, to wiara we własną klęskę.

Nie takie potęgi, jak ta, która nam krok po kroku zabiera wolność, słabły i dawały się pokonać. W miarę słabnięcia efektu rozdawania pieniędzy i krzywdzących poczynań władz, takich jak odbieranie ludziom emerytur w ramach dekomunizacji czy podniesienie wieku emerytalnego rolnikom, niezadowolonych przybędzie…

Poza wszystkim, jest jeszcze Unia Europejska i jej trybunały, ku którym władza Jarosława Kaczyńskiego i jego partii nie sięga.

Rok skończony – rok zaczęty

Rok miniony był tak dobry gospodarczo, jak był zły w polityce. Rok 2018 będzie pierwszym wyborczym sprawdzianem nowej władzy – jesienią wybieramy samorządy.

Od stycznia do grudnia, z przerwami, trwały demonstracje w obronie niezawisłości sądów i niezależności sędziów. Bezskuteczne. Za uczestnictwo w nich kilkuset obywateli zostało ukaranych, dalsi czekają na wynik prowadzonego przeciw nim postępowania, a trybunały poddane zostały rządowej kontroli.

Finał roku 2017 przyniósł nowego premiera i zapowiedź zmian w rządzie . Jednak zanim one na początku stycznia 2018 nastąpiły, premier Mateusz Morawiecki pojechał w pierwszą podróż, do Torunia, do księdza Rydzyka, z prośbą o błogosławieństwo i o dalszą pomoc potęgi medialnej tego redemptorysty.

Potęga ta jest wielka. Sondaż CBOS ogłoszony 4 stycznia, przyniósł glorię dla rządów Prawa i Sprawiedliwości: obywatele obdarzani pieniędzmi z programu 500+, karmieni propagandą Radia Maryja i telewizji Trwam na przemian z rządową telewizją, wierzą, że w kraju dzieje się wspaniale Uznali rok 2017 najlepszym rokiem od przełomu 1989.

Tymczasem w Brukseli tracą do nas cierpliwość, widząc systematyczne naruszanie w Polsce zasad praworządności, dodatkowo obrażani fochami byłej premier Beaty Szydło, pisowskich europarlamentarzystów i znanego już z zamiłowania do brutalnych odezwań ministra Szyszki, w rozprawach o wycinkę Puszczy Białowieskiej przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej w Luksemburgu obrażającego sędziów.

Jakkolwiek nie należy do obyczaju naszego rządu poczuwać się do winy w sprawach naruszania zasad demokracji, jednak uruchomienie artykułu 7-go przeciwko Polsce jest niewygodne dla rządzących i nowy premier oraz nowy szef dyplomacji starają się posługiwać językiem bardziej kulturalnym. To oczywiście nie wystarczy aby dalsze procedury dyscyplinujące Polskę zatrzymać. Potrzebne jest zyskanie sojuszników. Premier odbył pielgrzymkę do Budapesztu z prośbą o wsparcie.

Przespacerował się po dywaniku przed kompanią honorową wojska i kilka łaskawych słów od Victora Orbana usłyszał.
Tak wygląda znak czasu. Nasi premierzy nie do Moskwy, jak w PRL, nie do Rzymu, jak w III RP, ale do stolicy Węgier jeżdżą z symbolicznymi wizytami, ograniczonej do sfery języka. Polska polityka w rękach dziwnego człowieka z Żoliborza karleje. Czas wystąpienia Lecha Wałęsy przed obiema izbami amerykańskiego parlamentu, zaczynającego dumnymi słowami „My-naród” opowieść o obaleniu komunizmu w Europie środkowej, pozostaje pięknym, ale historycznym wspomnieniem.

Dziś Polska jest kłopotem Europy, a dla nas, obywateli, powodem do obaw i zażenowania.

Mając zgodę prezesa na zmiany w rządzie, Mateusz Morawiecki zdymisjonował najbardziej szkodliwych i mocno znienawidzonych ministrów, w tym niesławną trójcę : Antoniego Macierewicza, ministra Obrony, Konstantego Radziwiłła, ministra Zdrowia, oraz Jana Szyszkę od Środowiska. Ci trzej wyrządzili duże szkody powierzonym im : Armii, Służbie Zdrowia i Przyrodzie.

Nie zmienia to niczego, gdyż wybrani nowi nominaci są tą samą kierowani ręką i będą postępowali tak, jak poprzednicy. Widać to z ich pierwszych poczynań i wypowiedzi.

Wrażenie zmiany, ograniczone de sfery języka, powstało na propagandowy użytek . Krajowy, dla ocieplenia wizerunku przed wyborami, zagraniczny – dla złagodzenia nastrojów niesmaku w Brukseli… Dla nas, tubylców, stare dzieje. Zakończono prace nad ordynacją wyborczą, dającą pełny nadzór nad przebiegiem i liczeniem wyników wyborów – politykom rządzącej partii.

Nie kończy się prac na budżetem . Zapewne celowo . Sondaże są tak dla PiS korzystne (ponad 40 procent poparcia!), że może zamiarem rządzących jest niezatwierdzenie budżetu, aby skorzystać z okazji rozwiązania parlamentu? Nowe wybory przy tak wysokim społecznym poparciu mogą dać większość konstytucyjną. Nowa konstytucja, to koniec wypominania władzy, że poprzednią nieustająco łamała… Nęcące to rzeczy, chociaż ryzykowne, i być może są nam szykowane.

Przeszkód nie widać. Opozycja nie jest w stanie nawet zagłosować nad projektem obywatelskim w sprawie edukacji seksualnej, dostępności antykoncepcji oraz liberalizacji przepisów aborcyjnych. Zabrakło 9 głosów, aby projekt przeszedł do dalszych nad nim prac w komisjach. Praca tysięcy kobiet nad zbieraniem podpisów poszła na marne. Jednym posłom się głosować nie chciało, inni się bali, choć nie wiadomo, czego?

Zapytaliśmy naszych czytelników o ich ocenę minionego roku i o przewidywania, co też nam przyniesie rok zaczęty. Sporo osób odmówiło, obawiając się utraty pracy, albo innych represji. Inni, bo nie uznali za ważne napisanie do tak skromnego medium. To także znak czasu. Wiadomo, że kiedy umiera wolność, jej miejsce zajmuje strach, a ludzie muszą żyć i chronić swoje rodziny. Trudno mieć o to do nich pretensje.

Trochę osób jednak odpowiedziało. Przeczytajcie, bo to ciekawe teraz, a będzie jeszcze ciekawsze za rok.

Sądny tydzień

Na czatach nie dla reformy sądownictwa Sąd Najwyższy KRS

Poniedziałek, 25 września

W południe miały być ogłoszone projekty ustaw prezydenckich o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa, przygotowanych w miejsce zawetowanych 31 lipca ustaw Prawa i Sprawiedliwości. Nadzieje na obiecaną ich zgodność z konstytucją były duże. Prezydent miał za sobą wielotysięczne manifestacje w obronie sądów, światła wolności płonące w półtorej setki miejscowości, zachęty części episkopatu, głosy Unii Europejskiej. Wydawało się, że tym razem z pałacu prezydenckiego popłynie wyraźny głos za demokratycznym rozwiązaniem sporu o niezależność sądów, chociaż nie brakowało sceptyków. Wskazywali na naciski ze strony Prawa i Sprawiedliwości, na rozmowy z samym jego prezesem. Na słabości charakteru i brak zaplecza politycznego prezydenta.

Rano ukazało się wydanie tygodnika SIECI z dwoma ważnymi tekstami: z wywiadem z Jarosławem Kaczyńskim i dużym artykułem analitycznym Jacka Karnowskiego o niezgodzie prezesa i władz Prawa i Sprawiedliwości na ustawy w formie przez prezydenta zapowiadanej. Najważniejsze fragmenty tych tekstów i zawarte w nich groźby pod adresem prezydenta zamieszczany dalej w artykule „Sądowe igrzyska śmierci”.

Groźby na tyle ostre, że w poniedziałkowe południe prezydent nie pokazał projektów ustaw, tylko ich założenia, dając sobie czas na dostosowanie się do partyjnych ostrzeżeń i zaleceń.

Wtorek, 26 września

Prezydent po południu składa projekty ustaw w Sejmie. Okazują się one zupełnie inne, od zapowiadanych w lipcu. Oddające pełną władzę nad SN i KRS politykom. Niezgodne z konstytucją, zgodne z linią partii Prawo i Sprawiedliwość, a nawet w niektórych punktach ją wyprzedzające. Nie poparły ich najmocniejsze partie opozycyjne – PO i Nowoczesna, bo takich projektów poprzeć nie mogły. Nie zgodziły się też na szybko zwołane konsultacje w sprawie zmiany konstytucji w kwestii
sądów.

Środa, 27 września

Można już było zapoznawać się dokładnie w Kancelarii Sejmu ze szczegółami proponowanych przez prezydenta ustaw. Wśród posłów konsternacja, zdziwienia, a nawet szyderstwa, tak te projekty są dziwnie podobne do tych, które Andrzej Duda zawetował.

74 strony projektu ustawy o Sądzie Najwyższym:
– sędziów wybiera Sejm większością 3/5 głosów, a w braku zgody odbywać się ma głosowanie indywidualne – jeden poseł , jeden głos , co daje większość Pisowi..
– obniżenie wieku przejścia w stan spoczynku do 65 lat , 40 procent składu SN , żeby pozbyć się tych sędziów, którzy działali w PRL. O tym, którzy sędziowie mogliby orzekać dłużej, ma decydować prezydent, on także miałby ustalać regulamin pracy SN, i wybierać jego prezesa spośród trzech kandydatów. W ciągu pół roku każdy z sędziów może, jeśli zechce, przejść w stan spoczynku, a będą musieli to zrobić sędziowie z likwidowanej Izby Wojskowej, której sprawy przejmie Izba Karna

Powstaną nowe izby.

– Izba Dyscyplinarna i Kontroli, do kontroli pracy sędziów, a oceniać ich mają, oprócz sędziów-orzeczników, także ławnicy, ludzie bez uprawnień sędziowskich, wybierani przez Senat, a proponowani przez organizacje społeczne, albo przez grupy stu obywateli. Czyli rodzaj sędziów ludowych.
-Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych , do której będzie można kierować skargi na prawomocne wyroki wszystkich sądów, od daty 17 października 1997 (data wejścia w życie konstytucji). Ta Izba będzie też orzekać o ważności lub nieważności wyborów i referendów.

Znacznie zwięźlejsza jest 6 stronicowa ustawa o Krajowej Radzie Sądownictwa. Wszystkich jej członków mają wybierać politycy, wbrew konstytucji, i wbrew dotychczasowej praktyce.

Czwartek, 28 września

Przed równo 100 laty powstał Sąd Najwyższy. Rano w tę rocznicę w warszawskiej archikatedrze św. Jana, metropolita warszawski, kardynał Nycz, odprawił mszę i wygłosił kazanie ze słowami ,że jeszcze przed paru miesiącami nie spodziewał się znaleźć Sądu Najwyższego „w sytuacji głębokiej troski o samą instytucję i ludzi, a jednocześnie głębokiej obawy o swoją przyszłość”.

Słowa te odnoszą się zapewne do stanu sprzed prezydenckiego lipcowego weta, kiedy odbywały się rozmowy z episkopatem, dające nadzieję na lepsze prawo. W efekcie nagłej rejterady prezydenta pozostaje tylko apel o odwagę sędziów i modlitwa. „Proszę Boga, by nic złego się nie stało, żeby nie został zachwiany żaden fundament w trójpodziale władzy i w służbie na rzecz państwa i człowieka”.

Kardynał powiedział też jednak, że najważniejszą rolą sędziów oraz obrońców ich niezawisłości jest odwaga i cierpliwość, i że z pomocą Boga i ludzkiego oporu „fundamenty polskiego sądownictwa zostaną wkrótce ocalone”. Trudno orzekać, na czym oparł takie przeświadczenie, zwłaszcza, że powiedział również o tym, że
„trzeba czasem cierpieć, żeby coś ocalić.”

Wieczorem w wielkiej sali Zamku Królewskiego w Warszawie zorganizowano obchody setnej rocznicy Sądu Najwyższego. Żeby powstało państwo, musi powstać prawo. Sąd Najwyższy stworzono w roku 1917 na mocy przepisów o tymczasowym zorganizowaniu sądów polskich. Rok później Polska odzyskała niepodległość.

Rocznica jest to więc nie byle jaka, i nie przypadkowi na nią przybyli goście. Dwaj byli prezydenci – Aleksander Kwaśniewski i Bronisław Komorowski. Prezes Sieci Prezesów Sądów Najwyższych Unii Europejskiej i prezes Sieci Europejskich Rad Sądownictwa. Członkowie polskich i europejskich stowarzyszeń sędziów, byli prezesi SN i Trybunału Konstytucyjnego, przedstawiciele samorządów prawniczych, Sejmu, Senatu oraz prezydent Warszawy.

Zabrakło tylko jednej osoby – prezydenta Andrzeja Dudy. List od głowy państwa odczytała szefowa jego kancelarii. Pani prezes SN, Małgorzata Gersdorf, przemawiała do pustego prezydenckiego fotela. Za to głos zabierali prawnicy europejscy , przypominając , że warunkiem wzajemnego uznawania wyroków sądów z różnych krajów jest zaufanie , a ostatnie projekty zmian w sadownictwie polskim niepokoją.

Nasz polski sędzia w Trybunale Sprawiedliwości UE, profesor Marek Safjan, odczytał list od prezesa tego trybunału, podkreślający, że sądy są niezbędne do przetrwania Unii, jednak tylko wtedy, kiedy będą niezależne politycznie i kiedy będą w jednolity sposób stosowały prawo.

Sto lat zobowiązuje do obrony niezależności – powiedział prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia.

Piątek, 29 września

Zza oceanu dochodzi wiadomość, że także w Ameryce patrzą na to, co się dzieje z sądownictwem polskim. Rzeczniczka Departamentu Stanu odczytuje dokument o zaniepokojeniu USA stanem praworządności w Polsce.

Sobota, 30 września

Opozycja pozaparlamentarna zwołuje się na demonstracje na niedzielny wieczór.

Głosy nadziei

Sięgnę wstecz. Jest maj roku 1989. We wspomnieniach „Bóg wyżej, dom dalej” (wydanych przez Iskry w 1991) pisze o ocenie sytuacji kraju Adam Bień, jeden z szesnastu działaczy Polski Podziemnej, uprowadzonych w marcu 1945 roku przez NKWD do Moskwy. Uwięziony na Łubiance, skazany w procesie moskiewskim i trzymany w więzieniu do 1949 roku. Wrócił do kraju i na jego oczach działy się wszystkie przemiany, aż po koniec lat osiemdziesiątych. Dostrzegł wtedy w sytuacji geopolitycznej, z pierestrojką Gorbaczowa w Rosji, szansę Polski na wejście w lepsze sojusze i trwalsze przymierza.

„Na międzymorzu bałtycko – czarnomorskim , w świecie prądów „nach Osten” i „nach Westen”, trudna to jest polityka… Przeżyłem dwie wojny światowe. Obie toczyły się między tymi samymi zaborcami. W obu wojnach los Polski był przedmiotem konfliktu, nie jedynym, ale doniosłym. W wyniku pierwszej (1914-1918) powstała z niebytu Polska niepodległa, a upadli wszyscy jej zaborcy.
W wyniku drugiej (1939-1945) – istniejąca Polska niepodległa i silna (35 milionów ludności, ponad dwumilionowa armia) straciwszy ponad sześć milionów Polaków, straciwszy bezmiar dóbr materialnych i dóbr kultury, straciwszy całą swoją siłę zbrojną , musiała w końcu oddać Rosji 47% terytorium państwa polskiego i stać się satelitą wszechwładnej Rosji. Politycznym, wojskowym, społecznym i
gospodarczym satelitą…
Każdy z tych, (jakże różnych !) wyników , wywodzi się z jakiejś polityki: w wypadku pierwszym – polityki mądrej, trafnej, skutecznej, a w wypadku drugim – głupiej , błędnej i tragicznej… Los Polski zależy więc od polityki…
Od ich rozumu oraz umiejętności zręcznego lawirowania między groźnym Wschodem a groźnym Zachodem. Dopóki Europa Środkowo-Wschodnia nie przemieni się we Wschodnią EWG, nie widzę dla polityki polskiej recepty innej. 
A więc – rozum i czujność. Czujność już dziś!”

I jeszcze głos Waldemara Kuczyńskiego – artykuł z 1984 roku z Le Monde „O Europie waszej i naszej”.

Zabijanie spełnionego marzenia

Marzenie Polski o wejściu do europejskiej rodziny narodów spełniło się w 2004 roku. Jednak zasady obowiązujące w tym ugrupowaniu krajów, chociaż zobowiązaliśmy się w traktatach do ich przestrzegania ,uwierają naszych dzisiejszych rządzących w ich dążeniu do stworzenia państwa dyktatorskiego. Są w tworzeniu dyktatury przeszkodą. Dlatego Jarosław Kaczyński robi wszystko, aby nasz kraj z Unią Europejską skłócić , a obywatelom przedstawić Unię jako największego wroga. Tak po kawałku – najpierw samą Francję, później Niemcy, od których, zdaniem Prawa i Sprawiedliwości, należą się nam biliony dolarów odszkodowań za wojenne zniszczenia…

W Newsweeku nr 34/2017 Cezary Michalski pisze:
„Kiedy 1 lipca w przemówieniu na kongresie PiS Jarosław Kaczyński znów zaatakował Niemcy, podnosząc też sprawę reparacji, wszyscy – również w jego partii – uznali to za zwyczajowy rytuał.” Ale była w tym sprytniejsza myśl, żeby oskarżyć o nierealność żądań reparacji – opozycję: „Minister Waszczykowski (na pytania o reparacje) odpowiada ,że trudno będzie podjąć rozmowę z Niemcami, mając taką opozycję w kraju.” I dalej: „Wywołany do tablicy Rafał Grupiński z PO mówi, że jeśli porównać ostrość ataków Kaczyńskiego i PiS na Brukselę i Berlin, do bardzo miękkiego wobec Rosji wywiadu Waszczykowskiego dla dziennika „Kommiersant”, to nie tylko z książki Tomasza Piątka o Macierewiczu, ale także z publicznych działań Kaczyńskiego i Waszczykowskiego widać, że rząd PiS bierze udział w grze Putina przeciwko Europie.”

Są kolejne wydarzenia, potwierdzające ten ostrzegawczy głos. Oto dwunastego września prasa donosi o długiej, piętnastominutowej audycji moskiewskiej telewizji, wykpiwającej Polskę za jej pretensje do Niemiec i i jej wołanie o reparacje za wojenne szkody. Przecież Stalin zrobił Polsce prezent w postaci ziem zachodnich , dobrze zagospodarowanych, bogatych ziem niemieckiego Śląska i Pomorza. Czym
innym jest takie przypomnienie, jak nie wołaniem do Niemiec: obudźcie się, Polska chce wojennych reparacji, więc wy żądajcie zwrotu waszego terytorium…

A to głos człowieka spoza świata polityki, psychologa, Wojciecha Eichelbergera (Polityka nr 36/2017) w wywiadzie Dawida Karpiuka zatytułowanym „Polska nie wierzy w miłość”:

W.E. zauważa ,że Polska zachowuje się jak dziecko , które kiedyś skrzywdzono. Odwraca się od przyjaciół, niszczy własne sukcesy.
D. K. „Ale przecież chce wyglądać pięknie! Buduje swój wizerunek, tworzy narcystyczną fasadę. A na fasadzie husaria, żołnierze wyklęci i twarz szlachetnej ofiary.
W. E. Tak, fasada jest heroiczna i niezłomna. To, że w dzieciństwie i dojrzewaniu Polska była niezłomna i bohaterska, nie ulega wątpliwości. Dzięki temu przetrwała. Może sobie pogratulować. Ale trudne dzieciństwo już dawno się skończyło. Już nie otaczają jej wrogowie. Niestety, Polska nie wie, jak żyć wśród przyjaciół. Powinna się tego nauczyć. Łatwiej jej epatować wszystkich wokół swoim przedłużanym w nieskończoność trudnym, bohaterskim dzieciństwem i po drodze przyjaciół zamieniać we wrogów. W dodatku jest przekonana ,że wreszcie wstaje z kolan przeciwko wszystkim i wszystkiemu. Nie rozumie, że powstanie z kolan oznacza, że się nie musi nikogo udawać, że się wie, kim się jest i się to akceptuje.”

A tu głos z innej perspektywy, bułgarskiego politologa Iwana Krastewa, szefa Centrum Strategii Liberalnych w Sofii i wykładowcy w Instytucie Nauk o Człowieku w Wiedniu. W Gazecie Wyborczej z 30 czerwca napisał artykuł „W Europie , albo nigdzie”.
Oto dwa fragmenty:

„Pod koniec 2016 roku wielu Europejczyków , zdruzgotanych brexitem i zaniepokojonych zwycięstwem Donalda Trumpa w amerykańskich wyborach, popadło w głęboką rozpacz. Pogodzili się z myślą, że Unia Europejska przechodzi do historii. Sześć miesięcy później nic się właściwie nie zmieniło, a jednak zmieniło się wszystko. Sondaże pokazują, że coraz więcej Europejczyków stawia na Unię. Lepszy stan gospodarki na kontynencie, nędzne wyniki populistów w Holandii, oraz upokorzenie twardej brexiterki Theresy May w wyborach parlamentarnych dały wielu nadzieję, że UE otrzymała drugą szansę i że uda się ją wykorzystać. Decydujące zwycięstwa Emmanuela Macrona we Francji – w wyborach prezydenckich i parlamentarnych – odniesione z dumnie proeuropejskim programem, pozwoliły uwierzyć, że zamiast rozpadu możliwa jest dalsza integracja”.

„Rządy regionu ,postawione w obliczu reformującej Unię inicjatywy Merkel-Macron, wkrótce będą zmuszone wybrać między przyszłością głębszej integracji z Europą Zachodnią a przyszłością, w której Europa Środkowa jest w coraz większym stopniu marginalizowana.”
„…doświadczenie Europy Środkowej XX wieku można podsumować maksymą: „Jeżeli nie siedzisz przy stole, jesteś w menu”.”

I wreszcie głos z kraju , ku któremu kierujemy myśli o obronności Europy, w tym naszego kraju, czyli z Ameryki. Timothy Snyder, amerykański historyk , profesor uniwersytetu Yale , autor książki „Skradzione ziemie. Europa między Hitlerem i Stalinem”, wydanej w 2015 roku , w rozmowie z dziennikarzem Polityki Tomaszem Targańskim (Polityka 31/2017) zatytułowanej „Nie ma trzeciej drogi. Unia albo Rosja” na pytanie T.T . ,, czy Polska może istnieć poza Europą” , odpowiada wprost:

„Nie może. Wielka Brytania poradzi sobie bez Europy, ale ze względu na swoje szczególne położenie Polska , aby zachować suwerenność, musi być częścią jakiegoś międzynarodowego układu”.

Zapytany o głos amerykańskiego Departamentu Stanu w obronie trójpodziału władz w Polsce, odpowiada:
„Bo osłabienie polskiej demokracji jest problemem także dla Waszyngtonu… Mówiąc najkrócej, ludziom w Ameryce, którym zależy na NATO, zależy także na prawach człowieka. Natomiast kraj zbaczający z drogi demokracji to woda na młyn dla przeciwników NATO, których w USA nie brakuje.”

Opinie o sytuacji Polski w UE

Kontrola praworządności w Polsce

„Podstawowym zadaniem dla następców obecnie rządzącego PiS będzie zatem przywrócenie wiarygodności instytucjom polskiego państwa, z Trybunałem Konstytucyjnym na czele. I nie chodzi tu tylko o widzimisię ideowców, zwolenników trójpodziału władzy; nawet nie o art. 2 traktatu lizbońskiego, w którym sami zobowiązaliśmy się do przestrzegania zasady rządów prawa. Chodzi przede wszystkim o to, że jednolity rynek – który PiS oficjalnie popiera – nie może funkcjonować bez niezależnych sądów, a inne państwa członkowskie nie pozwolą na to, aby o prawie unijnym, ich też przecież dotyczącym, współdecydowało państwo arbitralne i autorytarne. Dlatego Unia tu nam nie odpuści.” (1)

„Kiedy jednak rząd PiS – co było wydarzeniem bezprecedensowym w historii – wkroczył w kompetencje władzy sędziowskiej i sam uznał, że orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego nie jest wyrokiem, to Komisja wszczęła postępowanie dla skontrolowania praworządności w Polsce. W postępowaniu tym rząd PiS nie tylko neguje oczywiste fakty – bo zapewnia, że Trybunał funkcjonuje prawidłowo – ale samą podstawę interwencji Komisji: że władze unijne nie mają żadnych podstaw, by „wtrącać się” do wewnętrznych spraw Polski i naruszać jej „suwerenność”.” (1)

„Polska jest pierwszym w historii krajem Unii, któremu Komisja Europejska zagroziła uruchomieniem artykułu 7 Traktatu o Unii Europejskiej, czyli procedury karnej za poważne naruszanie zasad praworządności. Obecny spór Warszawy z Brukselą nie tylko nie wygasa, lecz staje się centralną kwestią w naszej polityce w ramach wspólnoty. Wiele wskazuje na to, że na lata zdefiniuje on też pozycję Polski w Unii Europejskiej.” (4)

„Pozostałe z wcześniej otwartych trzech frontów z Unią Europejską – gwałcony Trybunał Konstytucyjny, podporządkowanie sądów władzy wykonawczej i opór przed pomaganiem uchodźcom – pozbawione są części wad odcinka puszczańskiego. To kwestie fundamentalne, ale mimo wszystko dość abstrakcyjne. Wyrobienie sobie zdania, czy Komisja Europejska, będąca strażniczką przestrzegania prawa europejskiego, słusznie domaga się od Polski powrotu w tych dziedzinach na ścieżkę praworządności, wymaga jakiegoś namysłu, pewnego przygotowania.” (6)

„Na wniosek Junckera i Timmermansa nie tylko nasiliła działania w postępowaniu na rzecz praworządności i zagroziła sięgnięciem po art. 7, zakładający zawieszenie prawa do głosowania w Radzie UE, ale też użyła własnego narzędzia i wszczęła postępowanie dyscyplinujące w sprawie ustawy o ustroju sądów powszechnych. Decyzja, by mimo podwójnego weta prezydenta Andrzeja Dudy wobec ustaw o sądownictwie jeszcze w lipcu wzmóc presję na Polskę, nie była zwykłą wypadkową procedur Komisji, lecz miała charakter polityczny. „Dajemy Polsce miesiąc na rozwiązanie problemów” – ogłosił Timmermans w ostatnim tygodniu lipca.” (6)

„Unia chce przeczekać PiS. Nie wierzy, żeby Polacy chcieli tego, co robi rząd. Uważają, że to niemożliwe, żeby Polacy nie chcieli UE. Wszyscy myślący ludzie wiedzą, że Unia to najlepsza gwarancja pokoju w Europie. I największe osiągnięcie cywilizacyjne. Tylko ostatni bandyta może chcieć to zniszczyć! Ale po tym, co się stało z Puszczą Białowieską i sądami, Unia nie może odpuścić. Instytucje europejskie nie mogą sobie pozwolić na lekceważenie siebie i wspólnych europejskich zasad. Muszą wymagać posłuchu. Inaczej grozi to zniszczeniem odstaw, na których zbudowan jest cała Unia.” (8)

czytaj więcej…

Instytucje i organy Unii Europejskiej

Unia Europejska przez dekady ukształtowała taki system tworzących ją instytucji, który można nazwać optymalnym. Zbyt rozrośnięta biurokracja mogłaby paraliżować działanie Unii i możliwość podejmowania decyzji. Z kolei zbyt szczupła sfera urzędnicza mogłaby powodować arbitralność i wymuszać tendencje centralizacyjne, nie demokratyczne. Dlatego wydaje się, że w obecnym kształcie Unia pracuje przy pomocy odpowiedniej liczby instytucji i organów.

Komisja Europejska

Organ wykonawczy Unii Europejskiej, odpowiedzialny za bieżącą politykę Unii, nadzorujący prace wszystkich jej agencji i zarządzający jej funduszami. Komisja posiada wyłączną inicjatywę legislacyjną w zakresie prawa unijnego oraz jest uprawniona do wydawania rozporządzeń wykonawczych (ang. Comission Regulation). Jej główną siedzibą jest Bruksela.

Przewodniczącym Komisji Europejskiej jest Jean-Claude Juncker.
Komisja publikuje swoje plany dotyczące przyszłych prac oraz sprawozdania z prac wykonanych w trakcie rocznego cyklu planowania i programowania strategicznego na oficjalnej stronie (także w języku polskim). (wikipedia)

Zapraszamy na stronę Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce.

Rada Unii Europejskiej

Główny organ decyzyjny Unii Europejskiej, posiada siedzibę w Brukseli, a jedynie w kwietniu, czerwcu i październiku spotkania mają miejsce w Luksemburgu. Dawniej była nazywana Radą Ministrów lub Radą Ministrów Unii Europejskiej. Rada, w zależności od rozpatrywanych spraw, składa się bądź z ministrów spraw zagranicznych każdego z państw członkowskich Unii Europejskiej (jest to wtedy tzw. Rada Ogólna), bądź z takiej samej liczby ministrów innego resortu (Rada Branżowa). Przewodniczącym Rady jest minister z kraju sprawującego aktualnie prezydencję. Prezydencja Rady przypada co pół roku na kolejne państwo członkowskie.

Obsługę Rady zapewnia Sekretariat, na czele którego stoi Sekretarz Generalny (obecnie Jeppe Tranholm-Mikkelsen). (wikipedia)

Strona w języku Polskim: Unia Europejska.
Zapraszamy na stronę Rady Unii Europejskiej.

Parlament Europejski

Instytucja Unii Europejskiej będąca odpowiednikiem jednoizbowego parlamentu, której członkowie są wybierani przez obywateli państw należących do UE na 5-letnią kadencję. Oficjalną siedzibą Parlamentu jest Strasburg, ale w Brukseli odbywa się większość obrad parlamentu i mieszczą się biura poselskie, a także komisje parlamentarne i władze klubów.

Parlament wybiera spośród swych członków przewodniczącego na 2,5-letnią kadencję, który reprezentuje Parlament na zewnątrz i kieruje jego obradami. Antonio Tajani od tego roku jest przewodniczącym Parlamentu Europejskiego VIII kadencji.

Moc pracy parlamentu odbywa się na obradach odpowiednich komisji, przygotowujących wnioski i akty, nad którymi głosuje się podczas sesji. (wikipedia)

Oficjalna polskojęzyczna witryna Parlamentu Europejskiego.
Zapraszamy na Oficjalną witrynę Biura Informacyjnego Parlamentu Europejskiego w Polsce.

Trybunał Sprawiedliwości

Instytucja sądownicza Unii Europejskiej i Europejskiej Wspólnoty Energii Atomowej, z siedzibą w Luksemburgu. Obecnie składa się z dwóch organów sądowniczych: Trybunału Sprawiedliwości i Sądu.
W skład Trybunału Sprawiedliwości i Sądu wchodzi 28 sędziów mianowanych przez poszczególne państwa członkowskie. Przy Trybunale Sprawiedliwości działa także 11 rzeczników generalnych.
Polskimi sędziami Trybunału Sprawiedliwości byli dotychczas: Jerzy Makarczyk (2004–2009) i Marek Safjan (od 2009).

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej:

  • kontroluje legalność aktów prawnych Unii Europejskiej;
  • czuwa nad poszanowaniem przez państwa członkowskie obowiązków wynikających z traktatów;
  • dokonuje obowiązującej wykładni prawa Unii Europejskiej odpowiadając na pytania prejudycjalne zadawane przez sądy krajowe.

Obecnym prezesem Trybunału jest Koen Lenaerts. (wikipedia)

Zapraszamy na internetową stronę Trybunału.

Rada Europejska

Instytucja Unii Europejskiej mająca za zadanie wyznaczanie kierunków jej rozwoju i polityki. Rada Europejska składa się z głów państw lub szefów rządów państw członkowskich (większość państw jest aktualnie reprezentowana przez premierów, z wyjątkiem Cypru, Francji, Litwy i Rumunii, które są reprezentowane przez prezydentów) oraz jej przewodniczącego (wybieranego przez Radę Europejską na 2,5-letnią kadencję) i przewodniczącego Komisji Europejskiej.
Przewodniczącym Rady Europejskiej jest Donald Tusk.

Głównym zadaniem Rady Europejskiej jest nadawanie impulsów do rozwoju i określanie ogólnych kierunków i priorytetów politycznych. Ma więc w tym zakresie charakter stricte polityczny. Traktaty przyznały jednak Radzie Europejskiej szereg uprawnień szczegółowych, nie tylko politycznych. (wikipedia)

Zapraszamy na oficjalną stronę Rady Europejskiej w języku polskim.

Komisja Wenecka

Europejska Komisja na rzecz Demokracji przez Prawo – organ doradczy Rady Europy do spraw prawa konstytucyjnego. Komisja zwana jest również, niekiedy także w dokumentach oficjalnych, „Komisją Wenecką”. W jej skład wchodzą eksperci w dziedzinie prawa, przede wszystkim konstytucyjnego. 19 grudnia 2015 po raz czwarty z rzędu przewodniczącym Komisji został wybrany przedstawiciel Włoch Gianni Buquicchio, wykładowca i wieloletni wysokiej rangi urzędnik organów Rady Europy.

Komisja na rzecz Demokracji przez Prawo zajmuje się głównie prawem konstytucyjnym w szerokim znaczeniu: nie tylko samymi ustawami zasadniczymi poszczególnych państw i poprawkami do nich, ale również np. prawem wyborczym, prawem mniejszości czy ochroną praw człowieka poprzez instytucje ombudsmana.
Komisja aktywnie uczestniczy w dostarczaniu narzędzi służących bieżącej komunikacji sądów konstytucyjnych państw członkowskich pomiędzy sobą. Wynika to z przeświadczenia, że wspomaganie władz państwowych w tworzeniu aktów prawnych może być tylko o tyle stosowane, o ile zapewni się prodemokratyczną wykładnię obowiązującego prawa. (wikipedia)

Oto witryna Komisji Weneckiej.

Rada Europy

Międzynarodowa organizacja rządowa skupiająca prawie wszystkie państwa Europy oraz kilka państw spoza tego kontynentu. Jej głównym celem jest „osiągnięcie większej jedności między jej członkami, aby chronić i wcielać w życie ideały i zasady stanowiące ich wspólne dziedzictwo oraz aby ułatwić ich postęp ekonomiczny i społeczny” (art. 1a Statutu Rady Europy).
Realizując tak określony cel, organizacja ta zajmuje się przede wszystkim promocją i ochroną praw człowieka, demokracji i współpracą państw członkowskich w dziedzinie kultury.

Sekretarzem Generalnym Rady Europy – wybieranym przez Zgromadzenie Parlamentarne aktualnie jest Thorbjørn Jagland. (wikipedia)

Zapraszamy na portal Rady Europy.

Europejski Bank Centralny

Bank centralny wspólnej waluty Unii Europejskiej – euro – odpowiedzialny za emisję euro oraz ochronę jego siły nabywczej, a tym samym utrzymanie stabilności cen w strefie euro. W 2015 ochrona ta obejmowała 19 państw członkowskich Unii Europejskiej. Siedzibą EBC jest Frankfurt nad Menem. EBC jest bankiem centralnym strefy euro i w tym charakterze odpowiada m.in. za nadzorowanie systemów bankowych w krajach do niej należących, zbieranie danych statystycznych potrzebnych dla prowadzenia polityki pieniężnej, funkcjonowanie systemów płatniczych (zwłaszcza systemu TARGET), zapobieganie fałszerstwom banknotów, współpracę z innymi organami w zakresie regulacji rynków finansowych.
Prezesem Banku jest Mario Draghi. (wikipedia)

Zapraszamy do odwiedzenia oficjalnej strony EBC (w tym materiały w języku polskim).

Brexit – koszmar Europy i samych Brytyjczyków

Brexit - koszmar Europy i samych Brytyjczyków

Na zaproszenie organizatorów marszu Anti-Brexit, ówczesny przewodniczący KOD, Mateusz Kijowski, przemawiał na wielkiej manifestacji, która w 25 marca br. odbyła się w stolicy Anglii.
Zarówno kolejność przemówień (po byłym premierze Wielkiej Brytanii Nicku Cleggu, a przed wystąpieniem posła Partii Pracy Dawida Lammy’ego), jak i odbiór wystąpienia pokazał, że masowy ruch społeczny w Polsce jest doceniany za dotychczasową działalność. Mateusz Kijowski był jedynym przedstawicielem z naszego regionu na stutysięcznej manifestacji. Przekazał Brytyjczykom wiedzę o zagrożeniach demokracji w Polsce, łącząc to z ich protestem przeciwko Brexitowi. Jego ustami wykrzyczeliśmy, że nie chcemy opuścić rodziny europejskiej w odróżnieniu od przedstawicieli obecnych polskich władz, którzy odwiedzili Londyn dzień wcześniej. Od pierwszych słów Kijowski porwał Brytyjczyków; przemawiając po angielsku, doskonale wpasował się w nastrój tamtejszego wiecu.

„Witam Londyn! Witam Zjednoczone Królestwo! Witam Zjednoczoną Europę!

Barack Obama powiedział: „Nasze losy są indywidualne, ale nasze przeznaczenie jest wspólne”. Spotykamy się dzisiaj tutaj, bo jesteśmy współtowarzyszami niedoli. Wspólne problemy trzeba rozwiązywać wspólnie. Tak działa wspólnota. Prawdziwa wspólnota. Oparta na życzliwości i zaufaniu. Na wzajemnej trosce i uwadze. Na solidarności. Przez prawie pół wieku Polki i Polacy mogli jedynie marzyć o wspólnocie w przestrzeni europejskiej. I to w ukryciu, żeby nie narażać się na szykany. Europa była naszą Ziemią Obiecaną. Naszym Świętym Graalem. Naszym Shangri-La. W 2003 roku wreszcie mogliśmy się wypowiedzieć samodzielnie. W referendum akcesyjnym ponad 13 milionów ludzi zagłosowało za przystąpieniem do Wspólnoty Europejskiej. To ponaddwukrotnie więcej, niż zdobyła jakakolwiek zwycięska partia w wyborach po roku 1989 w Polsce. W żadnej innej sprawie Polki i Polacy nie byli nigdy tak zgodni. Chcemy żyć w zjednoczonej Europie!

Niestety w Europie są również szkodnicy. Ludzie, którzy nie rozumieją ducha wspólnoty. Gdzie są dzisiaj ci, którzy namawiali Was do Brexitu? Za chwilę za nimi znikną i inne szkodniki: Marine Le Pen, Geert Wilders, liderzy Alternative für Deutschland. Zniknie też Jarosław Kaczyński. Europejskie szkodniki nie będą decydować o kształcie i przyszłości Europy!

Dzisiaj Wy – obywatelki i obywatele Wielkiej Brytanii – musicie podjąć skuteczne działania, żeby powstrzymać Waszą izolację w Europie. My – obywatelki i obywatele Polski – musimy podjąć skuteczne działania, żeby przywrócić praworządność w Polsce i obronić nasze marzenie – marzenie o Polsce w Europie. W ciągu ostatniego roku w Polsce zniszczono niezależność mediów publicznych, podporządkowano prokuraturę politykom, zniesiono kontrolę sądową nad inwigilacja obywateli, ograniczono prawo własności, wprowadzono priorytet dla władzy w demonstrowaniu. A teraz trwają prace nad podporządkowaniem sędziów władzy politycznej. Trójpodział władzy niedługo ostatecznie zniknie w Polsce. Zostaną podporządkowane jednemu politycznemu ośrodkowi – dokładnie jak w czasach komunistycznego reżimu.

„Jeszcze Polska nie zginęła, kiedy my żyjemy”. Wierzę w te słowa. Wierzę, że Europa jest silna naszą siłą i że żyje tak długo, jak długo żyją nasze marzenia. Dlatego dzisiaj jestem tutaj z Wami. Jeszcze Polska nie zginęła! God save the Queen! Niech żyje wspólna Europa!”

Lider KOD spotkał się na marszu z koderami z Anglii, a potem w Europa House — z przedstawicielami prounijnych organizacji brytyjskich. Obecni byli m. in. Roger Casale – były poseł drugiej kadencji a obecnie lider New European – paneuropejskiego ruchu społecznego, Nick Clegg – poseł, były wicepremier Partii Liberalno-Demokratycznej, były szef tej partii, Tim Farron – poseł, szef partii Lib-Dem, David Lammy – obecny poseł z Laoubor Party, baron Alfred Dubs- obecny poseł z Laoubor Party). Rozmawiano o Brexicie i sytuacji Polaków na Wyspach Brytyjskich.

Mateusz Kijowski odwiedził miejsce, w którym doszło dzień wcześniej do ataku terrorystycznego.

Materiał powstał przy współudziale Piotra Surmaczyńskiego. Został pierwotnie opublikowany 29 marca br. na portalu KOD Mazowsze.

Rozmowa Rogera Casale z Mateuszem Kijowskim

Przemówienie Mateusza Kijowskiego w Londynie

POLSKA WERSJA Mateusz Kijowski pojechał do Londynu na zaproszenie organizatorów marszu Anti-Brexit. Został poproszony o wystąpienie po przemówieniu byłego premiera Wielkiej Brytanii Nicka Clegg a przed wystąpieniem posła Partii Pracy Dawida Lammyego, co świadczy o szacunku jakim darzony jest nasz lider na forum międzynarodowym w przeciwieństwie do przedstawicieli obecnych Polskich władz. Nasz Mateusz od pierwszych słów porwał Brytyjczyków; przemawiając po angielsku doskonale wpasował się w nastrój tamtejszego wiecu, tak jak robi to u nas. W dodatku w jasny i komunikatywny sposób przekazał Brytyjczykom wiedzę o zagrożeniach demokracji w Polsce, łącząc to z ich protestem przeciwko Brexit. Od teraz mamy w Wielkiej Brytanii wielu politycznych przyjaciół. Mateuszowi Kijowskiemu tak dobrze idzie zjednywanie dla nas sojuszników, że powinien częściej wyjeżdżać na wielkie europejskie demonstracje. Materiał filmowy skompilowaliśmy z wielu telefonicznych nagrań, za dostarczenie których dziękujemy naszym londyńskim korespondentom.

Opublikowany przez Video-KOD Poniedziałek, 27 marca 2017