Sąd Najwyższy i Krajowa Rada Sądownictwa według Prezydenta Andrzeja Dudy

Reforma sądownictwa pacyfikacja wolnych sądów

W dniu 26 września 2017 r. Prezydent Andrzej Duda przedstawił projekt ustawy o Sądzie Najwyższym (SN) oraz projekt ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa (KRS). Zaproponował wprowadzenie w SN instytucji korygującej prawomocne orzeczenia sądowe w postaci skargi nadzwyczajnej. Wyodrębnione zostałyby dwie nowe Izby SN: Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych oraz Izba Dyscyplinarna. Zmieniłby się także tryb wyłaniania kandydatów na stanowisko
sędziego SN oraz wiek, w którym sędziowie przechodzą w stan spoczynku, czyli 65 lat. Przyspieszony byłby również tryb uchylenia immunitetu.

W przypadku KRS zmiany dotyczyłyby sposobu wyboru spośród sędziów członków KRS. Prawo zgłaszania kandydatów miałaby grupa obywateli (co najmniej dwa tysiące) oraz grupa sędziów (co najmniej dwudziestu pięciu). Sędziowie KRS wybierani byliby przez Sejm kwalifikowaną większością 3/5 głosów, a w przypadku konieczności przeprowadzenia drugiej tury – w głosowaniu imiennym. Transmisje obrad KRS odbywałyby się przez Internet.

Czy te zmiany są dobre? Przyjrzyjmy się im.

Sąd Najwyższy (SN)

Pierwsze wrażenie. Jest to projekt zadziwiający. Z jednej strony zawiera rozwiązania ewidentnie polityczne, dążące do zmiany składu kadry sędziowskiej, a z drugiej irracjonalne, chyba nie do końca przemyślane.

Rozwiązaniem politycznym jest art. 36 paragraf 1 projektu ustalający, że sędzia przechodzi w stan spoczynku z dniem ukończenia 65 roku życia, chyba że Prezydent wyrazi zgodę na dalsze zajmowanie stanowiska. Literalne brzmienie przepisu może sugerować możliwość skrócenia kadencji Pierwszego Prezesa SN, a tym samym naruszenie art. 183 ust. 3 Konstytucji, który stanowi, że Pierwszy Prezes SN jest powołany na sześcioletnią kadencję. Uchwalony przepis nie wywołałby jednak skutków prawnych, gdyż ustawą nie można zmieniać Konstytucji. Byłoby to ustawowe bezprawie. Projekt w art. 108 § 4 wydaje się dopuszczać tego rodzaju interpretację art. 36, ale jego realizacja byłaby w praktyce działaniem siłowym, bez podstawy prawnej.

Poza politycznymi, brak jest innych argumentów sugerujących konieczność obniżenia wieku, w którym sędziowie przechodzą w stan spoczynku.

Także rozwiązaniem politycznym, naruszającym art. 10 Konstytucji jest art. 4 projektu przekazujący władzę nad wewnętrznym funkcjonowaniem Sądu w ręce Prezydenta, a więc także polityka.

Szczególnie bulwersującym zapisem jest art. 88 § 2 projektu stanowiący, że jeżeli SN przy rozpoznawaniu skargi nadzwyczajnej uzna, że przyczyną naruszenia przez orzeczenie zasad lub wolności i praw człowieka i obywatela określonych w Konstytucji jest niezgodność ustawy z Konstytucją, występuje z pytaniem prawnym do Trybunału Konstytucyjnego. Rozwiązanie to jest rażącym naruszeniem art. 8 i art. 178 ust. 1 Konstytucji, które stanowią, że Konstytucję stosuje się bezpośrednio a sędziowie w sprawowaniu swojego urzędu są niezawiśli i podlegają tylko Konstytucji oraz ustawom. Powyższy zapis stanowi przykład ubezwłasnowolnienia sądów i myślenia mającego na celu podporządkowanie sądów władzy wykonawczej.

Ponadto projekt zawiera propozycje zarówno dyskusyjne, jak i zadziwiające. Oto jedne z nich:

 Art. 3 projektu tworzy dwie nowe Izby: Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych oraz Izbę Dyscyplinarną.
 W art. 11 paragrafie 1 jest zapis, iż Pierwszy Prezes jest powoływany przez Prezydenta na 6-letnią kadencję spośród pięciu kandydatów wybranych przez Zgromadzenie Ogólne. Obecnie spośród dwóch.
 Art. 58 wprowadza do SN instytucję ławników ludowych. Zabieg czysto populistyczny, a tym samym irracjonalny.
 Art. 72 określa w sposób zadziwiający skład sądu dyscyplinarnego.
 Art. 86 wprowadza czysto populistyczną instytucję skargi nadzwyczajnej obejmującą orzeczenia, które uprawomocniły się po 17 października 1997 roku.

Analizując powyższe zapisy projektu a zwłaszcza propozycję powołania Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych należy mieć na uwadze treść art. 183 ust. 1 Konstytucji stanowiący, że SN sprawuje nadzór nad działalnością sądów powszechnych i wojskowych w zakresie orzekania. Obecnie przepis ten jest przepisem martwym. Istniejące narzędzia prawne nie pozwalają SN na sprawne realizowanie wskazanego obowiązku. Dlatego jest potrzebne nowe narzędzie, o charakterze nadzwyczajnym, które umożliwiłoby SN efektywne sprawowanie nadzoru. W narzędzie to powinien być wyposażony wyłącznie Pierwszy Prezes SN, a nie podmioty wymienione w art. 86 § 2 projektu. Sprawą do dyskusji jest jego budowa.

W każdym razie nie może zawierać sformułowania zawartego w art. 86 projektu, że „od każdego prawomocnego orzeczenia kończącego postępowanie w sprawie, może być wniesiona skarga nadzwyczajna, jeżeli jest to konieczne dla zapewnienia praworządności i sprawiedliwości społecznej”. Panu Prezydentowi chyba pomyliły się epoki. Zapis godny początkowych lat Polski Ludowej. Ale koncepcja, aby Pierwszy Prezes SN mógł wnosić, na podstawie określonych przesłanek, nadzwyczajny środek zaskarżenia w ciągu na przykład 6 miesięcy od uprawomocnienia się wyroku, godny rozważenia. Sprawy oczywiście powinny być rozpatrywane w trybie zwyczajnym, bez konieczności tworzenia osobnej Izby i bez ławników.

Postulat tworzenia osobnej Izby Dyscyplinarnej także jest postulatem czysto populistycznym, całkowicie niepotrzebnym. Jeżeli jednak jest taka potrzeba polityczna, bo hasło „kasta sędziów sama się sądzi” jest hasłem nośnym, można ją utworzyć, ale w innej koncepcji. Projekt w art. 72 zakłada, dwuinstancyjny sąd dyscyplinarny. W pierwszej instancji sąd by sądził w składzie dwóch sędziów Izby Dyscyplinarnej i jeden ławnik a w drugiej trzech sędziów Izby Dyscyplinarnej i dwóch ławników.

Art. 58 § 2 określa kryteria wymagane do objęcia urzędu ławnika a w art. 59 jest podane, kto nie może być ławnikiem. Aby zostać ławnikiem, między innymi, należy posiadać co najmniej wykształcenie średnie lub średnie branżowe, co może przypominać wczesny PRL, zaś ławnikami generalnie nie mogą być prawnicy. Można byłoby powyższe odwrócić i przyjąć, że ławnikami mogą być adwokaci lub radcowie prawni. Wówczas sąd w pierwszej instancji mógłby orzekać w składzie jeden sędzia Izby Dyscyplinarnej i dwóch ławników. W Izbie orzekaliby delegowani sędziowie z innych Izb, a sama Izba pod względem organizacyjnym byłaby Izbą analogiczną do Izb pozostałych.

Natomiast należałoby rozważyć wykreślenie z art. 43 § 1 ust. 1 zezwalającemu sędziemu na zatrudnienie na stanowisku dydaktycznym naukowo – dydaktycznym lub naukowym. Sędziowie SN na ogół rozstrzygają sprawy i roztrząsają zagadnienia prawne. Sędzia, który jednocześnie prowadzi zajęcia dydaktyczne lub prace naukowe, posiada określone poglądy i stanowiska. Jeżeli także sądzi, jego poglądy naukowe przenoszą się na treść rozstrzygnięć sądu, co powoduje obawy w zakresie jego bezstronności.

Projekt dokonuje także zmian w przepisach szeregu ustaw jak prawo o ustroju sądów powszechnych czy ustawa o prokuraturze rozbudowując postępowanie dyscyplinarne. Jest to przejaw zaburzonego myślenia, którego przejawem są także uregulowania spraw dyscyplinarnych w projekcie ustawy o komornikach sądowych, a które zakłada, że na wszelkie bolączki wymiaru sprawiedliwości należy odpowiedzieć postępowaniami dyscyplinarnymi.

Wnioski:
 Przedmiotowy projekt ustawy o SN jest generalnie zbędny. Realizuje jedynie zamówienie polityczne mające na celu rozbudzanie emocji społecznych.
 Można rozważyć nowelizację obecnej ustawy o SN w kierunku wyposażenia Pierwszego Prezesa Sądu w nadzwyczajny instrument do zaskarżania prawomocnych orzeczeń sądowych oraz zmiany składów sądzących sprawy dyscyplinarne poprzez udział w pierwszej instancji ławników – przedstawicieli innych zawodów prawniczych.

Krajowa Rada Sądownictwa (KRS)

Zgodnie z art. 186 ust. 1 Konstytucji RP Krajowa Rada Sądownictwa stoi na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów.

Art. 187 ust. 1 pkt. 2) Konstytucji stanowi, że KRS składa się, między innymi, z piętnastu członków wybranych spośród sędziów SN, sądów powszechnych, sądów administracyjnych i sądów wojskowych. Kadencja wybranych członków KRS trwa cztery lata (art. 187 ust. 3), zaś sposób wyboru jej członków określa ustawa (art. 187 ust. 4).

Z powyższych przepisów wynika konstytucyjny zakaz skracania kadencji członków Rady. Powyższy zakaz w szczególności dotyczy piętnastu członków wybranych spośród sędziów. Wszelkie próby skracania czy wygaszania kadencji członków należy uznać za sprzeczne z Konstytucją.

Konstytucja nie określa organu i sposobu wyboru wskazanych piętnastu członków Rady. Według aktualnie obowiązującej ustawy o KRS wyboru wskazanych piętnastu członków dokonują samorządy sędziowskie.

Analizując powyższe należy mieć na uwadze art. 186 ust. 1 w związku z art. 10 Konstytucji, który stanowi, że ustrój Rzeczypospolitej Polskiej opiera się na podziale i równowadze władzy ustawodawczej, wykonawczej i władzy sądowniczej. Można więc stwierdzić, że projekt Pana Prezydenta w praktyce władzę w KRS przekazuje w ręce polityków. Powyższe wynika z art. 1 ust. 1 pkt 1 projektu, który stanowi, że to Sejm wybiera wskazanych piętnastu członków Rady. Określony w projekcie sposób wyboru, osławione 3/5, czy też inne propozycje, nie naruszają podstawowej zasady sprowadzającej się do stwierdzenia – piętnastu członków KRS wybierają politycy, czyli przedstawiciele dwóch pozostałych władz. Rozwiązanie to, jako nie konstytucyjne, nie może zostać zaaprobowane.

Podobnie nie może zostać zaakceptowana propozycja zakończenia kadencji Rady z momentem rozpoczęcia kadencji nowych członków Rady (art. 1 ust. 1 pkt. 3. i art. 6 projektu).

Konstytucja nie określa także podmiotu uprawnionego do zgłaszana kandydatur na członków Rady. Projekt w art. 1 ust. 2 pkt. 1 i 2) określa, iż podmiotami uprawnionymi do zgłaszania kandydata na członka Rady jest grupa co najmniej dwóch tysięcy obywateli Rzeczypospolitej Polskiej oraz grupa co najmniej dwudziestu pięciu sędziów. Wydaje się, że to rozwiązanie także narusza konstytucyjną zasadę podziału władz oraz jest irracjonalne. Nie ma racjonalnego powodu, aby kandydatów na członków KRS miała prawo zgłaszać grupa obywateli lub sędziów. Jest to propozycja populistyczna, na zasadzie „cała władza w ręce rad”. Raz już było i wystarczy.

W art. 3 projekt zmienia prawo o ustrojów sądów powszechnych w ten sposób, iż asesor sądowy w określonych warunkach pełni obowiązki sędziego przez okres 4 lat. Wydaje się, iż jest to termin stanowczo za długi. Maksymalny termin pełnienia przez asesora obowiązków sędziego powinien wynosić dwa lata z ewentualną możliwością przedłużenia o pół roku.

Wnioski:
 Projekt, jako niekonstytucyjny w swoich podstawowych propozycjach oraz nieracjonalny, nie zasługuje na uwzględnienie.
 Istniejący stan prawny w zakresie obsadzenia piętnastu członków KRS należy uznać za zadowalający.
 Osobnym problemem jest dobór kandydatów na stanowiska sędziowskie i tym samym dobór kandydatów na członków KRS. W tym zakresie należy dokonać zasadniczych zmian, poprzez oparcie kształcenia przyszłych sędziów na zasadzie mistrz – uczeń oraz ułatwienie przechodzenia do stanu sędziowskiego przedstawicielom innych zawodów prawniczych.
 Ważnym jest wprowadzenie do orzekania w sądach pierwszej instancji ławników.

Autor, Andrzej Zaleski, jest adwokatem współpracującym z miesięcznikiem „Nasze Czasopismo”

Obywatele bronią sądów

Na czatach nie dla reformy sądownictwa według PiS

Już od tygodnia w wielu miastach Polski odbywają się demonstracje w obronie sądów oraz jako sprzeciw wobec projektów ustaw prezydenckich. Gdyby prezydent odważył się przedstawić poprawne konstytucyjnie ustawy, miałby historyczną szansę na zatrzymanie postępów w przekształcaniu Polski w państwo dyktatorskie, państwo jednej partii, a właściwie – jednej osoby. PiS ustawy te by odrzuciło, przedstawiło własne, prezydent by je znowu wetował… zyskiwalibyśmy czas.

20 lipca Sejm uchwalił pisowską ustawę o SN i KRS, dwa dni później przyklepał ją Senat. I nagle Prezydent zgłosił weto. Już tym samym udało mu się zatrzymać wprowadzanie w życie dwu ustaw sądowych, na razie na dwa miesiące.

Wszystko było rozpisane w czasie. Żeby nie robić wyborów samorządowych w dzień 11 listopada 2018 roku, PiS proponowało zmianę ordynacji wyborczej, przy okazji modelując ją według swoich potrzeb. A więc nie jedna, a dwie komisje wyborcze. Ta pierwsza, do pracy przy przebiegu wyborów, ta druga, do liczenia głosów. Mówił o tym Jarosław Kaczyński na kongresie partii 1 lipca.

Wicemarszałek Sejmu z kolei głosił, że będą możliwe jeszcze głębsze zmiany ordynacji wyborczej, jeśli nic nie stanie Prawu i Sprawiedliwości na przeszkodzie, to znaczy, jeżeli w terminie i sposobie przewidzianym odbędzie się reforma sądownictwa.

Chadzają słuchy o przygotowywanych zmianach granic okręgów wyborczych, dla poprawy wyników kandydatów PiS. O zakazie startu w wyborach kandydatów bezpartyjnych. O zmasowanym szukaniu pretekstów do wszczęcia postępowań prokuratorskich wobec kandydatów niewygodnych dla PiS. O zmianie liczby mandatów w okręgach wyborczych, zależnie od prognozy wyników. PiS chce być absolutnie pewne wygranej w wyborach samorządowych. Plan jest przemyślany, przygotowany. Na to wszystko potrzeba czasu, stąd złość PiS na prezydenta, który robi jakieś przeszkody na drodze ku ostatecznego zwycięstwa Prawa i Sprawiedliwości, czyli do zmiany ustroju kraju.

Rozczarował nas prezydent swoimi ustawami, ale żal można mieć również  do naszej opozycji – parlamentarnej i pozaparlamentarnej. Nie widać programu, nawet na najbliższe miesiące, a co dopiero na rok przedwyborczy.

Przy okazji manifestacji w obronie sądów dobrze byłoby opozycji to czekanie obywateli na program przypominać.

Czy sądownictwo w Polsce przeżywa kryzys?

Adam Strzembosz Na czatach Sąd Najwyższy

Prof. Adam Strzembosz

Czy sądownictwo w Polsce przeżywa kryzys? Żeby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba byłoby oprzeć się na badaniach. Otóż, jest rzeczą paradoksalną, że przy wieloletnich zarzutach w stosunku do sądownictwa – do jakiego stopnia uzasadnionych, to ja będę mówił później – właściwie ci, którzy mówią o kryzysie, nie są w stanie powołać się na jakiekolwiek badania systematyczne, które by objęły wszystkie stopnie sądownictwa, wszystkie sądy od rejonowych po okręgowe i apelacyjne, włącznie z Sądem Najwyższym ewentualnie… I by oceniono, do jakiego stopnia orzecznictwo sądowe odpowiada pewnym oczekiwaniom w zakresie ustalania prawdy materialnej i wydawania sprawiedliwych wyroków.

Powoływanie się na pojedyncze sprawy w tej materii, jak to ma miejsce, jest niezwykle zawodne. Wystarczy powiedzieć, że gdyby wykazano w tym trybie bardzo poważne uchybienia w tysiącu pięciuset sprawach, to wobec wpływu około piętnastu do szesnastu milionów byłby to jeden promil spraw, które zostały rozpoznane w sposób nieprawidłowy, albo też orzeczenie budzi poważne zastrzeżenia. Oczywiście sąd, żeby w jednym promilu się mylił, byłby najlepszym sądem na świecie, sądem niewyobrażalnym.

W tej chwili mówi się bardzo dużo o spadku zaufania do sądów. Ten spadek się rzeczywiście rejestruje. Pierwszego września ubiegłego roku do sądu miało zaufanie 44% respondentów, do rządu 27%, a do parlamentu – 22%. Czyli, mimo że we wrześniu zeszłego roku już „dobra zmiana” działała na rzecz możliwie negatywnego odbioru sądów w społeczeństwie, to jednak nadal zaufanie do sądów było dwukrotnie większe, niż do parlamentu, i to do parlamentu, który niósł na swoich skrzydłach dobrą zmianę.

Jaka jest zatem ta rzeczywistość sądowa? My tego nie wiemy. Ci, którzy podnoszą zarzuty, też nie wiedzą. Natomiast są fakty na pewno niedyskutowalne. Że postępowanie w polskich sądach ciągnie się długo, że nie zawsze kultura na sali sądowej jest taka, jaka być powinna. Że w niektórych okręgach sprawy są bardzo szybko rozpoznawane, szczególnie w małych okręgach miejskich, w niektórych ciągną się niesłychanie długo. Nie budzi tez właściwie zastrzeżeń ten fakt, o którym oczywiście obywatele Polski nie wiedzą, że jest ogromnie różnorodne obciążenie sędziów. Powiedzmy, sędzia cywilista w sądzie okręgowym ma w referacie około trzystu spraw w Warszawie, a w Białymstoku około pięćdziesięciu. I różnica między ciężarem gatunkowym tych spraw jest niepomiernie duża. Czyli, pewne rzeczy wątpliwości nie budzą, natomiast wyciąganie jakichś poszczególnych spraw i zarzutów właściwie nie odpowiada absolutnie na to pytanie, jak sądy orzekają.

Następna sprawa, która jest bardzo istotna: mówi się o przestępczości i korupcji, itd., itd… Ale jest rzeczą charakterystyczną, że na tym billboardzie, który wywołał tyle emocji – ja go nie czytałem, bo mi wzrok na to nie pozwala, poza tym w mojej tutaj bezpośredniej okolicy go nie ma – ale w tych dyskusjach telewizyjnych i radiowych stale mówi się o dwóch sprawach: o sędzi, który ukradł kiełbasę i o pani sędzi, która ukradła spodnie. Otóż, sędzia, który ukradł kiełbasę, zrobił to dwanaście lat temu i od dwóch lat nie żyje. Pani sędzia, która ukradła spodnie, jest osobą od lat psychicznie chorą, jest sędzią w stanie spoczynku i pewnie niejeden raz jeszcze dokona jakiegoś czynu, który będzie mógł bulwersować opinię społeczną i oczywiście, nie można jej przypisać żadnej winy…

Zatem, możemy sobie powiedzieć, że gdyby w rzeczywistości jedynymi problemami w sądownictwie polskim, jeżeli chodzi o zachowania niedozwolone, były takie przypadki, że w ciągu dwunastu lat wyciągnęło się jedną kradzież kiełbasy, nie wiadomo zresztą w jakich okolicznościach dokonanej – ja tego nie wiem – i czy dokonanej, to oczywiście polskie sądownictwo znowu byłoby wynoszone pod niebiosa. Bo przecież: ani jednego faktu korupcji, ani jednego faktu jakiegoś complotu, porozumienia sędziów z prokuratorem, gangsterem, itd… Z tego, co słyszałem, przynajmniej nie mówiono o takim przypadku. Zatem znowu, wcale na pewno sądownictwo nie jest tak nieskazitelne, jakby z tego banneru wynikało, ani problematyka sądownictwa nie jest taka, by nie wymagała interwencji ustawodawczej i wszelkiej innej. Ale to nie jest problem, który by mógł być wykazany w jakikolwiek poważny sposób.

Jarosław Kaczyński ma taką przemożną idée fixe, że on musi zdekomunizować Polskę i odzyskać dla narodu kraj, przede wszystkim zmieniając jakieś – nie wiem, czym podszyte elity na elity nowe, bo przede wszystkim elity muszą być… On sam i ci wszyscy posłowie, senatorowie są elitą. Ci ludzie, którymi obsadza różne spółki, to też jest elita, zresztą również elita finansowa; także elit się nie uniknie… Natomiast ta idée fixe powoduje, że on ma takie nieco aberracyjne przekonanie, że gdzieś ta elita taka szczególnie zdemoralizowana, skomunizowana czy jakaś tam, siedzi. Niedawno powiedział, że taką skamieliną komunistyczną, a skamieliną nad tą skamieliną jest Sąd Najwyższy.

Otóż, zapomniał, że na podstawie ustawy z 20 grudnia 89 roku, w składzie, jaki ukształtowała Polska Ludowa, został rozwiązany, wszyscy sędziowie stracili swoją pozycję w sądzie, i nowo ukształtowana Krajowa Rada Sądownictwa na nowo wybrała – czego nie udało się od razu zrobić – i wybierała przez lata Sąd Najwyższy. Czyli jest to instytucja najgłębiej zmieniona, jeżeli chodzi o sądownictwo i pewnie wiele innych instytucji państwowych.

Pan Kaczyński mówi – on albo jego adherenci – że ciągle jest dużo ludzi, którzy orzekają nadal, a mają ręce umoczone stanem wojennym. Jeżeli by tak rzeczywiście było, byłoby to elementem obciążającym. Pan Kaczyński wie, że wszyscy sędziowie zostali poddani lustracji wtedy, kiedy lustrowani byli posłowie, senatorowie, ministrowie, itd., tak jak i prokuratorzy, a adwokaci na własne żądanie. Że zatem wśród sędziów nie ma ludzi powiązanych agenturalnie z jakimikolwiek służbami specjalnymi.

Pan Kaczyński wie, że po wielkich trudach, bojach i z moim niemałym udziałem, kiedy ministrem sprawiedliwości była pani Hanna Suchocka, doszło do uchwalenia takiej ustawy, która nareszcie pozwoliła powołać postępowania dyscyplinarne w stosunku do sędziów, którzy w stanie wojennym nie przestrzegali zasady niezawisłości. Pani Suchocka się w to mocno angażowała, nowy minister sprawiedliwości, pan Lech Kaczyński – nie. Interweniowałem. Tłumaczył, że efekty są nieduże, i że trzy panie, które miały zająć się tą sprawą, nie mają do tego żadnej ochoty… Wydawało mi się, że minister sprawiedliwości, który rozkłada ręce, bo jakieś panie nie entuzjazmują się przydzieloną im pracą, nie wykazuje szczególnej energii…

Niemniej, trzeba przyznać, że to postępowanie z przyczyn, które bardzo obszernie opisałem w mojej i pani Marii Stanowskiej książce „Sędziowie warszawscy w czasie próby 1981–1988”, nie doprowadziło do pożądanych efektów. Nie ma żadnych przeszkód, żeby teraz „dobra zmiana” jednej nocy nie uchwaliła ponownie ustawy, która by pozwoliła na pociągnięcie do odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów, którzy w czasie stanu wojennego czy we wcześniejszych latach zachowywali się haniebnie. Nie ma żadnej przeszkody! Proszę to zrobić, panie przewodniczący PiS, jeżeli rzeczywiście uważa pan, że tacy sędziowie jeszcze orzekają.

Z mojej inicjatywy – oczywiście, tu zasługa jest pani minister Suchockiej – Krajowa Rada uzyskała uprawnienia do pozbawienia stanu spoczynku tych sędziów, którzy przed objęciem urzędu byli powiązani z Urzędem Bezpieczeństwa, ze Służbą Bezpieczeństwa, służbami wojskowymi, byli na represyjnych stanowiskach w wojsku. I spora grupa takich sędziów, którzy nie byli związani ze służbami, kiedy byli sędziami – w każdym razie, jeżeli byli poddani lustracji, to tego nie wykazano, ale część z nich nie była poddana lustracji, gdyż znalazła się w stanie spoczynku – została tego stanu spoczynku pozbawiona.

Oczywiście, nic nie stoi przeciwko temu, by podjąć dalsze starania w kierunku oczyszczenia sądownictwa. Czy jest z czego czyścić, nie wiem. Na te blisko 10 tys. sędziów, może kilku takich sędziów czy paru by się znalazło. Stawiano zarzuty, że w Sądzie Najwyższym jest sędzia, która sądziła i wydała wyrok między 13 grudnia a 17 grudnia, to znaczy w okresie, w którym nie ukazał się jeszcze Dziennik Ustaw z dekretami o stanie wojennym. Zapomniano dodać, że sędzia sądziła, tylko że uniewinniła. To szczegół, wydaje się, dość istotny.

Cóż, nawet ktoś, kto powinien lepiej się orientować: pan profesor Michał Królikowski, który pomagał prezydentowi, powiedział, że w Sądzie Najwyższym są sędziowie powoływani przez Radę Państwa. Ja również byłem powołany przez Radę Państwa do sądu powiatowego i później do sądu wojewódzkiego, i ta Rada Państwa zresztą mnie odwołała w pierwszej czwórce, co przyjmuję sobie jako element zaszczytny. Otóż, w tamtych latach, po 56 roku aż do zmiany ustroju, nikt inny nie powoływał sędziów, tylko Rada Państwa.

Trudno sobie wyobrazić, żeby w kraju nie było sądów cywilnych, karnych i innych (jeszcze wtedy administracyjnych nie było), bo taki kraj by się rozleciał. Można zatem stawiać jedynie zarzuty, że kto orzekał w sposób niewłaściwy, ale nie te, że go ktoś powołał. Ja bym tutaj przypomniał, że w okresie wojny w Polsce działały sądy grodzkie, a może i wyższej instancji; grodzkie na pewno. Ci sędziowie sądzili w warunkach okupacji, kiedy Hitler zagarnął Polskę, i po wojnie nikt jednego złego słowa im nie powiedział, w Polsce Ludowej! Oczywiście, to nie był zgodny z prawem międzynarodowym stan okupacji, ale wiadomo, że w czasie okupacji okupantowi nie wolno zmienić ustroju sądów. Poza tym Niemcy nie byli zainteresowani łapaniem złodziejaszków, oszustów, czy ustalaniem alimentów, itd. I to sądom polskim pozwolili robić, a to, że sądy polskie to robiły, było oczywiście niezwykle ważne dla polskiego, okupowanego społeczeństwa.

To tyle uwag wstępnych. To znaczy, sądownictwo wymaga zmian przede wszystkim w zakresie przyspieszenia postępowania. Mało kto sobie zdaje sprawę, że do sądów wpływa rocznie od 15 do 16 milionów spraw. To duża liczba, właściwie rzadko spotykana w krajach nawet większych od Polski, i ta liczba powoduje przewlekłość postępowania, bo jak sędzia okręgowy, wyższej instancji – sędzia rejonowy jest w gorszej sytuacji – ma 300 spraw i musi nimi obracać, bo inaczej w skargi wpływające do ministra czy do prezesa sądu będą się odbijać na jego skórze, to będzie wyznaczał sprawy raz na rok, raz na półtora. Może być i tak, i oczywiście nie jest to jego wina, tylko wina liczby spraw, które ma w referacie.

Zatem, reforma powinna przede wszystkim odciążyć sądy. Na ten temat jest bardzo dużo różnych pomysłów. Po pierwsze mówi się o powoływaniu sędziów pokoju. Taka instytucja na Mazowszu jest dobrze znana, była w okresie międzywojennym i nie ma żadnych przeszkód, żeby eksperymentalnie nie rozpocząć sprawdzenia, jak to by zadziałało. to wymaga zmiany konstytucji, ale na to by się wszyscy zgodzili.

Można rozpatrywanie spraw przekazać innym podmiotom niż sądy: notariuszom, można rozwinąć mediacje, można przede wszystkim uprościć postępowanie i cywilne, i karne, przy czym uproszczone postępowanie jeszcze za rządów PO, które opierało się na postępowaniu kontradyktoryjnym w sprawach karnych, zakończyło się tym, że pierwszą rzecz, którą zrobił pan Ziobro, uchylił te przepisy i wrócił do dawnego systemu. Nie będę dyskutował z nim zaocznie na temat zasadności takiej decyzji, ale niewątpliwie to uproszczenie odpadło.

Ministrowie sprawiedliwości PO mają w jednym punkcie zasługę, mianowicie utworzyli w Lublinie sąd elektroniczny, sąd, który obejmuje sprawy z całego kraju, i który załatwia najprostsze sprawy w trybie elektronicznym, a jest to mniej więcej do dwóch do dwóch i pół miliona spraw. Gdyby tych dwa i pół miliona spraw rozpoznawały jeszcze sądy w zwykłym trybie, byłoby jeszcze gorzej.

Ale teraz wróćmy do tej „wspaniałej” reformy. Nie będę mówił o tej reformie, która wpłynęła w postaci uchwalonych już ustaw do pana prezydenta; dwie z nich zostały zawetowane. Bo powiedziałem wczoraj [25 września] w telewizji, że tamte ustawy były tragiczne, a to, co przedstawił nam pan prezydent, jest tylko bardzo złe. Z tych ustaw utrzymała się dotycząca ustroju sądów powszechnych.

Ta dotycząca ustroju sądów powszechnych przywróciła stan prawny, jaki istniał w PRL, a mianowicie dyskrecjonalne mianowanie i odwoływanie prezesów i wiceprezesów wszelkich sądów powszechnych przez ministra sprawiedliwości. Ten prezes, którego nie ogranicza, tak jak to było poprzednio, ani Kolegium, ani Zgromadzenie Ogólne, będzie powoływał znowu w sposób swobodny przewodniczących wydziałów, sędziów wizytatorów, itd., czyli minister uzyskał olbrzymie uprawnienia, takie akurat, jakie miał minister sprawiedliwości przed zmianami 89 roku.

To jest jego sukces, jest to zawłaszczenie bardzo istotnego elementu władzy sądowniczej. Tutaj bardzo ostro przeciwko temu sędziowie protestowali, bo jest to pogrzebanie tych rozwiązań, które były przyjęte przy Okrągłym Stole i weszły w życie, i za którymi głosował przy Okrągłym Stole a pewnie i później pan Jarosław Kaczyński i wielu innych działaczy również później związanych z PiS-em.

Ten projekt ustawy pana prezydenta, który dotyczy Krajowej Rady Sądownictwa ewidentnie łamie Konstytucję i to w paru miejscach. Po pierwsze, skraca kadencję sędziów w Krajowej Radzie Sądownictwa. Tego jeszcze wczoraj nie widziałem, dziś [26 września 2017] się dowiedziałem, że w tych ustawach tak jest. No, jeśli skraca kadencję sędziom w Krajowej Radzie, to może w przyszłości ktoś skróci kadencję panu prezydentowi. Te kadencje są równorzędne: kadencja pierwszego prezesa Sądu Najwyższego, czy sędziego w Krajowej Radzie, czy Rzecznika Praw Obywatelskich, czy prezydenta, one są takie same. Te urzędy są jeden ważniejszy, drugi mniej, ale ich umocowanie w Konstytucji jest identyczne.

To pierwsze, po drugie – oddaje mianowanie, powołanie do Krajowej Rady Sądownictwa tych piętnastu sędziów – Sejmowi. Powołują się na to, że w Konstytucji mówi się, że w Krajowej Radzie jest czterech posłów powoływanych przez Sejm, dwóch senatorów powołanych przez Senat, ale nie mówi się, że sędziów powołują sędziowie. Ja bym więc przypomniał, że w tym samym przepisie nie mówi się, że przedstawiciela prezydenta powołuje prezydent, wobec tego proponowałbym, żeby Senat albo marszałek Sejmu powoływał przedstawiciela prezydenta, bo w Konstytucji nie mówi się, że przedstawiciela prezydenta powołuje prezydent…

Przy wykładni historycznej, wiadomo było przy uzasadnieniu ustawy z 20 grudnia 89 roku, dlaczego do Krajowej Rady wchodzi piętnastu sędziów powołanych przez sędziów – to było jednoznacznie określone i przez 27 lat nikt nie miał wątpliwości. Nagle teraz PiS i pan prezydent mają wątpliwości. Ten sposób powołania przez Sejm jest nie tylko niezgodny z przepisem, który mówi o składzie Krajowej Rady Sądownictwa, jak on jest powoływany, a jest również niezgodny z trójpodziałem władzy, który bardzo zasadniczo jest określony (trójpodział władzy jest nawet w Konstytucji Majowej) w tej Konstytucji z 97 roku. Czyli: znowu łamie się Konstytucję.

Sposób powoływania, to że trzy piąte, a jak trzy piąte nie będzie mogło, to każdy poseł jednego – to, oczywiście, nie ma wielkiego znaczenia. Jest ważne, że powołuje Sejm, a jeżeli potem będzie po tym indywidualnym głosowaniu – jeden sędzia PiS-u, drugi PO, trzeci PSL, to to będzie jeszcze większe naznaczenie polityczne sędziów, niż można to sobie wyobrazić. Powoływanie sędziów przez Krajową Radę, powoływanie na stanowisko sędziego, czy awansowanie proponowane prezydentowi przez Krajową Radę nie jest argumentem, że sędziowie sędziów powołują i kontrolują, bo tak się dziwnie składa, że w Sejmie marszałka powołują posłowie, a marszałka Senatu – senatorowie, i przewodniczących też, i nie mówimy w tym przypadku, że to jest jakaś wielka patologia.

Oczywiście, można mówić, że tutaj „ręka rękę myje” i jak jest postępowanie dyscyplinarne, to sędziowie na wniosek rzecznika oskarżenia, który jest sędzią, wydają bardzo łagodne orzeczenia. Ale to trzeba udowodnić! Wcale tak nie jest. Poza tym, tak się dziwnie składa, że się nie mówi o tym, że te posiedzenia w sprawach dyscyplinarnych są jawne; każdy może tam pójść… Że każdy wyrok z uzasadnieniem jest ogłoszony na stronach Sądu Najwyższego – każdy może to sobie przeczytać i ocenić, czy wobec zarzutu kara była słusznie orzeczona, albo czy słusznie uniewinniono. To można robić, ale nikt się takimi „drobiazgami”, jak analizą tych orzeczeń, nie zajmuje. Wystarczy po prostu powiedzieć, że tam „koleś broni kolesia”…

Tak się dziwnie składa, że w Sejmie też „koleś broni kolesia” i to bardziej dramatycznie, bo „koleś” może nie wydać „kolesia”, który popełnił przestępstwo organom ścigania. Można powiedzieć, że sąd dyscyplinarny może też nie wydać sędziego, ale takie przypadki nie są mi znane, a jeżeli mają miejsce, to w niezwykle drastycznych przypadkach, gdzie było ewidentne, że to była zasadzka na sędziego, czy też coś podobnego.

Przejdźmy może do ustawy o Sądzie Najwyższym. Pan prezydent wymyślił, że trzeba dać coś Panu Bogu, a diabłu też ogarek. Ten ogarek, to jest obniżenie wieku orzekania w Sądzie Najwyższym do 65 lat. I kobiet, i mężczyzn. W ten sposób 35% sędziów obecnego stanu Sądu Najwyższego przechodzi w stan spoczynku. I teraz upolityczniona Krajowa Rada Sądownictwa może spokojnie te mniej więcej 40% obsadzić swoimi ludzikami…

Następnie, pan prezydent może na wniosek sędziego przedłużyć mu orzekanie o trzy lata, najwyżej dwukrotnie o trzy lata, jak słuchałem, ale to już będzie decyzja polityka. Gdyby to robiła Krajowa Rada Sądownictwa, czy Kolegium Sądu Najwyższego, czy podobny organ, to on by badał stan zdrowia psychicznego, fizycznego, jakie jest to orzecznictwo z punktu widzenia wydajności sędziego. Tutaj żadnych takich kryteriów nie ma: pan prezydent może sobie zrobić, co chce! Jak jakiś sędzia wbije jakąś drzazgę komuś z PiS-u, to ten ktoś poprosi pana prezydenta, żeby sędziemu nie przedłużać…

Skrócenie okresu pracy sędziom, którzy byli powołani do siedemdziesiątego roku życia w zasadzie (stan zdrowia niektórych mógł wyłączyć) jest również – można sądzić – złamaniem Konstytucji. I jest problem pani pierwszej prezes… Pani pierwsza prezes ma zagwarantowany sześcioletni okres kierowania Sądem Najwyższym. Ten sześcioletni okres jest zagwarantowany konstytucyjnie. Jeżeli w listopadzie tego roku po ukończeniu przez panią pierwszą prezes 65 lat ona będzie przeniesiona w stan spoczynku, to to będzie znowu rażące nadużycie prawa, to znaczy złamanie Konstytucji i pan prezydent może oczekiwać, że jak przyjdzie do władzy nowa ekipa, powiedzmy w 2019 roku to byłoby możliwe, to również skróci mu kadencję, no bo jak można kadencję skracać pierwszej prezes pod jakimś tam pretekstem, to pretekst się znajdzie, żeby panu prezydentowi skrócić jego kadencję…

Powiedziałem o tych najbardziej drastycznych sprawach. Jeżeli chodzi o tzw. izbę dyscyplinarną, to dotąd w Sądzie najwyższym był Wydział Dyscyplinarny. Zmieniono go na Izbę – to może tylko zmiana nazwy, ale tam jest coś innego, mianowicie chce się w tej Izbie pomniejszyć skład sędziów. W Sądzie Najwyższym – Sąd Najwyższy był drugą instancją – w sprawach dyscyplinarnych orzeka siedmiu wylosowanych sędziów, więc skład był zupełnie przypadkowy. Nie można było ani go przewidzieć, ani go „odpowiednio” dobrać. Teraz to będzie w pierwszej instancji dwóch sędziów i jeden ławnik, a w drugiej instancji będzie trzech sędziów i dwóch ławników. Oczywiście, w takich postępowaniach ławnicy mogą być, tylko zwracam uwagę na zmniejszenie składu; poza tym nie jest powiedziane, kim będą ci ławnicy…

Nie znam tej ustawy, niestety, która się dziś [26 września] podobno ukazała w Sejmie, le jeżeli ci ławnicy będą dobrani – powiedzmy – przez Senat, albo przez inny polityczny organ, to to będą znowu partyjni oficjele wydelegowani do Sądu Najwyższego do spraw dyscyplinarnych. To również jest niesmaczne.

No i rzecz ostatnia, to jest ta nadzwyczajna skarga rewizyjna, czy kasacyjna. Ja się w tej sprawie wypowiadałem, nawet mnie dzisiaj [26 września 2017] cytowano. Przede wszystkim wyraziłem ogromne współczucie tym, którzy uzyskali uprawnienia do składania takich skarg. To jest minister sprawiedliwości i prokurator generalny, rzecznik praw obywatelskich, jeszcze paru innych rzeczników i trzydziestu posłów lub dwudziestu senatorów.

Corocznie toczy się kilkanaście milionów spraw spornych, to znaczy zawsze jedna strona powinna przegrać, a czasami obydwie, albo obydwie w niedostatecznym stopniu uzyskać satysfakcję. Otóż, w tej sytuacji grozi to, że do tych właśnie uprawnionych do wnoszenia skarg będą wpływać miliony próśb o wniesienie takiej nadzwyczajnej kasacji… I co będzie się działo? Albo przy każdym pośle powoła się wielkie biuro, które będzie rozpatrywać zasadność tych skarg, badać akta – przecież nie można na podstawie napisanej skargi wnosić takiej nadzwyczajnej rewizji, trzeba opracować skargę, ona powinna mieć kilkanaście stron, powinna być odpowiednio udokumentowana, to musi zrobić chyba raczej prawnik… Więc trzeba będzie powołać takie biura, albo to będzie załatwiane wyłącznie na zasadzie kolesiostwa. Ponieważ tych 30 posłów, czy 20 senatorów nie będzie w stanie rozpoznać tych setek tysięcy spraw, które do nich wpłyną, to jeżeli ktoś dotrze do odpowiedniego ucha i będzie miał odpowiednio mocne argumenty, niekoniecznie merytoryczne, to taka skarga będzie wniesiona.

Jeżeli tych skarg wniesie się bardzo dużo, powiedzmy – będzie się miesięcznie wnosić parę tysięcy skarg, a rozpatrywać ma je jedna Izba, to ta izba te skargi będzie rozpoznawać po kilku latach. To nie da specjalnej satysfakcji. Gdyby chcieli skierować nie kilkanaście, czy kilka a kilkadziesiąt, to w ogóle sąd by stanął.

Natomiast to będzie miało jeszcze inne negatywne skutki, mianowicie nikt nie będzie czuł się bezpiecznie. Ktoś wystąpił o zasiedzenie i zapadło orzeczenie o zasiedzeniu. W ciągu pięciu lat po prawomocnym orzeczeniu będzie mogła wpłynąć skarga nadzwyczajna i można będzie się spodziewać, że z jakichś nieznanych powodów to orzeczenie będzie uchylone. To przez pięć lat nie należy budować chałupy, bo nie wiadomo, czy to będzie moja chałupa. Pewność prawa zostanie zakwestionowana. A przecież i procedura cywilna, i procedura karna zawiera różne specjalne tryby zmiany jawnie nieprawidłowego orzeczenia, różne wznowienia postępowania – nie będę tego omawiał. Czyli pewność prawa, która jest wartością, spadnie.

Konkludując, oczekiwałbym zatem, że tam, gdzie jest sytuacja jasna, gdzie przewlekłość postępowania jest jedną z najboleśniejszych elementów naszego sądownictwa, trzeba to robić, a nie przejmować personalnie sądy. To jedna rzecz. Druga, że skoro są uzasadnione uwagi, nie wiem, w jakim stopniu, ale nie zawsze kultura sali sądowej jest dobra, to trzeba odciążyć sędziów, żeby nie żyli w stałym stresie. W sądach warszawskich sędziów rejonowych zbadali psycholodzy i okazało się, że oni są tak zestresowani, że gdyby byli policjantami, to by ich nie wypuszczono na ulice.

Trzeba zmienić obciążenie, trzeba sędziów wyposażyć w większą liczbę asystentów, trzeba zmienić procedury tak, żeby one nie wiązały nadmiernie sędziom rąk i żeby szybko i sprawnie można było sprawy rozpoznawać. Tego czekają Polacy w tych ponad 80%, którzy chcą zmian w sądownictwie, a tego nie oczekuje PiS, bo mu zależy wyłącznie na przejęciu sądów, tak jak przejęli Sejm, jak przejęli spółki, jak przejęli różne inne lukratywne miejsca, i mogą zaspokoić z jednej strony pewną idée fixe pana prezesa, i wygłodzonych kolegów tegoż. Dziękuję.

Reforma czy gra o tron?

Na czatach Jacek Dubois o reformie sądownictwa PiS

Prezydent złożył Marszałkowi Sejmu dwa projekty ustaw: projekt ustawy o Sądzie Najwyższym oraz projekt nowelizacji ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa. O potrzebie reformy sądów mówi się po obu stronach politycznej barykady. Reforma z definicji ma na celu ulepszenie istniejącego stanu rzeczy. Czy rozwiązania zaproponowane przez Prezydenta zapewniają zmianę na lepsze? Przyjrzyjmy się, jakie będą skutki wejścia w życie takich rozwiązań prawnych.

W projekcie ustawy o Sądzie Najwyższym zaproponowano regulację, zgodnie z którą sędzia Sądu Najwyższego przechodzi w stan spoczynku, co do zasady, w wieku 65 lat. Nie budzi to najlepszych skojarzeń. W 1983 r. wybitny adwokat Władysław Siła-Nowicki – członek Komitetu Obrony Więźniów powołanego przez Komisję Koordynacyjną Porozumiewawczą „Solidarności”, ekspert Krajowej Komisji i doradca Lecha Wałęsy, obrońca w licznych procesach politycznych – zmuszony został przez ówczesną władzę do przejścia na emeryturę po ukończeniu 70. roku życia.

Po 34 latach w ten sam sposób Prezydent usiłuje pozbyć się I Prezes Sądu Najwyższego Małgorzaty Gersdorf, która została powołana na sześcioletnią kadencję w 2014 r. Skrócenie kadencji I Prezes Sądu Najwyższego jest niekonstytucyjne (zob. art. 183 ust. 3 Konstytucji) i tworzy niepokojący precedens, na mocy którego można skrócić kadencję dowolnego organu państwowego. Bliźniaczo podobna sytuacja miała miejsce nie tak dawno na Węgrzech, gdzie na mocy przepisów wprowadzających nową ustawę zasadniczą z dniem jej wejścia w życie na trzy i pół roku przed terminem wygasła kadencja prezesa Sądu Najwyższego Andrása Baka. Sprawa została rozpatrzona przez Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu (Baka przeciwko Węgrom – wyrok Wielkiej Izby ETPC z dnia 23 czerwca 2016 r., skarga nr 20261/12). Trybunał w swoim rozstrzygnięciu stwierdził m. in., że z zasad niezawisłości i bezstronności sądów oraz nieusuwalności sędziów wynika domniemanie ochrony prawa sędziego do pełnienia swych funkcji przez całą kadencję, na którą został powołany. Trudno takie stanowisko Trybunału podważać. Doświadczony i mądry sędzia powinien mieć możliwość sprawowania swojej funkcji jak najdłużej.

Z kolei pomysł wprowadzenia skargi nadzwyczajnej od każdego prawomocnego orzeczenia to nie tylko przedłużenie postępowań poprzez stworzenie „czwartej instancji”. To przede wszystkim zniweczenie jakiejkolwiek pewności obrotu. Po co sądy mają orzekać, skoro żaden wyrok „prawomocny” nie będzie trwały? Objęcie skargą nadzwyczajną orzeczeń sprzed wejścia w życie ustawy jest natomiast świetnym narzędziem politycznej walki. Przy jego wykorzystaniu można w zależności od potrzeby chwili doprowadzić do skazania niewinnych i ułaskawienia skazanych. Co za tym idzie można tworzyć historię na nowo. W świetle proponowanych zmian czymś zupełnie normalnym stanie się czwartoinstancyjne rozpoznanie dawno zakończonych procesów. Jeśli prezydencka ustawa wejdzie w życie, usłyszymy o ludziach, którzy na podstawie zapadłych wyroków ułożyli sobie wszelakie stosunki, w tym majątkowe i rodzinne, a teraz są przejęci trwogą, że wszystko to mogą utracić w majestacie prawa.

Wprowadzając element społeczny Prezydent proponuje, by w Sądzie Najwyższym orzekali także ławnicy. Co do zasady instytucja ławników to dobry pomysł, pod warunkiem jednak, że – jak w Stanach Zjednoczonych ława przysięgłych – ławnicy zajmują się oceną faktów. Tymczasem Sąd Najwyższy jest sądem prawa. Ławnicy jako niefachowcy nie będą kompetentni, by oceniać sprawy z perspektywy naruszenia prawa, podobnie jak hydraulicy (za wyjątkiem Leonarda Susskinda, profesora fizyki teoretycznej na Uniwersytecie Stanforda, który zaczynał jako hydraulik) nie będą kompetentni do oceny osiągnięć Alberta Einsteina.

Najważniejszą z perspektywy władzy planowaną zmianą jest jednak powołanie nowej Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego. To właśnie ta izba, kadrowo zbudowana przez nową upolitycznioną Krajową Radę Sądownictwa – będzie rozstrzygać o ważności wyborów. A to pachnie już gomułkowskim: „władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy”, ale w białych rękawiczkach.

W prezydenckim projekcie nowelizacji ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa mowa jest o wybieraniu członków tego gremium większością 3/5 głosów w Sejmie. Gdy w terminie 2 miesięcy Sejm nie wybierze kandydatów do KRS, wyboru spośród zgłoszonych kandydatów ma dokonać prezydent. Niekonstytucyjność zmian dotyczących Krajowej Rady Sądownictwa zauważył sam Prezydent i zaproponował, że w związku z tym zmieni także ustawę zasadniczą. Jasne jest zatem, że Konstytucja w jego mniemaniu jest de facto aktem niższego rzędu, skoro można ją dowolnie zmieniać pod dyktando – pisanej „na kolanie” i bez konsultacji ze środowiskiem prawniczym – ustawy. Jest to kolejna odsłona niebezpiecznej idei prof. Stanisława Ehrlicha, który źródła legitymizacji władzy upatrywał w woli politycznej, a nie w prawie, któremu nawet władza musi się bezwarunkowo poddać.

Należy sobie jednak zadać pytanie o cel takich zmian w trybie wyboru członków KRS. Posłużmy się wymowną analogią: w jaki sposób dochodzi do ustawiania wyników meczów piłkarskich? Najczęściej poprzez ulokowanie na boisku „swojego” sędziego. A zatem celem władzy jest wstawienie do KRS „swoich” funkcjonariuszy. Odpowie ktoś: przecież to wciąż są sędziowie, ludzie o nieskazitelnym charakterze i najwyższych przymiotów moralnych! Tak, należy jednak pamiętać, że – jak zauważyła prof. Ewa Łętowska – sędziowie są krew z krwi kość z kości narodu polskiego. Nie mówimy, że każdy sędzia zachowa się niegodziwie po wejściu w życie proponowanych przez Prezydenta zmian. Mówimy jedynie o zwiększeniu prawdopodobieństwa zachowania się przez sędziego w sposób nielicujący z jego niezawisłością.

Krok w stronę upolitycznienia sądów może skończyć się bardzo źle. Przykładem stalinowskie sądy, gdzie również orzekali sędziowie. Wystarczy zajrzeć do książki „Widziane z ławy obrończej” Anieli Steinbergowej, by zobaczyć, jak asystent na Wydziale Uniwersytetu im. Stefana Batorego w Wilnie, radca prawny Banku Dyskontowego, adwokat i przedwojenny sędzia zamieniają się w zbierających śmiertelne żniwo sędziów-funkcjonariuszy w powojennych procesach politycznych, w których naruszenie praworządności sądzenia jest tak oczywiste, że aż kłuje w oczy. Ideałem dla władzy tego rodzaju jest sytuacja, w której nie ma nawet potrzeby wywierania nacisków na sędziów. Wystarczy, że atmosfera jest jasna, a wymagania stawiane im przez władzę – znane. Wówczas sędziowie wykonują swoją pracę w sposób pozornie niezawisły, jak Grimaud – pachołek Atosa w słynnej powieści płaszcza i szpady, którego pan nauczył spełniać rozkazy „za najmniejszym gestem lub ust poruszeniem”.

Tymczasem Sądy są strażnikiem obywatela i chronią przed wszechmocą państwa. Mają za zadanie reagować wówczas, gdy władza narusza elementarne zasady. Prezydenckie ustawy stanowią zagrożenie dla tego modelu, skoro sądy będą uzależnione od władzy ustawodawczej i wykonawczej.

***

Po zawetowaniu dwóch ustaw dotyczących polskiego sądownictwa, przyjętych głosami parlamentarzystów Prawa i Sprawiedliwości, Prezydent zapowiedział, że przedstawi własną wizję. Mówiąc obrazowo, o ile rozwiązania zawarte w projektach poselskich mordowały Konstytucję, o tyle regulacje opracowane przez Prezydenta pozostawiają ustawę zasadniczą dotkliwie pobitą. Niestety zaproponowane przez Prezydenta zmiany legislacyjne są próbą totalnego przejęcia władzy sądowniczej i podporządkowania jej, wbrew monteskiuszowskiej idei, legislatywie i egzekutywie. Z całą pewnością takie działania nie mogą być nazwane reformą, a negatywne skutki wejścia w życie opisanych rozwiązań prawnych dotknąć mogą każdego, kto zetknie się z sądami.

O niezawisłości sędziowskiej, Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa

Adam Strzembosz Sąd Najwyższy reforma sądownictwa

Stanisław Zakroczymski jest autorem wywiadu – rzeki z prof. Adamem Strzemboszem. Książka pt. „Adam Strzembosz – Między prawem i sprawiedliwością” wydana przez „Więź” pojawi się niebawem w księgarniach. „Smaku dodają książce anegdoty z udziałem najważniejszych aktorów historii politycznej końca XX wieku: Wojciecha Jaruzelskiego, Jacka Kuronia, Adama Michnika czy obu braci Kaczyńskich” – czytamy w zapowiedzi w Gazecie Wyborczej.

Ten młody prawnik w wideo cyklu „Prawo do prawa” opowiada nam o arkanach konstytucji. Wybraliśmy trzy jego wypowiedzi: o niezawisłości sędziów, o SN i o KRS. Sytuacja polityczna wokół reformy sądownictwa jest jednak dynamiczna, projekty wciąż nowe, a opinia publiczna zdezorientowana.

Oto wypowiedź autora książki na temat niezawisłości sędziowskiej:

Prawo do prawa, odc. 3

Stanisław Zakroczymski odsłania fascynujące tajniki Konstytucji, pokazując, co nam grozi, gdy Konstytucja jest łamana. To trzeci odcinek cyklu "Prawo do prawa", o niezawisłości sędziów.Drugi odcinek o metodzie czytania Konstytucji, zwanej metodą sznurka i koralików, odnajdą Państwo pod linkiem: www.facebook.com/VidKOD/videos/1715162642121099/Pierwszy odcinek – pod linkiem: www.facebook.com/VidKOD/videos/1714015395569157/#PrawodoPrawa

Opublikowany przez Video-KOD Czwartek, 27 lipca 2017

Niezawisłość – to słowo ostatnio pojawia się bardzo często w kontekście niezawisłości sędziowskiej. Zauważyłbym na wstępie, że słowo „niezawisłość” pada w naszej konstytucji tylko w dwóch przypadkach: niezawiśli są sędziowie i… Jak Państwo myślą, kto? Nie urzędnicy, nie posłowie, nie ministrowie… Rzecznik Praw Obywatelskich. Jeszcze on jest tylko niezawisły, oprócz sędziów. Co oznacza to słowo? Dlaczego niezawisłość, a nie na przykład niezależność? Zacznę od tego, że nie jest to wyłącznie pojęcie prawne, przeprowadzając wykładnię językową.

Prof. Strzembosz i za nim prof. Gersdorf w apelu do sędziów, który wystosowali na początku tego roku, powiedzieli, że niezawisłość to stan ducha. I coś w tym jest: niezawisłość, to taki stan, w którym my czujemy, że wewnętrznie od nikogo nie zależymy, że podejmujemy decyzje wypływające gdzieś głęboko z naszych trzewi, z naszego sumienia. Niezawisłość to jest taka niezależność do kwadratu, niezależność w pewnym sensie uwznioślona.

Niezawisłość się w naszym języku splotła w kolokację niemal nierozerwalną z urzędem sędziego. I teraz, po tych pięknych słowach na temat niezawisłości jako stanu ducha, które oczywiście są bardzo ważne, dlatego że sędzia, którego niezawisłość gwarantuje konstytucja, a który się wewnętrznie nie czuje niezawisły, nie będzie nigdy dobrym sędzią. Co widzieliśmy na przykładzie prezesa Sądu Apelacyjnego w Gdańsku, który podczas prowokacji dziennikarskiej, że niby dzwoni do niego asystent premiera Tuska, zaczął umawiać rozprawę…

Ten człowiek był niezawisły w rozumieniu prawa, ale nie był niezawisły w rozumieniu ducha. Zejdźmy teraz z poziomu metafizyki na poziom regulacji prawnych.

Otóż, można być sędzią niezawisłym duchem nie będąc sędzią niezawisłym w rozumieniu systemu prawnego – tak mieli sędziowie w PRL. Takim sędzią był m.in. prof. Adam Strzembosz. Natomiast, powiedzmy sobie szczerze, coś, co jest elementem systemu norm, zawsze łatwiej stosować w naszym życiu. I z tego powodu nasz system prawny wolnej Polski wprowadził pewne gwarancje niezawisłości. Jakież to są gwarancje, które powodują, że sędziowie mogą czuć się ludźmi niezawisłymi.

Jest takie powiedzenie, którego nie lubię: „zwykle, gdy nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze”. W tym wypadku ono ma częściowo swoje zastosowanie: nigdy nie będziemy w pełni niezależni, jeżeli nie będziemy mieli niezależnego źródła dochodu. Sędziowie są jedyną grupą zawodową w konstytucji, która ma zagwarantowane godne wynagrodzenie. Żadna inna grupa nie ma takiej gwarancji. Tyle pomyj wylano na głowę Pani prezes za jej niefortunne słowa o 10 tysiącach, ale ci sędziowie zarabiają wreszcie w miarę godnie.

W PRL-u sędziowie zarabiali tak psie pieniądze, że w latach 80. było tyle wakatów w polskich sądach, że nie dało się ich obsadzić, bo nikt nie chciał tam iść. Milicjant zarabiał więcej, niż sędzia. Urząd sędziego musi być urzędem godnie wynagradzanym. Choć wcale nie jest tak super lukratywny – sędziowie rejonowi zaczynają z pozycji 6 – 7 tysięcy na początek. Co bardzo ważne, jeśli chodzi o te pieniądze – w polskim systemie jest to twardo powiedziane, nie ma niczego takiego, jak nagrody, premie. Jest pułap, ile zarabia sędzia rejonowy, okręgowy, apelacyjny, Sądu Najwyższego plus dodatki funkcyjne i wysługa lat. Nic więcej, bo nie może tak być, że prezes sądu albo minister mówi: „o, ten świetnie pracuje, świetnie orzeka, to mu damy więcej pieniędzy!” Tak było w PRL-u i to był doskonały mechanizm nacisku na sędziego.

Drugi aspekt, niesłychanie i szalenie istotny, to jest niezawisłość w rozumieniu intelektualnym. W PRL sędziowie oprócz tego, że podlegali ustawom i konstytucji, podlegali również wytycznym Sądu Najwyższego. Sąd Najwyższy określał, w jaki sposób rozumieć konkretny przepis, narzucając to rozumienie sędziom… Sędziowie musieli jeszcze – uwaga! – dawać rękojmię prawidłowego wypełnienia urzędu sędziego w Polsce Ludowej. Wspaniały wytrych, z pomocą którego można było usunąć każdego dowolnego sędziego, jak tylko przestał dawać rękojmię komu tam trzeba w Komitecie Centralnym…

Dzisiaj nie ma o tym mowy. Jest zapis: „sędziowie w swoim orzekaniu są niezawiśli i podlegają tylko konstytucji i ustawom. Uwaga! konstytucji i ustawom, nie ustawom, tylko konstytucji i ustawom. I to jest ta furtka, która pozwala sędziemu zastosować konstytucję w sytuacji, gdy widzi, że ustawa jest rażąco nieuczciwa, niesprawiedliwa, niezgodna z konstytucją. Co więcej, sędziowie nie podlegają rozporządzeniom wydawanym przez ministrów, przez Radę Ministrów, przez prezydenta, mimo że rozporządzenia obowiązują nas wszystkich. Jeżeli minister wyda rozporządzenie, to jest to prawo powszechnie obowiązujące, tak samo jak ustawa, ale sędziego ono nie obowiązuje, jak orzeka. Może go nie zastosować, jeśli tak uzna.

Sędziowie są niezawiśli, ale zależni od tego, co powie sąd wyższej instancji, ale generalnie sędzia może wydać taki wyrok, jaki uzna za stosowny. I tutaj istotna uwaga na temat Sądu Najwyższego: Sąd Najwyższy dawniej w PRL mógł wydawać wytyczne, o których mówiliśmy. „Kto zabija człowieka…” – Sąd Najwyższy mówi: „za człowieka rozumiemy tylko kogoś, kto przeżył pierwsze pięć tygodni życia”, na przykład, choć tak źle nie było, ale często Sąd Najwyższy mówił: „kto próbuje zamachnąć się na ustrój, podlega karze od  3 do 5 lat”, no to w stanie wojennym uznano, że trzeba co najmniej skazywać na półtora roku… Nie wiem, czy tak dokładnie, nie pamiętam, ale takie były rozmaite wytyczne: „trzeba super ostro ten artykuł stosować!” To jest zabieranie niezawisłości.

Teraz jest to absolutnie wykluczone, chociaż Sąd Najwyższy może mocą swojego autorytetu wydawać uchwały. Uchwały są bardzo ważne, ale nie wiążą sędziów niższych instancji. Uchwały są wpisywane do Księgi zasad prawnych i sędziowie powinni brać je pod uwagę w swoim rozumowaniu. Jeśli ktoś rozpatruje sprawę cywilną z zakresu prawa własności i wie, że istnieją uchwały Sądu Najwyższego, które mówią np., że tytuł własności można ograniczyć ze względu na zasadę współżycia społecznego do tego stopnia, ale dalej już nie można, to powinien wziąć to pod uwagę. Ale sędzia może się sprzeciwić takiej uchwale. Musi zdawać sobie sprawę, że będzie trudno obronić ten wyrok w toku instancji, ale może się sprzeciwić i taki wyrok tego sędziego rejonowego również będzie miał moc wyroku w imieniu Rzeczypospolitej.

I może się zdarzyć, i zdarza się tak czasami, że sędzia sądu rejonowego dostrzeże jakiś zupełnie nowy aspekt sprawy, sąd wyższej instancji przyzna mu rację i Śad Najwyższy może zmienić linię orzeczniczą. Na tym polega aspekt intelektualny niezawisłości sędziowskiej.

I ostatni aspekt, to aspekt terytorialny. Sędziowie są nie przenoszalni, jak to się ładnie nazywa. Bez zgody sędziego nie można go przenieść do innego sądu, nawet jeżeli likwidujemy sąd, w którym on orzeka. Możemy go tylko przenieść w stan spoczynku z zachowaniem jego uposażenia. Gdyby sędziego, który jest „nieposłusznym”, można było przenieść na drugi koniec Polski w każdym momencie, wiadomo, że by się pięć razy zastanowił, zanim wydałby wyrok, który by był niezgodny z racją stanu. Niestety, w nowej ustawie [wypowiedź sprzed dwóch miesięcy!], której jeszcze dobrze nie znam, bo wersji było zbyt wiele, by się ze wszystkimi zapoznać, są pewne instrumenty, które pozwolą ministrowi mieć wpływ na przenoszenie sędziów.

Na szczęście ostała się jeszcze Krajowa Rada Sądownictwa, która będzie mogła temu w dużej mierze zapobiegać [wypowiedź z 27 lipca 2017]. Bo Krajowa Rada Sądownictwa, i to już będzie ostatni aspekt, jest absolutnie kluczową instytucją, która ma stać na straży niezawisłości sądów. Tak jest zapisane w konstytucji. KRS jest z urzędu zobligowana, gdy widzi, że pojawiają się zagrożenia dla niezawisłości jakiegokolwiek sędziego, musi temu przeciwdziałać. I pan prezes Zawistowski fantastycznie występował w obronie tej niezawisłości i tę niezawisłość w dużej mierze udało się obronić.

Prof. Gersdorf na ślubowaniu dublera?! – "Prawo do prawa" odc. 17

Prof. Gersdorf na ślubowaniu dublera?! Stanisław Zakroczymski odsłania fascynujące tajniki Konstytucji, pokazując, co nam grozi, gdy Konstytucja jest łamana. "Prof. Gersdorf na ślubowaniu dublera?! ", to siedemnasty odcinek cyklu "Prawo do prawa", w którym autor charakteryzuje działanie Sądu Najwyższego oraz odnosi się do mocno kontrowersyjnego gestu sędzi Małgorzaty Gersdorf, która swoją obecnością podczas ślubowania dublera w pałacu prezydenckim spotkała się z falą krytyki ze strony społeczeństwa za legitymizowanie niekonstytucyjnych poczynań obecnej władzy.***Archiwum cyklu: 16 odc. Cierpko o Senacie, w którym autor opisuje konstytucyjne obowiązki Izby Wyższej Parlamentu i co w praktyce z tego wynika, znajdą Państwo pod linkiem: www.facebook.com/VidKOD/videos/1735184016785628/15 odc. Co premierowi wolno?, w którym autor opisuje konstytucyjne obowiązki prezesa rady ministrów, czyli obecnie Beaty Szydło, dostępny jest pod linkiem: www.facebook.com/VidKOD/videos/1730981603872536/14 odc. Belweder Prezydenta Dudy, w którym autor charakteryzuje specyfikę władzy prezydenckiej w Polsce w świetle zapisów Konstytucji oraz w praktyce, na przykładzie prezydentury Andrzeja Dudy, ale też jego poprzedników, znajdą Państwo pod linkiem: www.facebook.com/VidKOD/videos/1730132687290761/13 odc., w którym autor poddaje krytyce niedawną debatę prezydenta Dudy, zatytułowaną "Konstytucja – dla obywateli, nie dla elit", dostępny jest pod linkiem: www.facebook.com/VidKOD/videos/1728528987451131/12 odc., do udziału w którym autor zaprosił Jana Ptaszyńskiego, młodego prawnika, specjalistę w zakresie prawa pracy, by porozmawiać o tym, czy Konstytucja gwarantuje nam cokolwiek w tym zakresie, znajdą Państwo pod linkiem: www.facebook.com/VidKOD/videos/1728113467492683/11 odc., pod siedzibą PiS przy Nowogrodzkiej, w którym autor cyklu "Prawo do prawa" opowiada o tym, dlaczego nazywanie Jarosława Kaczyńskiego "Naczelnikiem Państwa" jest poważnym błędem prawnym i historycznym, a także dlaczego sytuacja, w której Prezes partii jest ważniejszy niż Premier jest destrukcyjna dla państwa prawa. Odcinek dostępny pod linkiem:www.facebook.com/VidKOD/videos/1726486977655332/10 odc., spod budynku Krajowej Rady Sądownictwa, w którym autor odpowiada na pytanie, dlaczego KRS jest tak ważna dla niezależności sądów, znajdą Państwo pod linkiem: www.facebook.com/VidKOD/videos/1725364734434223/9 odc., czyli rozmowa z Kamilą Ferenc o rozmaitych formach dyskryminacji kobiet, co stoi w oczywistej sprzeczności z gwarancjami konstytucyjnymi, dostępny jest pod linkiem: www.facebook.com/VidKOD/videos/1724563604514336/8 odc. cyklu "Prawo do prawa", w którym autor uzasadnia, dlaczego tak niebezpieczne z punktu widzenia praworządności są deklaracje "ja bez żadnego trybu", znajdą Państwo pod linkiem:www.facebook.com/VidKOD/videos/1724035251233838/7 odc., w którym tym razem autorowi towarzyszyła w charakterze gościa, Beata Siemieniako, ekspertka w dziedzinie praw lokatorskich, dostępny jest pod linkiem: www.facebook.com/VidKOD/videos/1722075734763123/6 odc. cyklu "Prawo do prawa", w którym autor pokazuje, jak ważna jest nie tylko treść prawa, ale też sposób, w jaki jest ono stanowione, znajdą Państwo pod linkiem: www.facebook.com/VidKOD/videos/1720527021584661/5 odc. o delikcie konstytucyjnym prezydenta w związku z "ułaskawieniem" kandydata na ministra, przed prawomocnym wyrokiem sądowym, pod linkiem: www.facebook.com/VidKOD/videos/1718706271766736/4 odc. cyklu "Prawo do prawa" o lustracji sędziów, odnajdą Państwo pod linkiem: www.facebook.com/VidKOD/videos/1717399285230768/3 odc. o niezawisłości sędziów pod linkiem: www.facebook.com/VidKOD/videos/1716648405305856/2 odc. o metodzie czytania Konstytucji, zwanej metodą sznurka i koralików: www.facebook.com/VidKOD/videos/1715162642121099/1 odc. – pod linkiem: www.facebook.com/VidKOD/videos/1714015395569157/#PrawodoPrawa

Opublikowany przez Video-KOD Środa, 20 września 2017

Wypowiedź Stanisława Zakroczymskiego z 20 września 2017 roku dotycząca Sądu Najwyższego:

Na gmachu Sądu Najwyższego są wypisane rozmaite łacińskie sentencje. Jest tu sentencja z Cycerona: „Cedant arma togae” – „Niech oręż ustąpi przed togą!”
Można powiedzieć, że to jest świetne pendant do naszej rozmowy: można powiedzieć, że władza wykonawcza używa oręża. Władza wykonawcza postanowiła w bezprecedensowy sposób zaingerować we władzę togi, we władzę sądowniczą, a toga dzisiaj kapituluje przed orężem.

Kilka słów na temat samego Sądu Najwyższego, bo musimy wiedzieć, czego bronimy. Jak Sąd Najwyższy jest umocowany w naszej konstytucji, w naszym systemie instytucjonalnym. Sąd Najwyższy sprawuje w zakresie orzekania nadzór nad wszystkimi sądami powszechnymi, czyli karnymi, cywilnymi, sądami pracy, ubezpieczeń społecznych oraz sądami wojskowymi w całej Polsce. Do Sądu Najwyższego można wnosić kasacje w sprawach karnych lub skargi kasacyjne w sprawach cywilnych, od prawomocnego orzeczenia sądu drugiej instancji. Dlaczego podkreśliłem to słowo „prawomocnego”? Dlatego, że nasza konstytucja nie zapewnia nam trzyinstancyjnego postępowania sądowego, a dwuinstancyjne.

Sąd Najwyższy nie ma obowiązku zająć się każdą sprawą, która do niego trafia. Sąd Okręgowy lub Sąd Apelacyjny ma obowiązek rozpatrzyć każdą apelację od wyroku sądu pierwszej instancji, ale nie ma obowiązku postępowania trzyinstancyjnego. Sąd Najwyższy bierze wnioski kasacyjne, które do niego wpływają i wydaje wstępne postanowienie – przyjąć sprawę do rozpatrzenia lub nie. Jeżeli nie przyjmie sprawy do rozpatrzenia, to sprawa kończy się: orzeczenie drugiej instancji jest ostateczne.

Natomiast Sąd Najwyższy może rozpoznawać kasacje, jeżeli dopatruje się jakichś szczególnych uchybień tego wyroku, albo jeżeli widzi, że sprawa ma jakiś szczególny potencjał precedensowy. Tych spraw kasacyjnych w Sądzie Najwyższym są dziesiątki tysięcy. Sędziowie są najlepszymi profesjonalistami w swoim fachu, albo są to sędziowie z wieloletnim doświadczeniem z niższych instancji, albo są to profesorowie prawa (czterdziestu kilku). Oni są również, w przeciwieństwie do sądów niższych instancji wyposażeni w bardzo dobry warsztat analityczny, w zaplecze profesjonalne, ponieważ Sąd Najwyższy ma świetne Biuro Studiów i Analiz – biuro orzecznictwa, które zapewnia sędziom rozmaite analizy i współpracuje z nimi przy wydawaniu wyroków.

Druga kwestia, to są tzw. uchwały. To pamiętamy w kwestii wyroku w sprawie Mariusza Kamińskiego: sądy niższych instancji w toku rozpoznawania sprawy mogą się zwrócić do Sądu Najwyższego, jeżeli napotkają na jakiś szczególnie trudne zagadnienie prawne i wówczas Sąd Najwyższy albo w składzie trójkowym, albo tzw. siódemkowym czyli crème de la crème wymiaru sprawiedliwości może wydać uchwałę, taką „abstrakcyjną”, tak jak to było w przypadku wymienionej sprawy. Sąd Najwyższy mówi np., że prezydent nie może ułaskawiać przed ostatecznym wyrokiem – w rozumieniu naszego prawa, dokonując jego wykładni. I to jest opinia, która wiąże sąd w danej sprawie. Sąd już potem nie może interpretować prawa inaczej. I dopóki Sąd Najwyższy nie wyda w innej sprawie opinii, która by znosiła dotychczasową, taka opinia obowiązuje wymiar sprawiedliwości.

Bardzo często naukowcy prawnicy powołują się również na orzecznictwo Sądu Najwyższego, na jego dorobek w postaci uchwał.

Oprócz kasacji i uchwał Sąd Najwyższy ma też różne dodatkowe funkcje: kluczową funkcją jest stwierdzanie ważności lub nieważności wyborów. Nigdy jeszcze Sąd Najwyższy nie stwierdził nieważności wyborów demokratycznych w Polsce, chociaż raz było do tego blisko: starsi z Państwa pewnie pamiętają sprawę Kwaśniewskiego z ’95 roku, a także część sędziów Sądu Najwyższego wchodzi w skład Trybunału Stanu, który to Trybunał powinien sądzić najwyższych funkcjonariuszy państwa za złamanie prawa w toku sprawowania przez nich funkcji. Również jest to ciało właściwie martwe. W III RP jeszcze żadnego prawomocnego skazującego wyroku Trybunał nie wydał. Być może będzie się to musiało zmienić za parę lat.

I ostatnia sprawa, trzech sędziów Sądu Najwyższego wchodzi w skład Państwowej Komisji Wyborczej.

Sąd Najwyższy jest to ciało niezwykle istotne, często pomijane – do niedawna jakby nie istniejące w obiegu medialnym, a mające w swoich rękach gigantyczną władzę, decydujące o losach wieluset tysięcy ludzkich spraw gospodarczych, cywilnych, karnych. Które nadaje w pewnym sensie ton wymiarowi sprawiedliwości.

"Prawo do prawa", odc. 10

Stanisław Zakroczymski odsłania fascynujące tajniki Konstytucji, pokazując, co nam grozi, gdy Konstytucja jest łamana. To dziesiąty odcinek cyklu "Prawo do prawa", w którym autor zaprasza nas pod budynek Krajowej Rady Sądownictwa, by opowiedzieć, dlaczego KRS jest tak ważna dla niezależności sądów i w jaki sposób ustawa o niej zawetowana przez prezydenta, stanowiła pogwałcenie konstytucyjnej zasady trójpodziału władzy.Dziewiąty odcinek cyklu, czyli rozmowa z Kamilą Ferenc o rozmaitych formach dyskryminacji kobiet, co stoi w oczywistej sprzeczności z gwarancjami konstytucyjnymi, dostępny jest pod linkiem: www.facebook.com/VidKOD/videos/1724563604514336/Ósmy odcinek cyklu "Prawo do prawa", w którym autor uzasadnia, dlaczego tak niebezpieczne z punktu widzenia praworządności są deklaracje "ja bez żadnego trybu", znajdą Państwo pod linkiem:www.facebook.com/VidKOD/videos/1724035251233838/Siódmy odcinek, w którym tym razem autorowi towarzyszyła w charakterze gościa, Beata Siemieniako, ekspertka w dziedzinie praw lokatorskich, dostępny jest pod linkiem: www.facebook.com/VidKOD/videos/1722075734763123/Szósty odcinek cyklu "Prawo do prawa", w którym autor pokazuje, jak ważna jest nie tylko treść prawa, ale też sposób, w jaki jest ono stanowione, znajdą Państwo pod linkiem: www.facebook.com/VidKOD/videos/1720527021584661/Piąty odciek o delikcie konstytucyjnym prezydenta w związku z "ułaskawieniem" kandydata na ministra, przed prawomocnym wyrokiem sądowym, pod linkiem: www.facebook.com/VidKOD/videos/1718706271766736/Czwarty odcinek cyklu "Prawo do prawa" o lustracji sędziów, odnajdą Państwo pod linkiem: www.facebook.com/VidKOD/videos/1717399285230768/Trzeci odcinek o niezawisłości sędziów pod linkiem: www.facebook.com/VidKOD/videos/1716648405305856/Drugi odcinek o metodzie czytania Konstytucji, zwanej metodą sznurka i koralików: www.facebook.com/VidKOD/videos/1715162642121099/Pierwszy odcinek – pod linkiem: www.facebook.com/VidKOD/videos/1714015395569157/#PrawodoPrawa

Opublikowany przez Video-KOD Niedziela, 20 sierpnia 2017

Wypowiedź Stanisława Zakroczymskiego z 20 sierpnia na temat Krajowej Rady Sądownictwa:

Krajowa Rada Sądownictwa jest instytucją, która pozostaje w pewnym sensie w cieniu dyskusji politycznej. Pozostawała nawet w cieniu ostatnich protestów: protestowaliśmy pod Sądem Najwyższym, pod Sejmem, pod pałacem, a nigdy jakoś nie przychodziliśmy tutaj, pod Krajową Radę Sądownictwa, na którą przecież również większość rządowa przygotowała zamach, w ostatniej chwili odparty, uchylony przez prezydenckie veto [wypowiedź z 20 sierpnia, kiedy nie znaliśmy jeszcze prezydenckiego projektu ustawy o KRS, niewiele lepszego od zawetowanego projektu].

Parę słów o tym, skąd ta instytucja się wzięła. To jest stosunkowo młoda instytucja, powołana do życia w 89 roku na mocy postanowień Okrągłego Stołu. Odwołam się do moich rozmów z prof. Strzemboszem; otóż on był przewodniczącym Podstolika ds. Reformy Prawa i Sądów przy Okrągłym Stole i KRS był to właśnie pomysł prof. Strzembosza, wzięty z wcześniejszego programu Solidarności z roku ’80, aby powołać taką Radę. Powiem Państwu ciekawostkę, która ma dzisiaj duże znaczenie polityczne: przy tym podstoliku siedział również Jarosław Kaczyński. Zachowały się jego wypowiedzi, które mówią o tym, że powołanie Krajowej Rady Sądownictwa będzie jak zatrzaśnięcie furtki władzy wykonawczej do ingerowania w sferę władzy sądowniczej. Trzeba jak najmocniej tę furtkę zatrzasnąć, parafrazując.

Można powiedzieć, że dzisiaj Jarosław Kaczyński chce jakby powiedzieć, że te wszystkie furtki mogą być zatrzaśnięte pod warunkiem, że on trzyma do nich klucze…

Krajowa Rada Sądownictwa powstaje po Okrągłym Stole i jest instytucją, która ma stać na straży niezawisłości sędziów i niezależności sądów. Kto wchodzi w skład takiej rady? To jest instytucja, która łączy przedstawicieli trzech różnych władz: władzy ustawodawczej, bo w jej skład wchodzi dwóch posłów i dwóch senatorów, wykonawczej, bo mamy tam ministra sprawiedliwości, który nota bene prawie nigdy nie przychodzi na posiedzenia tej rady, oraz przedstawiciela prezydenta, i siedemnastu sędziów. Oprócz prezesa Sądu Najwyższego i Naczelnego Sądu Administracyjnego, także piętnastu sędziów wybieranych spośród wszystkich sędziów w Polsce.

Czym ta Rada się zajmuje? Kluczową kompetencją tej Rady jest opiniowanie i przedstawianie prezydentowi kandydatów na sędziów. Rada ta zbiera takie kandydatury z całego kraju, przesłuchuje tych kandydatów, pisze opinie i przedkłada prezydentowi odpowiednie dokumenty. Statystyki są takie, że rocznie spośród tysiąca czterystu – tysiąca pięciuset kandydatów Rada przedstawia prezydentowi około czterystu nowych sędziów, czyli widzimy, że odsiew jest duży, a Rada nie próżnuje, ma dużo roboty i jest to bardzo odpowiedzialna praca. Nigdy do pracy tej Rady nie było jakichś poważniejszych zastrzeżeń. Jej sprawozdania były corocznie przyjmowane przez Sejm, niezależnie od tego, czy rządził PiS, czy rządziła Platforma. Nikt do tej pory jakoś nie twierdził, że sędziowie byli wybierani w sposób urągający procedurom. Wręcz przeciwnie, Polska otrzymywała bardzo wysokie noty, jeśli chodzi o poziom zagwarantowania niezawisłości sędziów.

Powiem więcej, Lech Kaczyński wypowiadał się bardzo dobrze o Krajowej Radzie Sądownictwa, mówiąc, że jest to modelowy przykład równoważenia się władz  i współpracy trzech władz przy dbaniu o niezależność i jakość polskiego sądownictwa. Widzimy, że to wcale nie funkcjonowało i nie funkcjonuje w naszym kraju źle.

Co się dzieje aktualnie? PiS próbował [wypowiedź z 20 sierpnia 2017 roku] wprowadzić nieprawdopodobnie niekonstytucyjną ustawę, która dzieliłaby tę Radę na dwie izby: w jednej zasiadaliby sami sędziowie, w drugiej – zasiadaliby sami politycy. Dodatkowo sędziowie byliby wybierani przez polityków. Kompletne wyrwanie z kontekstu konstytucyjnego, zupełny bezsens.

Dodatkowo żadna decyzja nie mogłaby być podjęta bez zgody obu tych izb, czyli politycy mogliby zawetować nawet, gdyby ci sędziowie wybrani przez polityków urwaliby się z łańcucha, politycy mogliby zawetować każdą decyzję przez nich podjętą.

Na szczęście ta ustawa została zawetowana [wypowiedź z 20 sierpnia] i piłka jest po stronie pana prezydenta, który obiecał przygotować nowy projekt…

Chciałbym jeszcze zwrócić uwagę Państwa na jedną ostatnią rzecz: dosłownie wczoraj Stowarzyszenie Sędziów Polskich Iustitia złożyło projekt założeń do nowych ustaw sądowniczych. Wśród nich jest m.in. wprowadzenie wysłuchań publicznych kandydatów na członków Krajowej Rady Sądownictwa, a także umożliwienie grupie 2 tys. obywateli zgłoszenia kandydatury sędziego do KRS. Bujdą jest stwierdzenie, że sędziowie nie są otwarci na zmiany, nie są otwarci na demokratyczną kontrolę.  Owszem, proponują, by również obywatele mogli wskazywać, który sędzia powinien zasiadać w tym zaszczytnym gronie członków KRS. W projektach sędziowskich jest m.in. mowa o tym, że wszystkie procesy dyscyplinarne sędziów mają być nagrywane. Nie będzie można stosować już tego argumentu, że rzekomo sędziowie sami siebie sądzą i wymierzają sobie jakieś śmiesznie łagodne kary. Zwiększony zostanie nadzór obywatelski nad sądami. I ostatnia zmiana – prezesi wszystkich sądów w Polsce mieliby przedkładać oficjalnie mieszkańcom swojego okręgu sprawozdanie z działania sądu i zawieszać je w internecie, z biuletynach informacji publicznej.

Teraz już nikt nie będzie mógł użyć argumentu, że środowisko sędziowskie jest zamknięte na wszelkie próby reformy. Zobaczymy, co z tymi próbami zrobi pan prezydent…