Minął rok…

Kiedy Halina Kuczyńska poprosiła mnie, bym podzielił się z Wami swoimi wspomnieniami z minionego roku, zakłopotałem się – działo się przecież tyle, że trudno z mnogości zdarzeń wyekstrahować te najważniejsze, każdy tydzień przynosił zwroty w akcji, których Hitchcock mógłby Obozowi Dobrej Zmiany pozazdrościć. Napięcie ciągle rosło…

Jednak udało się – trzy wątki chciałbym wspomnieć, każdy z nich ma swoje równorzędne dla rozwoju wydarzeń, także w przyszłości, znaczenie.

Skończony demontaż Trybunału Konstytucyjnego

Nie wszystko załatwiono w 2016 roku, gdy w grudniu odszedł po zakończeniu kadencji Andrzej Rzepliński. Na swoim miejscu pozostał wszak znienawidzony przez PiS wiceprezes Stanisław Biernat, którego kadencja upłynąć miała w czerwcu. Powołana przeze prezydenta niezgodnie z PiS-owską ustawą mgr Julia Przyłębska słusznie uznała, że tę przeszkodę trzeba usunąć. Jak? Zgodnie z kodeksem pracy – wysyłając na zaległy urlop. Zaś pozostałym sędziom, tym wybranym zgodnie z konstytucją i ustawami, utrudnił uczestnictwo w orzekaniu prokurator generalny – Zbigniew Ziobro. Też magister. To pewnie duża frajda, gdy słaby magister może pomiatać profesorami. Frajda psychopaty…

Nędza nowego, zdeformowanego Trybunału z całą jaskrawością ukazało postanowienie (nie ma określenia na decyzję nielegalnego, z punktu widzenia litery Konstytucji – rozstrzygnięcia) z 24 października 2017 r. o odrzuceniu wniosku Adama Bodnara o wyłączenie ze składu orzekającego w sprawie K 1/17 dr. hab. Mariusza Muszyńskiego i prof. Henryka Ciocha. Skład z ich udziałem orzekł, że mają dalej orzekać. Inaczej mówiąc Cioch i Muszyński orzekli, że Cioch i Muszyński zostali właściwie wprowadzeni do Trybunału. W ten sposób wyprowadzili nas z europejskiej kultury prawnej, negując podstawową jej zasadę – nikt nie może być sędzią we własnej sprawie. Ma to fundamentalne znaczenie dla innych wyroków, które będą z tego właśnie powodu kwestionowane, jako „non est”.

Wykańczaniu Trybunału, co było warunkiem kolejnych deform państwa coraz wyraźniej zaprowadzających policyjny porządek w państwie, towarzyszyła walka o Sąd Najwyższy, Krajową Radę Sądownictwa i sądy powszechne.

Bez uczciwych, bezstronnych, niezależnych sądów nie ma mowy o pełnej demokracji i przestrzeganiu podstawowych, gwarantowanych przez konstytucję praw obywatelskich. W tym kontekście moja pamięć zatrzymała dwa bardzo ważne wydarzenia: łańcuch światła 21 lipca, który w całym kraju zgromadził setki tysięcy ludzi, manifestujących swoje przywiązanie do równowagi władz, niezawisłości sędziów i zaufanie do takich osób, jak I Prezes Sądu Najwyższego, prof. Małgorzata Gersdorf, która w swoich wystąpieniach dawała wyraz sprzeciwu wobec planów i czynów Prawa i Sprawiedliwości.

Dlatego tak przykry był ogłoszony jesienią jej projekt wprowadzenia do Sądu Najwyższego ławników, „którymi mogą być również osoby duchowne posiadające odpowiednie kwalifikacje zawodowe.”

Późniejsza rozpaczliwa walka M. Gersdorf z prezydencko-pisowkim projektem ustawy o Sądzie Najwyższym nie mogła zrównoważyć utraty szacunku spowodowanego niewydarzonym i nieprzemyślanym projektem. Zwłaszcza, że został całkowicie zlekceważony i przemilczany przez obóz władzy.

Trzeci wątek, który uważam za istotny, to wydarzenie po stronie opozycji – wypadnięcie Komitetu Obrony Demokracji na margines, co kwitowałem swoimi tekstami w Studio Opinii, ale najlepiej – bo skrótowo – w komentarzu pod jednym z nich skomentował „Narciarz”:

„Trzeba zaakceptować fakty. Taki rząd, jacy obywatele. Taka opozycja, jacy obywatele. To dotyczy także KODu. Taki KOD, jacy obywatele. Kłótliwi. Titanic tonie, a oni się sprzeczają o stolik w restauracji z najlepszym widokiem na wodę w sąsiednim pokoju. A powinni razem naprawiać szalupę.”

No właśnie, mam nadzieję, że nie tylko KOD, Obywatele RP, Akcja Demokracja, Odnowa, Inicjatywa Wolne Wybory oraz cała opozycja w 2018 roku ze zdwojoną energią wspólnie zabierze się do naprawy ORP „Polska”.

Sąd Najwyższy i Krajowa Rada Sądownictwa według Prezydenta Andrzeja Dudy

Reforma sądownictwa pacyfikacja wolnych sądów

W dniu 26 września 2017 r. Prezydent Andrzej Duda przedstawił projekt ustawy o Sądzie Najwyższym (SN) oraz projekt ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa (KRS). Zaproponował wprowadzenie w SN instytucji korygującej prawomocne orzeczenia sądowe w postaci skargi nadzwyczajnej. Wyodrębnione zostałyby dwie nowe Izby SN: Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych oraz Izba Dyscyplinarna. Zmieniłby się także tryb wyłaniania kandydatów na stanowisko
sędziego SN oraz wiek, w którym sędziowie przechodzą w stan spoczynku, czyli 65 lat. Przyspieszony byłby również tryb uchylenia immunitetu.

W przypadku KRS zmiany dotyczyłyby sposobu wyboru spośród sędziów członków KRS. Prawo zgłaszania kandydatów miałaby grupa obywateli (co najmniej dwa tysiące) oraz grupa sędziów (co najmniej dwudziestu pięciu). Sędziowie KRS wybierani byliby przez Sejm kwalifikowaną większością 3/5 głosów, a w przypadku konieczności przeprowadzenia drugiej tury – w głosowaniu imiennym. Transmisje obrad KRS odbywałyby się przez Internet.

Czy te zmiany są dobre? Przyjrzyjmy się im.

Sąd Najwyższy (SN)

Pierwsze wrażenie. Jest to projekt zadziwiający. Z jednej strony zawiera rozwiązania ewidentnie polityczne, dążące do zmiany składu kadry sędziowskiej, a z drugiej irracjonalne, chyba nie do końca przemyślane.

Rozwiązaniem politycznym jest art. 36 paragraf 1 projektu ustalający, że sędzia przechodzi w stan spoczynku z dniem ukończenia 65 roku życia, chyba że Prezydent wyrazi zgodę na dalsze zajmowanie stanowiska. Literalne brzmienie przepisu może sugerować możliwość skrócenia kadencji Pierwszego Prezesa SN, a tym samym naruszenie art. 183 ust. 3 Konstytucji, który stanowi, że Pierwszy Prezes SN jest powołany na sześcioletnią kadencję. Uchwalony przepis nie wywołałby jednak skutków prawnych, gdyż ustawą nie można zmieniać Konstytucji. Byłoby to ustawowe bezprawie. Projekt w art. 108 § 4 wydaje się dopuszczać tego rodzaju interpretację art. 36, ale jego realizacja byłaby w praktyce działaniem siłowym, bez podstawy prawnej.

Poza politycznymi, brak jest innych argumentów sugerujących konieczność obniżenia wieku, w którym sędziowie przechodzą w stan spoczynku.

Także rozwiązaniem politycznym, naruszającym art. 10 Konstytucji jest art. 4 projektu przekazujący władzę nad wewnętrznym funkcjonowaniem Sądu w ręce Prezydenta, a więc także polityka.

Szczególnie bulwersującym zapisem jest art. 88 § 2 projektu stanowiący, że jeżeli SN przy rozpoznawaniu skargi nadzwyczajnej uzna, że przyczyną naruszenia przez orzeczenie zasad lub wolności i praw człowieka i obywatela określonych w Konstytucji jest niezgodność ustawy z Konstytucją, występuje z pytaniem prawnym do Trybunału Konstytucyjnego. Rozwiązanie to jest rażącym naruszeniem art. 8 i art. 178 ust. 1 Konstytucji, które stanowią, że Konstytucję stosuje się bezpośrednio a sędziowie w sprawowaniu swojego urzędu są niezawiśli i podlegają tylko Konstytucji oraz ustawom. Powyższy zapis stanowi przykład ubezwłasnowolnienia sądów i myślenia mającego na celu podporządkowanie sądów władzy wykonawczej.

Ponadto projekt zawiera propozycje zarówno dyskusyjne, jak i zadziwiające. Oto jedne z nich:

 Art. 3 projektu tworzy dwie nowe Izby: Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych oraz Izbę Dyscyplinarną.
 W art. 11 paragrafie 1 jest zapis, iż Pierwszy Prezes jest powoływany przez Prezydenta na 6-letnią kadencję spośród pięciu kandydatów wybranych przez Zgromadzenie Ogólne. Obecnie spośród dwóch.
 Art. 58 wprowadza do SN instytucję ławników ludowych. Zabieg czysto populistyczny, a tym samym irracjonalny.
 Art. 72 określa w sposób zadziwiający skład sądu dyscyplinarnego.
 Art. 86 wprowadza czysto populistyczną instytucję skargi nadzwyczajnej obejmującą orzeczenia, które uprawomocniły się po 17 października 1997 roku.

Analizując powyższe zapisy projektu a zwłaszcza propozycję powołania Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych należy mieć na uwadze treść art. 183 ust. 1 Konstytucji stanowiący, że SN sprawuje nadzór nad działalnością sądów powszechnych i wojskowych w zakresie orzekania. Obecnie przepis ten jest przepisem martwym. Istniejące narzędzia prawne nie pozwalają SN na sprawne realizowanie wskazanego obowiązku. Dlatego jest potrzebne nowe narzędzie, o charakterze nadzwyczajnym, które umożliwiłoby SN efektywne sprawowanie nadzoru. W narzędzie to powinien być wyposażony wyłącznie Pierwszy Prezes SN, a nie podmioty wymienione w art. 86 § 2 projektu. Sprawą do dyskusji jest jego budowa.

W każdym razie nie może zawierać sformułowania zawartego w art. 86 projektu, że „od każdego prawomocnego orzeczenia kończącego postępowanie w sprawie, może być wniesiona skarga nadzwyczajna, jeżeli jest to konieczne dla zapewnienia praworządności i sprawiedliwości społecznej”. Panu Prezydentowi chyba pomyliły się epoki. Zapis godny początkowych lat Polski Ludowej. Ale koncepcja, aby Pierwszy Prezes SN mógł wnosić, na podstawie określonych przesłanek, nadzwyczajny środek zaskarżenia w ciągu na przykład 6 miesięcy od uprawomocnienia się wyroku, godny rozważenia. Sprawy oczywiście powinny być rozpatrywane w trybie zwyczajnym, bez konieczności tworzenia osobnej Izby i bez ławników.

Postulat tworzenia osobnej Izby Dyscyplinarnej także jest postulatem czysto populistycznym, całkowicie niepotrzebnym. Jeżeli jednak jest taka potrzeba polityczna, bo hasło „kasta sędziów sama się sądzi” jest hasłem nośnym, można ją utworzyć, ale w innej koncepcji. Projekt w art. 72 zakłada, dwuinstancyjny sąd dyscyplinarny. W pierwszej instancji sąd by sądził w składzie dwóch sędziów Izby Dyscyplinarnej i jeden ławnik a w drugiej trzech sędziów Izby Dyscyplinarnej i dwóch ławników.

Art. 58 § 2 określa kryteria wymagane do objęcia urzędu ławnika a w art. 59 jest podane, kto nie może być ławnikiem. Aby zostać ławnikiem, między innymi, należy posiadać co najmniej wykształcenie średnie lub średnie branżowe, co może przypominać wczesny PRL, zaś ławnikami generalnie nie mogą być prawnicy. Można byłoby powyższe odwrócić i przyjąć, że ławnikami mogą być adwokaci lub radcowie prawni. Wówczas sąd w pierwszej instancji mógłby orzekać w składzie jeden sędzia Izby Dyscyplinarnej i dwóch ławników. W Izbie orzekaliby delegowani sędziowie z innych Izb, a sama Izba pod względem organizacyjnym byłaby Izbą analogiczną do Izb pozostałych.

Natomiast należałoby rozważyć wykreślenie z art. 43 § 1 ust. 1 zezwalającemu sędziemu na zatrudnienie na stanowisku dydaktycznym naukowo – dydaktycznym lub naukowym. Sędziowie SN na ogół rozstrzygają sprawy i roztrząsają zagadnienia prawne. Sędzia, który jednocześnie prowadzi zajęcia dydaktyczne lub prace naukowe, posiada określone poglądy i stanowiska. Jeżeli także sądzi, jego poglądy naukowe przenoszą się na treść rozstrzygnięć sądu, co powoduje obawy w zakresie jego bezstronności.

Projekt dokonuje także zmian w przepisach szeregu ustaw jak prawo o ustroju sądów powszechnych czy ustawa o prokuraturze rozbudowując postępowanie dyscyplinarne. Jest to przejaw zaburzonego myślenia, którego przejawem są także uregulowania spraw dyscyplinarnych w projekcie ustawy o komornikach sądowych, a które zakłada, że na wszelkie bolączki wymiaru sprawiedliwości należy odpowiedzieć postępowaniami dyscyplinarnymi.

Wnioski:
 Przedmiotowy projekt ustawy o SN jest generalnie zbędny. Realizuje jedynie zamówienie polityczne mające na celu rozbudzanie emocji społecznych.
 Można rozważyć nowelizację obecnej ustawy o SN w kierunku wyposażenia Pierwszego Prezesa Sądu w nadzwyczajny instrument do zaskarżania prawomocnych orzeczeń sądowych oraz zmiany składów sądzących sprawy dyscyplinarne poprzez udział w pierwszej instancji ławników – przedstawicieli innych zawodów prawniczych.

Krajowa Rada Sądownictwa (KRS)

Zgodnie z art. 186 ust. 1 Konstytucji RP Krajowa Rada Sądownictwa stoi na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów.

Art. 187 ust. 1 pkt. 2) Konstytucji stanowi, że KRS składa się, między innymi, z piętnastu członków wybranych spośród sędziów SN, sądów powszechnych, sądów administracyjnych i sądów wojskowych. Kadencja wybranych członków KRS trwa cztery lata (art. 187 ust. 3), zaś sposób wyboru jej członków określa ustawa (art. 187 ust. 4).

Z powyższych przepisów wynika konstytucyjny zakaz skracania kadencji członków Rady. Powyższy zakaz w szczególności dotyczy piętnastu członków wybranych spośród sędziów. Wszelkie próby skracania czy wygaszania kadencji członków należy uznać za sprzeczne z Konstytucją.

Konstytucja nie określa organu i sposobu wyboru wskazanych piętnastu członków Rady. Według aktualnie obowiązującej ustawy o KRS wyboru wskazanych piętnastu członków dokonują samorządy sędziowskie.

Analizując powyższe należy mieć na uwadze art. 186 ust. 1 w związku z art. 10 Konstytucji, który stanowi, że ustrój Rzeczypospolitej Polskiej opiera się na podziale i równowadze władzy ustawodawczej, wykonawczej i władzy sądowniczej. Można więc stwierdzić, że projekt Pana Prezydenta w praktyce władzę w KRS przekazuje w ręce polityków. Powyższe wynika z art. 1 ust. 1 pkt 1 projektu, który stanowi, że to Sejm wybiera wskazanych piętnastu członków Rady. Określony w projekcie sposób wyboru, osławione 3/5, czy też inne propozycje, nie naruszają podstawowej zasady sprowadzającej się do stwierdzenia – piętnastu członków KRS wybierają politycy, czyli przedstawiciele dwóch pozostałych władz. Rozwiązanie to, jako nie konstytucyjne, nie może zostać zaaprobowane.

Podobnie nie może zostać zaakceptowana propozycja zakończenia kadencji Rady z momentem rozpoczęcia kadencji nowych członków Rady (art. 1 ust. 1 pkt. 3. i art. 6 projektu).

Konstytucja nie określa także podmiotu uprawnionego do zgłaszana kandydatur na członków Rady. Projekt w art. 1 ust. 2 pkt. 1 i 2) określa, iż podmiotami uprawnionymi do zgłaszania kandydata na członka Rady jest grupa co najmniej dwóch tysięcy obywateli Rzeczypospolitej Polskiej oraz grupa co najmniej dwudziestu pięciu sędziów. Wydaje się, że to rozwiązanie także narusza konstytucyjną zasadę podziału władz oraz jest irracjonalne. Nie ma racjonalnego powodu, aby kandydatów na członków KRS miała prawo zgłaszać grupa obywateli lub sędziów. Jest to propozycja populistyczna, na zasadzie „cała władza w ręce rad”. Raz już było i wystarczy.

W art. 3 projekt zmienia prawo o ustrojów sądów powszechnych w ten sposób, iż asesor sądowy w określonych warunkach pełni obowiązki sędziego przez okres 4 lat. Wydaje się, iż jest to termin stanowczo za długi. Maksymalny termin pełnienia przez asesora obowiązków sędziego powinien wynosić dwa lata z ewentualną możliwością przedłużenia o pół roku.

Wnioski:
 Projekt, jako niekonstytucyjny w swoich podstawowych propozycjach oraz nieracjonalny, nie zasługuje na uwzględnienie.
 Istniejący stan prawny w zakresie obsadzenia piętnastu członków KRS należy uznać za zadowalający.
 Osobnym problemem jest dobór kandydatów na stanowiska sędziowskie i tym samym dobór kandydatów na członków KRS. W tym zakresie należy dokonać zasadniczych zmian, poprzez oparcie kształcenia przyszłych sędziów na zasadzie mistrz – uczeń oraz ułatwienie przechodzenia do stanu sędziowskiego przedstawicielom innych zawodów prawniczych.
 Ważnym jest wprowadzenie do orzekania w sądach pierwszej instancji ławników.

Autor, Andrzej Zaleski, jest adwokatem współpracującym z miesięcznikiem „Nasze Czasopismo”

Z Brudnej Księgi walki obozu Prawa i Sprawiedliwości z Trybunałem Konstytucyjnym

Na czatach Piotr Rachtan Trybunał Konstytucyjny Andrzej Rzepliński

W opublikowanym w 2015 roku z Krzysztofem Łozińskim „Raporcie Gęgaczy” pisaliśmy, że kłamstwo, obelga, falsyfikowanie rzeczywistości i tym podobne zabiegi, to główne narzędzia politycznej walki PiS z rywalami politycznymi, elitami, środowiskami niezależnymi, a także z instytucjami, nie tylko krajowymi, ale także międzynarodowymi. Celem miała być dekonstrukcja porządku budowanego od 1989 roku krok po kroku i w miejsce tego realizacja autorskiego projektu Jarosława Kaczyńskiego stworzenia państwa z fasadową demokracją, w rzeczywistości autorytarnego, opartego na porządku politycznym a nie prawnym, w którym wola centralnego ośrodka dyspozycji politycznej decyduje o wszystkim, a o prawie – w pierwszej kolejności. Przytaczaliśmy projekt konstytucji autorstwa tej partii, napisany przez anonimowych autorów w 2009 roku, a opublikowany bez rozgłosu w styczniu 2010 na internetowej stronie PiS.

Już z pobieżnej analizy wyzierał prawdziwy zamiar partii Jarosława Kaczyńskiego – wzmocnić ówczesnego prezydenta (Lecha Kaczyńskiego), osłabić prerogatywy instytucji demokratycznego państwa prawa, wzmocnić pozostałe segmenty władzy wykonawczej, dać jej możliwość sięgnięcia głębiej do kieszeni podatników, wszystko po to, by wziąć Polaków za mordę.

Nasze prognozy, niestety, spełniły się, choć nie tak, jak tego oczekiwaliśmy.

Prawo i Sprawiedliwość wygrało wybory, wcześniej kandydat tej partii został wybrany na prezydenta. Jednak wygrana dała wprawdzie obozowi PiS władzę, ale bez możliwości tknięcia konstytucji. Opozycja – Platforma Obywatelska i .Nowoczesna, nie licząc PSL – ma możliwość blokowania zmian w konstytucji. O ile marszałek nie użyje wybiegu, zastosowanego już dwa razy w historii Polski – przy uchwalaniu Konstytucji 3 maja i Konstytucji Kwietniowej.

Ustawami można zmienić wiele istotnych obszarów życia społecznego, wprowadzić nawet bardzo dotkliwe rozwiązania, o ile obejdzie się bez interwencji Trybunału Konstytucyjnego.
Obóz rządzący doskonale to zrozumiał i dobrze się przygotował. Jedna po drugiej wpływały do laski marszałkowskiej „poselskie” projekty nowelizacji ustawy o TK. Jednym z pierwszych celów ofensywnych kampanii politycznych i legislacyjnych przeprowadzonych przez PiS w Sejmie u progu nowej kadencji było sparaliżowanie Trybunału Konstytucyjnego, który – wedle rachuby nowej władzy – miał się zająć sobą, a nie badaniem zgodności z ustawą zasadniczą zamierzonych legislacji.

Nie dziwota, że wiceminister sprawiedliwości, podobno politolog, Patryk Jaki powiedział w studiu TVN 24 ze szczerym cynizmem:
„Korzystając z tego, że jestem w TVN chcę powiedzieć wyborcom, którzy na nas nie głosowali i nigdy w życiu nie zagłosowaliby na PiS, chcę wam powiedzieć tylko jedno – możecie na nas nie głosować, możecie nami gardzić, ale nie możemy zgodzić się na sytuację, w której wygrywamy wybory, bo wyborcy chcą zmian, a 14 na 15 sędziów jest z opozycji. Wtedy by się okazało, że niezależnie od tego kto wygra wybory, rządzi i tak Platforma Obywatelska, bo sędziowie Trybunału Konstytucyjnego będą blokować wszystkie ustawy” – powiedział polityk.

I to była właściwa przyczyna szturmu na Trybunał Konstytucyjny. On bowiem mógł zaryglować każdą niekonstytucyjną ofensywę nowej władzy, jak kontrola techniczna odrzucić każdy bubel na końcu taśmy montażowej procesu ustawodawczego. W całej blisko już dwuletniej historii awantury o Trybunał Konstytucyjny strona nowego obozu władzy zapisuje kłamstwo za kłamstwem.

Nowa ustawa z 25 czerwca i kłamstwa opowiadane przez polityków oraz dziennikarzy 

Zacznijmy od poprawki posła Roberta Kropiwnickiego, która stała się pretekstem do wypowiedzenia wojny Trybunałowi, ale najpierw cofnijmy się jeszcze nieco, by przyjrzeć się rzekomemu autorstwu sędziów Trybunału projektu całej ustawy. Przypomnę tu, że ustawy o lekarzach nie piszą perukarze czy leśnicy, a właśnie medycy, a na pewno mają oni decydujący wpływ na zawartość ustaw o medycynie, zdrowiu itp. Ustawy o płodach rolnych, nawozach i podorywkach nie piszą inżynierowie budownictwa ani inżynierowie dusz tylko rolnicy właśnie. I tak dalej.

Ustawa o TK „napisana przez Sędziów Trybunału, uznana za niekonstytucyjną”:
Wstępny projekt nowej ustawy (przekazany Prezydentowi RP) rzeczywiście powstał w Trybunale. Nowe przepisy miały przyspieszyć i usprawnić wydawanie orzeczeń. Przygotowanie projektu ustawy przez instytucję, której ma ona dotyczyć, jest powszechną praktyką zarówno w Polsce (tak powstawały projekty nowelizacji ustaw o Sądzie Najwyższym, Naczelnym Sądzie Administracyjnym czy Najwyższej Izbie Kontroli), jak i na świecie (np. projekt zmian w funkcjonowaniu Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej). Tego rodzaju regulacje normują ważne szczegóły i kwestie techniczne, a ich przygotowanie wymaga wiedzy praktycznej, której nie mają z reguły organy dysponujące inicjatywą ustawodawczą. Udział w pracach legislacyjnych przedstawicieli instytucji, której dotyczy projektowana regulacja – występujących w roli ekspertów – wynika z Regulaminu Sejmu (art. 42 ust. 1 i 154 ust. 3).

Projekt ustawy wniesiony do Sejmu przez Prezydenta RP 10 lipca 2013 r., w kwestii wyboru Sędziów TK zakładał wstępne zgłaszanie przez środowiska prawnicze kandydatów, spośród których Sejm (zachowując prawo sięgnięcia także po „własnych” kandydatów) dokonywałby wyboru. Przewidywał też czteroletnią „karencję” dla czynnych polityków (m.in. posłów i senatorów). A więc projekt sędziów Trybunału zakładał oczywiste odpolitycznienie wybieranych sędziów, zmniejszając wpływ instytucji par excellence politycznych na nominowanie kandydatów. Nic dziwnego, że te propozycje błyskawicznie upadły podczas prac podkomisji.

A jak było z osławiona poprawką? To w końcowej fazie prac Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka (12 maja 2015 r.) przyjęta została poselska propozycja przepisu pozwalająca na wybranie przez Sejm VII kadencji dwóch dodatkowych sędziów. Przepis ten nie był przygotowany przez sędziów TK i nie był efektem „nielegalnej zmowy między Trybunałem a Platformą”, jak napisał Nasz Dziennik – Magazyn, w grudniu 2015, co podejmowały i powtarzają do dziś i do znudzenia inne media, nie mówiąc o politykach obozu rządowego.

I w grudniu 2015 Trybunał Konstytucyjny orzekł o niezgodności z Konstytucją części jednego przepisu (spośród 12 zaskarżonych, w ustawie liczącej 139 artykułów), którego nie było ani w projekcie wstępnym, ani w przedłożeniu wniesionym do Sejmu przez Prezydenta RP. Jednocześnie ten fragment epizodycznego przepisu sam z siebie stał się nieaktualny – minął okres jego obowiązywania.

A zatem Trybunał nie stwierdził, że cała ustawa jest sprzeczna z konstytucją, tylko że kłóci się z nią pół jednego artykułu, co dla kształtu i skuteczności całej ustawy nie ma większego znaczenia.

TK stwierdził też, że w świetle Konstytucji niedopuszczalne jest odwlekanie przez Prezydenta RP odebrania ślubowania od Sędziego Trybunału wybranego przez Sejm.

My nie publikujemy, ale oni też nie wykonywali wyroków!
Tak mówią przedstawiciele obozu rządowego. Jest to przykład i łgarstwa, i przeinaczenia. Kłamstwo polega na tym, że brak publikacji wyroku, co nakazuje bezpośrednio konstytucja, a nie ustawa, którą dowolna koalicja może dowolnie zmienić, nie jest niewykonaniem wyroku tylko złamaniem ustawy zasadniczej, a to jest poważne przestępstwo. Gdy ktoś tego nie wie, albo nie chce pamiętać, to niech przeczyta artykuł 190 konstytucji:

1. Orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego mają moc powszechnie obowiązującą i są ostateczne.
2. Orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego w sprawach wymienionych w art. 188 podlegają niezwłocznemu ogłoszeniu w organie urzędowym, w którym akt normatywny był ogłoszony. Jeżeli akt nie był ogłoszony, orzeczenie ogłasza się w Dzienniku Urzędowym Rzeczypospolitej Polskiej „Monitor Polski”.
3. Orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego wchodzi w życie z dniem ogłoszenia.

Wyroki „podlegają ogłoszeniu”. One nie podlegają roztrząsaniu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów przez szefową tej kancelarii, ani przez jej zwierzchniczkę, ani nawet przez Ministra Sprawiedliwości – one podlegają ogłoszeniu, czyli muszą zostać ogłoszone. Czy tu jest pole na kompromis? Rządowe Centrum Legislacji – na zlecenie premier Szydło – ma ogłosić pół wyroku, w ramach „dobrego kompromisu”? Którą połówkę? No toż to idiotyzm, nie podlegający debacie! Zaś wyroki muszą być wykonane, ale nie przez Trybunał! Trybunał Konstytucyjny nie dysponuje żadnymi instrumentami prawnymi pozwalającymi mu wykonać własne orzeczenia czy też władczo wpłynąć na powołane do tego organy, by to one orzeczenia wykonały. Postulaty, by Trybunał Konstytucyjny intensywniej zajął się „niewykonanymi orzeczeniami” dowodzą nieznajomości Konstytucji i roli Trybunału Konstytucyjnego w systemie ustrojowym państwa polskiego. A wykonanie należy do władzy ustawodawczej w pierwszej kolejności. To ona – Sejm, Senat otrzymuje wyroki, kwestionujące konstytucyjność rozwiązań prawnych i ona musi naprawić swoje błędy.

Trybunał jest w pewnym sensie rzeczoznawcą, który wskazuje mechanikowi śrubki do wymiany. I Trybunał nie może być obwiniany za opieszałość parlamentarzystów, którzy często przypominają sobie w ostatniej chwili, tuż przed upływem wskazanej w wyroku daty o konieczności nowelizacji jakiegoś przepisu i nerwowo łatają swój błąd, ale w takim pośpiechu, że popełniają kolejne, albo – co jeszcze jest gorsze – pod pretekstem nowelizacji aplikują rozwiązania sprzeczne z duchem wyroku. Tak stało się ostatnio z tzw. inwigilacyjną ustawą o policji, która jest już przedmiotem zainteresowania Komisji Weneckiej.

PO zawłaszczyła Trybunał i nie dopuszcza innych sił politycznych

To doprawdy żałosne kłamstwo, owo rzekome „zawłaszczenie Trybunału przez PO”. W związku z powtarzającymi się zarzutami o „upolitycznieniu” Trybunału Konstytucyjnego, czy też jego „zawłaszczeniu przez PO”, należy stwierdzić – napisało w swoim wyjaśnieniu Biuro TK, – że liczba kandydatów na sędziów Trybunału Konstytucyjnego, zgłaszanych przez poszczególne partie jest pochodną kolejnych większości parlamentarnych. W przypadku sędziów wybranych przez Sejm od połowy 2007 r., jest to wynik ośmioletnich rządów Platformy Obywatelskiej, wynikających z woli wyborców wyrażonej dwukrotnie w wyborach powszechnych. Część sędziów TK została zresztą wybrana również głosami ówczesnej opozycji (w tym – Prawa i Sprawiedliwości), która nie podważała merytorycznych kwalifikacji kandydatów do zasiadania w Trybunale Konstytucyjnym.

Sędziowie TK są osobami powszechnie znanymi, o uznanym dorobku zawodowym w wielu dziedzinach. Ich osobista znajomość z wieloma ludźmi, w tym aktywnymi w sferze naukowej, kulturalnej czy politycznej nie jest niczym dziwnym ani niewłaściwym. Tego rodzaju znajomości nie oznaczają jednak podatności sędziów TK na jakiekolwiek „sugestie” polityków i − jak dotąd − w Trybunale Konstytucyjnym przyjęta była zasada, że „nikt nie jest sędzią którejś partii”, a sympatie polityczne zostają „za drzwiami Trybunału”. Dzielenie sędziów, teraz albo w przyszłości, na „sędziów władzy” i „sędziów opozycji” jest wynikiem fundamentalnego nieporozumienia. Weźmy zatem ten przykład „upolitycznienia Trybunału”. Z rozpowszechnianych informacji można się dowiedzieć, że w poprzednich latach sędziowie Trybunału Konstytucyjnego reprezentowali jedną – dziś opozycyjną – partię i że to należało zmienić.: „Ja sobie nie wyobrażam większego zła, niż Trybunał Konstytucyjny w kształcie uformowanym przez Platformę Obywatelską i kolegów pana Burego” – mówił poseł Paweł Kukiz w TVN24.

W politycznym zgiełku niknęły fakty, a wystarczyłoby przypomnieć sędziów Trybunału Konstytucyjnego wybranych od czasu przyjęcia konstytucji w 1997 roku.
Jest to grupa licząca 30 osób, których poglądów politycznych nie oceniamy, jak to z upodobaniem robią politycy i komentatorzy nie tylko gazet bulwarowych, bowiem każdy z nich pozostawił je na zewnątrz Trybunału. Można tylko posegregować ich wedle rekomendacji poszczególnych klubów parlamentarnych, które zgłaszały kandydatów. Poniżej lista, ułożona chronologicznie, z podaniem okresu kadencji, liczby głosów, które otrzymał każdy/każda z nich oraz nazwy klubu/klubów, które go/ją zaproponowały:

Andrzej Mączyński, 1997 – 2006, 263, AWS
Wiesław Johann, 1997 – 2006, 254, AWS
Marian Zdyb, 1997 – 2006, 257 głosów, AWS
Biruta Lewaszkiewicz-Petrykowska, 1997 – 2006, 240, AWS
Teresa Dębowska-Romanowska, 1997 – 2006, 234 gł, UW
Marek Safjan, 1997 – 2006, 274, AWS
Jerzy Ciemniewski, 1998 – 2007, 240, UW
Jerzy Stępień, 1999 – 2008, 199, AWS
Mirosław Wyrzykowski, 2001 – 2010, 378, SLD
Marian Grzybowski, 2001 – 2010, 299, SLD
Bohdan Zdziennicki, 2001 – 2010, 290, SLD
Janusz Niemcewicz, 2001 – 2010, 364, (UW?)
Marek Mazurkiewicz, 2001 – 12.2010, 291, SLD
Ewa Łętowska, 2002 – 2011, 219, SLD+PSL+UP
Adam Jamróz, 2003 – 2012, 210, SLD
Zbigniew Cieślak, 2006 – 2015, 224, PiS
Marek Kotlinowski, 2006 – 2015, 231, LPR+Samoobrona
Wojciech Hermeliński, 2006 – 2015, 237, PiS
Maria Gintowt-Jankowicz, 2006 – 2015, 224, PiS
Teresa Liszcz, 12. 2006 –, 303, PiS
Mirosław Granat, 04. 2007 – , 328, LPR+Samoobrona
Andrzej Rzepliński, 2007 – , 222, PO
Stanisław Biernat, 2008 – , 270, PO
Sławomira Wronkowska-Jaśkiewicz,2010 – , 415, PO
Stanisław Rymar, 2010 -, 293, PO
Piotr Tuleja 11. 2010 -, 348, PO
Marek Zubik 12. 2010 – , 200, PSL+PO+niezrz.
Małgorzata Pyziak-Szafnicka, 2011 – , 253, PO
Andrzej Wróbel, 2011 – , 243, SLD+PO+SDP+PJN+SD+niezrz.
Leon Kieres, 2012 – , 340, PO, PSL, SLD
A zatem jasno widać, że pluralizm był górą: AWS zgłosiła 6 wybranych sędziów, UW – 3, SLD – 6, PiS – 4, PO – 6, LPR+Samoobrona – 2 oraz kilka klubów wspólnie zgłosiło 3. W przypadku wiceprezesa TK Janusza Niemcewicza brak jest informacji o klubie, który go zaproponował, jednak znając jego wcześniejszą aktywność parlamentarną (był posłem UW) można założyć, że to klub tej partii właśnie wysunął jego kandydaturę.

Przypomnieć tu warto przypadek pani Lidii Bagińskiej (zgłoszonej przez Samoobronę i Ligę Polskich Rodzin), wybranej w grudniu 2006 roku 207 głosami głównie Prawa i Sprawiedliwości (dla porządku dodam, że J. Kaczyński w tym głosowaniu udziału nie wziął), od której prezydent Lech Kaczyński dopiero po trzech miesiącach przyjął ślubowanie. Zwłoka była spowodowana procesem sądowym – L. Bagińskiej sąd odebrał uprawnienia syndyka z powodu nierzetelności. W tydzień po złożeniu ślubowania sędzia Bagińska zrezygnowała ze stanowiska sędziego Trybunału Konstytucyjnego.

Jak widać, Prawo i Sprawiedliwość nie miało oporów przed poparciem wątpliwej kandydatury. Tymczasem w przypadku wyboru sędziego TK 18 grudnia 2007, w którym z prof. Andrzeja Rzeplińskim rywalizował prof. Andrzej J. Sokala (zgłoszony przez SLD), klub PiS głosował przeciwko obu kandydatom. Trzeba jednak zauważyć, że w głosowaniu nie wzięło udziału 24 posłów tej partii, m.in. Jarosław Kaczyński, Marek Kuchciński, Wojciech Szarama, Zbigniew Ziobro i inni. W wyborze prof. Stanisława Biernata klub PiS też nie wziął udziału. W 2012 roku Jarosław Kaczyński oddał swój głos na Leona Kieresa. Skargi na zmonopolizowanie polityczne Trybunału Konstytucyjnego według jednych – przez liberałów, według innych – przez konserwatystów są więc zwykłym kłamstwem. W ogóle kłamstwo jako narzędzie walki z Trybunałem, jego obrońcami, w tym – z instytucjami międzynarodowymi – ma charakter chroniczny a przez to całkiem się zbanalizowało.

Przypomnijmy tu przypadek zaproszenia Komisji Weneckiej do wyrażenia opinii o sprawie Trybunału.

23 grudnia 2015 roku w mediach pojawiła się informacja, że min. SZ Witold Waszczykowski wystąpił do Komisji Weneckiej z prośbą o opinię dotyczącą ustawy o Trybunale Konstytucyjnym. Jego rzecznik powiadomił opinię publiczną, że minister spraw zagranicznych wystąpił o opinię w sprawie Trybunału Konstytucyjnego do Komisji Weneckiej. Pompatyczny komunikat powiadamiał nas:

„W związku z pracami nad ustawą o Trybunale Konstytucyjnym Minister Spraw Zagranicznych Witold Waszczykowski wystąpił do organu doradczego Rady Europy, jakim jest Europejska Komisja na rzecz Demokracji poprzez Prawo, znana również jako Komisja Wenecka, z prośbą o opinię na temat zagadnień prawnych będących przedmiotem prac nad nowelizacją ustawy o Trybunale Konstytucyjnym.

Minister Spraw Zagranicznych wskazuje w swym wystąpieniu, że zaistniałe kontrowersje polityczne wokół Trybunału ujawniły nie tylko wątpliwości interpretacyjne co do sformułowań obowiązującej obecnie ustawy o TK, ale również brak mechanizmów prawnych pozwalających rozwiązywać skomplikowane zagadnienia, jakie ostatnio ujawniły się w praktyce orzeczniczej Trybunału. W związku z tym zgłoszone zostały poselskie projekty nowelizacji ustawy. Minister Witold Waszczykowski zwraca się zatem do Komisji Weneckiej z wnioskiem o wyrażenie opinii na temat zaproponowanych przez Sejm rozwiązań prawnych w przekonaniu, że Trybunał Konstytucyjny jest jednym z ważnych elementów ładu instytucjonalnego Rzeczpospolitej i należy jak najszybciej zakończyć narosłe wokół niego kontrowersje. Minister jest głęboko przekonany, że międzynarodowy prestiż Komisji Weneckiej oraz jej profesjonalizm pozwolą na dokonanie obiektywnej oceny zagadnień prawnych będących przedmiotem wniosku.”

Media podchwyciły ten przekaz, nie wdając się w jego treść. A wystarczyło przecież skonfrontować go z informacją na stronach internetowych Komisji Weneckiej, która podaje w językach obcych, m. in. po angielsku:

„Request for opinion – POLAND
23/12/2015
Strasbourg, Warsaw – Today, the Minister of Foreign Affairs of Poland Mr Witold Waszczykowski, on behalf of the Polish government, requested the Venice Commission’s opinion on “ the constitutional issues addressed in the two proposals for the legislation amending the Act on the Constitutional Court of 25 June 2015. Both instruments were introduced into the agenda by the Polish Parliament by two groups of MPs, respectively on 2 and 15 December 2015 (Parliamentary Text Nos. 129 and 122)”.

Z tej informacji wynika tylko – i aż tyle, że do zaopiniowania zostały przekazane druki sejmowe: nr 129 – projekt grupy Kukiz’15 i nr 122 – projekt poselski skierowany do I czytania. Natomiast z komunikatu MSZ ani z informacji KW nie wynika, aby Komisji Weneckiej został przekazany do zaopiniowania tekst projektu z poprawkami zgłoszonymi i przyjętymi w drugim czytaniu (druk 144), znacznie bardziej radykalnymi niż to, co się znajduje w druku 122, ani ostateczny tekst ustawy uchwalonej przez Sejm 22 grudnia 2015 r. i Senat 23 grudnia 2015 r., przekazany już prezydentowi do podpisu.

A zatem Komisję Wenecką bezczelnie wprowadzono w błąd, bo poproszono ją o opinię o dokumentach nieaktualnych. Chyba, że minister nie wiedział, że ustawa już czekała na podpis prezydenta. Ale wtedy nie wiedziałby też, że 22 grudnia sam wziął udział w głosowaniu nr 68! Tego rodzaju precedensów, jak łgarstwo wobec Komisji Weneckiej, w rozprawie z Trybunałem Konstytucyjnym nie sposób policzyć. Ataki na osobę prezesa i wiceprezesa, plotki i fejki mnożyły się i pojawiają się nadal. Ale też warto niektóre przypomnieć.

Trybunał przecieka, zaalarmował o północy z 8 na 9 marca 2016 r. portal wpolityce.pl., który pisał:
„Czy to możliwe?! Tu Trybunał w zadumie radzi, a tam politycy Platformy wysyłają sobie… projekt orzeczenia, jakie ma zapaść!”.
Taki był tytuł artykułu autorstwa wu-ka i es-jot, którzy pisali:
„Już od dwóch tygodni niektórzy politycy Platformy Obywatelskiej i inni przedstawiciele establishmentu III RP wzajemnie przesyłają sobie, poprawiają i komentują projekt orzeczenia jaki ma wydać Trybunał Konstytucyjny – ustalił portal wPolityce.pl.
Pierwsze, szokujące relacje w tej sprawie dotarły do naszego dziennikarza pod koniec lutego. Nie chciało nam się wierzyć, że nawet w sprawie tak kluczowej, wszystko jest grą i teatrem, orzeczenia mogą powstawać gdzieś „na mieście”, a powaga sądu może stać tak poważnie pod znakiem zapytania. Poszliśmy jednak tropem pierwszych informacji.
Aż w trzech (!!!) źródłach udało nam się w ostatnim czasie obejrzeć taki sam, 269 stronicowy, bardzo skomplikowany projekt… orzeczenia Trybunału z 9 marca. Jeden z naszych informatorów zdecydował się nam przekazać ten projekt. W jego technicznym opisie w miejscu gdzie znajdują się dane autora tworzącego plik znajdujemy nazwisko jednego z sędziów Trybunału. Zamieszczamy go poniżej a ocenę tych wszystkich faktów i jego wpływ na wiarygodność „orzekania” sędziów Trybunału z panem prezesem Rzeplińskim pozostawiamy Państwu. Już za kilka godzin będziemy mogli się przekonać czy nasi informatorzy mają rację i czy krążący po mieście draft z orzeczeniem mędrców jest prawdziwy czy nie.”

Pod powyższym tekstem znajdujemy „draft” wyroku w sprawie o sygnaturze K 47/15 (tak, tak – to ta sprawa, dla której KOD uruchomił swój licznik vis à vis KPRM w Alejach Ujazdowskich) Trybunał w 30. letniej historii wydał do dnia przecieku ponad 2600 orzeczeń (wyroków, postanowień, postanowień sygnalizacyjnych i wykładni powszechnie obowiązujących). Po raz pierwszy projekt wyroku – trudno ad hoc ocenić, który, bądź z jakiego etapu prac nad nim pochodzi – trafił do domeny publicznej. Powtarzam – pierwszy na ponad 2,6 tysiąca rozstrzygnięć.

Co takiego się stało?

Po raz pierwszy od 30 lat wokół Trybunału Konstytucyjnego rozpętana została awantura polityczna na niespotykaną wcześniej skalę: o wybór sędziów, o kolejność rozpraw, o kompetencje, a przede wszystkim o to, że Trybunał może obecnej władzy wykonawczej nie pójść na rękę, gdy ta tego tak potrzebuje.
Po raz pierwszy w Trybunale nie mogą orzekać prawidłowo wybrani sędziowie, bo głowa państwa zakrywa oczy i zatyka uszy, nie przyjmując argumentów prawnych, a w szczególności – lekceważąc konstytucję.
Po raz pierwszy Trybunał jest oskarżany o to, że służy prawu (i konstytucji), a nie wybranej „przez naród” reprezentacji.
Po raz pierwszy prezes Trybunału, gdy broni jego niezależności i niezawisłości trybunalskich sędziów, oskarżany jest o uprawianie polityki.
Po raz pierwszy władza publiczna kontestuje wyroki Trybunału Konstytucyjnego i odmawia ich publikacji.
Po raz pierwszy w rozprawie przed Trybunałem Konstytucyjnym nie biorą udziału przedstawiciele Sejmu, Rady Ministrów i Prokuratora Generalnego.
Po raz pierwszy przed wydaniem wyroku Prezes Rady Ministrów zapowiada odmowę jego publikacji.
Po raz pierwszy Minister Sprawiedliwości – Prokurator Generalny żąda odroczenia rozprawy, bo nie miał czasu zapoznać się z dokumentami.
Po raz pierwszy wiceminister sprawiedliwości nazywa rozprawę przed Trybunałem Konstytucyjnym spotkaniem, na którym sędziowie mogą sobie zamówić kawę i ciastka.
Po raz pierwszy porządkiem konstytucyjnym w Polsce zajęły się instytucje i organizacje międzynarodowe.
Wreszcie – po raz pierwszy środowiska sędziów, prawników, akademików oraz organizacje społeczne, a także polityczne stanęły murem za niezależnością i niezawisłością Trybunału Konstytucyjnego i jego sędziów. I jednym głosem domagają się od władz politycznych przestrzegania konstytucji.

Miało miejsce – w związku z Trybunałem Konstytucyjnym – wiele innych wydarzeń „po raz pierwszy”. Pisały o nich media, mówili politycy opozycji, środowiska prawnicze, instytucje międzynarodowe. Jednak najbardziej obrzydliwe są te, które angażują w wojnę z etosem Trybunału, jego 30.letnią historią i pozycją rzeczywiście apolitycznej instytucji państwa prawa jego sędziów – Julię Przyłębską i dublerów sędziowskich. Publiczność widziała w materiale TVN24 Czarno na białym, że decyzją nowych władz Trybunału usuwano z gmachu wszystko, co kojarzyło się z przeszłością Trybunału, z ciągłością konstytucjonalizmu. Zniknęły gabloty z historycznymi dokumentami, takimi jak Konstytucja Księstwa Warszawskiego. Zlikwidowano wystawy, jak ta poświęcona trzydziestoleciu TK, która była umieszczona w dostępnym dla przechodniów miejscu, na ogrodzeniu przy alei Szucha. Tym samym pokazano, że Trybunał istnieje nie od trzydziestu lat, a od 21 grudnia 2016 roku.

20 grudnia zamknięto serwis „Obserwator Konstytucyjny”, przez 5 lat publikujący treści poświęcone nie tylko Trybunałowi, ale także państwu, prawu i kwestiom społecznym. 22 grudnia dr hab. Mariusz Muszyński zarządził zmiany na stronie internetowej Trybunału (trybunal.gov.pl) m. in:

„8. Usunąć dział „30 lat orzecznictwa TK” i jego treść; materiał filmowy o „pierwszej rozprawie” przenieść do „Archiwum” i nadać nazwę „Posiedzenie członków TK z dnia…”
9. Z działu „30 lat orzecznictwa” przenieść materiał filmowy o gmachu TK do działu „O Trybunale” – „Biuro Trybunału”;
10. Listę pt. „Członkowie TK w latach 1986 — 1997” i listę pt. „Sędziowie TK w latach 1997 — 2016” umieścić w dziale „Archiwum” jako jego dwie odrębne podkategorie;
11. Z działu „Polskie akcenty…” usunąć słowo wstępne Prezesa A. Rzeplińskiego
12. Usunąć „List Przewodniczącego Komisji Weneckiej do Prezesa A. Rzeplińskiego”
13. Treść działu „Wiadomości” – „Wystąpienia publiczne Prezesów i Wiceprezesów” przenieść do „Archiwum”

Julia Przyłębska i Mariusz Muszyński walczyli nie tylko z przeszłością Trybunału, ale także z konstytucyjnym wiceprezesem prof. Stanisławem Biernatem, którego obrażali i przymusowo odesłali na zaległy urlop. We wszystkim „nowi” mieli bezwarunkowe poparcie polityczne Prawa i Sprawiedliwości – dowodem mogą być wizyty polityków tej partii na Szucha 12a. Także prezydent nie uchylił się od wspierania nowych porządków w Trybunale. Trudno się dziwić, skoro nowa władza nieustannie szturmuje konsensualny dotychczas porządek państwa. Eliminacja niezależności tego sądu umożliwia wreszcie realizację najważniejszego celu Jarosława Kaczyńskiego – wzięcia Polaków za mordę.

Tymczasem z Trybunału odeszło, bądź zostało usuniętych wielu doświadczonych prawników – konstytucjonalistów, profesorów i doktorów habilitowanych, wybitnych akademików. Prawo konstytucyjne to taka dziedzina, w której trzeba wielu lat praktyki i nauki, by stać się samodzielnym badaczem. W miejsce opróżnione wchodzą nowi. Dopiero będą się uczyć, choć nie mają od kogo. Zaprowadzono też w Trybunale dyscyplinę formalną; wiadomo badaczom zarządzania, że gdy jakaś organizacja – gospodarcza czy administracyjna – traci busolę, to natychmiast zaprowadza się w niej dyscyplinę formalną, gdyż nie można już pozytywnie motywować personelu. I w TK wprowadzono, po raz pierwszy w historii, książkę wyjść oraz czytnik kart elektronicznych.

Klamrą spinającą dwa lata wojny o Trybunał będzie ogłoszenie 24 października przez Trybunał Konstytucyjny wyroku, przyjętego na posiedzeniu niejawnym, w sprawie o sygnaturze K 1/17 z wniosku Rzecznika Praw Obywatelskich, w którym zaskarżył on część regulacji zawartych w ustawie – Przepisy wprowadzające ustawę o organizacji i trybie postępowania przed Trybunałem Konstytucyjnym oraz ustawę o statusie sędziów TK. Wśród kilkunastu zarzutów RPO znalazł się także ten stwierdzający, że sędzia TK pełniący zgodnie z wolą prezydenta obowiązki prezesa Trybunału (Julia Przyłębska, obecna prezes TK) może sędziom, którzy złożyli przed głową państwa ślubowanie, przydzielić sprawy oraz stworzyć warunki do pracy. W efekcie obowiązki sędziego zaczęli wykonywać trzej sędziowie (Henryk Cioch, Lech Morawski i Mariusz Muszyński) powszechnie uważani za tzw. dublerów, wybranych na miejsca już zajęte przez sędziów wybranych wcześniej przez Sejm VII kadencji (Roman Hauser, Andrzej Jakubecki, Krzysztof Ślebzak).

Sędzia Julia Przyłębska wyznaczyła już skład, w którym są dwaj dublerzy: dr hab. Mariusz Muszyński i prof. dr Henryk Cioch. Widać w Trybunale po dobrej zmianie nie potrzeba zgrywać się na rzetelnego sędziego, który nie będzie orzekać we własnej sprawie, bo wcześniej sam się wyłączy, zgodnie z jedną z podstawowych paremii prawa rzymskiego nemo iudex in causa sua. Tu obowiązuje paremia nadwiślańska: nie mamy pańskiego płaszcza i co pan nam zrobi? Jednak, paradoksalnie, nie bardzo bym się tym przejmował: skoro w składzie orzekającym o składzie zasiadają osoby – dublerzy – które w nim orzekać nie powinny, bo w gruncie rzeczy nie są sędziami – to i wyrok, który zostanie ogłoszony „w imieniu Rzeczpospolitej” znaczenia mieć nie będzie. Bo to będzie kolejny wyrok „non est”.

O niezawisłości sędziowskiej, Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa

Adam Strzembosz Sąd Najwyższy reforma sądownictwa

Stanisław Zakroczymski jest autorem wywiadu – rzeki z prof. Adamem Strzemboszem. Książka pt. „Adam Strzembosz – Między prawem i sprawiedliwością” wydana przez „Więź” pojawi się niebawem w księgarniach. „Smaku dodają książce anegdoty z udziałem najważniejszych aktorów historii politycznej końca XX wieku: Wojciecha Jaruzelskiego, Jacka Kuronia, Adama Michnika czy obu braci Kaczyńskich” – czytamy w zapowiedzi w Gazecie Wyborczej.

Ten młody prawnik w wideo cyklu „Prawo do prawa” opowiada nam o arkanach konstytucji. Wybraliśmy trzy jego wypowiedzi: o niezawisłości sędziów, o SN i o KRS. Sytuacja polityczna wokół reformy sądownictwa jest jednak dynamiczna, projekty wciąż nowe, a opinia publiczna zdezorientowana.

Oto wypowiedź autora książki na temat niezawisłości sędziowskiej:

Prawo do prawa, odc. 3

Stanisław Zakroczymski odsłania fascynujące tajniki Konstytucji, pokazując, co nam grozi, gdy Konstytucja jest łamana. To trzeci odcinek cyklu "Prawo do prawa", o niezawisłości sędziów.Drugi odcinek o metodzie czytania Konstytucji, zwanej metodą sznurka i koralików, odnajdą Państwo pod linkiem: www.facebook.com/VidKOD/videos/1715162642121099/Pierwszy odcinek – pod linkiem: www.facebook.com/VidKOD/videos/1714015395569157/#PrawodoPrawa

Opublikowany przez Video-KOD Czwartek, 27 lipca 2017

Niezawisłość – to słowo ostatnio pojawia się bardzo często w kontekście niezawisłości sędziowskiej. Zauważyłbym na wstępie, że słowo „niezawisłość” pada w naszej konstytucji tylko w dwóch przypadkach: niezawiśli są sędziowie i… Jak Państwo myślą, kto? Nie urzędnicy, nie posłowie, nie ministrowie… Rzecznik Praw Obywatelskich. Jeszcze on jest tylko niezawisły, oprócz sędziów. Co oznacza to słowo? Dlaczego niezawisłość, a nie na przykład niezależność? Zacznę od tego, że nie jest to wyłącznie pojęcie prawne, przeprowadzając wykładnię językową.

Prof. Strzembosz i za nim prof. Gersdorf w apelu do sędziów, który wystosowali na początku tego roku, powiedzieli, że niezawisłość to stan ducha. I coś w tym jest: niezawisłość, to taki stan, w którym my czujemy, że wewnętrznie od nikogo nie zależymy, że podejmujemy decyzje wypływające gdzieś głęboko z naszych trzewi, z naszego sumienia. Niezawisłość to jest taka niezależność do kwadratu, niezależność w pewnym sensie uwznioślona.

Niezawisłość się w naszym języku splotła w kolokację niemal nierozerwalną z urzędem sędziego. I teraz, po tych pięknych słowach na temat niezawisłości jako stanu ducha, które oczywiście są bardzo ważne, dlatego że sędzia, którego niezawisłość gwarantuje konstytucja, a który się wewnętrznie nie czuje niezawisły, nie będzie nigdy dobrym sędzią. Co widzieliśmy na przykładzie prezesa Sądu Apelacyjnego w Gdańsku, który podczas prowokacji dziennikarskiej, że niby dzwoni do niego asystent premiera Tuska, zaczął umawiać rozprawę…

Ten człowiek był niezawisły w rozumieniu prawa, ale nie był niezawisły w rozumieniu ducha. Zejdźmy teraz z poziomu metafizyki na poziom regulacji prawnych.

Otóż, można być sędzią niezawisłym duchem nie będąc sędzią niezawisłym w rozumieniu systemu prawnego – tak mieli sędziowie w PRL. Takim sędzią był m.in. prof. Adam Strzembosz. Natomiast, powiedzmy sobie szczerze, coś, co jest elementem systemu norm, zawsze łatwiej stosować w naszym życiu. I z tego powodu nasz system prawny wolnej Polski wprowadził pewne gwarancje niezawisłości. Jakież to są gwarancje, które powodują, że sędziowie mogą czuć się ludźmi niezawisłymi.

Jest takie powiedzenie, którego nie lubię: „zwykle, gdy nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze”. W tym wypadku ono ma częściowo swoje zastosowanie: nigdy nie będziemy w pełni niezależni, jeżeli nie będziemy mieli niezależnego źródła dochodu. Sędziowie są jedyną grupą zawodową w konstytucji, która ma zagwarantowane godne wynagrodzenie. Żadna inna grupa nie ma takiej gwarancji. Tyle pomyj wylano na głowę Pani prezes za jej niefortunne słowa o 10 tysiącach, ale ci sędziowie zarabiają wreszcie w miarę godnie.

W PRL-u sędziowie zarabiali tak psie pieniądze, że w latach 80. było tyle wakatów w polskich sądach, że nie dało się ich obsadzić, bo nikt nie chciał tam iść. Milicjant zarabiał więcej, niż sędzia. Urząd sędziego musi być urzędem godnie wynagradzanym. Choć wcale nie jest tak super lukratywny – sędziowie rejonowi zaczynają z pozycji 6 – 7 tysięcy na początek. Co bardzo ważne, jeśli chodzi o te pieniądze – w polskim systemie jest to twardo powiedziane, nie ma niczego takiego, jak nagrody, premie. Jest pułap, ile zarabia sędzia rejonowy, okręgowy, apelacyjny, Sądu Najwyższego plus dodatki funkcyjne i wysługa lat. Nic więcej, bo nie może tak być, że prezes sądu albo minister mówi: „o, ten świetnie pracuje, świetnie orzeka, to mu damy więcej pieniędzy!” Tak było w PRL-u i to był doskonały mechanizm nacisku na sędziego.

Drugi aspekt, niesłychanie i szalenie istotny, to jest niezawisłość w rozumieniu intelektualnym. W PRL sędziowie oprócz tego, że podlegali ustawom i konstytucji, podlegali również wytycznym Sądu Najwyższego. Sąd Najwyższy określał, w jaki sposób rozumieć konkretny przepis, narzucając to rozumienie sędziom… Sędziowie musieli jeszcze – uwaga! – dawać rękojmię prawidłowego wypełnienia urzędu sędziego w Polsce Ludowej. Wspaniały wytrych, z pomocą którego można było usunąć każdego dowolnego sędziego, jak tylko przestał dawać rękojmię komu tam trzeba w Komitecie Centralnym…

Dzisiaj nie ma o tym mowy. Jest zapis: „sędziowie w swoim orzekaniu są niezawiśli i podlegają tylko konstytucji i ustawom. Uwaga! konstytucji i ustawom, nie ustawom, tylko konstytucji i ustawom. I to jest ta furtka, która pozwala sędziemu zastosować konstytucję w sytuacji, gdy widzi, że ustawa jest rażąco nieuczciwa, niesprawiedliwa, niezgodna z konstytucją. Co więcej, sędziowie nie podlegają rozporządzeniom wydawanym przez ministrów, przez Radę Ministrów, przez prezydenta, mimo że rozporządzenia obowiązują nas wszystkich. Jeżeli minister wyda rozporządzenie, to jest to prawo powszechnie obowiązujące, tak samo jak ustawa, ale sędziego ono nie obowiązuje, jak orzeka. Może go nie zastosować, jeśli tak uzna.

Sędziowie są niezawiśli, ale zależni od tego, co powie sąd wyższej instancji, ale generalnie sędzia może wydać taki wyrok, jaki uzna za stosowny. I tutaj istotna uwaga na temat Sądu Najwyższego: Sąd Najwyższy dawniej w PRL mógł wydawać wytyczne, o których mówiliśmy. „Kto zabija człowieka…” – Sąd Najwyższy mówi: „za człowieka rozumiemy tylko kogoś, kto przeżył pierwsze pięć tygodni życia”, na przykład, choć tak źle nie było, ale często Sąd Najwyższy mówił: „kto próbuje zamachnąć się na ustrój, podlega karze od  3 do 5 lat”, no to w stanie wojennym uznano, że trzeba co najmniej skazywać na półtora roku… Nie wiem, czy tak dokładnie, nie pamiętam, ale takie były rozmaite wytyczne: „trzeba super ostro ten artykuł stosować!” To jest zabieranie niezawisłości.

Teraz jest to absolutnie wykluczone, chociaż Sąd Najwyższy może mocą swojego autorytetu wydawać uchwały. Uchwały są bardzo ważne, ale nie wiążą sędziów niższych instancji. Uchwały są wpisywane do Księgi zasad prawnych i sędziowie powinni brać je pod uwagę w swoim rozumowaniu. Jeśli ktoś rozpatruje sprawę cywilną z zakresu prawa własności i wie, że istnieją uchwały Sądu Najwyższego, które mówią np., że tytuł własności można ograniczyć ze względu na zasadę współżycia społecznego do tego stopnia, ale dalej już nie można, to powinien wziąć to pod uwagę. Ale sędzia może się sprzeciwić takiej uchwale. Musi zdawać sobie sprawę, że będzie trudno obronić ten wyrok w toku instancji, ale może się sprzeciwić i taki wyrok tego sędziego rejonowego również będzie miał moc wyroku w imieniu Rzeczypospolitej.

I może się zdarzyć, i zdarza się tak czasami, że sędzia sądu rejonowego dostrzeże jakiś zupełnie nowy aspekt sprawy, sąd wyższej instancji przyzna mu rację i Śad Najwyższy może zmienić linię orzeczniczą. Na tym polega aspekt intelektualny niezawisłości sędziowskiej.

I ostatni aspekt, to aspekt terytorialny. Sędziowie są nie przenoszalni, jak to się ładnie nazywa. Bez zgody sędziego nie można go przenieść do innego sądu, nawet jeżeli likwidujemy sąd, w którym on orzeka. Możemy go tylko przenieść w stan spoczynku z zachowaniem jego uposażenia. Gdyby sędziego, który jest „nieposłusznym”, można było przenieść na drugi koniec Polski w każdym momencie, wiadomo, że by się pięć razy zastanowił, zanim wydałby wyrok, który by był niezgodny z racją stanu. Niestety, w nowej ustawie [wypowiedź sprzed dwóch miesięcy!], której jeszcze dobrze nie znam, bo wersji było zbyt wiele, by się ze wszystkimi zapoznać, są pewne instrumenty, które pozwolą ministrowi mieć wpływ na przenoszenie sędziów.

Na szczęście ostała się jeszcze Krajowa Rada Sądownictwa, która będzie mogła temu w dużej mierze zapobiegać [wypowiedź z 27 lipca 2017]. Bo Krajowa Rada Sądownictwa, i to już będzie ostatni aspekt, jest absolutnie kluczową instytucją, która ma stać na straży niezawisłości sądów. Tak jest zapisane w konstytucji. KRS jest z urzędu zobligowana, gdy widzi, że pojawiają się zagrożenia dla niezawisłości jakiegokolwiek sędziego, musi temu przeciwdziałać. I pan prezes Zawistowski fantastycznie występował w obronie tej niezawisłości i tę niezawisłość w dużej mierze udało się obronić.

Prof. Gersdorf na ślubowaniu dublera?! – "Prawo do prawa" odc. 17

Prof. Gersdorf na ślubowaniu dublera?! Stanisław Zakroczymski odsłania fascynujące tajniki Konstytucji, pokazując, co nam grozi, gdy Konstytucja jest łamana. "Prof. Gersdorf na ślubowaniu dublera?! ", to siedemnasty odcinek cyklu "Prawo do prawa", w którym autor charakteryzuje działanie Sądu Najwyższego oraz odnosi się do mocno kontrowersyjnego gestu sędzi Małgorzaty Gersdorf, która swoją obecnością podczas ślubowania dublera w pałacu prezydenckim spotkała się z falą krytyki ze strony społeczeństwa za legitymizowanie niekonstytucyjnych poczynań obecnej władzy.***Archiwum cyklu: 16 odc. Cierpko o Senacie, w którym autor opisuje konstytucyjne obowiązki Izby Wyższej Parlamentu i co w praktyce z tego wynika, znajdą Państwo pod linkiem: www.facebook.com/VidKOD/videos/1735184016785628/15 odc. Co premierowi wolno?, w którym autor opisuje konstytucyjne obowiązki prezesa rady ministrów, czyli obecnie Beaty Szydło, dostępny jest pod linkiem: www.facebook.com/VidKOD/videos/1730981603872536/14 odc. Belweder Prezydenta Dudy, w którym autor charakteryzuje specyfikę władzy prezydenckiej w Polsce w świetle zapisów Konstytucji oraz w praktyce, na przykładzie prezydentury Andrzeja Dudy, ale też jego poprzedników, znajdą Państwo pod linkiem: www.facebook.com/VidKOD/videos/1730132687290761/13 odc., w którym autor poddaje krytyce niedawną debatę prezydenta Dudy, zatytułowaną "Konstytucja – dla obywateli, nie dla elit", dostępny jest pod linkiem: www.facebook.com/VidKOD/videos/1728528987451131/12 odc., do udziału w którym autor zaprosił Jana Ptaszyńskiego, młodego prawnika, specjalistę w zakresie prawa pracy, by porozmawiać o tym, czy Konstytucja gwarantuje nam cokolwiek w tym zakresie, znajdą Państwo pod linkiem: www.facebook.com/VidKOD/videos/1728113467492683/11 odc., pod siedzibą PiS przy Nowogrodzkiej, w którym autor cyklu "Prawo do prawa" opowiada o tym, dlaczego nazywanie Jarosława Kaczyńskiego "Naczelnikiem Państwa" jest poważnym błędem prawnym i historycznym, a także dlaczego sytuacja, w której Prezes partii jest ważniejszy niż Premier jest destrukcyjna dla państwa prawa. Odcinek dostępny pod linkiem:www.facebook.com/VidKOD/videos/1726486977655332/10 odc., spod budynku Krajowej Rady Sądownictwa, w którym autor odpowiada na pytanie, dlaczego KRS jest tak ważna dla niezależności sądów, znajdą Państwo pod linkiem: www.facebook.com/VidKOD/videos/1725364734434223/9 odc., czyli rozmowa z Kamilą Ferenc o rozmaitych formach dyskryminacji kobiet, co stoi w oczywistej sprzeczności z gwarancjami konstytucyjnymi, dostępny jest pod linkiem: www.facebook.com/VidKOD/videos/1724563604514336/8 odc. cyklu "Prawo do prawa", w którym autor uzasadnia, dlaczego tak niebezpieczne z punktu widzenia praworządności są deklaracje "ja bez żadnego trybu", znajdą Państwo pod linkiem:www.facebook.com/VidKOD/videos/1724035251233838/7 odc., w którym tym razem autorowi towarzyszyła w charakterze gościa, Beata Siemieniako, ekspertka w dziedzinie praw lokatorskich, dostępny jest pod linkiem: www.facebook.com/VidKOD/videos/1722075734763123/6 odc. cyklu "Prawo do prawa", w którym autor pokazuje, jak ważna jest nie tylko treść prawa, ale też sposób, w jaki jest ono stanowione, znajdą Państwo pod linkiem: www.facebook.com/VidKOD/videos/1720527021584661/5 odc. o delikcie konstytucyjnym prezydenta w związku z "ułaskawieniem" kandydata na ministra, przed prawomocnym wyrokiem sądowym, pod linkiem: www.facebook.com/VidKOD/videos/1718706271766736/4 odc. cyklu "Prawo do prawa" o lustracji sędziów, odnajdą Państwo pod linkiem: www.facebook.com/VidKOD/videos/1717399285230768/3 odc. o niezawisłości sędziów pod linkiem: www.facebook.com/VidKOD/videos/1716648405305856/2 odc. o metodzie czytania Konstytucji, zwanej metodą sznurka i koralików: www.facebook.com/VidKOD/videos/1715162642121099/1 odc. – pod linkiem: www.facebook.com/VidKOD/videos/1714015395569157/#PrawodoPrawa

Opublikowany przez Video-KOD Środa, 20 września 2017

Wypowiedź Stanisława Zakroczymskiego z 20 września 2017 roku dotycząca Sądu Najwyższego:

Na gmachu Sądu Najwyższego są wypisane rozmaite łacińskie sentencje. Jest tu sentencja z Cycerona: „Cedant arma togae” – „Niech oręż ustąpi przed togą!”
Można powiedzieć, że to jest świetne pendant do naszej rozmowy: można powiedzieć, że władza wykonawcza używa oręża. Władza wykonawcza postanowiła w bezprecedensowy sposób zaingerować we władzę togi, we władzę sądowniczą, a toga dzisiaj kapituluje przed orężem.

Kilka słów na temat samego Sądu Najwyższego, bo musimy wiedzieć, czego bronimy. Jak Sąd Najwyższy jest umocowany w naszej konstytucji, w naszym systemie instytucjonalnym. Sąd Najwyższy sprawuje w zakresie orzekania nadzór nad wszystkimi sądami powszechnymi, czyli karnymi, cywilnymi, sądami pracy, ubezpieczeń społecznych oraz sądami wojskowymi w całej Polsce. Do Sądu Najwyższego można wnosić kasacje w sprawach karnych lub skargi kasacyjne w sprawach cywilnych, od prawomocnego orzeczenia sądu drugiej instancji. Dlaczego podkreśliłem to słowo „prawomocnego”? Dlatego, że nasza konstytucja nie zapewnia nam trzyinstancyjnego postępowania sądowego, a dwuinstancyjne.

Sąd Najwyższy nie ma obowiązku zająć się każdą sprawą, która do niego trafia. Sąd Okręgowy lub Sąd Apelacyjny ma obowiązek rozpatrzyć każdą apelację od wyroku sądu pierwszej instancji, ale nie ma obowiązku postępowania trzyinstancyjnego. Sąd Najwyższy bierze wnioski kasacyjne, które do niego wpływają i wydaje wstępne postanowienie – przyjąć sprawę do rozpatrzenia lub nie. Jeżeli nie przyjmie sprawy do rozpatrzenia, to sprawa kończy się: orzeczenie drugiej instancji jest ostateczne.

Natomiast Sąd Najwyższy może rozpoznawać kasacje, jeżeli dopatruje się jakichś szczególnych uchybień tego wyroku, albo jeżeli widzi, że sprawa ma jakiś szczególny potencjał precedensowy. Tych spraw kasacyjnych w Sądzie Najwyższym są dziesiątki tysięcy. Sędziowie są najlepszymi profesjonalistami w swoim fachu, albo są to sędziowie z wieloletnim doświadczeniem z niższych instancji, albo są to profesorowie prawa (czterdziestu kilku). Oni są również, w przeciwieństwie do sądów niższych instancji wyposażeni w bardzo dobry warsztat analityczny, w zaplecze profesjonalne, ponieważ Sąd Najwyższy ma świetne Biuro Studiów i Analiz – biuro orzecznictwa, które zapewnia sędziom rozmaite analizy i współpracuje z nimi przy wydawaniu wyroków.

Druga kwestia, to są tzw. uchwały. To pamiętamy w kwestii wyroku w sprawie Mariusza Kamińskiego: sądy niższych instancji w toku rozpoznawania sprawy mogą się zwrócić do Sądu Najwyższego, jeżeli napotkają na jakiś szczególnie trudne zagadnienie prawne i wówczas Sąd Najwyższy albo w składzie trójkowym, albo tzw. siódemkowym czyli crème de la crème wymiaru sprawiedliwości może wydać uchwałę, taką „abstrakcyjną”, tak jak to było w przypadku wymienionej sprawy. Sąd Najwyższy mówi np., że prezydent nie może ułaskawiać przed ostatecznym wyrokiem – w rozumieniu naszego prawa, dokonując jego wykładni. I to jest opinia, która wiąże sąd w danej sprawie. Sąd już potem nie może interpretować prawa inaczej. I dopóki Sąd Najwyższy nie wyda w innej sprawie opinii, która by znosiła dotychczasową, taka opinia obowiązuje wymiar sprawiedliwości.

Bardzo często naukowcy prawnicy powołują się również na orzecznictwo Sądu Najwyższego, na jego dorobek w postaci uchwał.

Oprócz kasacji i uchwał Sąd Najwyższy ma też różne dodatkowe funkcje: kluczową funkcją jest stwierdzanie ważności lub nieważności wyborów. Nigdy jeszcze Sąd Najwyższy nie stwierdził nieważności wyborów demokratycznych w Polsce, chociaż raz było do tego blisko: starsi z Państwa pewnie pamiętają sprawę Kwaśniewskiego z ’95 roku, a także część sędziów Sądu Najwyższego wchodzi w skład Trybunału Stanu, który to Trybunał powinien sądzić najwyższych funkcjonariuszy państwa za złamanie prawa w toku sprawowania przez nich funkcji. Również jest to ciało właściwie martwe. W III RP jeszcze żadnego prawomocnego skazującego wyroku Trybunał nie wydał. Być może będzie się to musiało zmienić za parę lat.

I ostatnia sprawa, trzech sędziów Sądu Najwyższego wchodzi w skład Państwowej Komisji Wyborczej.

Sąd Najwyższy jest to ciało niezwykle istotne, często pomijane – do niedawna jakby nie istniejące w obiegu medialnym, a mające w swoich rękach gigantyczną władzę, decydujące o losach wieluset tysięcy ludzkich spraw gospodarczych, cywilnych, karnych. Które nadaje w pewnym sensie ton wymiarowi sprawiedliwości.

"Prawo do prawa", odc. 10

Stanisław Zakroczymski odsłania fascynujące tajniki Konstytucji, pokazując, co nam grozi, gdy Konstytucja jest łamana. To dziesiąty odcinek cyklu "Prawo do prawa", w którym autor zaprasza nas pod budynek Krajowej Rady Sądownictwa, by opowiedzieć, dlaczego KRS jest tak ważna dla niezależności sądów i w jaki sposób ustawa o niej zawetowana przez prezydenta, stanowiła pogwałcenie konstytucyjnej zasady trójpodziału władzy.Dziewiąty odcinek cyklu, czyli rozmowa z Kamilą Ferenc o rozmaitych formach dyskryminacji kobiet, co stoi w oczywistej sprzeczności z gwarancjami konstytucyjnymi, dostępny jest pod linkiem: www.facebook.com/VidKOD/videos/1724563604514336/Ósmy odcinek cyklu "Prawo do prawa", w którym autor uzasadnia, dlaczego tak niebezpieczne z punktu widzenia praworządności są deklaracje "ja bez żadnego trybu", znajdą Państwo pod linkiem:www.facebook.com/VidKOD/videos/1724035251233838/Siódmy odcinek, w którym tym razem autorowi towarzyszyła w charakterze gościa, Beata Siemieniako, ekspertka w dziedzinie praw lokatorskich, dostępny jest pod linkiem: www.facebook.com/VidKOD/videos/1722075734763123/Szósty odcinek cyklu "Prawo do prawa", w którym autor pokazuje, jak ważna jest nie tylko treść prawa, ale też sposób, w jaki jest ono stanowione, znajdą Państwo pod linkiem: www.facebook.com/VidKOD/videos/1720527021584661/Piąty odciek o delikcie konstytucyjnym prezydenta w związku z "ułaskawieniem" kandydata na ministra, przed prawomocnym wyrokiem sądowym, pod linkiem: www.facebook.com/VidKOD/videos/1718706271766736/Czwarty odcinek cyklu "Prawo do prawa" o lustracji sędziów, odnajdą Państwo pod linkiem: www.facebook.com/VidKOD/videos/1717399285230768/Trzeci odcinek o niezawisłości sędziów pod linkiem: www.facebook.com/VidKOD/videos/1716648405305856/Drugi odcinek o metodzie czytania Konstytucji, zwanej metodą sznurka i koralików: www.facebook.com/VidKOD/videos/1715162642121099/Pierwszy odcinek – pod linkiem: www.facebook.com/VidKOD/videos/1714015395569157/#PrawodoPrawa

Opublikowany przez Video-KOD Niedziela, 20 sierpnia 2017

Wypowiedź Stanisława Zakroczymskiego z 20 sierpnia na temat Krajowej Rady Sądownictwa:

Krajowa Rada Sądownictwa jest instytucją, która pozostaje w pewnym sensie w cieniu dyskusji politycznej. Pozostawała nawet w cieniu ostatnich protestów: protestowaliśmy pod Sądem Najwyższym, pod Sejmem, pod pałacem, a nigdy jakoś nie przychodziliśmy tutaj, pod Krajową Radę Sądownictwa, na którą przecież również większość rządowa przygotowała zamach, w ostatniej chwili odparty, uchylony przez prezydenckie veto [wypowiedź z 20 sierpnia, kiedy nie znaliśmy jeszcze prezydenckiego projektu ustawy o KRS, niewiele lepszego od zawetowanego projektu].

Parę słów o tym, skąd ta instytucja się wzięła. To jest stosunkowo młoda instytucja, powołana do życia w 89 roku na mocy postanowień Okrągłego Stołu. Odwołam się do moich rozmów z prof. Strzemboszem; otóż on był przewodniczącym Podstolika ds. Reformy Prawa i Sądów przy Okrągłym Stole i KRS był to właśnie pomysł prof. Strzembosza, wzięty z wcześniejszego programu Solidarności z roku ’80, aby powołać taką Radę. Powiem Państwu ciekawostkę, która ma dzisiaj duże znaczenie polityczne: przy tym podstoliku siedział również Jarosław Kaczyński. Zachowały się jego wypowiedzi, które mówią o tym, że powołanie Krajowej Rady Sądownictwa będzie jak zatrzaśnięcie furtki władzy wykonawczej do ingerowania w sferę władzy sądowniczej. Trzeba jak najmocniej tę furtkę zatrzasnąć, parafrazując.

Można powiedzieć, że dzisiaj Jarosław Kaczyński chce jakby powiedzieć, że te wszystkie furtki mogą być zatrzaśnięte pod warunkiem, że on trzyma do nich klucze…

Krajowa Rada Sądownictwa powstaje po Okrągłym Stole i jest instytucją, która ma stać na straży niezawisłości sędziów i niezależności sądów. Kto wchodzi w skład takiej rady? To jest instytucja, która łączy przedstawicieli trzech różnych władz: władzy ustawodawczej, bo w jej skład wchodzi dwóch posłów i dwóch senatorów, wykonawczej, bo mamy tam ministra sprawiedliwości, który nota bene prawie nigdy nie przychodzi na posiedzenia tej rady, oraz przedstawiciela prezydenta, i siedemnastu sędziów. Oprócz prezesa Sądu Najwyższego i Naczelnego Sądu Administracyjnego, także piętnastu sędziów wybieranych spośród wszystkich sędziów w Polsce.

Czym ta Rada się zajmuje? Kluczową kompetencją tej Rady jest opiniowanie i przedstawianie prezydentowi kandydatów na sędziów. Rada ta zbiera takie kandydatury z całego kraju, przesłuchuje tych kandydatów, pisze opinie i przedkłada prezydentowi odpowiednie dokumenty. Statystyki są takie, że rocznie spośród tysiąca czterystu – tysiąca pięciuset kandydatów Rada przedstawia prezydentowi około czterystu nowych sędziów, czyli widzimy, że odsiew jest duży, a Rada nie próżnuje, ma dużo roboty i jest to bardzo odpowiedzialna praca. Nigdy do pracy tej Rady nie było jakichś poważniejszych zastrzeżeń. Jej sprawozdania były corocznie przyjmowane przez Sejm, niezależnie od tego, czy rządził PiS, czy rządziła Platforma. Nikt do tej pory jakoś nie twierdził, że sędziowie byli wybierani w sposób urągający procedurom. Wręcz przeciwnie, Polska otrzymywała bardzo wysokie noty, jeśli chodzi o poziom zagwarantowania niezawisłości sędziów.

Powiem więcej, Lech Kaczyński wypowiadał się bardzo dobrze o Krajowej Radzie Sądownictwa, mówiąc, że jest to modelowy przykład równoważenia się władz  i współpracy trzech władz przy dbaniu o niezależność i jakość polskiego sądownictwa. Widzimy, że to wcale nie funkcjonowało i nie funkcjonuje w naszym kraju źle.

Co się dzieje aktualnie? PiS próbował [wypowiedź z 20 sierpnia 2017 roku] wprowadzić nieprawdopodobnie niekonstytucyjną ustawę, która dzieliłaby tę Radę na dwie izby: w jednej zasiadaliby sami sędziowie, w drugiej – zasiadaliby sami politycy. Dodatkowo sędziowie byliby wybierani przez polityków. Kompletne wyrwanie z kontekstu konstytucyjnego, zupełny bezsens.

Dodatkowo żadna decyzja nie mogłaby być podjęta bez zgody obu tych izb, czyli politycy mogliby zawetować nawet, gdyby ci sędziowie wybrani przez polityków urwaliby się z łańcucha, politycy mogliby zawetować każdą decyzję przez nich podjętą.

Na szczęście ta ustawa została zawetowana [wypowiedź z 20 sierpnia] i piłka jest po stronie pana prezydenta, który obiecał przygotować nowy projekt…

Chciałbym jeszcze zwrócić uwagę Państwa na jedną ostatnią rzecz: dosłownie wczoraj Stowarzyszenie Sędziów Polskich Iustitia złożyło projekt założeń do nowych ustaw sądowniczych. Wśród nich jest m.in. wprowadzenie wysłuchań publicznych kandydatów na członków Krajowej Rady Sądownictwa, a także umożliwienie grupie 2 tys. obywateli zgłoszenia kandydatury sędziego do KRS. Bujdą jest stwierdzenie, że sędziowie nie są otwarci na zmiany, nie są otwarci na demokratyczną kontrolę.  Owszem, proponują, by również obywatele mogli wskazywać, który sędzia powinien zasiadać w tym zaszczytnym gronie członków KRS. W projektach sędziowskich jest m.in. mowa o tym, że wszystkie procesy dyscyplinarne sędziów mają być nagrywane. Nie będzie można stosować już tego argumentu, że rzekomo sędziowie sami siebie sądzą i wymierzają sobie jakieś śmiesznie łagodne kary. Zwiększony zostanie nadzór obywatelski nad sądami. I ostatnia zmiana – prezesi wszystkich sądów w Polsce mieliby przedkładać oficjalnie mieszkańcom swojego okręgu sprawozdanie z działania sądu i zawieszać je w internecie, z biuletynach informacji publicznej.

Teraz już nikt nie będzie mógł użyć argumentu, że środowisko sędziowskie jest zamknięte na wszelkie próby reformy. Zobaczymy, co z tymi próbami zrobi pan prezydent…